Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Miedziany Król
Miedziany Król - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Miedziany Król

Электронная книга - «Miedziany Król». Краткое содержание книги:

Akcja powieści toczy się w tym samym uniwersum co wcześniejsza powieść ukraińskiego duetu, Waran. Jej bohaterem jest potomek wyklętej przez większość ludów zamieszkujących ów świat rasy heksów; trudno się zresztą dziwić niechęci do kanibali. Natura obdarza go niesamowitą pamięcią; wystarczy mu raz przeczytać książkę, by potrafił zacytować ją bez najmniejszego choćby błędu.
Przypadek sprawia, że poznaje pradawne zaklęcie — prośbę skierowaną do tytułowego Miedzianego Króla: w zamian za rzecz szczególnie dla proszącego ważną Król dać ma to, czego w danej chwili proszący szczególnie potrzebuje, przy czym to Król, a nie proszący, decydować ma, co stanie się przedmiotem zamiany. Chłopak korzysta z owej wiedzy w sposób bezwzględny. Dzięki niej z niewolnika wspina się na sam szczyt społecznej drabiny — dowodzona przez niego armia jest w stanie konkurować z największymi potęgami tego świata. Czy aby jednak na pewno dzięki temu osiąga sukces? Czy może osiągnąłby go i tak, bez pomocy mitycznego Króla?
1 ... 108 109 110 111 112 113 114 115 116 ... 138
Перейти на страницу:
* * *

Biała woda zdawała się gęsta jak kasza, a piasek na dnie grząski, szklisty, prawie przezroczysty. Jaska szła wzdłuż brzegu, zapadając się przy każdym kroku. Zdawało się, że pierścień na palcu przysparza jej nieznośny ból.

— Tutaj — potknęła się i zatrzymała. — Nie mogę… tego dotknąć. Kto z was?…

Łuks wszedł do lodowatej wody, nie zdejmując siodła ni strzemion.

* * *

Wiele pazurów wbiło się w kamienne kruszywo. Wiele pięści zacisnęło się konwulsyjnie. Na szereg chimajrydów, wolno, rozpędzając się, ruszyła armia pieszych, zakutych w żelazo, z włóczniami takimi długimi, że jeden człowiek nie mógł ich utrzymać. Nad głowami żelaznej armii krążyły niczym wysłannicy śmierci, dziesiątki skrzydlaków.

Nagóreni patrzyli, unosząc się w strzemionach, patrzyli, przypadając na tylne łapy. Patrzyli i chcąc otrzeć pot z twarzy natykali się na przyłbice. W to, że nastąpił koniec, nikt już nie wątpił.

Zwabiono ich w pułapkę. Ale i tak po raz ostatni staną do beznadziejnej walki, będą bić się, póki nie umrą. I nie pozostawią po sobie potomstwa. Ich ciała użyźnią ziemię dla obcych ludów.

* * *

Łuks wynurzył się po raz trzeci. Biała woda ściekała po jego zlepionych włosach.

— Niczego nie widzę — zakaszlał. — Tutaj jest głęboko…

Jaska nie otwierała oczu:

— Jesteś blisko. Spróbuj dalej od brzegu. To tutaj.

Razwijar wszedł do wody po kolana. Trzęsło nim, czuł jak drży ziemia, jak drga powietrze niczym skóra chorego zwierzęcia.

— Szybciej Łuks.

— Sam spróbuj szybciej!

Chimajryd zanurkował. Brzeg był pusty, tylko grupa seniorów, najbardziej zgrzybiałych i słabych, stała nieopodal, ciasno jeden obok drugiego.

— Szkoda, że dożyłem do tego dnia — szeptem powiedział któryś z nich.

Łuks długo się nie pokazywał. Falowała biała woda. Góry stały nieporuszone, witając wschodzące słońce. Miękkie linie pobliskich pagórków podkreślały ostre szczyty dalekich skał.

Barwa nieba zmieniała się swobodnie i naturalnie, przepływając z błękitnego w fioletowy, z żółtego w jasnoróżowy. Razwijarowi przypomniały się mosty nad miastem Mirtie.

Jaska jęknęła przyciskając dłoń do brzucha.

* * *

— Stać — wychrypiał jednoręki wódz w środku szeregu. Do kikuta ręki miał przywiązaną okrągłą tarczę. — Stać, dopóki nie będzie komendy… Ani kroku w tył! Stać!

Żelazna armia zbliżała się. Włócznie jeżyły się jak częstokołem. Na każdą z nich można było nadziać po dziesięć wrogich ciał.

— Oj, mamo — jęknął spod hełmu Dalekie Światło. Goniec Pod Wieczór ścisnął kolanami jego boki.

Łuks wynurzył się, gwałtownie łapiąc powietrze. W rękach trzymał strzępek materii, wąską wstęgę z przyszytymi do niej żelaznymi kółeczkami.

— Tak — wydyszała Jaska. — Właśnie to.

Chimajryd wyskoczył na brzeg. Z jego boków unosiła się para. Rzucił znalezisko na piasek przed dziewczyną, jakby ta drobna rzecz paliła mu rękę.

— Co to? — zapytał Razwijar.

— Kobieca ozdoba — Łuks kaszlał. — Tylko… Wstęga do włosów.

