Ścieżka Sztyletów
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #8
- Язык: польский
- Переводчик: Katarzyna Karłowska
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Ścieżka Sztyletów». Краткое содержание книги:
No cóż... To im się na pewno nie spodobało. Ani trochę. Egwene już przedtem zauważyła, że mają bardzo kwaśne miny, ale teraz wyglądali tak, jakby się najedli do syta zielonych śliwek. Może im się wydawało, że mogą ją bez żadnych konsekwencji ignorować, udawać, iż w ogóle nie jest Zasiadającą na Tronie Amyrlin. Skoro tak, to ona im jeszcze pokaże. Choć, rzecz jasna, najpierw będzie musiała pokazać Komnacie.
— Istnieją więzy łączące Andor z Białą Wieżą, sięgające jeszcze starożytności — zaczęła, głośno i dobitnie. — Siostry zawsze mogły się spodziewać miłego powitania w Andorze albo Murandy. W takim razie dlaczego wy prowadzicie armię przeciwko Aes Sedai? Ingerujecie tam, gdzie boją się wtrącać trony i całe narody. Mieszanie się do spraw Aes Sedai bywało już przyczyną upadku niejednego mocarstwa.
Zabrzmiało to stosownie groźnie, niezależnie od tego, czy Myrelle i inne siostry zdołały przygotować grunt pod jej słowa. Jeśli szczęście dopisało, były już w drodze do obozu i żadna się nie zorientowała. Chyba że któryś z tych arystokratów powiedział nie to, co trzeba. W takim przypadku Egwene utraciłaby całą swoją przewagę nad Komnatą, ale w porównaniu z całą resztą byłoby to jedno źdźbło siana wobec całego stogu kłopotów.
Pelivar wymienił spojrzenia z siedzącą obok niego kobietą, która natychmiast powstała. Zmarszczki pokrywające twarz nie mogły do końca zatrzeć piękna, jakim za młodu musiała się szczycić Arathelle; teraz jej włosy gęsto przeplatała siwizna, a spojrzenie miała twarde niczym Strażnik. Dłonie odziane w czerwone rękawiczki ściskały skraj płaszcza, ale było widać, że nie z niepokoju. Z ustami zaciśniętymi w cienką kreskę przyjrzała się Zasiadającym i dopiero wtedy przemówiła. Przemówiła nie do Egwene, tylko do siedzących za jej plecami sióstr. Egwene zazgrzytała zębami, ale równocześnie zrobiła uprzedzająco grzeczną minę.
— Jesteśmy tu po to właśnie, by nie dać się wciągnąć do spraw Białej Wieży. — Głos Arathelle miał władcze brzmienie, co może normalnie nie dziwiłoby w przypadku Głowy tak potężnego Domu, gdyby nie fakt, że przemawiała do tylu sióstr, nie wspominając już o Zasiadającej na Tronie Amyrlin. — Jeśli to wszystko, co słyszeliśmy, jest prawdą, to w najlepszym razie udzielenie wam zgody na przejazd przez terytorium Andoru zostanie przez Białą Wieżę poczytane za równoznaczne z okazaniem pomocy, czy wręcz nawiązaniem sojuszu. Jeśli nie zagrodzimy wam drogi, to niewykluczone, że na własnej skórze odczujemy to, czego winogrona się uczą pod prasą. — W tym momencie niektórzy Murandianie spojrzeli chmurnie na Egwene. W Murandy nikt dotąd nie próbował przeszkodzić siostrom przejeżdżającym przez ich terytorium. I najprawdopodobniej nikt się nie zastanawiał nad ewentualnymi konsekwencjami.
Arathelle mówiła dalej, jakby niczego nie zauważyła, w co Egwene jednak nie potrafiła uwierzyć.
— Z kolei w najgorszym razie... Donoszono nam... że Aes Sedai i Gwardia Wieży podążają potajemnie w kierunku Andoru. Nie były to sprawdzone raporty, tylko plotki, a jednak docierały do nas z bardzo wielu miejsc. Nikt z nas nie chciałby być świadkiem bitwy między Aes Sedai w Andorze.
— Światłości, zachowaj nas i broń! — wybuchnął Donel z poczerwieniałą twarzą. Paitr przytaknął na znak, że się zgadza, w podnieceniu zsuwając się na skraj swego siedzenia, a Cian wyraźnie miała ochotę zareagować równie gwałtownie. — Tutaj też nikt nie chce oglądać takiej bitwy! — warknął Donel. — W każdym razie nie takiej, która toczy się między Aes Sedai! No jakże, słyszeliśmy, co działo się na wschodzie! A tamte siostry!...
