Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Gazeta Lokalna - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Gazeta Lokalna

Электронная книга - «Gazeta Lokalna». Краткое содержание книги:

Podczas wystawnego przyjęcia wydanego na cześć sędziego okręgowego Pinchasa Hornsztyka zostaje zamordowana jego żona Aleksandra, ambitna kobieta interesu. Uczestnicząca w przyjęciu Lizzi Badihi, księżniczka miejscowego brukowca, postanawia podjąć prywatne śledztwo. Rozwikłanie zagadkowego zabójstwa staje się dla niej sprawą prestiżową. Frapująca intryga kryminalna, która zadowoli najwybredniejszych koneserów tego gatunku powieści, nie jest jednak jedyną zaletą książki. W miarę rozwoju akcji ciekawym przeobrażeniom podlega też sama jej bohaterka, głównie za sprawą niekonwencjonalnych przygód erotycznych. Czytelnik znajdzie tu też sporo ciekawych obrazków z życia współczesnej izraelskiej prowincji.
1 ... 4 5 6 7 8 9 10 11 12 ... 52
Перейти на страницу:

Zastanawiała się nad zawartością artykułu. Morderstwo, śledztwo, wzruszająca historyjka o osieroconych krewnych, portret zmarłej. Wpatrzyła się w skrawek szarego nieba za oknem. Dlaczego? Dlaczego ją zamordowano? Albo raczej, jak to mówią w powieściach kryminalnych – jaki był motyw? Czyżby Aleks stanowiła dla kogoś zagrożenie? Czemu? Klucz do zagadki leżał, jak zawsze, w osobowości ofiary. Lizzi usiłowała przypomnieć sobie tę piękną, pełną życia kobietę, pochłaniającą łapczywie wszystko, co napotkała na swojej drodze. Otaczała ją atmosfera sukcesu. Aleks pochodziła z zamożnej rodziny o ugruntowanej pozycji społecznej, cieszyła się renomą świetnego architekta i właścicielki znakomicie prosperującego biura projektów. Była pociągającą kobietą. Morderca lub morderczyni niewątpliwie należeli do bliskiego kręgu domowników. Przecież zginęła z broni Hornsztyka. Zabójca wiedział, że sędzia ma broń i gdzie ją trzyma.

Lizzi postanowiła zacząć od początku, to znaczy od rodzinnego domu Aleks. O tym, że na idealnym obrazku jest rysa, dowiedziała się już z opowieści Miriam o zatrutym winie. Zadzwoniła do archiwum „Czasu” w Tel Awiwie i poprosiła, żeby sprawdzono wszelkie informacje o firmie Lubicza lub pogłoski o zatrutym winie z Jugosławii. Niente. Tak jak się spodziewała, wyniki były negatywne. Wstała więc, włożyła kolczyki w kształcie półksiężyców i wyszła z domu.

Goldner w końcu przerwał pracę i zasiadł na stosie skrzynek z winem. Kiedy usłyszał, że Lizzi jest dziennikarką, zabłysły mu oczy. O, lubi dziennikarzy. A dziennikarki nawet jeszcze bardziej. Wielką przysługę mu wyświadczyli jej koledzy. Jego syn, Elisza, zszedł niegdyś na złą drogę. Rzucił jesziwę i postanowił, że zostanie aktorem, aktorem w teatrze, tfu! Przyłączył się do trupy, która wystawiała Człowieka Spaghetti. Elisza był Człowiekiem Spaghetti. Siedział w kotle pełnym makaronu, jadł i rzucał nim w przechodniów. Nazywali to teatrem ulicznym. Ludzie na ulicy przeklinali, celowali w niego różnymi rzeczami, śmiali się i drwili, a Elisza się cieszył! Cudowna publiczność! Reaguje tak, jak powinna!

Po tygodniu Elisza i jego koledzy pojechali do Akki na festiwal teatralny. Tam przybyli ci wszyscy teatrolodzy, rozmaici doktorzy i profesorowie, dyrektorzy teatrów i kierownicy warsztatów teatralnych. I wszyscy strasznie się kłócili, ale co do jednego byli zgodni – Elisza nie ma za grosz talentu. Oliwy do ognia dolała pewna dziennikarka, która napisała, że Elisza Goldner to obraza dla spaghetti i na miejscu producentów pozwałaby go do sądu o antyreklamę. Ponieważ ilekroć teraz chce zjeść spaghetti i przypomni sobie Eliszę Goldnera – dostaje mdłości.

Złe recenzje popsuły stosunki między członkami zespołu, którzy rozjechali się w cztery świata strony. Elisza po trzech miesiącach wrócił do jesziwy, ze złamanym sercem, lecz ku wielkiej radości rodziców i nauczycieli. A co ja mogę dla pani zrobić?

Z rozmowy z Goldnerem wynikało, że w handlu winami pracuje w zasadzie od dnia obrzezania, a w sklepie Lubicza od dnia jego założenia. To znaczy – nie tylko w sklepie. Firma obejmuje też składy rozlokowane w piwnicach. W handlu winami nie mają konkurencji. Tylko od czasu do czasu pojawia się jakiś żółtodziób i próbuje urwać kąsek dla siebie, ale nie z Lubiczem takie numery! Lubicz wie, jak pilnować swojej działki. Proszę bardzo! Nawet w czasie żałoby zadbał o to, żeby sklep był otwarty, nie chcąc nikomu podsuwać żadnych pomysłów.