Jaska z przerażeniem cofała się przed kawałkiem materii, leżącym na piasku.

— Szuu — wyszeptała. — Imperator… To…

— Co?! — wykrzyknął Razwijar.

Wstęga, która wiele lat spoczywała na dnie jeziora, podobna była do pasma ludzkiej skóry z wszytymi stalowymi kołami.

— To ozdoba jego kobiety — wyszeptała kobieta. — Tej samej… To nienawiść i obrzydzenie… przekleństwo bezpłodności na wszystkich, na wszystkich… wyrosłe z jego miłości. Potwór… potwór…

— Rób coś! — ryknął Razwijar, przerywając jej zawodzenie. — Rób coś, nie patrz!

Jaska skuliła się, przyciskając dłoń do brzucha i wyciągnęła przed siebie rękę z pierścieniem.

* * *

— Naprzód — powiedział jednoręki wódz. — Do spotkania na Zielonej Równinie.

W powietrze wzbiła się chmura strzał. Skrzydlaki przestały krążyć, zwracając się w kierunku wroga rozpostarły skrzydła i runęły w dół.

* * *

Mokra, wyblakła wstęga z wszytymi żelaznymi kółkami, skręcała się wolno na piasku. Obok wiła się Jaska, przyciskając lewą rękę do brzucha, a prawą wyciągając przed siebie. Pierścień to wybuchał jaskrawym blaskiem, to bladł jakby zasnuty bielmem.

Władca odchodził od zmysłów z bezsilności. Miecze w jego rękach były bezużyteczne. Nic nie mógł zrobić. Łuks miotał się po brzegu, drżąc ni to z zimna, ni to z gniewu. Razwijar uchwycił skierowany na siebie jego pełen rozpaczy wzrok. Chimajryd miał rację; należało ocalić to, co najdroższe, wywieźć Jaśkę razem z nienarodzonym niemowlęciem, żeby nigdy nie było tego brzegu i tej starej wstęgi z żelaznymi kółkami. Łuks miał rację, ale wybór należał do jeźdźca.

Pierścień rozbłysnął gwałtownie i nagle zgasł. Kamień z turkusowego stał się mętnoszary.

Chimajryd krzyknął. Jaska zasyczała przechylając się do przodu:

— Nie ja. Zabiłam. Twoje. Dzieci. Odejdź, skąd przyszłaś!

Kamień znowu rozpalił się blaskiem. Najpierw matowo. Potem jaskrawiej. Zalał światłem piasek i wodę, seniorzy cofnęli się w przerażeniu, Heks nie wytrzymał i zasłonił twarz dłonią.

Wstęga wybuchła i opadła prochem. Żelazne kółka pokryły się rdzą i zabarwiły rudo biały piasek. Mag na kolanach popełzła w kierunku jeziora, Łuks i Razwijar chwycili ją pod ręce.

Jaska zanurzyła dłoń w jeziorze i pierścień zasyczał jak rozpalone żelazo w beczce z wodą.

— Co za jędza — dziewczyna chciwie myła twarz, piła z garści. — Nie zrozumiecie tego, jesteście mężczyznami…

Nagle objęła ich obiema rękami i przyciągnęła do siebie, przycisnęła ich głowy do piersi.

Śmiała się obejmując obydwu naraz, przeczesując ich włosy, całując na zmianę szorstki, nieogolony policzek Łuksa i gładką, białą skórę Razwijara.

— To wszystko… To wszystko. Teraz są wolni.

Na białym piasku plamami czerwieniała krew.

* * *

Strzały z góry, zawsze celne, nie znały litości. Kogo osłaniały tarcze, tego przeszywała włócznia. Czworonodzy, czteroręcy żołnierze miotali się po polu, szukając wyrwy w żelaznym pancerzu, ale wyrwy nie było.

Skrzydlaki znowu uformowały szyk „trąby powietrznej” i bez pośpiechu krążyły nad polem, wypuszczając strzały. Nagle nadleciał wiatr, niebo zadrżało i zafalowało jak mokra tkanina, zaryczał grom, niespotykany o tej porze roku.

Jaska stała na szczycie pagórka na skraju pola. Jej jaśniejący pierścień był widoczny z daleka, walka została przerwana i na przestrzeń, usłaną porzuconym orężem i martwymi ciałami, wybiegł jeździec.

Zobaczyli go równocześnie Nagóreni i ich wrogowie. Zobaczył go też zapewne imperatorski mag. Łuks biegł, prawie nie dotykając ziemi. Razwijar stał w strzemionach, unosząc ku niebu ręce z mieczami:

— Przekleństwo zostało zdjęte!

Uderzyła błyskawica. Jeden skrzydłak wypadł z szeregu i, tracąc pióra, poleciał na ziemię.

— Przekleństwo zostało zdjęte!

Znowu uderzyła błyskawica. Żelazny szereg zachwiał się. Przeskoczyły iskry po zwartym pancerzu. Bezwładnie zakołysały się włócznie. Poleciały białe pióra, upadł na ziemię pierwszy zabity skrzydlak. Inne ptaki pośpieszyły w górę, ponad chmury.

1 ... 108 109 110 111 112 113 114 115 116 ... 138
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)