Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]
- Автор: Ринго Джон
- Год: 2004
- Язык: польский
- Год: ISA
- ISBN: 83-88916-73-4
- Переводчик: Przemyslaw Bielinski
- Жанр: Боевая фантастика
Электронная книга - «Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]». Краткое содержание книги:
Wybraliśmy walkę.
— Tyle — Generał Taylor popatrzył na e-mail przyniesiony przez technika łączności, a potem spojrzał na wciśniętego w fotel prezydenta. — Wszystkie istniejące jeszcze jednostki dziesiątego korpusu minęły front korpusu dziewiątego.
— Ilu przeżyło? — spytał Sekretarz Obrony i popatrzył na elektroniczną mapę na ścianie.
— Z piechoty, jednostek pancernych, saperskich i frontowych zostało niecałe dwa tysiące.
— Dobra — powiedział ostro prezydent — zapytam inaczej: ilu straciliśmy?
— Ponad dwadzieścia pięć tysięcy…
— Dwadzieścia pięć?!
— Wysłaliśmy ciężki korpus, panie prezydencie. Pięć ciężkich dywizji z pełnym wsparciem. Z żołnierzy na linii frontu pozostała tylko jedna zdziesiątkowana brygada! Straciliśmy połowę tych żołnierzy, którzy zginęli podczas całej wojny w Wietnamie, i pięć razy tyle, co według szacunkowych danych poległo w pierwszym dniu inwazji na Normandię. Zgodnie z ostatnimi i jedynymi raportami, jakie otrzymaliśmy, zabiliśmy blisko dziewięć tysięcy Posleenów.
— Gdyby nie włamano się do systemu… — zaczął Sekretarz.
— Gdyby nie włamano się do systemu — przerwał mu generał — na pewno zabilibyśmy więcej Posleenów. Ale ponieślibyśmy takie same straty.
— Tego już się nie dowiemy — powiedział Sekretarz.
— Owszem, dowiemy się, panie Sekretarzu — odparł generał, nagle zmęczony tą całą rozmową. — Wciąż mamy dziewiąty korpus. — Wskazał na ekran. — Mieli wystarczająco dużo czasu, żeby się okopać i rozłożyć zasieki i miny, czego nie mógł zrobić korpus dziesiąty. Mają prawie zabezpieczone skrzydła, których dziesiąty korpus nie miał. Nikt nie włamał im się do systemu, jak dziesiątemu korpusowi. Nie zostaną ostrzelani przez własną artylerię, jak dziesiąty korpus. Ale i tak ich stracimy! Zabiją wprawdzie więcej Posleenów, ale to nie ma, cholera, znaczenia, bo Posleeni mogą sobie pozwolić na stratę nawet miliona żołnierzy, żeby tylko zniszczyć nasz jeden korpus! A to dopiero początek tej cholernej wojny! Moglibyśmy ją wygrać tylko pod warunkiem, że każdy żołnierz z karabinem w ręku zabije ponad setkę centaurów! A tymczasem my straciliśmy dwudziestu żołnierzy za jednego zabitego Posleena! W tym tempie na skutek tylko jednego lądowania stracimy całą armię wschodnich Stanów Zjednoczonych!
Główny Dowódca zdał sobie nagłe sprawę, że krzyczy na Sekretarza Obrony, a to przecież nie na niego powinien teraz krzyczeć.
— A co będzie, jeśli odwołamy dziewiąty korpus? — wykrztusił prezydent i po raz pierwszy od ponad godziny spojrzał na mapę.
Był wstrząśnięty. Poświęcił dwadzieścia lat życia, żeby dostać się na ten fotel. Kosztowało go to pół żołądka, małżeństwo i dzieci.
A teraz jeden błąd mógł to wszystko przekreślić.
Generał zrezygnowany pokręcił głową.
— Już na to za późno. — Zerknął na notatki, zwłaszcza na irytujące informacje dotyczące stanu technicznego jednostek. — Posleeni są szybsi od naszych jednostek.
— Ale przecież mobilność taktyczna jest jednym z najsilniejszych atutów amerykańskiej armii — zaprotestował Sekretarz.
— Jeśli mamy dobrze wyszkolone, doświadczone jednostki — powiedział Główny Dowódca, na nowo rozwścieczony tą uwagą. — A my mamy niedouczonych, niedoświadczonych i niezdecydowanych żołnierzy. Trzecia armia Pattona mogłaby sobie łatwo poradzić. Waffen SS? Żaden problem. Wojska Sojuszu w czasie Pustynnej Burzy? Kurwa, jasne, że tak. Wydać rozkaz, wycofać się, przemieścić na następną rubież, milę albo kilkaset dalej. Żaden problem. Do zrobienia. Ale tutaj mamy oddziały, w który od pięciu miesięcy działa prawidłowo tylko jedna rzecz — hierarchia dowodzenia. Jednostki, w których jeszcze trzy miesiące temu wybuchały zamieszki. Jednostki, w których już rok temu powinno się było przeprowadzić remonty konserwacyjne sprzętu, a żołnierzy intensywnie szkolić od ponad dwóch lat. Jednostki, w których połowa pojazdów psuje się, zanim przejedzie piętnaście mil. Jednostki, które mają problem z utrzymaniem stałych pozycji, nie wspominając nawet o manewrowaniu.
