Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza

Электронная книга - «Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza». Краткое содержание книги:

Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
1 ... 110 111 112 113 114 115 116 117 118 ... 152
Перейти на страницу:

To pytanie go zaskoczyło. Nie wypowiadał swoich obaw głośno, ale do tej pory miał cichą nadzieję, że przynajmniej dowódcy karawany orientują się w planach kha-dara. W końcu zaufali mu na tyle, że wzięli udział w tym całym szaleństwie.

– Nie. A wy? Też nie?

– Nie. Od miesiąca nie dał znaku życia. Ale robimy, co musimy. Więc dzisiaj stanę przeciw dwóm Synom Wojny i będę próbował ich powstrzymać. Powstrzymać, nie pokonać, bo nie wierzę w możliwość pokonania ich tym, co mam.

Po raz pierwszy powiedział to głośno.

– Nie pokonam ich – kontynuował po chwili – ale mogę zatrzymać.

– Ile czasu?

– Kilka dni... może dłużej. Wystarczająco, by reszta zdążyła zejść z gór. Plany się zmieniły...

Tak. Tak bywa na wojnie. Możesz mieć najpiękniejsze plany kampanii, ale przeciwnik nigdy nie robi tego, czego oczekujesz. Kocimiętka pamiętał to z czasów wojny, bitwy o Meekhan, a nawet Długiego Pościgu. Sytuacja na polu bitwy zmieniała się wtedy z godziny na godzinę, wroga nigdy nie było tam, gdzie się go spodziewano, własne oddziały spóźniały się lub przybywały za wcześnie, jeden zerwany most mógł przesądzić o wyniku całego starcia. Jedynie ci, którzy znali wojnę tylko z opasłych ksiąg poświęconych wojskowości, uważali ją za coś, co można zaplanować i kontrolować. Rzecz jasna, jak się pisało księgi po wojnie, to każdą decyzję dowódców dawało się uzasadnić, wyjaśnić i umotywować.

Uśmiechnął się tylko.

– Jak długo planujemy się utrzymać?

– Kilka dni. Dłużej, jeśli przebijemy się do rzeki. Nie zaryzykuję przeprawy z koczownikami na karku, ale Lassa powinna osłonić nas choć z jednej strony.

– I dostarczyć wody?

– Tak. I dostarczyć wody.

Wymienili spojrzenia. Obaj byli zbyt starzy, żeby się oszukiwać.

– A jak nie dotrzecie do rzeki?

– Trzy dni. Jeśli będziemy oszczędzać, pięć. Koniom, które nie będą musiały ciągnąć wozów, zmniejszymy racje. A ludzie wytrzymają dłużej niż zwierzęta. Obóz Aw’lerr powinien już zejść z gór, za dwa dni na Wyżynie będzie Saro’deh, za pięć, sześć reszta. Musimy się utrzymać do tej pory.

Choć ten plan wyglądał na rozsądny – bo logiczne wydawało się, by zatrzymać siły obu Synów Wojny w tym miejscu, i tym samym dać reszcie Wozaków czas na sforsowanie gór – to Kocimiętka miał przeczucie, że chodzi o coś innego. Za duża była zaciekłość, z jaką Verdanno szli do tej bitwy. No i za łatwo koczownicy wpuścili ich tak głęboko na Wyżynę. Przebyli już prawie siedemdziesiąt mil, a jedyny opór, na jaki natrafiali, to małe patrole i niezbyt liczne oddziały, z którymi rydwany radziły sobie bez większych kłopotów. Przez ostatnie dwa dni straty Fal nie sięgnęły stu załóg. Każdy, kto miał oczy, a w głowie zamiast garści krowiego łajna rozum, widział, że to wciąganie w pułapkę. Być może koczownicy taki właśnie mieli plan, wciągać obozy pojedynczo w głąb Wyżyny i likwidować je jeden po drugim, po kolei. Być może liczyli na pragnienie i kłopoty z wodą; jeśli wiosna okaże się równie upalna jak poprzednie lato, Se-kohlandczycy będą musieli tylko cofać się, zatruwając źródła i trzymając Verdanno z dala od większych rzek. Być może chodziło o jeszcze coś innego.

Maycha powinna się nazywać Panią Przypuszczeń i Domysłów, a nie Panią Wojny.

Ale cóż, obóz New’harr nie miał innego wyjścia. Zawrócenie oznaczałoby oddanie inicjatywy w ręce koczowników. I wędrówkę sześćdziesiąt mil na zachód z kurczącymi się w oczach zapasami wody.

– Może spadnie deszcz? – rzucił Sarden, choć sam w to nie wierzył.

– Taaaak. – Kowal przeciągnął sylabę, po raz pierwszy patrząc na niego z jawną kpiną. – Może.

Jak ktoś ma czarowników, którzy czerpią swą Moc z duchów tej ziemi, to wie, czy niebo zapłacze.

