Ścieżka Sztyletów
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #8
- Язык: польский
- Переводчик: Katarzyna Karłowska
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Ścieżka Sztyletów». Краткое содержание книги:
— Ponoć ten młodzieniec rozmawiał z Ludem Morza, Matko. Informatorzy Żółtych w Cairhien są bardzo tym faktem poruszeni. Czy masz może jakieś pojęcie, cóż takiego mogło go zainteresować w Atha’an Miere?
Mimo że tytułowała ją właściwie, Romanda bynajmniej nie przemawiała tonem, jakim powinna się zwracać do Zasiadającej na Tronie Amyrlin, ale przecież nigdy tego nie robiła. Nie było wątpliwości, kim jest „ten młodzieniec”. Wszystkie siostry w obozie zaakceptowały Randa jako Smoka Odrodzonego, ale każdy, kto by usłyszał, jak o nim rozmawiają, uznałby, że mówią o jakimś niesfornym młodym gburze, który potrafi przyjść na wieczerzę pijany, a potem jeszcze zwymiotować na stół.
— Skąd ona ma wiedzieć, co dzieje się w głowie tego chłopca? — wtrąciła się Lelaine, zanim Egwene zdążyła otworzyć usta. Tym razem jej uśmiechu żadną miarą nie można było nazwać ciepłym. — Wszelkich odpowiedzi, jeśli takowe istnieją, Romando, należy szukać w Caemlyn. Przebywający tam Atha’an Miere nie przypłynęli po to, by zamknąć się we własnych kajutach, a nie wyobrażam sobie, co innego miałoby ściągnąć ich wysokich rangą przedstawicieli z tak daleka do miasta. W życiu nie słyszałam, by robili cokolwiek bez powodu. Niewykluczone, że to on jest przedmiotem ich zainteresowania. Do tej pory z pewnością się dowiedzieli, kim jest.
Romanda odwzajemniła uśmiech i w tym momencie aż dziw brał, że ściany namiotu nie pokryły się szronem.
— Nie wiem, po co mówić o rzeczach oczywistych, Lelaine. Najważniejsze pytanie brzmi, jak to teraz sprawdzić.
— Właśnie miałam rozwiązać ten problem, ale niestety, przeszkodziłaś swoim wtargnięciem, Romando. Matka mogłaby na przykład przekazać instrukcje Elayne albo Nynaeve, kiedy znowu spotka się z nimi w Tel’aran’rhiod. A Merilille, kiedy już dotrze do Caemlyn, mogłaby się dowiedzieć, czego chcą Atha’an Miere względnie czego chce ten chłopiec. Szkoda, że te dziewczyny nie ustanowiły sobie jakiegoś harmonogramu spotkań, w przyszłości trzeba będzie takowy wypracować. Merilille mogłaby się spotkać z którąś Zasiadającą w Tel’aran’rhiod, kiedy już się wszystkiego dowie. — Lelaine wykonała gest dłonią, z którego jasno wynikało, że sama zamierza być tą Zasiadającą. — Przyszło mi na myśl, że dogodnym miejscem byłby Salidar.
Romanda parsknęła z rozbawieniem. I również w tym parsknięciu nie było śladu ciepła.
— Wydawanie poleceń Merilille to łatwe zadanie, pozostaje jeszcze kwestia, czy ona posłucha, Lelaine. Wszak na pewno zdaje sobie sprawę, że będzie musiała odpowiedzieć na parę bardzo kłopotliwych pytań. Na przykład: dlaczego nie przywieziono do nas tej Czary Wiatrów, abyśmy ją mogły najpierw zbadać. Poza tym żadna z sióstr przębywających w Ebou Dar nie znała się zbyt dobrze na Tańcu Chmur i sama widzisz, jakie są tego rezultaty, tylko bałagan i nieprzyjemne niespodzianki. Zamierzam postawić Komnacie pytanie dotyczące zaangażowanych w to wszystko osób. — Nagle głos siwowłosej kobiety stał się gładki jak masło. — O ile pamiętam, to ty wsparłaś wybór Merilille.
Lelaine wzdrygnęła się najpierw, a zaraz potem wyprostowała dumnie. Jej oczy miotały błyski.
— Wsparłam kandydaturę wysuniętą przez Szare, Romando, nic więcej — oznajmiła z oburzeniem. — Skąd mogłam wiedzieć, że ona postanowi użyć Czary? I że włączy do kręgu dzikuski z Ludu Morza! Skąd jej przyszło do głowy, że mogą znać się na pracy z pogodą tak dobrze jak Aes Sedai? — Nagle jej gniew gdzieś się zapodział. Oto tłumaczyła się przed swą największą przeciwniczką w Komnacie, swoją jedyną prawdziwą przeciwniczką. I na dodatek godziła się z nią w kwestii Ludu Morza, co wedle jej zapatrywań musiało być jeszcze gorsze. Zresztą nie o to szło, że się zgadza, tylko o to, że przyznaje się do tego na głos.
