Gazeta Lokalna
- Автор: Lapid Shulamit
- Язык: польский
- Жанр: Другие детективы
Электронная книга - «Gazeta Lokalna». Краткое содержание книги:
– Znajdziemy budkę telefoniczną, przekażesz wiadomość, a potem pójdziemy na kawę.
– Spieszę się.
– Dokąd?
– Nie twój interes.
– Unikasz mnie.
Lizzi zatrzymała się i spojrzała na niego osłupiała. Do dzisiaj zakładała, że Adulam okazuje jej zainteresowanie wyłącznie ze względów zawodowych. Czy on próbuje ją podrywać?
Pożegnała się zachrypniętym głosem, zarzuciła ogromną torbę na ramię i odeszła w drugą stronę. Jej samochód stał na parkingu przy teatrze. Nastawiła uszu, żeby się zorientować, czy Adulam za nią idzie. Miała wielka chęć się obejrzeć, ale zmusiła się, by tego nie robić. Kiedy dotarła do samochodu, prawie ogarnęło ją rozczarowanie. Postanowiła wrócić do redakcji. Jeśli przekaże informacje przez telefon, z pewnością ktoś przekręci nazwisko reżysera i tytuł sztuki oraz takie słowa jak „koncepcja” i „interpretacja”, bez których nie obejdzie się żaden artykuł o teatrze.
Na biurku znalazła dwie wiadomości. W jednej z nich Dahan donosił, że monter przyjdzie do niej do domu pojutrze o siódmej rano. To prawda, chciała, żeby przyszedł rano, ale nie aż tak wcześnie! Trudno. Druga karteczka, napisana ręką Szibolet, informowała, że Jackie Danzig prosi o kontakt. Lizzi zadzwoniła do Tel Awiwu i upewniła się, że jej wiadomość trafiła do redakcji. Potem zatelefonowała do Danziga i umówiła się z nim na wpół do dziewiątej. Mieli się spotkać w „Niebieskim Pelikanie”, gdzie Jackie grał co wieczór od dziesiątej do północy. Zdąży jeszcze wrócić do domu, wziąć prysznic, uczesać się i trochę odpocząć.
Rozdział 8
„Niebieski Pelikan” mieścił się w jednopiętrowym arabskim domu, zbudowanym z kamieni połączonych gliną. Na patiu rosło drzewo terebintu wysokie na pięć metrów i były ustawione donice z hyzopem i miętą. W latach pięćdziesiątych mieścił się tam klub jazzowy, w latach sześćdziesiątych panowała muzyka pop, w siedemdziesiątych – rock and roll, a w osiemdziesiątych – hard rock. Klientela pozostawała bez zmian. Żołnierze z okolicznych baz, licealiści, którzy przychodzili spróbować swojej pierwszej whisky, artyści i pseudoartyści szukający towarzystwa w późnych godzinach nocnych, adoratorzy barmanek, przyjaciele muzyków i dyskdżokejów, pijacy i ich bracia, samotnicy.
W środku było pusto, cicho i zimno. Kelnerka w dżinsach i z rudą grzywką, która sterczała jej nad czołem jak grzebień, nakrywała stoły lnianymi serwetami w biało-czerwoną kratę. Serwety nie były zbyt czyste, ale kiedy później zapali się świece tkwiące w butelkach po chianti, w ich mdłym świetle nikt nie zauważy plam.
Jackie poprowadził Lizzi do stolika w rogu i zamówił gorącą herbatę.
– Nie zdziwiłaś się, że do ciebie zadzwoniłem – powiedział.
– Nie.
– Na pewno wiesz, co łączyło mnie i Aleks.
– Coś tam słyszałam.
Jackie siedział przez jakiś czas w milczeniu, zapewne usiłując ułożyć sobie w myślach to, co chciał jej powiedzieć, lub szukając odpowiedniego sformułowania. Lizzi rozsiadła się wygodnie, spokojna, stapiając się z otoczeniem. To była jej główna zaleta. Umiała zamienić się w mebel. Ludzie mówili przy niej nie dlatego, że umiała ich do tego skłonić, ale ponieważ w ogóle dla nich nie istniała.
– Policja w końcu do mnie dotrze. Wystarczy, że sprawdzą jej konto w banku. Nie chcę być aresztowany.
– Będą mieli powód?
– Nie. Nic nie zrobiłem. Ale oni pomyślą, że zrobiłem. Na ich miejscu też bym tak myślał. Chciałem cię prosić, żebyś porozmawiała z Koreszem. Wiem, że to on prowadzi śledztwo. To twój szwagier, prawda?
– Tak.
– Słyszałem, że bije przesłuchiwanych.
– Benci?
– Tak.
– Nie wierzę. Benci nikogo nie bije.
