Lord z planety Ziemia
- Автор: Лукьяненко Сергей Васильевич
- Язык: польский
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Lord z planety Ziemia». Краткое содержание книги:
Wróciłem pół godziny później – hiperłączność jest błyskawiczna, a wewnątrzpałacowa komunikacja doskonała. W sypialni było ciemno, tylko przez otwarte okno wpadało słabe światło. Tar nie ma naturalnych satelitów, ale przestrzeń wokół pałacu oświetlają reflektory. Ochrona korzysta ze wszystkiego, od podczerwonych detektorów i lokatorów do własnych oczu. Nikt nie może podejść do zamku niezauważony.
– Terry… – zawołałem cicho. Nie odpowiedziała.
Cóż, to był długi i trudny dzień. A Terry przeżyła znacznie więcej niż ja.
Rozebrałem się i położyłem na brzegu łóżka. Jak cicho, nawet nie słychać jej oddechu…
– Terry! – ogarnął mnie strach. – Światło!
Zapłonęły lampy. Terry uniosła głowę z poduszki.
– Przepraszam… Wydawało mi się, że cię nie ma – uśmiechnąłem się przepraszająco. – Płakałaś?
Skinęła głową.
Dotknąłem jej twarzy. Powoli, ostrożnie, jakbym wyciągał rękę do płochliwego ptaka gotowego odlecieć w każdej chwili.
– Co się stało? – zapytałem.
– Boję się o ciebie – odpowiedziała Terry. – Boję się planety, na którą lecisz. Boję się Fangów i Siewców… i nawet Obojętnych, chociaż ich nie ma.
– Jestem szczęściarzem – próbowałem obrócić wszystko w żart. Ale Terry była poważna.
– Każde szczęście ma swoje granice. Siergiej, wrócisz?
Co za głupstwa… Skinąłem głową.
– Nie zapomnisz o mnie?
– Terry!
Odwróciła wzrok.
– Użyjemy znowu jin i jang, chcesz? – zapytałem. – Wtedy nie będzie miejsca na kłamstwo. Tylko słowa mogą kłamać.
Terry pokręciła głową.
– Wiem, że mnie kochasz… bez żadnego jin-jang. Boję się jutra. Boję się twojej drogi. Nie będzie mnie przy tobie.
– Zawsze jesteś przy mnie – wyszeptałem. – Głuptasie… zawsze jesteś ze mną i we mnie.
Słaby uśmiech i cichy szept:
– A ty we mnie. Nie powinnam była przechodzić próby. Wybacz… nie powinnam była go narażać…
– Kogo?
Milczenie. Wreszcie zrozumiałem.
– Kiedy się dowiedziałaś?
– Dzisiaj. Przeszłam test w centrum medycznym pałacu.
– To chłopiec czy dziewczynka? – zapytałem głupio. Jakby istniała na świecie aparatura zdolna określić płeć dziecka na dziewięć miesięcy przed porodem…
– Nie powiem – odpowiedziała spokojnie Terry. Więc taka aparatura istnieje…
– Dlaczego?
– Wtedy będziesz miał powód, żeby wrócić. Ciekawość to dobry powód… – zamilkła.
Siedzieliśmy obok siebie i nic już nie było potrzebne – ani słowa, ani jin i jang.
6. Ostrze
Więc tu go schowałeś! – wykrzyknąłem. Zagajnik wokół bunkra, w którym niegdyś spotkałem Ernada, wydawał się pusty. Ale znałem możliwości statku Siewców.
– Tak – skinął głową Ernado i wyjaśnił: – Na wszelki wypadek. Gdyby coś mi się stało, domyśliłbyś się, gdzie masz szukać statku.
– Domyśliłbym się – przyznałem. – Dobra, pokaż to cudo.
– Posłucha tylko ciebie. To był ostatni rozkaz, jaki wydałem komputerowi statku.
Skinąłem głową i jeszcze raz obejrzałem zagajnik. Gdzie on się przyczaił? W końcu to dwadzieścia metrów długości…
– Zdjąć zamaskowanie – zakomenderowałem.
Powietrze zadrżało, po drzewach przepłynęła fala ciepłego wiatru. Lans podniósł ręce, zasłaniając oczy. W głębi zagajnika rozpalało się bladofioletowe światło. Zamaskowanie temporalne, statek Siewców ukrywał się w czasie.
Drzewa przed nami się rozpływały. Najpierw znikały wierzchołki, pnie wrastały w ziemię, liście zmieniały zabarwienie, pokrywały się białym szronem, żółkły… Czas płynął wstecz.
