Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]
- Автор: Вебер Дэвид Марк
- Год: 2003
- Язык: польский
- Год: REBIS
- ISBN: 83-7301-389-X
- Переводчик: Jaroslaw Kotarski
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]». Краткое содержание книги:
Tymczasem na Hadesie, planecie więziennej, Honor leczy rany odniesione w trakcie ucieczki. O tym, że przeżyła, wiedzą jedynie dwie osoby. Dzięki pomocy więźniów Harrington opanowuje planetę i obiecuje zabrać ich ze sobą. Jest tylko jeden problem — uwięzionych jest prawie czterysta tysięcy, a ona ma zwyczaj dotrzymywać słowa.
Zrobił przerwę. Honeker, choć przytaknął ruchem głowy, nie wyglądał na przekonanego. Tourville’a to nie zaskoczyło, toteż kontynuował:
— Druga różnica polega na zaplanowaniu i na tym, kto dowodził obiema operacjami, i jest znacznie ważniejsza. Co prawda nigdy nie służyłem pod Thurstonem, ale znałem jego reputację. Był niezłym strategiem-teoretykiem, ale sztabowcem, nie oficerem liniowym. Giscard zaś jest doskonałym taktykiem i ma doświadczenie bojowe. I oboje z towarzyszką sekretarz opracowali plan, który pozbawiony jest najsłabszych elementów tego, który wymyślił Thurston przed atakiem na system Yeltsin.
I znów zrobił przerwę.
— Czyli? — ponaglił go Honeker.
— Skomplikowanych manewrów mających jeszcze przed atakiem wywabić jednostki RMN i Marynarki Graysona z zajmowanych pozycji — odparł Tourville bez wahania. — Thurston próbował być za sprytny i chciał tak manipulować przeciwnikiem, by prawie bez walki osiągnąć cel. Co gorsza wszystko wskazuje, że zakochał się we własnym planie, co jest kardynalnym błędem, jeśli chodzi o stratega. Kiedy w końcu zaatakował system, był już tak przekonany o sukcesie operacji wstępnych, które po prostu musiały się udać, że leciał ślepy, głuchy i głupi, widząc tylko to, co chciał widzieć. Fakt, że przeciwnik dysponował lepszymi środkami do prowadzenia wojny radioelektronicznej, co miało spory wpływ na złą ocenę sił wroga, gdy je w końcu dostrzegł. Ale faktem też jest, że zobaczył to, czego się spodziewał, i nie próbował nawet tego sprawdzić; całe jego zachowanie przed rozpoczęciem walki na to wskazuje. I w ten sposób wlazł prosto w zasadzkę i w skoncentrowany ogień sześciu superdreadnoughtów prowadzony z minimalnej odległości.
Tourville wzruszył ramionami, robiąc kolejną przerwę. Tym razem Honeker nie zadawał żadnych pytań, tylko spokojnie czekał na ciąg dalszy.
— Gdyby zbliżał się ostrożniej, nadal miałby dość sił, by zdobyć system, gdyż walka rozpoczęłaby się z dużej odległości i poniósłby mniejsze straty na samym jej początku. Owszem: jego pancerniki nie były równorzędnym przeciwnikiem dla superdreadnoughtów, ale miał ich trzydzieści sześć i ponad dwadzieścia krążowników liniowych. Utrzymując dystans, miał dość wyrzutni rakiet, aby pokonać przeciwnika, ale tego nie zrobił. To był błąd taktyczny, ale znacznie poważniejszy okazał się błąd strategiczny. Bo strateg, którego sukces uzależniony jest od przekonania przeciwnika, by tamten zrobił to, co on chce, popełnia błąd dyskwalifikujący go jako zawodowca. Co inteligentniejsi amatorzy go nie popełniają. Naturalnie zawsze warto próbować wywieść w pole przeciwnika, przekonując go na ten przykład, że zamierza się zaatakować w punkcie A, podczas gdy w rzeczywistości jest to punkt B, ale w żadnym wypadku nie można opierać swego planu na tym, że przeciwnik zrobi to, co chce planujący, by operacja się udała.