Lecz w duchu pomyślała: A może jednak? Skąd mam tę pewność, że nie bije? Przecież ani razu nie widziałam, jak przesłuchuje podejrzanych. Czy to możliwe, żeby spokojny mężczyzna, ojciec i mąż, zamieniał się nagłe w brutalnego policjanta? Oczywiście, że możliwe.
– Dlaczego uważasz, że cię aresztują?
– Od trzech lat byłem kochankiem Aleks. To się zaczęło w Club-Medzie w Aszkelonie. Ona przyjechała na wakacje, a ja tam grałem. Zwariowała na moim punkcie. Nie przejmowała się nikim: mężem, dziećmi, rodzicami. Wydaje mi się, że wszyscy o tym wiedzieli. A może nie? W ciągu ostatniego roku zaczęło mnie to wszystko trochę męczyć. Przychodziła tutaj wieczorami, czekała, aż skończę grać. Pilnowała, żeby żadna dziewczyna nie próbowała mnie poderwać i żebym ja się żadną nie zainteresował. Odwoziła mnie potem do domu. Ona jest… była… ode mnie starsza o dwanaście lat, to nie drobiazg. Nie mogłem nie zauważać pewnych rzeczy. Zmarszczek, bruzd, żylaków… Cały czas otaczają mnie ludzie młodzi. Trzy lata! Szczerze mówiąc, chciałem to skończyć. Wtedy zaczęła zasypywać mnie pieniędzmi. Kupiła mi mieszkanie, potem samochód. Płaciła za nagrania w studiu. Święty pewnie nie dałby się przekupić, ale ja nie jestem święty. Do końca życia nie byłoby mnie stać na mieszkanie. To tylko dwa pokoje, ale moje własne. I płyta wychodzi w przyszłym miesiącu. Zawsze trochę komponowałem, ale żeby płyta?! To było jak w bajce. Kosztowało pięć tysięcy dolarów. Skąd miałbym wziąć pięć tysięcy dolarów? Kupiła mnie. A ja pogardzałem sobą, ale na wszystko się godziłem. Nie miałem siły zerwać. – Podniósł nagle głowę i krzyknął w głąb korytarza: – Bruria! Co z naszą herbatą?!
Znowu zamilkł. Lizzi zastanawiała się, czy byłaby zdolna się poświęcić, gdyby ktoś, na przykład Hornsztyk, był gotów kupić jej mieszkanie i samochód. Zdecydowała, że nie. Na pewno nie! Kelnerka z rudą grzywką przyniosła dwie filiżanki herbaty na blaszanej tacy. Czekali w milczeniu, aż odejdzie.
– W ostatnich miesiącach miała kłopoty finansowe. Nie wiem jakie. Coś związanego z projektem, który robiła. O ile zrozumiałem, wydawała na mnie nie swoje pieniądze. Chciała, żebym sprzedał mieszkanie. Obiecała, że kupi mi nowe, jak tylko wyjdzie na prostą. Zaproponowała, że podpisze zobowiązanie. Nie zgodziłem się. Nie kochałem jej. Była uparta, władcza i arogancka. Zdecydowałem, że także Jackie Danzig ma swoją cenę. Nie wziąłem od niej niczego, czego sama nie chciała mi dać. Przecież z własnej woli podarowała mi mieszkanie i samochód, które – nawiasem mówiąc – są zapisane na mnie. Taki był układ. Płaciła za towar, który jej dostarczałem. Cała sprawa zaczęła nieładnie wyglądać. Prośby, groźby, obietnice…
– Wiesz może, o jaki projekt chodziło?
– Skąd mam wiedzieć? Miała swoją pracownię. Budowała kafejkę na uniwersytecie, ten nowy dom na osiedlu D, domy w kibucu Oznaja, szkołę dla dorosłych, którą tam stawiają. Jej firma jest… była… jedną z największych w mieście. Czemu przyczepiła się do mnie?!
– Dlaczego zgodziłeś się grać na przyjęciu jej męża?
– To było w jej stylu! Zaprosić kochanka, żeby grał podczas przyjęcia na cześć męża. Kiedy próbowałem jej to wyperswadować, tylko się roześmiała. „Od dawna chciałam, żebyś do nas przyszedł”, powiedziała. „Najwyższy czas, żebyś poznał moją rodzinę”.
– Mogłeś odmówić.
– Nie mogłem. Była silniejsza.
– Jakie dokładnie miała kłopoty?
– Nie mam pojęcia.
– Ile potrzebowała pieniędzy?
– Sto tysięcy dolarów.
– Jesteś pewny?
– Niczego nie jestem pewny. Zaproponowała mi weksel bankowy na sumę stu tysięcy dolarów w zastaw za pieniądze, które jej dam. Wydaje mi się, że nawet poszła porozmawiać z dyrektorem banku.
– Wiesz, który to bank?
– Nie. Ona korzysta… korzystała… z usług co najmniej dwóch banków. Była bardzo sprytna w kwestiach finansowych. Obracała ogromnymi sumami. Miała charakter hazardzisty.