Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]
- Автор: Ринго Джон
- Год: 2004
- Язык: польский
- Год: ISA
- ISBN: 83-88916-73-4
- Переводчик: Przemyslaw Bielinski
- Жанр: Боевая фантастика
Электронная книга - «Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]». Краткое содержание книги:
Wybraliśmy walkę.
Alternatywny plan zakładał użycie całego wzgórza Libby do stworzenia nawały ogniowej wzdłuż osi ataku Posleenów. Taka nawała zabiłaby wielu Posleenów, ale nawet nie w przybliżeniu tylu, ilu padłoby, gdyby udało się ich zwabić w krzyżowy ogień. Przedyskutowano wiele, czasami zupełnie szalonych, planów zwabienia centaurów w najwłaściwszym kierunku. Na wypadek — nieuniknionego przecież — obejścia skrzydła korpusu opracowano dokładne i proste trasy odwrotu na południową stronę James, co ułatwiała silnie rozwinięta sieć dróg i duża liczba mostów. Każda jednostka miała własną trasę odwrotu, którą oznakowano odrębnym kolorem; żandarmeria drogowa pracowała przez całą noc, ustawiając odpowiednie oznakowania.
Kiedy główne punkty obrony były już przygotowane, załogi budowlane pospieszyły na południową stronę James. Całe południowe Richmond pokryły kratery i rowy; wielu ludzi opuściło enklawy dla uchodźców i włączyło się do prac.
Za południowym wałem przeciwpowodziowym ustawiono rusztowania i rampy dla żołnierzy piechoty, a nawet czołgów. W całym mieście pojawiły się okopy dla moździerzy i większe pozycje dla artylerii. W wielu miejscach burzono budynki, żeby oczyścić pola ostrzału i pozyskać materiał na umocnienia obronne.
Powstały trzy wielkie kręgi obrony, a każdy z nich wybijał się na tle zabudowy miasta. Keene wiedział, że miasto właśnie zapisywało nowe karty w swojej historii, ale także zmieniało swój charakter.
— Nie mogę uwierzyć, że idzie nam tak łatwo — powiedział dowódca korpusu.
Pułkownik Abrahamson podrapał się w głowę, zanim znowu włożył hełm.
— Po prostu wszystkie prace wykonują albo żołnierze, którzy odbyli w tym kierunku przeszkolenie, albo cywile, którzy mają duże doświadczenie i silną motywację. Sądzę, że nie powinniśmy tu mieć większych problemów z odparciem ataku. Współczuję tylko chłopakom z dziesiątego korpusu.
— Tak, chciałbym mieć trochę więcej czasu na przygotowania, ale zawsze jest o jeden dzień za mało. Przygotowujemy się przecież do starcia rodem z pierwszej wojny światowej. Właściwie nawet sporo łatwiejszego, bo nie musimy się martwić o artylerię przeciwnika. Ale dywizje generała Simosina będą musiały sprostać wojnie błyskawicznej, a nie miały czasu się przygotować.
— Prezydent nie powinien był wydawać im rozkazu zajęcia aż tak wysuniętej pozycji, generale — stwierdził dowódca kawalerii ponurym głosem.
Dowódca korpusu skinął głową. Była to pierwsza jawna krytyka decyzji prezydenta.
— Możliwe. Chociaż rozkaz obrony pozycji przed Alexandrią miał poniekąd sens, to prezydent nie powinien był umieszczać wojsk tuż pod samym nosem Posleenów. — Westchnął. — Niech Bóg ma w opiece ich biedne dusze.
46
Zaczęło się od terkotu autonomicznych systemów strzeleckich.
Posterunek obserwacyjny znajdował się w przepisowej odległości stu metrów od kompanii i w polu widzenia drugiego plutonu, ale — z powodu zmęczenia po całej nocy wielokrotnych zmian pozycji i okopywania się nie raz, ale cztery razy, kiedy to dywizja realizowała coraz to nowe rozkazy dyslokacji, a batalion obejmował coraz to różne strefy kontroli i przerzucał kompanię tam i z powrotem — dwuosobowy zespół zasnął. Żołnierzy obudził terkot ustawionego obok ich niewielkiego okopu autonomicznego karabinu i świst pocisków karabinów magnetycznych, które odpowiadały na ostrzał.
