Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Miedziany Król
Miedziany Król - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Miedziany Król

Электронная книга - «Miedziany Król». Краткое содержание книги:

Akcja powieści toczy się w tym samym uniwersum co wcześniejsza powieść ukraińskiego duetu, Waran. Jej bohaterem jest potomek wyklętej przez większość ludów zamieszkujących ów świat rasy heksów; trudno się zresztą dziwić niechęci do kanibali. Natura obdarza go niesamowitą pamięcią; wystarczy mu raz przeczytać książkę, by potrafił zacytować ją bez najmniejszego choćby błędu.
Przypadek sprawia, że poznaje pradawne zaklęcie — prośbę skierowaną do tytułowego Miedzianego Króla: w zamian za rzecz szczególnie dla proszącego ważną Król dać ma to, czego w danej chwili proszący szczególnie potrzebuje, przy czym to Król, a nie proszący, decydować ma, co stanie się przedmiotem zamiany. Chłopak korzysta z owej wiedzy w sposób bezwzględny. Dzięki niej z niewolnika wspina się na sam szczyt społecznej drabiny — dowodzona przez niego armia jest w stanie konkurować z największymi potęgami tego świata. Czy aby jednak na pewno dzięki temu osiąga sukces? Czy może osiągnąłby go i tak, bez pomocy mitycznego Króla?
1 ... 110 111 112 113 114 115 116 117 118 ... 138
Перейти на страницу:

Zamek przytłaczał. W całości wyciosany był w skale, a potem rozbudowany; cztery półokrągłe baszty wyrastały z kamienia niczym gigantyczne kolumny. Na dole, w kondygnacjach służby, mieściło się całe miasto, nad którym unosiły się dymy. Na środkowych kondygnacjach mieszkała straż, a górna część zamku, niedosiężnie wysoka, prawie szybująca w niebie, była siedzibą władcy.

— Czy my tam pójdziemy? — ze strachem i niedowierzaniem zapytał chłopczyk.

Kobieta, zakręciła się w miejscu, podeszła do drewnianej budki, ustawionej przy zewnętrznej bramie. Przez otwarte szerokie wrota co rusz wchodził muszlak. W jego pancerzu jak w misce piętrzyły się tobołki.

— Panie, ja… chciałabym zobaczyć władcę. Jak to zrobić?

Tłusty strażnik wykrzywił się w szczerbatym uśmiechu:

— „Zobaczyć”? No, no… Czekaj na bazarze, będzie wracał po południu. Tam się zawsze cały tłum takich zbiera, co to chcą zobaczyć. Przy bramie nie stój, bo przegonię!

— Chciałabym… z nim porozmawiać.

— Odejdź stąd, durna! „Porozmawiać”… Też coś. Z władcą? Ha!

Kobieta odeszła.

Kilka godzin spędziła z synem na bazarze. Chłopiec był śmiertelnie zmęczony i stracił zainteresowanie nawet błyszczącymi nożykami na straganach, nawet kolczugami strażników, nawet słodkimi kulkami na drewnianych kołach. Kobieta często pytała o cenę, ale niczego nie kupowała, bowiem w osadzie, skąd przyszła, pieniądze nie były w obiegu.

Raptem tłum zaszumiał. Rozległy się krzyki. Drogę wiodącą do zamku torowali strażnicy z biczami. Wlekąc dziecko za sobą, kobieta wmieszała się w tłum. Za cenę rozpaczliwych wysiłków udało się jej przecisnąć prawie do samego ogrodzenia. Od strażników pachniało żelazem, potem i dymem.

Wpierw zobaczyła półczłowieka, czworonogiego, powyżej pasa ubranego w czarną kurtkę ze złotym haftem. Wiedziała kim są chimajrydzi i serce jej stanęło w zachwycie; ten był bardzo ważną osobistością, z pięknie podstrzyżoną bródką i wąsami, z pięknymi, niedbale przygładzonymi, jasnymi włosami. Tak się zapatrzyła, że nie od razu podniosła wzrok — na grzbiecie półczłowieka, w siodle ze strzemionami, siedział władca.

Jego gładko ogolona twarz była bardzo blada. Jej jasny odcień potęgowały wydatne łuki brwiowe, wysokie kości policzkowe i ostry podbródek, czarne, proste włosy do ramion i głęboko osadzone, ciemne oczy. Przypomniała sobie zapomniane słowo: „Heks”.

Przejechał niemal obok niej. Chciała się wyrwać ku niemu i wyskoczyć na drogę, ale się nie odważyła; chłopiec krzyknął — ktoś na niego nadepnął w tłumie.

Władca przejechał i tłum się rozszedł za swoimi sprawami. Kobieta stała, patrząc na osiadający kurz, wzbity łapami chimajryda. Potem chwyciła na ręce stękającego dzieciaka i wróciła do zajazdu.

* * *

— Słyszeliście, że nasz znowu wybiera się na wojnę?

— No i cóż to za nowina… jak jest silny, to czemu nie powojować?