Romanda pozwoliła sobie na jeszcze szerszy uśmiech, widząc, że Lelaine aż zbladła z wściekłości. Starannie wygładzała brązowe spódnice, gdy tymczasem Lelaine szukała sposobu na odwrócenie biegu spraw na własną korzyść.
— Zobaczymy, jak się na całą sprawę zapatruje Komnata, laine — zaproponowała w końcu. — Dopóki ta sprawa nie wpłynie, myślę, że Merilille nie powinna się spotykać z żadną z tych Zasiadających, które są odpowiedzialne za wybór jej osoby. Już sama tylko sugestia zmowy sprowokuje krzywe spojrzenia. Dlatego zgodzisz się, niewątpliwie, że to ja powinnam z nią porozmawiać.
Twarz Lelaine znowu pobladła, ale tym razem powody były chyba inne. Nie bała się, w każdym razie nie dała tego po sobie poznać, ale Egwene niemal widziała, jak kalkuluje w myślach, które siostry ją poprą, a które wystąpią przeciwko niej. Oskarżenie o zmowę było niemal równie poważne jak zarzut zdrady, a do jego sformułowania wymagano jedynie pomniejszej zgody. Zapewne ostatecznie mogła uniknąć wysunięcia zarzutu, ale do głosu doszłyby argumenty bardzo obciążające. Frakcja Romandy mogłaby nawet urosnąć w siłę. Co z kolei postawiłoby Egwene przed nieopisanymi zupełnie problemami, niezależnie od jej planów. I nie mogła nic zrobić, żeby temu zapobiec, chyba że ujawni prawdę o wydarzeniach w Ebou Dar. To z kolei równałoby się proszeniu ich o pozwolenie przyjęcia takiej samej oferty, na jaką zgodziły się Faolain i Theodrin.
Egwene zrobiła głęboki wdech. Przynajmniej mogła nie dopuścić, by Salidar stał się miejscem umówionych spotkań w Tel’aran’rhiod, bo przecież to właśnie tam spotykała się obecnie z Elayne i Nynaeve. O ile wciąż było to aktualne, od ostatniej narady minęło bowiem wiele dni. Zasiadające stale wchodziły do Świata Snów i dlatego znalezienie miejsca, gdzie na pewno nie mogły się pojawić, było niezwykle trudne.
— Następnym razem, gdy spotkam się z Elayne albo Nynaeve, przekażę im wasze instrukcje w odniesieniu do Merilille. Powiadomię was też, kiedy będzie gotowa na spotkanie. — Co zapewne nigdy nie nastąpi, po tym, jak zapozna się z instrukcjami.
Zasiadające gwałtownie obróciły głowy i dwie pary oczu wpatrzyły się w nią. Zapomniały, że ona tu jest! Musiała bardzo się starać, żeby zachować niewzruszoną minę, i na szczęście w porę przestała z irytacją przytupywać stopą. Sytuacja nakazywała jej jeszcze jakiś czas zachowywać się zgodnie z wyobrażeniami, jakie o niej miały. Jeszcze tylko trochę. Przynajmniej już jej tak nie mdliło. Była zwyczajnie zła.
Chwilowe milczenie przerwała Chesa, która wparowała do namiotu z popołudniowym posiłkiem dla Egwene na tacy nakrytej serwetą. Ciemnowłosa, pulchna i ładna, jakimś cudem okazała im wszystkim należny szacunek, nie płaszcząc się jednocześnie ze strachu. To dygnięcie było tak proste jak jej szara suknia ozdobiona odrobiną pospolitej koronki przy szyi.
— Wybaczcie, że przeszkadzam, Matko, Aes Sedai. Przepraszam, że tak późno przychodzę, Matko, ale Meri gdzieś chyba poniosło. — Mlasnęła językiem z irytacją, gdy stawiała tacę przed Egwene. Na swoje i cudze błędy patrzyła z jednaką niechęcią.
Romanda zmarszczyła brwi, ale nic nie powiedziała. Jakkolwiek by było, nie mogła okazywać przesadnego zainteresowania jedną z pokojówek Egwene. Zwłaszcza taką, która szpiegowała na jej poleceńie. Jak Selame na użytek Lelaine. Egwene starała się nie zerkać na Theodrin albo Faolain, które nadal tkwiły posłusznie w swoich kątach, bardziej podobne zwykłym Przyjętym niż Aes Sedai.
Chesa otwarła usta, ale zaraz je zamknęła, być może onieśmielona obecnością Zasiadających. Egwene poczuła ulgę, kiedy tamta zaraz dygnęła i wyszła, mrucząc:
— Za pozwoleniem, Matko.
W obecności innych sióstr Chesa zawsze wygłaszała swoje rady w mniej lub bardziej zawoalowany sposób, ale akurat teraz przypominanie, że powinna zjeść, dopóki strawa jest gorąca, było ostatnią rzeczą, jakiej Egwene pragnęła.