— Ale przecież… Thurston miał dość sił, by zdobyć system, nawet gdyby przeciwnik nie postąpił tak, jak on zaplanował! Przed chwilą sam to…
— Miał, ale nie był przygotowany i nie miał woli, by ich użyć właściwie — przerwał mu Tourville. — Można powiedzieć, że w decydującym momencie zabrakło mu wyobraźni i jaj. Jego cały plan miał na celu uniknięcie prawdziwej walki i to był jego kolejny błąd. Zgadza się, mógł się zorientować, że tylko taki plan uzyska aprobatę Kline’a… Spotkałem go raz i przyznaję, że była to najgorsza możliwa osoba, jaką można sobie wyobrazić, do sprawowania cywilnej kontroli nad wojskiem. Największy problem z towarzyszem sekretarzem polegał na przedziwnym połączeniu całkowitej ignorancji w kwestiach militarnych z tak wielką obawą przegrania jakiejkolwiek bitwy, że sam sobie odbierał wszelką możliwość wygrania którejkolwiek. Uczciwość nakazuje przyznać, że Ludowa Marynarka nie miała w tym okresie specjalnych osiągnięć, co po fali czystek i przy braku doświadczonych oficerów było zrozumiałe, ale dobijający okazał się pomysł przewodni Kline’a. Wymyślił on sobie mianowicie, że będzie się wszędzie bronił i czekał, aż przeciwnik zaatakuje, bo wtedy to przeciwnik będzie popełniał błędy, a nie my. Royal Manticoran Navy jakoś nigdy nie słynęła ze skłonności do popełniania błędów, w przeciwieństwie do nas, a największym była cała ta koncepcja. Strategia czysto defensywna przy froncie długości dwustu czy trzystu lat świetlnych jest skazana na porażkę, gdyż fizyczną niemożliwością jest obsadzenie każdego systemu planetarnego siłami wystarczającymi do odparcia zdecydowanego ataku. Za to jest doskonała dla przeciwnika, bo pozwala mu spokojnie wybrać czas i miejsce każdego ataku. W efekcie, jeżeli przeciwnikiem nie jest kompletny dyletant, pozwala mu to na atakowanie najsłabszych miejsc i praktycznie gwarantuje zwycięstwo. Każdy, kto chce wygrać jakąkolwiek wojnę, musi ryzykować i działać ofensywnie. Jeżeli się nie mylę, to już któryś z admirałów flot morskich na Ziemi powiedział, że ten, kto nie ryzykuje, nigdy nie wygra. Ta zasada jest nadal aktualna. Wracając zaś do Thurstona, wydaje mi się, że specjalnie sformułował plan w taki sposób, by zminimalizować prawdopodobieństwo stoczenia walki, gdyż wiedział, że inaczej nie uzyska zgody na jego realizację. To mogę zrozumieć. Natomiast nadal nie mieści mi się w głowie, że sam w taką możliwość uwierzył, ba, aż do otwarcia ognia przez okręty wroga był przekonany, że mu się to udało. Przedstawienie takiego planu byłoby sensowne tylko i wyłącznie, gdyby chodziło o samo zatwierdzenie, przy pełnej świadomości, że i tak skończy się poważną bitwą. Także zaplanowaną, tyle że jako wariant awaryjny. Thurston jednakże tak naprawdę nie szukał walki, szukał łatwego, spektakularnego sukcesu i to go zgubiło. Oficer innego kalibru: Theisman, Giscard czy McQueen, mógłby zaplanować, przeprowadzić i wygrać takie starcie, gdyż nie oszukiwałby samego siebie i byłby przygotowany na najgorsze. No i nie zabrakłoby mu odwagi czy zdecydowania w krytycznym momencie. Tourville przerwał, krzywiąc się z niesmakiem. Honeker nadal się nie odzywał, przyglądając mu się wyczekująco, więc dodał:
— Podstawową różnicą obu operacji jest to, że towarzyszka sekretarz nie jest zainteresowana nakłanianiem przeciwnika do robienia czegokolwiek. Ma za to zamiar wykorzystać to, co on już zrobił. No i gotowa jest zaryzykować i ponieść straty, by wygrać. Dlatego spodziewa się, że będziemy musieli zdobyć cele w walce, ale wybrała te cele tak, by dać nam jak największe szanse na zwycięstwo.
— Przecież Zanzibar od ponad dziesięciu lat standardowych jest sojusznikiem Królestwa Manticore! — zaprotestował Honeker. — Właśnie dlatego tam zbudowano nową stocznię! A okręty Royal Manticoran Navy stacjonują tam jeszcze od czasów poprzedzających zdobycie przez Parksa Seaford 9!
— A owszem, stacjonują. Tyle że obecnie to Sojusz jest w pozycji, w której my byśmy byli, gdyby Thurston rozpoczął operację „Sztylet”. Choć przyznaję, że z zupełnie innych powodów. Siły Sojuszu zajęły olbrzymi obszar i na dodatek obecnie duża część okrętów musiała zostać wycofana, by przejść okresowe przeglądy i stosowne naprawy. Połączenie obu tych czynników spowodowało, że Sojusz ma zbyt rozciągnięty front i wszędzie cierpi na brak okrętów. A to z kolei oznacza, że znacznie osłabiono siły stacjonujące w takich systemach jak Zanzibar, położonych daleko za linią frontu i w dodatku uznanych za bezpieczne, gdyż od ponad ośmiu lat żadna ze stron tam nie działała. Naturalnie siły, które pozostawiono, wystarczą, by poradzić sobie z jakąś dokonującą rajdu eskadrą krążowników liniowych… czy nawet dwiema eskadrami. Ale na pewno nie z trzema eskadrami pancerników.