Ścieżka Sztyletów
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #8
- Язык: польский
- Переводчик: Katarzyna Karłowska
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Ścieżka Sztyletów». Краткое содержание книги:
Nagle zauważyła, że Siuan wpatruje się uparcie w jeden punkt i że wygląda, jakby zaraz miała spaść ze stołka.
— Siuan, co ty, zasypiasz? Zgoda, pracowałyśmy cały dzień, ale na dworze jest jeszcze dość światła. — Przez dymnik istotnie wciąż wpadało dzienne światło, choć wyraźnie już bladło.
Siuan zamrugała.
— Przepraszam. Ostatnimi czasy nie daje mi spokoju pewna myśl, zastanawiałam się, czy nie podzielić się nią z tobą. To coś, co dotyczy Komnaty.
— Komnata! Siuan, jeśli wiesz o czymś w związku z Komnatą!...
— Ja nic nie wiem — weszła jej w słowo Siuan. — Ja tylko podejrzewam. — Syknęła z irytacją. — Tak naprawdę to nie mam nawet żadnych konkretnych podejrzeń, albo mówiąc iaczej, nie wiem, co powinnam podejrzewać. Ale dostrzegam pewną prawidłowość.
— W takim razie lepiej mi o tym opowiedz — przykazała jej Egwene. Siuan nie raz okazywała się wyjątkowo wprawna w wykrywaniu prawidłowości tam, gdzie inni widzieli tylko galimatias.
Siuan poprawiła się na zydlu i pochyliła do przodu z wielkim przejęciem.
— No więc to jest tak. Oprócz Romandy i Morii wszystkie Zasiadające wybrane w Salidarze są... są za młode. — Siuan zmieniła się pod wieloma względami, ale nadal wyraźnie czuła się niezręcznie, gdy mówiła o wieku innych sióstr. — Escaralde jest najstarsza, ale jestem pewna, że nie ma więcej niż siedemdziesiąt lat. Nie mogę mieć całkowitej pewności, bo nie mam dostępu do ksiąg nowicjuszek, które wszak zostały w Tar Valon, a ona też nam nie powie, ale jestem prawie przekonana. W Komnacie rzadko kiedy było więcej niż jedna Zasiadająca, która miała mniej niż sto lat, a tymczasem teraz jest ich aż dziewięć!
— Ale przecież Romanda i Moria są nowe — odparła łagodnie Egwene, wspierając łokcie na stole. To był długi dzień. — I żadna nie jest młoda. Może powinnyśmy się cieszyć, że te inne są młode, bo w przeciwnym razie może wcale by mnie nie wyniosły. — Miała ochotę wskazać, że wszak sama Siuan została wybrana na Amyrlin, kiedy miała połowę lat mniej niż Escaralde, ale przypominanie tego byłoby aktem okrucieństwa.
— Być może — ciągnęła Siuan uparcie. — Romanda była pewna pozycji w Komnacie już wtedy, gdy się pojawiła. Wątpię, by jakaś Żółta odważyła się zaprotestować przeciwko jej kandydaturze. A co do Morii... Nie przykleiła się do Lelaine, ale Lelaine i Lyrelle liczyły na to, zdaje się. No, sama nie wiem. Ale przemyśl moje słowa. Kiedy kobieta zostaje wyniesiona w zbyt młodym wieku, musi istnieć jakiś powód. — Zrobiła głęboki wdech. — W moim przypadku też tak było. — Przez jej twarz przemknął grymas bólu, bólu spowodowanego zapewne przede wszystkim stratą Tronu Amyrlin, ale może też kolejnymi niepowodzeniami, jakich doświadczyła. Grymas pojawił się i niemal natychmiast zniknął. Egwene pomyślała w tym momencie, że w życiu nie poznała kobiety równie silnej jak Siuan Sanche. — Tym razem sióstr w odpowiednim wieku było aż za wiele, a jednak nie powiedziałabym, że Ajah miały z ich powodu twardy orzech do zgryzienia. W tym wszystkim jest jakaś prawidłowość i ja zamierzam się dowiedzieć, na czym ona polega.