– Także z Aszbelem dobrze się panu pracuje? – spytała Lizzi.

– Goldner radzi sobie ze wszystkimi.

– Wierzę panu. – Lizzi się uśmiechnęła. – Niech mi pan powie, Miriam wspominała mi coś o tym zatrutym winie z Jugosławii…

– O, to stara historia! Co jej przyszło do głowy? Było, minęło!

– Ale podobno ktoś zatruł się śmiertelnie.

– Śmiertelnie?! Nie daj Boże! Te kobiety! Nikt nie umarł! Dwie osoby poszły do szpitala, a my zabraliśmy z powrotem butelki, zwróciliśmy pieniądze każdemu klientowi i pokój nastał w Izraelu.

– Nie pozwano was do sądu?

Przelotny uśmiech pojawił się na czerwonych ustach Goldnera, lecz natychmiast zastąpił go wyraz żalu i smutku.

– Przecież właśnie tak poznaliśmy Pinchasa. Pinchas Hornsztyk był wtedy młodym prawnikiem i zażądał, naprawdę się uparł, żeby nie proponować nikomu odszkodowania, ani jawnie, ani za plecami. To jak przyznanie się do winy, powiedział. A przecież nie ponosiliśmy żadnej winy. W każdym razie nie za truciznę.

– A za co?

– Czy to teraz takie ważne? Co się stało, to się nie odstanie. Wszystko to już przeszłość.

– Jest pan pewien?

– Czego?

– Że wszystko to już przeszłość?

Goldner otworzył szeroko oczy i przez jakiś czas przypatrywał się jej z przestrachem. W końcu spytał, czy nie napiłaby się czegoś. Ma w lodówce polską wódkę. Lizzi poprosiła o sok. Opróżnił kieliszek jednym haustem, przełknął głośno, przymknął na chwilę oczy. Lizzi wiedziała, że stara się w ten sposób zyskać trochę na czasie.

– Jest pan wspólnikiem Lubicza?

– Chwała Bogu, nie. Tylko tego mi brakowało! Nie. Na szczęście jestem tylko pracownikiem. Mogę spać snem sprawiedliwego. Mam sześcioro dzieci i troje wnuków. Po całym dniu pracy chcę mieć spokojną głowę. Przeczytać stronę Gemary, pobawić się z wnukami. Gdyby Lubicz tu był, nie rozmawiałbym z panią. On nie lubi dziennikarzy.

– Dlaczego? A! Od tej afery z rtęcią w winie?

– Proszę mi uwierzyć, żaden dziennikarz wtedy do nas nie dotarł. To nie była rtęć, tylko ołów. Stara opowieść, po co odgrzebywać przeszłość, po co? I bez tego jest na świecie dosyć kłopotów.

– Z opowieści Miriam mogłabym sądzić, że…

– Miriam! – Po raz pierwszy wyczuła w jego głosie zniecierpliwienie. – Wtedy to nie było z naszej winy. No, prawie. Pewnego dnia przyszedł pracownik jugosłowiańskiego przedstawicielstwa i zaproponował, że może odsprzedać alkohol kupiony bez cła w sklepie dla dyplomatów. Wtedy w Izraelu nie było jeszcze takiego wyboru alkoholi. Stanęła umowa, że zyskami podzielimy się po połowie. Cały układ działał bez zarzutu prawie rok i wszyscy byli zadowoleni – jugosłowiański dyplomata, my i klienci. Rzecz się wydała, kiedy raz sprzedał nam rieslinga w glinianych butelkach. Doszło do zatrucia ołowiem. Dwie osoby trafiły do szpitala i wszczęto przeciw nam postępowanie. Lubicz postanowił skorzystać z pomocy prawnej i zwrócił się do kancelarii Adler, Awraham i Brill. Tam pracował Hornsztyk. Był wtedy młodym adwokatem, dopiero co ukończył aplikację. Udało mu się wyciągnąć Lubicza z tego bagna i zdobyć rękę jego pięknej córki, niech spoczywa w pokoju.

– Jak zdołał wyciszyć całą aferę?

– Niczego nie wyciszał. Co tu jest do wyciszania? Gdzie? Kogo to w ogóle interesuje?

– Tych, którzy się zatruli. Co się z nimi stało?

– Jeden się wylizał, a drugi ma uszkodzoną nerkę.

Goldner podszedł do lodówki, wyciągnął butelkę wódki, nalał sobie następny kieliszek i z powrotem usadowił się na stosie skrzynek. Lizzi siedziała cicho, czekając, aż się uspokoi.

Przed sklepem zatrzymał się samochód. Goldner zerwał się na nogi i zaczął ładować do bagażnika skrzynki z alkoholem, które dotąd służyły mu za miejsce do siedzenia. Kierowca niecierpliwił się, gotów odjechać, ale Goldner uparł się wystawić rachunek i kwit.

– W sprawach finansowych bardzo uważam – powiedział po odjeździe klienta.

– Pomylił pan się kiedyś?

– Ja? Uchowaj Boże! Z reguły nawet nie zajmuję się rachunkami. W ogóle się na tym nie znam, muszę przyznać. To sprawa Aszbela. To przez to ma wrzody żołądka. – Zaśmiał się.

1 ... 4 5 6 7 8 9 10 11 12 ... 52
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)