Na szczęście Arathelle przerwała mu i Egwene zaczęła oddychać nieco swobodniej.
— Pozwól, lordzie Donel. Przemówisz, gdy przyjdzie twoja kolej. — Zwróciła się z powrotem do Egwene, czy raczej znowu do Zasiadających, nie czekając na odpowiedź Donela, nie zważając, że bełkocze coś, pryskając śliną, a pozostali trzej Murandianie piorunują ją wzrokiem. Wyglądała na całkiem niewzruszoną, ot, kobieta, która zwyczajnie przedstawia niezbite fakty. Dając równocześnie do zrozumienia, że widziała wszystko na własne oczy.
— Jak już powiedziałam, to jest rzecz, której najbardziej się boimy, o ile te opowieści są prawdziwe. A jeśli nawet nie są, nie rozprasza to całości naszych obaw. Jedne Aes Sedai być może gromadzą się potajemnie na terytorium Andoru, razem z Gwardią Wieży. Inne Aes Sedai, którym towarzyszy armia, są gotowe wkroczyć do Andoru. Już nie raz bywało, że Biała Wieża zdawała się dążyć do jednego celu, a my potem dowiadywaliśmy się, że tym celem było przez cały czas coś innego. Jakoś trudno mi sobie wyobrazić, by nawet Biała Wieża była w stanie posunąć się tak daleko, ale jeśli tak, to waszym celem powinna być Czarna Wieża. — Arathelle zadygotała nieznacznie i zdaniem Egwene bynajmniej nie z zimna. — Bitwa między Aes Sedai mogłaby zniszczyć wszystko w promieniu wielu mil. Mogłaby zniszczyć nawet połowę Andoru.
Pelivar poderwał się na nogi.
— Mówiąc otwarcie: musicie udać się w innym kierunku. — Mówił zaskakująco cienkim głosem, ale nie mniej stanowczym niż Arathelle. — Jeśli już miałbym umierać za swój kraj i za swoich poddanych, to wolę tutaj, a nie tam, gdzie skazywałbym na śmierć również moich rodaków.
Pod wpływem uspokajającego gestu Arathelle umilkł i opadł z powrotem na krzesło. Patrzył jednak twardo, ani trochę nie udobruchany. Aemlyn, pulchna kobieta opatulona w ciemną wełnę, przytaknęła na znak, że się z nim zgadza, podobnie jak jej obdarzony kanciastą twarzą mąż.
Donel wpatrywał się w Pelivara takim wzrokiem, jakby nie wierzył własnym uszom, i nie był w tym odosobniony. Niektórzy ze stojących Murandian wdali się w głośną sprzeczkę, aż wreszcie inni musieli ich uciszyć. I to nawet wygrażając im pięściami. Co też opętało tych ludzi, że weszli w sojusz z Andoranami?
Egwene wzięła głęboki wdech. Pączek róży otwierający się do słońca. Nie powitali jej jako Zasiadającej na Tronie Amyrlin — Arathelle posunęła się nawet tak daleko, że ignorowała ją na tyle, na ile się dało bez zupełnie fizycznego odsunięcia jej poza to zgromadzenie! — a jednak dali jej wszystko, czego mogła sobie życzyć. A teraz nadszedł moment, gdy Lelaine i Romanda zapewne oczekiwały, że wyznaczy którąś z nich do prowadzenia negocjacji w jej imieniu. Miała nadzieję, że ściska je w żołądkach od tego zastanawiania się, którą z nich wybierze. I zdziwią się, bo nie będzie żadnych negocjacji.
— Elaida — zaczęła zimnym tonem, patrząc kolejno na twarze Arathelle i pozostałych siedzących arystokratów — to uzurpatorka, która pogwałciła wszelkie wartości, spoczywające w samym sercu Białej Wieży. To ja jestem Zasiadającą na Tronie Amyrlin. — Była zdziwiona, że tak statecznie i chłodno udało jej się to powiedzieć. Ale nie tak zdziwiona, jak byłaby kiedyś. Światłości, dopomóż jej, ona była Zasiadającą na Tronie Amyrlin. — Maszerujemy do Tar Valon, by usunąć Elaidę i osądzić ją, ale to jest sprawa Białej Wieży, a nie wasza. Wy tylko powinniście poznać prawdę. Tak zwana Czarna Wieża to również nasza sprawa, przenoszący mężczyźni jak zawsze pozostają w gestii Białej Wieży. Rozprawimy się z nimi wedle naszego uznania, kiedy przyjdzie na to czas, ale zapewniam was, ten czas jeszcze nie nadszedł. Istnieją ważniejsze sprawy i one mają pierwszeństwo.