– Ale nie po to cię wezwałem. – And’ewers spochmurniał. – Jedziemy do bitwy, która was nie dotyczy. Pomagaliście karawanie w Imperium i w górach, pojechaliście z rydwanami na południe, nie musicie jechać dalej.

Kocimiętka pozwolił sobie na kwaśny uśmiech.

– Chcecie nas zostawić? W stepie pełnym koczowników? Nie przeżyjemy godziny.

– To mówi ktoś, kto wczoraj pchał się na czoło, zapewniając, że wywiedzie w pole samego Ojca Wojny, jeśli by tu był?

– To było wczoraj. Dziś jesteśmy bliżej wroga.

– Ledwo ruszyliśmy się z miejsca.

– Może, ale...

Kowal uniósł dłoń.

– Chcę, żebyście znaleźli Laskolnyka. I powiedzieli mu, że gdy będzie źle, zrobimy Martwy Kwiat. Będzie wiedział, co to znaczy.

To kończyło głupie przegadywanie się. Oczywiście pozostawało jeszcze jedno pytanie.

– Ta wasza wyżyna to kawał ziemi. Skąd wiesz, że on tu jest?

– Bo obiecał.

No tak. Obiecał. Wiara, jaką Wozacy pokładali w Laskolnyka, była wręcz mistyczna. I w gruncie rzeczy nie różniła się od tej, którą miał Kocimiętka, w końcu inaczej by go tu nie było.

– Obiecał nam pomoc – powiedział And’ewers. – Obiecał konnicę, która wesprze nasze koła. Najemników, wolne czaardany, zabijaków, którzy będą walczyć za nasze złoto. Dziesięć, piętnaście tysięcy szabel, dzięki którym zwiększą się nasze szanse. Nie jesteśmy tak szaleni, jak sądzisz. Nawet teraz możemy pokonać koczowników, wyprzeć ich na południe, ale za jaką cenę? Tracąc połowę naszej młodzieży? Mamy być jak ten szaleniec, który chcąc się pozbyć szczurów z wozu, spalił go doszczętnie? Chcemy odzyskać nasz dom i go utrzymać, a tego nie zrobimy bez konnicy. Bez najemników. Nikomu innemu na całych Stepach nie udałoby się zebrać takiej siły w ciągu dziesięciu czy dwudziestu dni, ale jeśli Szary Wilk zawyje, wataha zbiegnie się od razu. Ludzie pójdą za Laskolnykiem, przecież wiesz.

Wiem – Kocimiętka skinął głową – gdyby kha-dar rzucił hasło, wieść pomknęłaby przez przygraniczne prowincje jak pożar po suchym stepie. Pojechać pod dowództwem Genno Laskolnyka przeciw koczownikom? I jeszcze dostać za to wozackie złoto? W kilka dni zebrałoby się z dziesięć, a w kilkanaście ze dwadzieścia tysięcy ludzi, czaardany, najemnicy, wojownicy plemion zaprzyjaźnionych z Imperium, nawet cesarski rozkaz by ich nie powstrzymał. Pod warunkiem że Cesarz nie popiera tych planów, prawda? To takie proste. Jeśli plany się powiodą, Imperium pogratuluje Verdanno i wyśle ambasadorów; jeśli nie, Meekhan nie odpowiada za bunt Wozaków i najemne bandy, które ci opłacili. A Laskolnyk? Toż on nie pełni żadnej funkcji w cesarstwie, jest tylko znudzonym byłym wojskowym bawiącym się w stepowego watażkę.

Kocimiętka poczuł, jak szeroki uśmiech wykrzywia mu twarz. Jeśli chodzi o intrygi i podstępy, mało kto może dorównać imperialnej dyplomacji.

– Obiecał nam konnicę. – Kowal podrapał się po policzku, ignorując minę kawalerzysty. – Na wieść, że przechodzimy góry, miał ją wprowadzić od południa, przez Stepy na Wyżynę. Mieliśmy się spotkać u podnóża gór, ale koczownicy pokrzyżowali nam plany. To przede wszystkim dlatego posłałem rydwany na południe, żeby się z nim połączyć.

Spojrzenie kowala stało się natarczywe.

– Nie powiedział ci o tym, prawda, Sarden?

– Powiedział, że się spotkamy, to wszystko.

Dla byłego żołnierza takie rzeczy są oczywiste. Laskolnyk to generał. A generałowie nie tłumaczą swoich planów każdemu porucznikowi, którego mają pod sobą. Zwłaszcza takiemu, którego wysyłają na teren wroga i który mógłby zostać złapany. Kocimiętka zauważył tę przemianę dowódcy już kilka miesięcy temu. Im bliżej wiosny, tym mniej było w Laskolnyku kha-dara, a więcej oficera. Genno stał się bardziej skryty, nie wyjaśniał swoich decyzji, wydawał rozkazy, a oni wykonywali je, nie pytając o nic. Czaardan płynnie zmienił się z bandy stepowych zabijaków w oddział wojskowy. No cóż, jemu osobiście akurat to odpowiadało.

1 ... 110 111 112 113 114 115 116 117 118 ... 152
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)