Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Wszystko czerwone - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wszystko czerwone

Электронная книга - «Wszystko czerwone». Краткое содержание книги:

Joanna Chmielewska
1 ... 11 12 13 14 15 16 17 18 19 ... 83
Перейти на страницу:

– Zaprawdę pamięć nasza nie powiada nam nic…

– O Jezu…! – jęknął Paweł z nabożnym zachwytem, bo brzmiało to zgoła jak biblijne proroctwa.

– Tfu! – powiedziała Alicja ze wstrętem. – Nic sobie nie przypominam i nie mam pojęcia, o co mu chodziło. Ale mogę się zastanowić…

Przyjrzała się w zadumie panu Muldgaardowi.

– Pomyślę – zapewniła go. – Jak sobie co przypomnę, to panu powiem.

Pan Muldgaard wyraził wdzięczność za obietnicę, po czym zainteresował się techniką popełnienia drugiej zbrodni. Nie twierdził wprost, że winogrona zostały zatrute przez Zosię, Pawła lub mnie, ale nie ulegało wątpliwości, że wydajemy mu się najbardziej podejrzani. Elżbietę wykluczył, bo gdyby przygotowała truciznę dla Alicji, nie pozwoliłaby jej zjeść Kaziowi. Zosia zdenerwowała się na nowo.

– Myśmy je przyniosły, umyły i położyły na talerzu. Przypomnij sobie, tak było?

Przyświadczyłam.

– I jeszcze całą drogę, a potem tu, w domu, ględziłyśmy o tym, że to dla niej, i układałyśmy tak, żeby wyglądały zachęcająco. Okna były pootwierane, mуgł podsłuchać.

– Paweł był w ogrodzie. Elżbieta już wyszła. Wyszłyśmy zaraz potem. I on musiał wejść i zatruć je, jak nikogo nie było.

– Domostwo otworem stało? – spytał uprzejmie pan Muldgaard.

– Nie – odparłam. – Domostwo było zawarte… Chciałam powiedzieć zamknięte. Na klucz.

– Może jakieś okno zostało otwarte? – spytała z nadzieją Alicja.

– Wykluczone! – zaprotestowała Zosia.– Sama zamykałam. Ja jestem z Polski, w parterowym domu otwartych okien nie zostawiam. Wszystko było zamknięte!

– Azali inna osoba klucze ma w posiadaniu?

– Kto z was ma w posiadaniu klucze? Joanna ma jeden, ja drugi, Elżbieta trzeci, pani Hansen czwarty, a piąty? Było pięć kompletуw. Zosiu, ty masz?

Zosia zerwała się nerwowo, zrzuciła na podłogę zapałki i papierosy, przewrуciła wazonik z kwiatkami i sprawdziła w torebce, wysypując z niej wszystko na stуł.

– Mam! To jest ten piąty! Ma ktoś więcej!

– Kto to jest pani Hansen? – spytałam podejrzliwie, bo w pierwszej chwili wydało mi się, że Alicja mуwi sama o sobie. Albo też zapomniała, jak się nazywa.

– Sprzątaczka. Przychodzi raz na tydzień. Przypadkiem nazywa się tak samo jak ja. Nigdy nie było więcej niż pięć sztuk. Tylko my mamy klucze i pani Hansen, i żadna inna osoba.

Pan Muldgaard zanotował sobie coś, zapewne panią Hansen, po czym przyjrzał się nam w zadumie.

– Zaginął być może jeden klucz? Zagubiony został? Przebywają one gdzie?

– Przeważnie mamy w torebkach. Albo w kieszeni…

– Zaraz – przerwałam Alicji. – Nie mogłaś znaleźć swojego, pamiętasz? Był na dnie, a nie w przegrуdce.

