Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Miedziany Król
Miedziany Król - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Miedziany Król

Электронная книга - «Miedziany Król». Краткое содержание книги:

Akcja powieści toczy się w tym samym uniwersum co wcześniejsza powieść ukraińskiego duetu, Waran. Jej bohaterem jest potomek wyklętej przez większość ludów zamieszkujących ów świat rasy heksów; trudno się zresztą dziwić niechęci do kanibali. Natura obdarza go niesamowitą pamięcią; wystarczy mu raz przeczytać książkę, by potrafił zacytować ją bez najmniejszego choćby błędu.
Przypadek sprawia, że poznaje pradawne zaklęcie — prośbę skierowaną do tytułowego Miedzianego Króla: w zamian za rzecz szczególnie dla proszącego ważną Król dać ma to, czego w danej chwili proszący szczególnie potrzebuje, przy czym to Król, a nie proszący, decydować ma, co stanie się przedmiotem zamiany. Chłopak korzysta z owej wiedzy w sposób bezwzględny. Dzięki niej z niewolnika wspina się na sam szczyt społecznej drabiny — dowodzona przez niego armia jest w stanie konkurować z największymi potęgami tego świata. Czy aby jednak na pewno dzięki temu osiąga sukces? Czy może osiągnąłby go i tak, bez pomocy mitycznego Króla?
1 ... 113 114 115 116 117 118 119 120 121 ... 138
Перейти на страницу:

Chimajryd zasępił się, chciał coś powiedzieć, ale nagle szeroko się uśmiechnął.

— Dobrze. Jeśli to jest decyzja jeźdźca.

— To jest decyzja jeźdźca. Przekleństwo zostało zdjęte, mały.

— Przekleństwo zostało zdjęte, Razwijar. — Podarek ścisnął dłońmi jego rękę. — Do jutra.

— Spokojnej nocy.

Wyszedł, kiwnąwszy na pożegnanie piastunce.

* * *

W jego bibliotece nie było pająków Cza. Powietrze i bez nich było wystarczająco suche i tym samym dobre dla ksiąg. Słudzy każdego dnia zmiatali kurz ze stelaży, z wielu tomów i zwojów.

Senny bibliotekarz zapalił świece, gdy tylko Rawijar przestąpił próg. Zapłonęło dziesięć ogromnych ogni na wysokich świecznikach.

Przywożono mu księgi zewsząd, a on szczodrze za nie płacił. Oddziały zwiadowców wybierały się na ziemie Imperium nie tyle po informacje, co po manuskrypty zalegające składy i skarbce dużych miast. W końcu woluminów zrobiło się więcej, niż władca mógł przeczytać.

Więcej niż mógł nawet przekartkować, pobieżnie przejrzeć. Początkowo wydawało mu się to dziwne, nawet zabawne. Ale czas mijał, zwiadowcy i kupcy robili swoje, dziesiątki i setki nieprzeczytanych tomów stało na półkach, czekając na swój czas.

— Jest coś nowego, panie — bibliotekarz nie mógł ukryć dumy. Jego okrągła twarz lśniła.

Cały dzień czekał na Razwijara, żeby obwieścić mu radosną wieść. — Powrócił człowiek, wręcz żywe srebro, którego wysłałem jeszcze zimą. Sprytny młodzieniec, kręta szczypawka, przetrząsnął imperatorską bibliotekę… Spójrz, władco!

Zdarł cienki materiał ze stosu manuskryptów, z wyglądu bardzo starych, w skórzanych i żelaznych oprawach. Jeszcze dziesięć lat temu za jedną taką księgę Razwijar oddałby… prawą rękę? Możliwe. Rzuciłby się do niej, otworzył, zaczął chciwie przeglądać, szybko siadłby do czytania, jeszcze osiem lat temu zaniósłby ją w ofierze Miedzianemu Królowi i Król przyjąłby podarunek.

— Tutaj jest kilka całkiem nowych, znakomitego wykonania. „Gospodarcza silva rerum”, „Fortyfikacja”, „Dydaktyczne opowieści”… A oto dwa tomy — stare, z kolekcji znamienitego imperatorskiego urzędnika, możliwe, że samego Słupa Imperium, jeśli coś rozumiem z pieczęci.

Mój wysłannik potrafił je podmienić i wykraść…

Razwijar milczał.

— Ale to jeszcze nie wszystko — bibliotekarz czujnie śledził wyraz jego twarzy. — Przejrzałem je, kiedy was nie było.

— I? — Władca wykazał w końcu zainteresowanie.

Bibliofil gwałtownie chwycił tom, leżący z brzegu. Ostrożnie otworzył w tym miejscu, gdzie spomiędzy stronic zwisała tasiemka zakładki. Razwijar śledził wzrokiem ruch jego długiego palca: księga była z tych nowych, przepisana z oryginału przez dobrego, starannego kopistę i umieszczona w starej oprawie.

— „Zagarnął wyrób włóczni, kuźnie i w końcu cały cech i był na tyle przedsiębiorczy, że nawet imię jego w miejscowym narzeczu zaczęło oznaczać „miedź”… Zwano go z powodu oczu Miedzianym Królem, a wrogowie z niechęcią mówili o miedzianym bożku…” — przeczytał bibliotekarz.

Razwijar spojrzał na tytuł księgi: „Stu najbardziej przedsiębiorczych kupców Imperium i spoza granic jego”. Uśmiechnął się słabo:

— Dziękuję. Wpisz wszystkie do katalogu i postaw na półkę, potem popatrzę.