Egwene nie zgadzała się z nią. W powietrzu pachniało zmianą, czy Siuan chciała to przyjąć do wiadomości czy nie. Elaida pogwałciła obyczaj, niemal naruszyła prawo, siłą uzurpując sobie miejsce Siuan. Siostry uciekły z Wieży i dopuściły, by świat się o tym dowiedział, czyli poważyły się na akt dotąd bez precedensu. Zmiana. Starsze siostry zapewne były bardziej przywiązane do dawnych obyczajów, ale nawet wśród nich niektóre musiały zauważyć, że wszystko się zmienia. Z pewnością to właśnie dlatego wybrano młodsze kobiety, bardziej otwarte na nowości. Może powinna rozkazać Siuan, by przestała trwonić czas na takie rzeczy? I bez tego nie mogła narzekać na brak zajęć. A może potraktować ją życzliwie i pozwolić jej kontynuować te dociekania? Ona tak rozpaczliwie pragnęła dowieść, że zmiana, której była uczestniczką, w ogóle nie miała miejsca.
Egwene nie zdążyła jednak podjąć decyzji, bo do namiotu wsunęła głowę Romanda, stanęła w wejściu, przytrzymując klapę. Na okrywającym ziemię śniegu kładły się już podługowate cienie. Prędkimi krokami zbliżał się wieczór. Twarz Romandy była tak ciemna jak te cienie. Utkwiła surowe spojrzenie w Siuan i warknęła jedno słowo.
— Wyjdź!
Egwene ledwie dostrzegalnie skinęła głową, ale Siuan już wstała. Zachwiała się wprawdzie, ale zaraz potem prędko wybiegła z namiotu. Jak przystało na siostrę z jej pozycją, musiała okazać posłuszeństwo tej, która nie dość, że była Zasiadającą, to jeszcze dysponowała taką siłą w Mocy.
Romanda opuściła klapę i objęła Źródło. Otoczona łuną saidara, utkała zabezpieczenie przeciwko podsłuchiwaniu, nawet nie udając, że prosi Egwene o pozwolenie.
— Ty idiotko! — wysyczała. — Myślałaś, że jak długo utrzymasz to w tajemnicy? Przecież żołnierze gadają, dziecko. Mężczyźni zawsze gadają! Bryne będzie miał szczęście, jeśli Komnata nie każe nabić jego głowy na pikę.
Egwene wstała powoli, wygładzając spódnicę. Spodziewała się tego, ale nadal musiała być ostrożna. Gra jeszcze się nie skończyła i wszystko mogło się w mgnieniu oka obrócić przeciwko niej. Musiała udawać naiwność, tak długo, jak będzie to konieczne.
— Czy muszę ci przypominać, że taki brak manier wobec Zasiadającej na Tronie Amyrlin to zbrodnia, córko? — spytała w odpowiedzi. Udawała już tak długo i była tak blisko.
— Zasiadająca na Tronie Amyrlin! — Romanda przeszła przez dywaniki i stanęła w odległości wyciągniętego ramienia od Egwene. — Przecież ty jesteś dzieckiem! Twoje siedzenie ciągle jeszcze pamięta chłostę, którą cię karano, gdy byłaś nowicjuszką! Będziesz miała szczęście, jeśli Komnata nie pośle cię do kąta z naręczem zabawek. Wysłuchaj mnie, jeśli chcesz tego uniknąć, i rób, co ci każę. Siadaj!
Egwene zżymała się wewnętrznie, ale usiadła. Jeszcze było za wcześnie.
Romanda skinęła głową, krótko i z satysfakcją, po czym wsparła pięści na biodrach. Patrzyła z góry na Egwene niczym surowa ciotka, która prawi kazanie niegrzecznej siostrzenicy. Bardzo surowa ciotka. Albo wręcz kat, którego właśnie rozbolał ząb.
— Spotkanie z Pelivarem i Arathelle musi się odbyć, skoro już zostało zaaranżowane. Spodziewają się Zasiadającej na Tronie Amyrlin i zobaczą ją. Przybędziesz tam z wszelką pompą i dostojeństwem przynależnymi twojemu tytułowi. I powiesz im, że to ja przemawiam w twoim imieniu, a sama będziesz trzymała język za zębami! Usunięcie ich z drogi będzie wymagało stanowczej ręki, a także udziału kogoś, kto wie, co robi. Lada chwila bez wątpienia zjawi się tu Lelaine, która będzie się starała narzucić ci swoją osobę, ale pamiętaj, że ona sama znajduje się obecnie w wielce kłopotliwej sytuacji. Spędziłam cały dzień na rozmowach z innymi Zasiadającymi i wychodzi na to, że podczas ich najbliższego posiedzenia Lelaine zostanie obarczona winą za porażki Merilille i Merany. Jeśli więc masz nadzieję, że zdobędziesz doświadczenie potrzebne ci, by dorosnąć do stuły, to musisz wiązać tę nadzieję z moją osobą! Zrozumiałaś?