— Słyszeliście, w Fier nową flotę zbierają.

— Słyszałem. Sam dopiero stamtąd przyjechałem.

— I co tam?

— A co ma być?! Podatki pomału wracają. Wzięli się za nasze gardła.

— A wy już przywykliście, bez podatków… się sycić.

— Cokolwiek by mówić, to akurat to władca rozumnie zrobił. Jak się baronowie pogryźli, rozpierducha była, wszyscy my u Szuu w zadzie siedzieli. Kupcy się bali, wiele statków spłonęło, niewolnicy znowu się zbuntowali… Jaki to handel, kiedy po całym mieście dyndają wisielcy…

Chwat, pamiętam, na głównym pirsie{Pirs — portowa budowla w postaci sztucznego półwyspu wysuniętego w głąb wody, a w przypadku pirsów największych w postaci pomostu stojącego dalej od brzegu i połączonego z lądem estakadą.} z pół roku wisiał…

— Tak. Pamiętam, nie wierzyłem, że można tak zupełnie bez podatków. A jak uwierzyłem… no to się zaczęło! Jaki dureń nie zechce bez cła sprzedać, bez cła kupić?!

Kupcy jedli, pili, i wymieniali plotki po długim ciężkim dniu. W zajeździe „Pod Zamkiem” nie było wolnych miejsc. Matka i syn przycupnęli w komórce pod samym dachem. Z jedzenia poprosili tylko o wodę — mięso i placki mieli przyniesione z domu.

Chłopiec usnął za stołem. Kobieta w napięciu przysłuchiwała się obcym grubym głosom, pod oknami grali w butelki. Rudy, wyszczekany rzemieślnik, wygrywał częściej od innych — sala biesiadna co i rusz rozbrzmiewała jego donośnym śmiechem. Dowiedziała się, że pracuje on i mieszka w zamku, a do gospody przychodzi wypić i „postukać”.

— Odprowadziłabyś dzieciaka na górę — powiedziała służąca przechodząc obok. — Zjedz i uciekaj.

— Niech się przyzwyczaja — poganiacz bydła, sapiąc, postawił kufel na stole. — Do terminu chcesz go oddać, babo?

— Do terminu — odezwała się lękliwym szeptem. Gracze zaczęli się rozchodzić — w tym zajeździe nie było przyjęte siedzenie do późna. Podniósł się też rudy, roześmiany rzemieślnik, odrobinę pijany, zadowolony z wygranej. Kobieta dogoniła go już w drzwiach.

— A ty czego? — wymamrotał, wysłuchawszy jej wcześniej. — Z czyjego polecenia? Czy ty wiesz, kim ja jestem? Nie mogę ryzykować dla twoich fanaberii.

— Nic się nie stanie — błagalnie zacisnęła ręce. — Nikt się nie dowie… Żebym tylko do środka weszła, a tam ja sama…

— Przecież tam jest straż na każdym rogu.

— To nic… Najwyżej mnie wypędzą, a niech tam… Co mi mogą uczynić, ja baba, on malutki… Dam ci całą skórę. Można i kurtkę i spodnie z jednego kawałka uszyć. U nas są rasowe przyślepki, takie nie na mięso, tylko na skórę się hoduje.

— Pokaż — z niedowierzaniem powiedział wciąż rozweselony rzemieślnik.

Kobieta z wdzięcznością kiwnęła głową i rzuciła się na górę — do swoich tobołków.

* * *

Mężczyzna otrzymał drogi prezent prawie za nic; przechodząc rankiem obok strażnika przy wejściu do zamku, kiwnął głową w kierunku kobiety i chłopca:

— Oni są ze mną. Do pomocy.

I wyjaśnił wchodzącym:

— Oni bacznie patrzą, jeśli worek niesiesz albo jakąś skrzynię. A kiedy idziesz bez bagażu, mogą przepuścić.

Za murem było ludnie i gwarnie jak na bazarze. Kobieta straciła głowę, rzemieślnik milcząc wskazał jej maleńkie drzwi w ścianie. Ściskając rękę chłopca, kobieta weszła z jaskrawego słońca w cień.

Nikt na nich nie zwracał uwagi. W szerokich, półciemnych korytarzach wrzało zwyczajne miejskie życie — wisiała mokra bielizna, paliły się piece, suszyły się gliniane garnki na nóżkach przewróconych ławek. Skądś dochodził zapach świeżego pieczywa. Z głową wsuniętą w ramiona, obawiała się bowiem, że za chwilę ktoś za nią ostro krzyknie i zażąda wyjaśnień, kobieta uparcie przedzierała się coraz wyżej, coraz głębiej w zamek; korytarze stawały się jaśniejsze i węższe. W tłumie ktoś wydawał polecenia kłótliwym, skrzypiącym głosem, ktoś niezwłocznie potrzebował intendenta — do piekarni. Gdzieś dzwoniły młoty — trwała praca w ogromnej kuźni.

1 ... 110 111 112 113 114 115 116 117 118 ... 138
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)