Ścieżka Sztyletów
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #8
- Язык: польский
- Переводчик: Katarzyna Karłowska
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Ścieżka Sztyletów». Краткое содержание книги:
Słyszała poruszenie, jakie zapanowało pośród siedzących za nią sióstr, które wierciły się, szeleszcząc głośno spódnicami. Przemowa musiała kilkoma porządnie wstrząsnąć. No cóż, niektóre z nich też sugerowały, że Czarną Wieżą można się zająć przy okazji. Niezależnie od wszelkich docierających do nich wieści, ani jedna nie uwierzyła, że może tam być więcej niż kilkunastu mężczyzn; to było po prostu niemożliwe, by aż stu z własnej woli chciało przenosić. Ale być może nareszcie do nich dotarło, że Egwene nie zamierza wyznaczyć ani Romandy, ani Lelaine na swoją rzeczniczkę.
Arathelle zmarszczyła brwi, prawdopodobnie wyczuwając coś w powietrzu. Pelivar poruszył się, jakby znowu chciał poderwać się z miejsca, a Donel zrobił niezadowoloną minę. Nie mogła uczynić nic innego, jak tylko brnąć dalej. Zresztą i tak nie miała innego wyboru, nigdy go nie miała.
— Rozumiem wasz niepokój — ciągnęła tym samym formalnym tonem — ale ja go rozwieję. — Jak brzmiało to dziwaczne zawołanie Legionu? O właśnie. Czas rzucić kości. — Niniejszym udzielam wam gwarancji Zasiadającej na Tronie Amyrlin. Zatrzymamy się w Murandy na miesiąc, żeby odpocząć, a potem opuścimy ten kraj, jednak nie będziemy wkraczali na terytorium Andoru. Mało tego, odtąd przestaniemy niepokoić Murandy, Andoru zaś nie będziemy niepokoić wcale. Jestem pewna — dodała — że obecni tu murandiańscy lordowie i lady z ochotą zaspokoją nasze potrzeby w zamian za godziwą zapłatę w srebrze. — Nie miałoby sensu uspokajanie Andoran, gdyby to oznaczało, że Murandianie będą napadali na konie i wozy dostawcze.
Murandianie, którzy rozglądali się teraz niespokojnie, zdecydowanie wyglądali na rozdartych. Mieli w perspektywie szanse na dobry zarobek, i to w głównej mierze dzięki realizacji dostaw dla wielkiej armii, ale z kolei kto potrafiłby się targować z taką siłą? Donel zdawał się bliski wymiotów, a Cian jakby przeliczała coś w głowie. Wśród obserwatorów podniósł się szmer tak głośny, że Egwene niemal słyszała poszczególne słowa.
Miała ochotę obejrzeć się przez ramię. Milczenie Zasiadających za jej plecami wprost ogłuszało. Siuan patrzyła prosto przed siebie i miętosiła spódnice, jakby chciała siłą woli zajrzeć w przyszłość. Ona przynajmniej wiedziała, na co się zanosi. W odróżnieniu od Sheriam, która przyglądała się majestatycznie Andoranom i Murandianom, całkiem opanowana, jakby z góry przewidziała treść słów, jakie tu padną.
Egwene musiała sprawić, by zapomnieli o tej dziewczynie, którą widzieli przed sobą, a usłyszeli kobietę, która dzierżyła w swym ręku ster władzy. Jeśli jeszcze nie trzymała ich w garści, to co z tego! I tak się nie wymkną. Zaczęła mówić jeszcze bardziej stanowczym głosem.
— Rozważcie dobrze moje słowa. Ja podjęłam decyzję; teraz od was zależy, czy ją zaakceptujecie. W przeciwnym razie musicie być gotowi stawić czoło konsekwencjom waszej odmowy. — Gdy umilkła, zawył wiatr, który wstrząsnął pawilonem i wydął ich odzienie. Egwene spokojnie przesunęła ręką po włosach. Niektórzy arystokraci stojący z tyłu dygotali i gwałtownymi ruchami wygładzali płaszcze, a ona miała nadzieję, że to nie tylko z powodu takiej pogody.
Arathelle wymieniła spojrzenia z Pelivarem i Aemlyn, po czym wszyscy troje przyjrzeli się Zasiadającym i dopiero wtedy powoli przytaknęli. Uznali, że ona wypowiada słowa, które Zasiadające włożyły jej do ust! Ale i tak omal nie westchnęła z ulgą.
