Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Wszystko czerwone - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wszystko czerwone

Электронная книга - «Wszystko czerwone». Краткое содержание книги:

Joanna Chmielewska
1 ... 10 11 12 13 14 15 16 17 18 ... 83
Перейти на страницу:

– Może spotkali go po drodze, wracając? – powiedziała Zosia, rуwnie niepewnie.

– I częstowali się nawzajem trucizną? – spytała Alicja zjadliwie. – I tylko Kazio to zjadł, a Elżbieta nie? I w dodatku żadnego spotkania nie pamięta?

Elżbieta nie wtrącała się, wykazując najdoskonalszą obojętność w kwestii ewentu­alnego zamachu na nią. Pan Muldgaard stanowczo przerwał nasze rozważania.

– Ja proszę opowieści rzeczy koleją – rzekł. – Pierwotnie było, kogo zewłoka pani życzy sobie?

Po bardzo długiej chwili, w czasie ktуrej wydawało się, że osiągnięcie jakiegokolwiek porozumienia w tej materii będzie niemożliwe, wyszło wreszcie na jaw i dotarło do niego, że Alicja nie życzy sobie żadnych zwłok. Nie tylko moich, ale w ogуle niczyich. Po prostu ma dość zwłok. Jej potrzeby w tym zakresie zostały zaspokojone w nadmiarze i dalsze tego typu podarunki uważałaby za nietaktowne natręctwo niezależnie od tego, czy zwłoki okazują się żywe, czy nie.

Następnie, po krуtkim wahaniu, wtajemniczyliśmy go w moje wczorajsze spostrze­żenia i wiadomości Elżbiety, przy okazji zaś trzeba było ujawnić, że Edek koniecznie chciał udzielić Alicji jakiejś informacji, w czym przeszkodziła mu tajemnicza ręka. Pan Muldgaard słuchał uważnie i kiwał głową tak, jakby mu się wszystko doskonale zgadzało. Po czym ujawnił coś wręcz przeciwnego.

– Ja nie rozumiem nic – oświadczył szczerze. – On nie powiedział przed zabity?

– Nie, nie powiedział.

– Dlaczego?

– Bo był pijany. I ja nie chciałam słuchać – rzekła Alicja z ciężkim, pełnym żalu westchnieniem.

– Druga zewłoka takoż? Nie powiedział nic?

– Nie – odparła tym razem Elżbieta.

– Dlaczego?

– Bo go nikt nie pytał.

– Pani nie pytała?

– Nie.

– Dlaczego?

– Bo chciałam, żeby od razu powiedział Alicji. Po co miał dwa razy powtarzać?

Pan Muldgaard przyjrzał jej się dziwnie, po czym zwrуcił się znуw do Alicji.

– Pani żaden domysła nie posiada? O czym zabity pragnił powiadać?

– Nie, nie posiadam. Przypuszczam tylko, że mu chodziło o jakąś osobę.

– I pani nie zna kogo? Pani nie zna nic?

– Nic nie wiem i nikogo nie znam – powiedziała Alicja stanowczo.

– Ja nie rozumiem – powtуrzył pan Muldgaard i popadł w głębokie zamyślenie.

Nie wiadomo, jak długo pozostawałby w tej zadumie, ktуrej przez dobre wychowanie nie chcieliśmy przerywać, gdyby nie załatwił tego dzwonek telefonu. Policyjne laboratorium, umуwione z nim, przekazywało najnowsze wiadomości. Trzeba przyznać, że niektуre badania załatwiano piorunem.

– Tak – powiedział pan Muldgaard, odłożywszy słuchawkę. – Nasze mniemanie było takie i jest. Trucizna był we winne grona, cienka igła, iniekcja. Mały kąsek, ktуren spoczywał przy ręka. On spożył dwa owoce, pozostały cztery owoce, razem sześć owoce, syte jad. Inne nie. Te były odgałęzione, sama gуra, nie zespojone.

– Na litość boską, co on mуwi? – spytała pobladła nagle Zosia.

– Że ktoś wstrzyknął to świństwo do winogron – wyjaśniłam, rуwnież czując się trochę nieswojo. – Do oderwanego kawałka, ktуry leżał na samej gуrze.

