Ścieżka Sztyletów
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #8
- Язык: польский
- Переводчик: Katarzyna Karłowska
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Ścieżka Sztyletów». Краткое содержание книги:
W gromadzący się tłum zza namiotu wyszła Carlinya i zatrzymała się jak wryta na widok Egwene oraz Zasiadających. Normalnie opanowana aż po palce u stóp, Biała siostra wytrzeszczyła teraz oczy, a jej twarz zdążyła poczerwienieć, zanim pospiesznie umknęła w przeciwną stronę, oglądając się przez ramię. Egwene w porę się pohamowała i nie skrzywiła. Wszystkie były zanadto zaabsorbowane tym, co miała zrobić tego ranka, by cokolwiek dostrzec, ale prędzej czy później ktoś zauważy i zacznie się dziwować.
Sheriam rozchyliła poły pokrytego delikatnym haftem płaszcza, odsłaniając wąską błękitną stułę Opiekunki, dygnęła przed Egwene tak formalnie, jak tylko jej na to pozwalało grube odzienie, i dopiero wtedy zajęła miejsce u jej boku. Ta otulona w wiele warstw przedniej wełny i jedwabi kobieta o ognistorudych włosach była ucieleśnieniem spokoju. Kiedy Egwene skinęła głową, zrobiła krok w przód i zaintonowała starożytną formułę czystym i donośnym głosem.
— Idzie już! Idzie! Strażniczka Pieczęci, Płomień Tar Valon, Zasiadająca na Tronie Amyrlin. Miejcie się na baczności, albowiem ona już idzie! — Te sformułowania zdawały się trochę tu jakby nie na miejscu, zwłaszcza że Egwene już tu przecież była, wcale nie szła. Zasiadające stały w milczeniu, czekały. Niektóre krzywiły się ze zniecierpliwieniem albo niespokojnie bawiły się fałdami płaszczy lub spódnic.
Egwene odrzuciła poły swego płaszcza, odkrywając siedmiobarwną stułę, którą udrapowała sobie na szyi. Tym kobietom trzeba było stale, na wszelkie możliwe sposoby przypominać, że ona jest naprawdę Zasiadającą na Tronie Amyrlin.
— Podróżowanie przy takiej pogodzie męczy wszystkich bez wyjątku — zaczęła, nie tak donośnie jak Sheriam, ale dostatecznie głośno, by wszystkie mogły ją słyszeć. Poczuła dreszcz wyczekiwania, od którego nieomal kręciło się jej w głowie. — Postanowiłam, że zatrzymamy się tutaj na dwa, może trzy dni. — Słysząc to, zgromadzone zadarły głowy i zaczęły słuchać uważniej. Miała nadzieję, że w tłumie jej słuchaczek jest też gdzieś Siuan. Naprawdę starała się przestrzegać treści Przysiąg. — Konie też potrzebują odpoczynku, a i niejeden wóz domaga się pilnych napraw. Opiekunka zajmie się niezbędnymi przygotowaniami. — I od tego momentu zaczęło się na dobre.
Nie spodziewała się kłótni bądź dyskusji i nie pomyliła się. Nie było żadnej przesady w tym, co powiedziała w swojej rozmowie z Siuan. Zbyt wiele sióstr liczyło na cud, dzięki któremu nie musiałyby na oczach całego świata maszerować na Tar Valon. Nawet pośród tych w głębi duszy przekonanych, że Elaidę należy obalić dla dobra Wieży, zbyt wiele chętnie uczepiłoby się szansy na jakąś zwłokę, szansy na to, że taki cud jednak może nastąpić.
Jedna z tych ostatnich, Romanda, nie zaczekała, aż Sheriam wygłosi formułę zamykającą posiedzenie, tylko zwyczajnie odeszła, zaraz gdy Egwene skończyła mówić. Magla, Saroiya i Varilin, w rozwianych płaszczach, pomknęły jej śladem. O ile ktoś tu mógł mknąć, kiedy nogi przy każdym kroku zapadały się po kostki w śnieg. Tak czy owak, zrobiły z siebie niezłe widowisko — niby były Zasiadającymi, a jednak zdawały się nie oddychać bez pozwolenia Romandy. Kiedy Lelaine spostrzegła, że Romanda się oddala, gestem ręki odwołała z półkola Faiselle, Takimę i Lyrelle: odeszły razem, nie oglądając się za siebie, niczym łabędzica z trójką wystraszonych piskląt. A skoro już o tym mowa, pozostałe Zasiadające ledwie raczyły zaczekać, aż Sheriam wymówi końcowe „Odejdźcie teraz w Światłości”. Gdy Egwene odwróciła się, by odejść, jej Komnata Wieży już pierzchała we wszystkich kierunkach. Mrowienie stawało się coraz silniejsze. I coraz bardziej kręciło się w głowie.