Na swoim stanowisku kapitan Brantley rzucił na wpół zjedzonego hot-doga z chili, cebulą i przyprawami. Ku jego zaskoczeniu starszemu sierżantowi udało się wrócić z wystarczającą ilością jedzenia i sprzętem kuchennym, żeby nakarmić całą kompanię hot-dogami, hamburgerami i paskudną gotowaną fasolą z puszki. Po prawie dwóch dniach jedzenia wojskowych racji żywnościowych żołnierze zjedli wszystko tak szybko, że drużyna sierżanta musiała przygotować w dziesięciogalonowych kotłach dokładkę, a potem jeszcze jedną.
Dowódca był w szkole średniej bardzo dobry z historii. Wszystko wokół przypominało mu losy konfederackich i unijnych armii w latach wojny domowej. Podobne sceny wielokrotnie miały miejsce w lasach i na polach otaczających pozycje kompanii. Żołnierze wyrzucający saperkami ziemię z okopów, raz po raz wydobywali na światło dzienne kule typu Minnie z czasów wojny domowej, a wszędzie wokół wydawały się unosić duchy w szarych i niebieskich mundurach, dopingując do walki. Słyszał, jak grzechoczą wyciorami w lufach swoich widmowych karabinów i szepczą do ucha o strasznych scenach, które miały rozegrać się już niebawem.
Owinął się tymi szeptami jak pancerzem.
Spojrzał na cienką linię swoich żołnierzy — tę garstkę, jaką mógł objąć wzrokiem w sosnowym zagajniku — i poczuł, że ogarnia go rozpacz. Sytuacja wymagała obrony urzutowanej w głąb, bunkrów i zasieków, pasa ziemi niczyjej z oznaczonymi polami ostrzału. A oni dysponowali tylko nieliczną piechotą, głęboko okopaną, od czoła ubezpieczoną niewielką liczbą min i claymore’ów, wbrew zdrowemu rozsądkowi żywiąc nadzieję, że zdołają zatrzymać stukrotnie przewyższające ich liczbą siły.
Jedynym pocieszeniem było wsparcie artylerii. Kiedy zaczęli prowadzić wojnę z Posleenami, wojsko radykalnie zmieniło swój stosunek do problemu wyposażenia artylerii. Chociaż większa część armii nadal składała się z piechoty zmechanizowanej, zniknięcie problemu kontrostrzału artyleryjskiego prowadzonego przez wroga spowodowało, że artyleria mogła zrezygnować z opancerzenia. Tak narodził się M-222 Reaver.
Reaver był zmodyfikowaną wersją południowoafrykańskiego pojazdu lekkiej artylerii samobieżnej, sześciokołowym wozem terenowym z zamontowaną na pace haubicą kaliber 155 mm. Potrafił rozwinąć taką samą prędkość jak pojazdy wojsk zmechanizowanych i dysponował wystarczającą ilością amunicji do ich skutecznego wsparcia.
Trzy pełne baterie tych olbrzymów znajdowały się teraz w miejscach wsparcia dywizji, a ich siła rażenia przekraczała siłę artylerii trzech dywizji z końca dwudziestego stulecia. Posleenom może i udałoby się zająć ich pozycje, ale ponieśliby przy tym ogromne straty.
Kapitan upewnił się, że zweryfikowano go pozytywnie w automatycznej centralnej sieci kontroli ognia, po czym spokojnie podniósł do ust mikrofon i po raz pierwszy w życiu wypowiedział słowa wzywające prawdziwe wsparcie ogniowe.
— Centrala, Centrala, tu Echo-Trzy-Pięć, wsparcie ogniowe, odbiór.
Urwał i zaczekał chwilę na odpowiedź. Oparty na sztucznej inteligencji System Zdalnej Kontroli i Dowodzenia Naprowadzaniem Ognia Artylerii, czyli w skrócie Centrala, zazwyczaj odpowiadał natychmiast. Tym razem jednak najwyraźniej jeszcze nie rozpoznał wezwania albo był przeciążony.
— Centrala, Centrala, tu Echo-Trzy-Pięć. Wsparcie ogniowe, odbiór.
— Echo-Trzy-Pięć, tu Centrala, wezwanie wsparcia.
Nareszcie.
— Centrala, Centrala, koncentracja ognia Echo-Dwa, powtarzam, Echo-Dwa.
Znowu cisza. Kapitan odczekał dłuższą chwilę, po czym ponownie wezwał Centralę.