Przed nami wisiało białe, opływowe cielsko statku. Cofnąłem się odruchowo i zły na swój głupi lęk powiedziałem:
– Pamiętasz mnie?
Tak – słowa pojawiały się w głębi mózgu. Statek Siewców wolał używać mowy myślowej. – Jesteś Siewcą. Nazywasz się Siergiej. Jestem ci posłuszny. Dwa lata temu, na twój osobisty rozkaz, przeszedłem czasowo pod komendą Ernada z planety Tar.
– Zgadza się. Przyjmij nas na pokład – poleciłem.
Wykonują.
Gdy już byliśmy na statku, na fantomowym mostku sterowania, kopii głównego mostka „Terry”, zapytałem Ernada:
– Co było w drugiej strzykawce?
– W której? – Ernado zachowywał niewzruszony spokój.
– Nie udawaj idioty. Nigdy nie zaufałbyś swojemu wnukowi…
czy kim tam jest dla ciebie ten chłopak.
– Wnukiem. – Ernado westchnął. – Uczciwy chłopak, tylko straszny romantyk.
– Więc co dałeś do strzykawki?
– Zestaw witamin. Zadowolony?
Nic nie powiedziałem. Za to włączył się Lans:
– Siergiej, przecież wszystko poszło dobrze! Ernado jest oddany Terry nie mniej niż ty… czyja.
Popatrzyłem na Lansa. Jeszcze tylko brakowało, żebym był o niego zazdrosny! A Lans, ośmielony moim milczeniem, ciągnął:
– Kompleks antygenów byłby dla księżniczki śmiertelnie niebezpieczny. Ernado przyjął cios na siebie, to jego mogli, a nawet byli zobowiązani skazać.
– Nikt by go nie skazał, dopóki jestem w stanie utrzymać w ręku miecz… i swoją żonę.
Wyciągnąłem dłoń do Ernada – nasze fotele zbliżyły się posłusznie i trąciłem go w ramię. Ernado drgnął.
– Ile razy wciągałeś mnie w różne awantury, Sierżancie? – zapytałem. – Możesz mi przypomnieć?
– Teraz pchasz się sam – zaprotestował ponuro. – Czego szukasz na tej planecie?
– Ar-Na-Tin to punkt, w którym zetkną się Siewcy i Fangowie. Wiem o tym.
– Załóżmy. Ale co ty zamierzasz robić pomiędzy młotem a kowadłem, Siergiej?
– Popatrzę na kowala, Ernado – powiedziałem cicho. Tutaj, na statku, wśród przyjaciół mogłem pozwolić sobie na szczerość.
Odniosłem wrażenie, że Ernado jest zły.
– Siergiej, nie lubię przepowiedni i wizjonerów. Ale podczas tego lotu czeka nas jakieś nieszczęście. Weźmy przynajmniej normalny statek i eskortę godną imperatora.
– Start – poleciłem statkowi. – Kurs na planetę Ar-Na-Tin. Prędkość maksymalna.
Żadnego pchnięcia czy choćby szumu silników. Tylko cichy, jak odległe echo, głos w świadomości: Wykonuję.
– Ernado – mówiłem twardo, choć starałem się na niego nie patrzeć. – To najpewniejszy statek na Tarze. Lot na nim jest absolutnie bezpieczny.
Naprawdę wierzyłem w to, co mówię.
Ani Ernado, ani Lans nie spierali się ze mną. Ale napięcie wisiało na mostku niczym mgła nad łąką. Metafora? Skądże. Powietrze rzeczywiście wypełniała gęsta, pachnąca wilgocią mgła. Twarze przyjaciół były ledwie widoczne. Nie wytrzymałem.
– Sierżancie! Dajmy temu spokój. Co ci się nie podoba w tym statku?
– Jego doskonałość, dowódco – odpowiedział posępnie Ernado. – Wolę normalny mostek, normalny pulpit… bez wizualizacji emocji.
– Ty też widzisz mgłę? – zapytałem.
– Ja również – włączył się Lans.
– Zaraz ją usuniemy. – Z determinacją starałem się zachować spokój. – Ernado, ten statek jest doskonalszy od tauryjskich. Tego chyba nie kwestionujesz?
– Nie. Ale dla dowolnego obserwatora statek Siewców startujący z Tara będzie wizytówką imperatora.
Jakby oblał mnie wiadrem zimnej wody.
– Kto może wyśledzić statek Siewców w hiperprzestrzeni? – zapytałem retorycznie.
Ernado nie zdążył odpowiedzieć. Mostek „Terry” znikł. Wokół był mrok – nie ciemność, nie brak światła, lecz gęstniejący mrok. Ciało przeszył ostry ból.