Wielkie Polowanie
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #2
- Язык: польский
- Переводчик: Katarzyna Karlowska
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Wielkie Polowanie». Краткое содержание книги:
— A co możesz mi powiedzieć o Przeklętych?
— Skaczesz z tematu na temat. Mogę powiedzieć ci niewiele więcej ponad to, czego nauczyłaś się jako nowicjuszka. Mało kto wie więcej o Bezimiennych. Chcesz, bym zarzuciła cię wiadomościami, których obie nauczyłyśmy się będąc jeszcze dziewczętami?
Przez chwilę Moiraine siedziała w milczeniu. Nie chciała powiedzieć zbyt wiele, ale Vandene i Adeleas miały więcej wiedzy w koniuszku palca, niż było jej w całym świecie, wyjąwszy Białą Wieżę, tam jednak czekało na nią więcej kłopotów, niźli była w stanie obecnie udźwignąć. Pozwoliła, by imię wyślizgnęło się z jej ust, jakby w ucieczce:
— Lanfear.
— W tej kwestii — westchnęła zapytana — doprawdy nie wiem nawet odrobinę więcej, niż jako nowicjuszka. Córka Nocy pozostaje tak tajemnicza, jakby dosłownie odziała się w ciemność. — Przerwała na moment, wpatrzyła się w filiżankę, kiedy jednak podniosła wzrok, jej spojrzenie ostro wbiło się w oczy Moiraine. — Lanfear była związana ze Smokiem, z Lewsem Therinem Telamonem. Moiraine, czy masz jakieś poszlaki, co do tego, że Smok się Odrodzi? Już się Odrodził? Czy to się stało?
— Gdyby tak było — Moiraine odpowiedziała nieporuszona — czyż nie znajdowałabym się w Białej Wieży, zamiast tutaj? Amyrlin wie wszystko, co ja wiem, tyle mogę ci przysiąc. Czy otrzymałaś od niej wezwanie?
— Nie, ale przypuszczam, że może to nastąpić. Kiedy nadejdzie czas, że zmuszone zostaniemy stawić czoło Smokowi Odrodzonemu, Tron Amyrlin potrzebować będzie każdej nowicjuszki, która potraf samodzielnie zapalić świecę. — Głos Vandene powoli cichł, jakby pogrążała się w zadumie. — Biorąc pod uwagę moc, którą będzie władał, trzeba będzie go zmiażdżyć, zanim użyje jej przeciwko nam, zanim oszaleje i zniszczy świat. Najpierw jednak musi spotkać się z Czarnym. — Roześmiała się wesoło na widok wyrazu twarzy Moiraine. — Nie jestem Czerwona. Studiowałam Proroctwa wystarczająco dokładnie, by wiedzieć, że nie możemy się zdecydować na poskromienie go od razu. Jeżeli byłybyśmy w stanie to zrobić. Wiem równie dobrze jak ty, jak wszystkie siostry, które zatroszczyły się, by to odkryć, że pieczęcie zatrzymujące Czarnego w Shayol Ghul słabną. Illian zwołał Wielkie Polowania na Róg. Dokoła pełno fałszywych Smoków. A dwaj z nich, Logain i teraz ten w Saladei, zdolni do przenoszenia. Kiedy po raz ostatni Czerwone natknęły się na dwu przenoszących mężczyzn w ciągu niecałego roku? Kiedy po raz ostatni odnalazły jednego na pięć lat? Nie za mojego życia przynajmniej, a jestem dużo od ciebie starsza. Znaki są wszędzie. Tarmon Gai’don nadchodzi. Czarny wyrwie się na wolność. A Smok Odrodzi się.
Filiżanka zagrzechotała, kiedy gwałtownie odstawiła ją na stół.
— Przypuszczam, że to dlatego obawiam się, iż mogłaś widzieć jakieś znaki jego obecności.
— Nadejdzie — powiedziała miękko Moiraine — a uczynimy, co musi być zrobione.
— Jeśli, mam taką nadzieję, na cokolwiek się to zda. Wyciągnę Adeleas z jej książek i wyślę do Białej Wieży. Jednak zadowolona jestem, będąc tutaj. Być może wystarczy nam czasu na skończenie naszej historii.
— Mam nadzieję, że tak będzie, siostro.
Vandene wstała.
— Cóż, mam jeszcze coś do zrobienia przed snem. Jeśli nie masz więcej pytań, pozostawię cię twoim studiom. — Przerwała na chwilę, a potem powiedziała coś, co zdradziło, iż pomimo lat spędzonych nad księgami, wciąż została Zieloną Ajah. — Powinnaś zrobić coś z Lanem, Moiraine. Ten mężczyzna gotuje się w środku gorzej niż Góra Smoka. Wcześniej czy później wybuchnie. Znałam wystarczająco wielu mężczyzn, by widzieć, kiedy któryś ma kłopoty z kobietą. Byliście razem przez długi czas. Być może na koniec zrozumiał, że jesteś w takim samym stopniu kobietą, jak Aes Sedai.
— Dla Lana wciąż jestem tym, kim jestem, Vandene. Mianowicie Aes Sedai. I mam nadzieję, że wciąż przyjaciółką.