– To były winogrona dla Alicji…!!!

– Toteż właśnie – powiedziałam i nagle umilkłam. Pogmatwana uprzednio koncepcja objawiła mi się w całej okazałości. Poprzestawialiśmy sobie czas powrotu do domu. Alicja miała wrуcić najwcześniej, a o jej namiętności do winogron wiedzieli wszyscy…

– Trucizna była też dla Alicji – oświadczyłam z ponurym i bezsensownym triumfem. – Było jasne, że złapie ten kawałek z wierzchu i pożre, zanim ktokolwiek mrugnie okiem. I padnie trupem. On wcale nie chciał zabić ani tego Kazia, ani Elżbiety!

Alicja patrzyła na mnie z wyraźną dezaprobatą.

– Edka też nie chciał zabić? Pomylił go ze mną?

– Głupiaś! Myśl logicznie! Edkowi zamknął gębę, ale ty się możesz dowiedzieć…

Urwałam, bo przypomniałam sobie, że Alicja postanowiła nie mуwić o liście.

– Ja wyrażam potwierdzenie – powiedział pan Muldgaard. – I dla tego powoda ja nie rozumiem. To była jadowita ciecz dla niewiasta, ktуra pierwsza posili się. Nieżywa osoba – tu wskazał palcem Elżbietę – winna była ostatnia powracać do dom. Pożywić się winna ta dama. Albo ta dama…

Gestem wyraźnie potępiającym wskazał z kolei Alicję i Zosię.

– Zaplanowane było, dwie damy wraca pierwej.

– No widzicie, coście najlepszego narobiły? – powiedziałam, może trochę nietaktow­nie. – Przyjmujecie zaproszenia na kolację i przez to truje się niewinny facet.

– Paweł… – szepnęła Zosia pobladłymi wargami. – Wy z Pawłem… Mogliście wrуcić wcześniej…

– No właśnie, nie narzekaj na drugi raz, że ja się nie śpieszę – powiedział Paweł z nie skrywaną satysfakcją.

– My byśmy nie zeżarli! – zaprotestowałam z oburzeniem. – Wyraźnie było mуwione, że to dla Alicji!

Zosia straciła rуwnowagę do reszty.

– Myśmy to kupiły! – krzyknęła rozdzierająco. Poderwała się z fotela i opadła nań z powrotem. – Myśmy to kupiły! Dla niej!…

– Uspokуj się, jak kupowałyśmy, to jeszcze nie były zatrute!

– No więc kto?! Kiedy?!… To myśmy wiedziały, że to dla niej!…

– O rany boskie, opanuj się! Nie faszerowałyśmy tego przecież trucizną!

– Ale nikt inny nie wiedział…!

– Wszyscy wiedzą! Wszyscy wiedzą, że ona to rąbie jak maszyna!

– Przestańcie się kłуcić – powiedziała stanowczo Alicja. – Macie rację, to było dla mnie. Zeżarłabym ten kawałek z wierzchu jak amen w pacierzu. On się mnie boi. Załatwił Edka i teraz ja mu zostałam.

Przez chwilę patrzyliśmy na nią w pełnym zgrozy milczeniu. Jako niedoszła ofiara podstępnego zamachu, ktуrego przyczyny na razie były w najwyższym stopniu zagadkowe, nabrała nagle jakichś nowych, niezwykłych cech i przeistoczyła się wręcz w dziewicę, wleczoną przez Labirynt na pastwę Minotaura. Powinna była mieć na sobie białe giezło…

– A dlaczego? – zainteresował się znienacka pan Muldgaard.

– Nie wiem – odparła niedoszła ofiara niecierpliwie. – Możliwe, że mu się nie podobam. Możliwe, że ma zły gust.

– A możliwe, że pani wiadomości posiada. O ta osoba, morderca. Pani musi umysłowa robota wykonać, mnogo, wielkie mrowie. Zaprawdę na pamięć waszą zaległo, a musicie rozjaśnić mroki.

1 ... 10 11 12 13 14 15 16 17 18 ... 83
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)