Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Ścieżka Sztyletów
Ścieżka Sztyletów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ścieżka Sztyletów

Электронная книга - «Ścieżka Sztyletów». Краткое содержание книги:

Ścieżka Sztyletów
1 ... 103 104 105 106 107 108 109 110 111 ... 197
Перейти на страницу:

— Czy Komnata zawsze zachowuje się tak okropnie, Siuan?

Siuan przytaknęła, poprawiając się ostrożnie na swym zydlu, by nie stracić równowagi. Zydel nie miał nawet dwóch nóg tej samej długości.

— Ale bywało gorzej. Przypomnij mi kiedyś, żebym ci opowiedziała o Roku Czterech Amyrlin: tak się określa wydarzenia, które miały miejsce mniej więcej sto pięćdziesiąt lat od założenia Tar Valon. W tamtych czasach sytuacja w Wieży nie była lepsza od dzisiejszej i było wiele chętnych do chwycenia rumpla. W rzeczy samej przez pewną część tamtego roku istniały dwie rywalizujące ze sobą Wieże Tar Valon, a więc było niemal tak samo jak teraz. Ostatecznie nikt na tym nie wyszedł dobrze, nawet te siostry, którym się wydawało, że uratują Wieżę. A Wieża, rzecz jasna, ten kryzys przetrwała. Jak zawsze.

Przez te trzy tysiące lat z okładem nagromadziło się sporo różnych epizodów, w tym wiele nie znanych szerszemu ogółowi, a jednak Siuan zdawała się znać je wszystkie, i to w najdrobniejszych szczegółach. Zapewne sporą część lat spędzonych w Wieży poświęciła na grzebanie w tych sekretnych historiach. Jednej rzeczy Egwene była pewna. W miarę możliwości postara się uniknąć losu Shein, ale nie poprzestanie też na stanie obecnym, czyli sytuacji niewiele lepszej, niźli przypadła w udziale Cemaile Sorenthaine. Cemaile mogła samodzielnie decydować jedynie o tym, w co może się odziać. Na pewno poprosi Siuan, by opowiedziała jej o Roku Czterech Amyrlin, ale nie czekała na tę opowieść z utęsknieniem.

Rozedrgany snop światła wpadający przez dymnik wskazywał, że zbliża się popołudnie, a mimo to sterta papierzysk jakby wcale nie zmalała. Każda przerwa byłaby mile widziana, z jakiegokolwiek powodu.

— Co mamy w następnej kolejności, Siuan? — warknęła.

Mgnienie ruchu pochwycone kątem oka zmusiło ukrytą pośród drzew Arangar do spojrzenia w stronę obozu, który niczym mur otaczał pierścieniem namioty Aes Sedai. Właśnie opuszczał go sznur sań, pod eskortą jeźdźców sunący mozolnie na wschód. Rachityczne promienie bladego słońca lśniły refleksami w blachach zbroi i grotach lanc. Skrzywiła się szyderczo. Włócznie i konie! Prymitywna hałastra, która nie potrafiła przemieszczać się szybciej niż piechota, dowodzona przez mężczyznę, który nie miał pojęcia, co dzieje się sto mil dalej. Aes Sedai? Mogła je wszystkie zniszczyć, umierałyby, nawet nie podejrzewając, kto je zabił. Rzecz jasna, nie żyłaby wiele dłużej od nich i aż zadrżała, gdy uświadomiła sobie myśl, która jej właśnie przyszła do głowy. Wielki Władca dawał szansę na drugie życie tylko bardzo nielicznym i ona swojej nie zamierzała zmarnować.

