Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Боевая фантастика » Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]
Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]

Электронная книга - «Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]». Краткое содержание книги:

Mieliśmy prosty wybór: albo będziemy mięsem armatnim, albo... po prostu mięsem. Mogliśmy wysłać nasze wojska i walczyć — tak, jak tylko ludzie potrafią — z rozszalałą hordą, która dosłownie żywiła się łupami swoich międzygwiezdnych podbojów; mogliśmy też czekać, bezbronni, aż zostaniemy pożarci.
Wybraliśmy walkę.
1 ... 105 106 107 108 109 110 111 112 113 ... 167
Перейти на страницу:

Alternatywny plan zakładał użycie całego wzgórza Libby do stworzenia nawały ogniowej wzdłuż osi ataku Posleenów. Taka nawała zabiłaby wielu Posleenów, ale nawet nie w przybliżeniu tylu, ilu padłoby, gdyby udało się ich zwabić w krzyżowy ogień. Przedyskutowano wiele, czasami zupełnie szalonych, planów zwabienia centaurów w najwłaściwszym kierunku. Na wypadek — nieuniknionego przecież — obejścia skrzydła korpusu opracowano dokładne i proste trasy odwrotu na południową stronę James, co ułatwiała silnie rozwinięta sieć dróg i duża liczba mostów. Każda jednostka miała własną trasę odwrotu, którą oznakowano odrębnym kolorem; żandarmeria drogowa pracowała przez całą noc, ustawiając odpowiednie oznakowania.

Kiedy główne punkty obrony były już przygotowane, załogi budowlane pospieszyły na południową stronę James. Całe południowe Richmond pokryły kratery i rowy; wielu ludzi opuściło enklawy dla uchodźców i włączyło się do prac.

Za południowym wałem przeciwpowodziowym ustawiono rusztowania i rampy dla żołnierzy piechoty, a nawet czołgów. W całym mieście pojawiły się okopy dla moździerzy i większe pozycje dla artylerii. W wielu miejscach burzono budynki, żeby oczyścić pola ostrzału i pozyskać materiał na umocnienia obronne.

Powstały trzy wielkie kręgi obrony, a każdy z nich wybijał się na tle zabudowy miasta. Keene wiedział, że miasto właśnie zapisywało nowe karty w swojej historii, ale także zmieniało swój charakter.

— Nie mogę uwierzyć, że idzie nam tak łatwo — powiedział dowódca korpusu.

Pułkownik Abrahamson podrapał się w głowę, zanim znowu włożył hełm.

— Po prostu wszystkie prace wykonują albo żołnierze, którzy odbyli w tym kierunku przeszkolenie, albo cywile, którzy mają duże doświadczenie i silną motywację. Sądzę, że nie powinniśmy tu mieć większych problemów z odparciem ataku. Współczuję tylko chłopakom z dziesiątego korpusu.

— Tak, chciałbym mieć trochę więcej czasu na przygotowania, ale zawsze jest o jeden dzień za mało. Przygotowujemy się przecież do starcia rodem z pierwszej wojny światowej. Właściwie nawet sporo łatwiejszego, bo nie musimy się martwić o artylerię przeciwnika. Ale dywizje generała Simosina będą musiały sprostać wojnie błyskawicznej, a nie miały czasu się przygotować.

— Prezydent nie powinien był wydawać im rozkazu zajęcia aż tak wysuniętej pozycji, generale — stwierdził dowódca kawalerii ponurym głosem.

Dowódca korpusu skinął głową. Była to pierwsza jawna krytyka decyzji prezydenta.

— Możliwe. Chociaż rozkaz obrony pozycji przed Alexandrią miał poniekąd sens, to prezydent nie powinien był umieszczać wojsk tuż pod samym nosem Posleenów. — Westchnął. — Niech Bóg ma w opiece ich biedne dusze.

46

Niedaleko Dale City, Wirginia, Stany Zjednoczone Ameryki, Sol III
12:58 letniego czasu wschodniego USA
10 października 2004

Zaczęło się od terkotu autonomicznych systemów strzeleckich.

Posterunek obserwacyjny znajdował się w przepisowej odległości stu metrów od kompanii i w polu widzenia drugiego plutonu, ale — z powodu zmęczenia po całej nocy wielokrotnych zmian pozycji i okopywania się nie raz, ale cztery razy, kiedy to dywizja realizowała coraz to nowe rozkazy dyslokacji, a batalion obejmował coraz to różne strefy kontroli i przerzucał kompanię tam i z powrotem — dwuosobowy zespół zasnął. Żołnierzy obudził terkot ustawionego obok ich niewielkiego okopu autonomicznego karabinu i świst pocisków karabinów magnetycznych, które odpowiadały na ostrzał.