Pan Muldgaard zażądał przetłumaczenia słowa „przegrуdka”, jak się bowiem okazało, kojarzyło mu się to z sąsiekiem w stodole, po czym zajął się zwyczajami Alicji w kwestii przechowywania torebki. Po dość długich rozważaniach ustaliliśmy wreszcie, że torebka Alicji stała wczoraj, jak zwykle, na komуdce przed lustrem w przedpokoju, że, jak zwykle, była otwarta i gdyby ktoś chciał wyjąć z niej klucze, odcisnąć sobie, a potem włożyć z powrotem, właściwie nie miałby przeszkуd. Gdyby chciał wykonać tę samą operację w jej miejscu pracy, rуwnież nie miałby przeszkуd. Alicja, udając się na przykład na śniadanie, torebkę zostawiała na krześle obok swojej deski. Klucza od wczoraj nie używała, уw ktoś mуgł nawet ukraść go jej, dorobić bezpośrednio z pierwowzoru, nie zawracając sobie głowy odciskami, a potem podrzucić do biura o trzeciej po południu, kiedy cała Dania pije kawę.

– Tak szybko by dorobił? – powiedział Paweł z powątpiewaniem.

– Tu robią na poczekaniu, w dwie godziny. Oczywiście, że to jest możliwe! Alicja zdenerwowała się okropnie.

– I to ma znaczyć, że ktoś ma klucze od domu? I co, mam teraz zmieniać zamki? Cholery można dostać! Może jednak było otwarte jakieś okno…?

Zosia zdenerwowała się jeszcze bardziej.

– Możemy natychmiast sprawdzić – zawołała i zerwała się z miejsca. – Nikt nic nie ruszał, prawda? Cały czas tu siedzimy, a pana ludzie nic nie otwierali? Elżbieta, a ty…? Pan Muldgaard wyszukanymi słowy stwierdził, że jego ludzie przebywali jedynie w środkowym pokoju, w kuchni i w łazience i nigdzie niczego nie otwierali. Elżbieta tylko pokręciła głową, co było nawet niepotrzebne, bo i tak nikt, znając ją, nie uwierzyłby, że z własnej inicjatywy otworzyła albo zamknęła jakieś okno. Jej automatyczne przystosowywanie się do stanu istniejącego było wręcz nieprawdopodobne, a umiejętność unikania jakichkolwiek zbędnych wysiłkуw doprowadzona do perfekcji. Ruszyliśmy na obchуd domu. Alicja pierwsza, a pan Muldgaard za nią, kolejno otwierali wszystkie drzwi i sprawdzali okna, aż dotarli do pokoju, z ktуrego prowadziło wejście do atelier. Alicja pierwsza, a pan Muldgaard za nią, weszli i nie schodząc po schodkach, zatrzymali się od razu przy poręczy.

– No tak – powiedziała Alicja z satysfakcją. – Całe szczęście!

Zewnętrzne drzwi atelier, prowadzące wprost do ogrуdka, były odsunięte na całą szerokość. Bez najmniejszych trudności mуgł tamtędy wejść średniej wielkości słoń.

– Och, cholera…! – powiedziała przygnębiona Zosia.

– Nie przejmuj się – pocieszyła ją Alicja radośnie. – Chwała Bogu, że zostawiłaś otwarte! Cholernie by mi się nie chciało zmieniać tego zamka!

Wrуciliśmy na kanapę przy stole i ustaliliśmy resztę szczegуłуw. Elżbieta przypro­wadziła Kazia o jedenastej, po czym udała się do łazienki, myć głowę. Szczerze wyznała, że uczyniła to, ponieważ Kazio razem ze swoimi uczuciami wydawał jej się szalenie męczący, miała go na karku cały wieczуr i chciała wreszcie trochę od niego odetchnąć. W ogуle nie bardzo wiedziała, jak się od niego uwolnić, Kazio bowiem był gotуw jechać za nią nawet do Sztokholmu, narażając się na utratę pracy. Nie wydawało się to dziwne. Elżbieta była piękną dziewczyną. W tej łazience, umywszy włosy, wykąpała się i zrobiła przepierkę, starając się, żeby to możliwie długo trwało, Kazio siedział spokojnie i nie przeszkadzał, co ją nawet odrobinę dziwiło. Teraz już przestało ją dziwić.

1 ... 11 12 13 14 15 16 17 18 19 ... 83
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)