— Ach, wy Błękitne. Zawsze gotowe ratować świat, który same tracicie.
Kiedy białowłosa Aes Sedai wyszła, Moiraine sięgnęła po płaszcz i mrucząc coś do siebie, wyszła do ogrodu. W tym co powiedziała Vandene, coś poruszyło strunę w jej umyśle, nie mogła sobie jednak przypomnieć, co to było. Odpowiedź, wskazówka pozwalająca znaleźć odpowiedź na pytanie, którego nie zadała? Ale jakie to mogłoby być pytanie — tego również nie potrafiła sobie wyobrazić.
Ogród był mały, podobnie jak dom, ale starannie utrzymany, co było widać nawet w żółtej poświacie dochodzącej z okna. Wysypane piaskiem ścieżki wiodły wśród grządek kwiatów. Zarzuciła luźno płaszcz na ramiona, aby ustrzec się łagodnego chłodu nocy.
„Jaka była odpowiedź i jakie było pytanie?”
Zazgrzytał piasek, więc odwróciła się, myśląc że to Lan. Ledwie kilka kroków od niej, pośród ciemności, zamajaczył cień, cień który zdawał się być nazbyt wysoką sylwetką mężczyzny owiniętego w płaszcz. Ale księżyc nagle oświetlił mu twarz, bladą, posępną, z wystającymi policzkami i czarnymi oczyma nad pomarszczonymi, czerwonymi ustami. Płaszcz rozchylił się, rozwijając w dwa wielkie, jakby nietoperze skrzydła.
Wiedząc, że jest za późno, otworzyła się na saidara, lecz Draghkar zanucił jękliwie i ciche brzęczenie wypełniło ją, rozbijając wolę na kawałki. Saidar wyślizgnął się. Idąc w kierunku stworzenia, czuła tylko nieokreślony smutek, głębokie zawodzenie wydobyło na wierzch jej najściślej skrywane uczucia. Białe, białe dłonie — jak dłonie mężczyzny, tylko że zakończone szponami — sięgnęły po nią, usta koloru krwi wykrzywiły się w parodii uśmiechu, obnażając ostre zęby. Niejasno, bardzo niejasno, wiedziała że zęby te nie gryzą, ani nie szarpią. Strzeż się pocałunku Draghkara. Kiedy te wargi dotkną jej, równie dobrze będzie mogła być martwa, zostanie wyssana z duszy, później z życia. Ktokolwiek ją znajdzie, nawet jeśli przyjdzie w tym samym momencie, gdy Draghar ją puści, zobaczy tylko ciało bez najmniejszego znaku, zimne, jakby martwe od dwu dni. A kiedy przyjdą, zanim umrze, to co zobaczą, będzie jeszcze gorsze i w niczym nie będzie jej przypominało. Zawodzenie pociągnęło ją prosto w te blade dłonie, głowa Draghara pochyliła się powoli.
Tylko ślad zaskoczenia przemknął jej przez umysł, gdy ostrze miecza rozbłysło nad ramieniem, trafiając Draghkara w pierś, nieco bardziej jedynie zdziwiło ją drugie ostrze, ułamek sekundy później, nad drugim ramieniem.
Oszołomiona, chwiejąc się lekko, patrzyła jakby z ogromnej odległości na stworzenie odepchnięte w tył, daleko od niej. Zobaczyła Lana, później Jaema, kościste ręce siwowłosego Strażnika trzymały miecz równie pewnie, jak dłonie młodszego towarzysza. Blade dłonie Draghkara szarpały ostrą stal, skrzydła łopotliwymi plaśnięciami chłostały obu mężczyzn. Nagle, poraniony i krwawiący, ponownie zaniósł się jękiem. Ku Strażnikom.
Z wysiłkiem tylko Moiraine pozbierała myśli. Czuła się tak pusta, jakby istota dokonała jednak swego dzieła.
„Nie ma czasu na słabość”.
W jednej chwili otworzyła się na saidara i kiedy moc wypełniła ją, bez lęku ogarnęła wzrokiem scenę, chcąc celnie uderzyć w ten Pomiot Cienia. Obaj mężczyźni byli zbyt blisko, cokolwiek uczyni, im również zaszkodzi. Nawet użycie Jedynej Mocy, wiedziała to, mimo iż myśli wciąż zanieczyszczał jej dotyk Draghkara.
Lecz zanim cokolwiek zrobiła, Lan krzyknął:
— Uściśnij śmierć!
Jak echo dołączył do niego zdecydowany głos Jaema:
— Uściśnij śmierć!
I obaj mężczyźni weszli w zasięg dotyku Draghkara, zatapiając swe ostrza w jego ciele aż po rękojeść.
Odrzucając głowę w tył, Draghkar wrzasnął, krzykiem który igłami przeszył głowę Moiraine. Nawet owinięta saidarem była w stanie poczuć jego siłę. Jak padające drzewo Draghkar runął na ziemię, jedno ze skrzydeł powaliło Jaema na kolana. Lan pochylił się, jakby w całkowitym wyczerpaniu.