— Będzie, jak rzeczesz — odpowiedziała arystokratka o twardym spojrzeniu, znowu kierując to do Zasiadających. — Nie podważamy słów Aes Sedai, ale musicie nas zrozumieć. Czasami tylko nam się wydaje, że coś słyszymy. Aczkolwiek nie wątpię, że tym razem jest inaczej. Zostaniemy jednak tu z wami aż do waszego wyjazdu. — Donel naprawdę miał taką minę, jakby miał zaraz zwymiotować. Ostatecznie do jego posiadłości było stąd całkiem niedaleko, a amdorańskie armie rzadko kiedy płaciły za coś na terytorium Murandy.
Egwene wstała i usłyszała szmer, który oznaczał, że siostry poszły w jej ślady.
— W takim razie decyzja została podjęta. Musimy niebawem odjechać, jeśli chcemy zdążyć do łóżek przed zmierzchem, ale proponuję poświęcić jeszcze kilka chwil. Jeśli teraz poznamy się nieco lepiej, to później unikniemy nieporozumień. — A ona będzie miała szansę dotrzeć do Talmanesa. — Aha. Jest jeszcze jedna rzecz, o której wszyscy powinniście wiedzieć. Księga nowicjuszek jest obecnie otwarta dla wszystkich kobiet niezależnie od wieku, wystarczy tylko zaliczyć sprawdziany. — Arathelle zamrugała. Egwene wydało się, że usłyszała ciche syknięcie Siuan. Tego tematu dotąd nie poruszały w rozmowach, ale moment był chyba jak najlepszy. — Podejdźcie do nas, zapraszam. Jestem pewna, że wszyscy chcecie porozmawiać z Zasiadającymi. Odrzućmy formalności na bok.
Nie czekając, aż Sheriam poda jej rękę, zeszła z ławy. Niemalże zbierało jej się na śmiech. Ubiegłej nocy bała się, że nigdy nie osiągnie celu, a teraz znajdowała się w połowie drogi do niego, prawie w połowie, i to wcale nie okazało się aż takie trudne, jak sądziła. Ale, rzecz jasna, pozostała jeszcze ta druga połowa.
18
Przedziwne wezwanie
Przez dłuższą chwilę po tym, jak Egwene zeszła z podium, nikt nawet nie drgnął. I wtem, nagle... Andoranie, Murandianie, jak jeden mąż, ruszyli w stronę Zasiadających. Młodociana Amyrlin — marionetka i figurantka! — nie interesowała ich wcale, zwłaszcza że mieli przed oczami oblicza pozbawione piętna upływu lat, nie pozostawiające przynajmniej wątpliwości, że oto mają do czynienia z prawdziwymi Aes Sedai. Natychmiast każdą Zasiadającą obległo dwoje lub troje lordów bądź lady, a choć jedni rozkazująco zadzierali podbródki, inni zaś kulili się pokornie, to jednak wszyscy domagali się, by ich wysłuchano. Ostry wiatr rozwiewał mgiełki oddechów i rozdymał poły płaszczy, nie zwracali na to uwagi, bo nic na świecie nie liczyło się teraz bardziej niż ich pytania. Nawet Sheriam nie udało się uciec przed lordem Donelem o nalanej twarzy, który to srożył się, to bił jej pokłony.
Egwene odciągnęła ją jednak od tego mężczyzny o chytrym, złym spojrzeniu.
— Dowiedz się czegoś, ale tak dyskretnie, jak to tylko będzie możliwe, na temat poczynań sióstr i Gwardii Wieży w Andorze — szepnęła pospiesznie, po czym odprawiła Opiekunkę, która natychmiast znów miała na karku Donela. Sheriam początkowo sprawiała wrażenie skonsternowanej jego natarczywością, prędko jednak skryła grymas niezadowolenia. Donel zamrugał niespokojnie, kiedy to ona dla odmiany zasypała go pytaniami.
Mimo dzielącego je od niej tłumu Romanda i Lelaine, nieustannie obserwowały Egwene oczyma wyzierającymi z lodowato spokojnych twarzy, ale ponieważ każda dorobiła się towarzystwa pary arystokratów, którzy chcieli... Czegoś tam. Być może zapewnienia, że w słowach Egwene nie krył się żaden podstęp. Takim żądaniem zapewne dopiekliby do żywego obu Zasiadającym, bo choćby nie wiadomo jak kluczyły czy lawirowały — a Światłość świadkiem, że były do tego zdolne — to jednak nie mogły uniknąć wyrażenia swego otwartego poparcia dla niej, nie podważając równocześnie jej autorytetu. A nawet one nie posunęłyby się do tego. Nie tutaj, nie publicznie.