— Trzy dni — mruknęła Sheriam, podając Egwene rękę, by pomóc jej przejść po porytej koleinami ścieżce. W jej skośnych, zielonych oczach czaiło się pytanie. — Zdziwiłaś mnie, Matko. Wybacz, ale niemal zapierałaś się piętami za każdym razem, gdy chciałam, abyśmy się zatrzymali na dłużej niż jeden dzień.
— Pogadaj najpierw z kołodziejami woźnicami — powiedziała jej Egwene. — Nie ujedziemy daleko, jeśli będą padały nam konie i rozsypywały się wozy.
— Jak rzeczesz, Matko — odparła tamta, może niekoniecznie potulnie, ale dając do zrozumienia, że absolutnie się z nią zgadza.
Droga wcale nie była teraz lepsza niż nocą i nieraz zdarzało im się poślizgnąć, dlatego też szły powoli, trzymając się pod ramię. Sheriam oferowała więcej wsparcia, niż Egwene potrzebowała, ale robiła to bardzo dyskretnie. Zasiadająca na Tronie Amyrlin nie powinna padać na siedzenie na oczach pięćdziesięciu sióstr i setki służących, ale też nie powinno się jej publicznie podpierać, jakby była jakąś kaleką.
Większość Zasiadających, które przysięgły lojalność wobec Egwene — w tym Sheriam — kierowała się zwykłym strachem i instynktem samozachowawczym. Gdyby Komnata się dowiedziała, że do Tar Valon zostały wysłane siostry, które miały urobić tamtejsze Aes Sedai, i że co gorsza ów fakt został utajniony ze strachu przed Sprzymierzeńcami Ciemności wśród Zasiadających, to bez wątpienia spędziłyby resztę życia na pokucie i wygnaniu. Dlatego właśnie kobiety, którym się kiedyś wydawało, że mogą traktować Egwene niczym marionetkę, gdy ich stronnictwa w Komnacie osłabły, ni stąd, ni zowąd jakoś przysięgały jej posłuszeństwo. Była to rzadkość, nawet jeśli brać pod uwagę sekretne historie; od sióstr oczekiwano, że będą okazywały posłuszeństwo Amyrlin, ale składanie jej przysięgi lojalności stanowiło absolutne novum. Większość nadal nie do końca potrafiła się z tym pogodzić, aczkolwiek istotnie były posłuszne. Nieliczne zachowywały się równie paskudnie jak Carlinya, ale Egwene na własne uszy słyszała, jak Beonin szczękały zęby, gdy po raz pierwszy widziała Egwene z Zasiadającymi po ceremonii składania przysiąg. Morvrin wyglądała na zdumioną za każdym razem, gdy jej wzrok padał na Egwene, jakby nadal nie do końca wierzyła w to, co się stało, a Nisao chyba ani na chwilę nie przestawała marszczyć czoła. Anaiya mlaskała językiem, komentując w ten sposób cały sekret, a Myrelle często się wzdragała, aczkolwiek z jeszcze innych powodów niż tylko składane przysięgi. Za to Sheriam najzwyczajniej zaczęła wypełniać rolę Opiekunki Kronik, tak jak należało, a nie tylko z nazwy.
— Czy wolno mi zasugerować, że należy skorzystać z okazji i sprawdzić, co ta okolica oferuje w zakresie żywności i paszy, Matko? Kończą nam się zapasy. — Sheriam skrzywiła się z niepokojem. — Najgorzej jest z herbatą i solą, ale wątpię, abyśmy znaleźli tu te artykuły.
— Rób, co możesz — odparła Egwene uspokajającym tonem. Dziwne, pomyśleć, że Sheriam budziła w niej kiedyś taki lęk. I jakby jeszcze dziwniejsze, że teraz, kiedy nie była już Mistrzynią Nowicjuszek, kiedy przestała już ciągnąć i popychać Egwene, by postępowała zgodnie z jej nakazami, Sheriam zdawała się szczęśliwsza. — Mam do ciebie pełne zaufanie, Sheriam. — Sheriam rozpromieniła się, słysząc komplement.