— Nie, sir. — Spojrzał prezydentowi prosto w oczy. — Możemy tylko mieć nadzieję, że dziewiąty korpus zada wrogom więcej szkód niż dziesiąty, zanim ci dranie ich wybiją.
— A Richmond? — spytał Sekretarz Obrony.
— Cóż, sir — powiedział generał — gdybyśmy tylko mogli zmusić Posleenów, żeby zawrócili i zaatakowali dwunasty korpus…
— Jak idzie? — zapytał generał Keeton.
John Keene przez chwilę patrzył na dowódcę nieobecnym wzrokiem.
— Przepraszam — powiedział strapiony — zamyśliłem się.
— Zauważyłem. Jak idzie?
— Zupełnie nieźle. Mam dobrą nowinę: po tej bitwie niewiele trzeba będzie zrobić, żeby przygotować Richmond do długotrwałej kampanii.
Mówiąc to uśmiechnął się słabo.
— A co z przygotowaniami na przybycie znanych wszystkim turystów?
— Cóż, nadal są pewne słabe punkty. Jeśli ruszana zachód, mamy przechlapane, a jeśli pójdą na wschód, mamy poważne kłopoty. Ale chyba wiemy, żeby skierować ich tam, gdzie należy.
— Jaki?
— Złoto.
— Złoto?
— Tak. Posleeni to urodzeni grabieżcy, a szczególnie interesują ich ciężkie metale i klejnoty. Wydaje się to dziwne, bo o wiele łatwiej zdobyć złoto i diamenty z pasa asteroid niż skarby z wrogiego miasta. W każdym razie tutejszy Bank Rezerw Federalnych ma duży zapas tych materiałów. Więc… wymyśliliśmy nową nazwę dla Czternastej Ulicy. Przemianowaliśmy ją na „Złotą Aleję” i rozłożyliśmy na niej co pięćdziesiąt metrów coś w rodzaju ozdób z czystego złota.
— O rany…
— Tak. Ozdoby leżą na drodze aż do samych bram w wale przeciwpowodziowym.
— A to oznacza, że Posleeni wybiorą tę drogę.
— Właśnie. Żeby było zabawniej, mieliśmy do wyboru pięć różnych wielkości ozdób. Najpierw położyliśmy małe ozdoby, potem większe, potem jeszcze większe. Mamy nadzieję, że w chwili, gdy czołowa falanga dotrze do muru, sprawa się między nimi rozejdzie na tyle, żeby ich naprawdę podgrzało. Mieliśmy trochę sporych odpadów, które rozłożyliśmy w odpowiednich odstępach. Ale także tylko wzdłuż Czternastej Ulicy. Jeśli Posleeni myślą logicznie…
— Będą mieli wielką ochotę przekroczyć most.
— Właśnie, sir. Mamy nadzieję, że jeśli wieść o ozdobach się rozniesie, większość z nich powinna skierować się do Schockoe Bortom.
Generał przez chwilę badawczo przyglądał się swojemu rozmówcy.
— Jak wam się udało tak szybko zdobyć te ozdoby?
— Cóż, w okolicy jest dość dużo zakładów przemysłowych — odpowiedział wymijająco Keene.
— A może powinienem spytać, co to za ozdoby?
— Cóż, nie mieliśmy za dużego wyboru…
— Co to jest, Keene? — domagał się odpowiedzi generał Keeton.
— Czy zauważył pan kiedyś na błotnikach przyczep traktorów takie małe, błyszczące figurki?
Ersin patrzył, jak szeregowy wbija ostatni żelazny pręt zwieńczony złotą figurką, przedstawiającą dwie kobiety z dużym biustem, i pokręcił głową.
— Wiesz, szefie — powiedział Mueller — komuś na pewno to się nie spodoba.
— Umocnienia obronne na Libby Hill są już przygotowane do bitwy — ciągnął Główny Dowódca. — Później wybudujemy betonowe bunkry, ale na razie dwunasty korpus ma wszystko, czego potrzeba na tak krótki czas. Ściągamy także trzynasty i czternasty korpus z Północnej i Południowej Karoliny. Richmond będzie cmentarzyskiem Posleenów — zakończył stanowczo.