— Tak, panie — bibliofil zdawał się być rozczarowany.

— Spokojnej nocy.

— Spokojnej nocy, władco.

* * *

Zamek przyczaił się, ale nie spał, prace trwały dniem i nocą. Był podobny do larwy, wyklutej z jaja, potrzebującej coraz więcej wody i pożywienia, ciepła, żywej krwi, ludzkiego wysiłku, światła. Broń i ozdoby, odzież i obuwie, koła i zbroję, i znowu broń; wojenne wyprawy odbywały się jedna za drugą, a każdą z nich Razwijar dowodził osobiście i w każdej wyprawie nadwerężał zdrowie i ryzykował życie. Tylko nowe zwycięstwo i nowa władza na krótki czas zalewały ogień, pożerający go od środka.

„Weź, co jest mi drogie. Daj, czego potrzebuję”. Cierpiał od tego niezadowolenia, jak cierpi się z głodu, pragnienia albo duszności. Z każdą nową ofiarą coś się w nim zmieniało, co było podobne do wybuchu pączka wypuszczającego listek. Z każdym nowym krokiem, olśnieniem, zdawało mu się, że teraz jest wypełniony po brzegi, niczym gliniana czasza i niczego więcej nie potrzebuje. Ale zaspokojona potrzeba odkrywała przed nim inne, o których wcześniej nie miał nawet pojęcia i których nie potrafiłby nawet opisać słowami. A Miedziany Król ze swoją kapryśną łaską stawał się coraz bardziej niezbędny.

Władca kamiennego zamku kładł na ołtarz drogie podarunki od chimajrydów, cuda od zamorskich kupców, złoto, oręż, obrazy, księgi. Głodował tygodniami, zmuszał się do przeżywania męczarni z pragnienia, ale Miedziany Król więcej nie przyjmował od niego ani chleba, ani wody. Tylko te rzadkie rzeczy, które naprawdę zdolne były ucieszyć Razwijara, przypominające o dawnych, lepszych dniach, związane z ukochanymi ludźmi — tylko takie rzeczy nadawały się na ofiarę.

Na czele swoich oddziałów władca dokonywał szybkich wypadów grabieżczych na miasta Imperium i zbierał bogate zdobycze. Pewnego razu pośród złotych i srebrnych naczyń, monet i gobelinów, trafiła się szkatułka z pozytywką, grająca jedną, cichą melodię. Na rewersie wieka skrzyneczki był ornament, skomponowany z wiewiórczych sylwet. Razwijar słuchał melodii płynącej z pudełka raz, i drugi, i trzeci, i przed jego oczami pojawiały się fragmenty dawno straconych wspomnień; las… pole… człowiek na szczudłach, biegnący po miedzy, i rudy potok, ciągnących za nim wiewiórek. Wygięte w łuk grzbiety, szybujące na wietrze ogony…

Męczył się wiele dni, potem nie wytrzymał i przyniósł szkatułkę w ofierze i Miedziany Król ja przyjął. Dręcząca niecierpliwość osłabła, ale nie na długo. Wkrótce powróciła i nie osłabła, aż do dnia, gdy kolejny raz uległ pragnieniu, które niczym pustynia zasypująca wszystko piaskiem zagarniało jego myśli.

Jaska podarowała Razwijarowi srebrny medalion na łańcuszku. To było istne cudo sztuki jubilerskiej, w swoim kunszcie niemożliwe do wykonania bez pomocy magii. Medalion był zawsze ciepły. W środku znajdowały się portrety: Łuksa, Jaski i Podarka, które umiały uśmiechać się w odpowiedzi na uśmiech Razwijara.

Nosił go, nie zdejmując prawie pół roku. Mijały dni i miesiące od czasu ostatniej ofiary.

Pragnął wewnętrznych przemian, tak jak pragnął oddychać, z każdym dniem coraz silniej.

Pewnego wieczoru, kiedy został sam, zdjął z szyi ciepły medalion i na zawsze oddał Miedzianemu Królowi. Wiedział, że nie da się tego uniknąć, wiedział także, że Król przyjmie ten dar jako drobny datek.

Wyznaczył nagrodę za historię, bajkę, opowiadanie albo nawet pogłoskę, w których wspomniano by o Miedzianym Królu, ale to, co przynosili mu plotkarze do tej pory, okazywało się albo bzdurą, albo zmyśleniem. Zwiadowcy, których wyprawił do portu Mirtie, udając handlarzy ryb, wstąpili na wysepkę z latarnią, ale starzec, który wiele lat gasił i zapalał płomień, był już od dawna martwy. Jego pracę wykonywał młody, upośledzony umysłowo mieszkaniec miasta, który oczywiście nigdy nie słyszał o takim królu.

Razwijar ćwiczył z bronią bez odpoczynku, czasami bez ustanku. Jego przeciwnicy zmieniali się, opadłszy z sił, a niekiedy i otrzymawszy lekką ranę, ale on nie męczył się — a raczej przelewał zmęczenie w broń przeciwko Miedzianemu Królowi. Katował się lodowatymi kąpielami i bieganiem boso po górach. Ulga trwała krótko, pragnienie złożenia ofiary znowu zawłaszczało nim, jakby sam Król przychodził do niego, żądając swego.

1 ... 113 114 115 116 117 118 119 120 121 ... 138
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)