Na swoim stanowisku kapitan Brantley rzucił na wpół zjedzonego hot-doga z chili, cebulą i przyprawami. Ku jego zaskoczeniu starszemu sierżantowi udało się wrócić z wystarczającą ilością jedzenia i sprzętem kuchennym, żeby nakarmić całą kompanię hot-dogami, hamburgerami i paskudną gotowaną fasolą z puszki. Po prawie dwóch dniach jedzenia wojskowych racji żywnościowych żołnierze zjedli wszystko tak szybko, że drużyna sierżanta musiała przygotować w dziesięciogalonowych kotłach dokładkę, a potem jeszcze jedną.

Dowódca był w szkole średniej bardzo dobry z historii. Wszystko wokół przypominało mu losy konfederackich i unijnych armii w latach wojny domowej. Podobne sceny wielokrotnie miały miejsce w lasach i na polach otaczających pozycje kompanii. Żołnierze wyrzucający saperkami ziemię z okopów, raz po raz wydobywali na światło dzienne kule typu Minnie z czasów wojny domowej, a wszędzie wokół wydawały się unosić duchy w szarych i niebieskich mundurach, dopingując do walki. Słyszał, jak grzechoczą wyciorami w lufach swoich widmowych karabinów i szepczą do ucha o strasznych scenach, które miały rozegrać się już niebawem.

Owinął się tymi szeptami jak pancerzem.

Spojrzał na cienką linię swoich żołnierzy — tę garstkę, jaką mógł objąć wzrokiem w sosnowym zagajniku — i poczuł, że ogarnia go rozpacz. Sytuacja wymagała obrony urzutowanej w głąb, bunkrów i zasieków, pasa ziemi niczyjej z oznaczonymi polami ostrzału. A oni dysponowali tylko nieliczną piechotą, głęboko okopaną, od czoła ubezpieczoną niewielką liczbą min i claymore’ów, wbrew zdrowemu rozsądkowi żywiąc nadzieję, że zdołają zatrzymać stukrotnie przewyższające ich liczbą siły.

Jedynym pocieszeniem było wsparcie artylerii. Kiedy zaczęli prowadzić wojnę z Posleenami, wojsko radykalnie zmieniło swój stosunek do problemu wyposażenia artylerii. Chociaż większa część armii nadal składała się z piechoty zmechanizowanej, zniknięcie problemu kontrostrzału artyleryjskiego prowadzonego przez wroga spowodowało, że artyleria mogła zrezygnować z opancerzenia. Tak narodził się M-222 Reaver.

Reaver był zmodyfikowaną wersją południowoafrykańskiego pojazdu lekkiej artylerii samobieżnej, sześciokołowym wozem terenowym z zamontowaną na pace haubicą kaliber 155 mm. Potrafił rozwinąć taką samą prędkość jak pojazdy wojsk zmechanizowanych i dysponował wystarczającą ilością amunicji do ich skutecznego wsparcia.

Trzy pełne baterie tych olbrzymów znajdowały się teraz w miejscach wsparcia dywizji, a ich siła rażenia przekraczała siłę artylerii trzech dywizji z końca dwudziestego stulecia. Posleenom może i udałoby się zająć ich pozycje, ale ponieśliby przy tym ogromne straty.

Kapitan upewnił się, że zweryfikowano go pozytywnie w automatycznej centralnej sieci kontroli ognia, po czym spokojnie podniósł do ust mikrofon i po raz pierwszy w życiu wypowiedział słowa wzywające prawdziwe wsparcie ogniowe.

— Centrala, Centrala, tu Echo-Trzy-Pięć, wsparcie ogniowe, odbiór.

Urwał i zaczekał chwilę na odpowiedź. Oparty na sztucznej inteligencji System Zdalnej Kontroli i Dowodzenia Naprowadzaniem Ognia Artylerii, czyli w skrócie Centrala, zazwyczaj odpowiadał natychmiast. Tym razem jednak najwyraźniej jeszcze nie rozpoznał wezwania albo był przeciążony.

— Centrala, Centrala, tu Echo-Trzy-Pięć. Wsparcie ogniowe, odbiór.

— Echo-Trzy-Pięć, tu Centrala, wezwanie wsparcia.

Nareszcie.

— Centrala, Centrala, koncentracja ognia Echo-Dwa, powtarzam, Echo-Dwa.

Znowu cisza. Kapitan odczekał dłuższą chwilę, po czym ponownie wezwał Centralę.

1 ... 105 106 107 108 109 110 111 112 113 ... 167
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)