Zaczekała, aż jeźdźcy znikną w lesie, po czym ruszyła z powrotem w stronę obozu, leniwie kontemplując swoje ostatnie sny. Gładki kożuch śniegu ukryje to, co tu pogrzebała, aż do wiosennej odwilży, a więc dostatecznie długo. Mieszkańcy obozu, dotąd zajęci jakimiś obowiązkami, wreszcie ją zauważyli, bo wyprostowani przyglądali jej się z daleka. Wbrew sobie uśmiechnęła się i obciągnęła spódnicę na biodrach. Nic już prawie nie pamiętała z tamtego życia, kiedy była mężczyzną, ciekawe, czy też była durniem, którym tak łatwo manipulować? Niepostrzeżone przeniesienie ciała przez taki tłum nie było łatwym zadaniem, za to droga powrotna przysparzała moc radości.

Poranek spędzony na przeglądaniu dokumentów wlókł się bez końca, aż wreszcie zdarzyło się nieuniknione. Do pewnych zdarzeń po prostu musiało dojść. Musiało się zrobić strasznie zimno, musiał spaść śnieg; chmury na zszarzałym niebie, wiatr. A ją musiały odwiedzić Lelaine i Romanda.

Zmęczona długim siedzeniem Egwene właśnie rozprostowywała nogi, kiedy do namiotu weszła Lelaine, z Faolain depczącą jej po piętach. Zanim klapa opadła, ogarnęło ją tchnienie mrozu. Rozejrzawszy się dookoła z miną wyrażającą lekką dezaprobatę, Lelaine ściągnęła niebieskie rękawiczki, pozwalając łaskawie, by Faolain zdjęła z jej ramion podbity rysim futrem płaszcz. Szczupła i pełna godności, równie dobrze mogła się znajdować we własnym namiocie. Wystarczył jeden zdawkowy gest jej ręki i Faolain wycofała się potulnie do kąta, razem z płaszczem Lelaine. Gdyby Zasiadająca jeszcze raz machnęła ręką, to z pewnością natychmiast by wyszła z namiotu. Jej ciemna twarz przybrała wyraz bezbrzeżnej rezygnacji, co było do niej zupełnie niepodobne.

Nieskalaną powłokę powściągliwości Lelaine na moment zastąpił zaskakująco ciepły uśmiech, przeznaczony dla Siuan. Te dwie przyjaźniły się kiedyś, dawno, dawno temu, i Lelaine zaoferowała nawet coś na podobieństwo patronatu, na który zgodziła się Faolain. Przez ów patronat należało rozumieć ochronę ze strony Zasiadającej przed szyderstwami i oskarżeniami innych sióstr. Lelaine dotknęła policzka Siuan i mruknęła cicho coś, co brzmiało jak wyrazy współczucia. Siuan zaczerwieniła się i przez krótki czas wyglądała na zaskakująco speszoną. Nie udawała, co do tego Egwene nie miała wątpliwości. Siuan nie bardzo potrafiła sobie poradzić z jednej strony z tym, co się w niej naprawdę zmieniło, a z drugiej z łatwością, z jaką się przystosowała do nowej sytuacji.

Lelaine przyjrzała się zydlowi stojącemu przed biurkiem i jak zwykle wzgardziła nim jako siedziskiem zbyt niepewnym. I dopiero wtedy przyjęła do wiadomości obecność Egwene, nieznacznie kiwając głową.

— Musimy porozmawiać o Ludzie Morza, Matko — oznajmiła tonem nazbyt stanowczym, jak na wymogi audiencji u Zasiadającej na Tronie Amyrlin.

Egwene poczuła, jak serce, które przed momentem podeszło jej do gardła, wraca na swoje miejsce, i zrozumiała, czego się bała: że Lelaine wie już wszystko, co powiedział jej lord Bryne. I zna nawet szczegóły spotkania, które miał zaaranżować. Ale w następnej chwili serce znowu drgnęło. Lud Morza? Chyba Komnata nie dowiedziała się o tym wariackim targu dobitym przez Nynaeve i Elayne? Nie potrafiła sobie wyobrazić, co też je skłoniło do takiego kroku, i nie miała pojęcia, co właściwie począć z tym fantem.

Czując, jak ściska jej się żołądek, ale nic jednak po sobie nie pokazując, zajęła miejsce za biurkiem. Czy raczej próbowała je zająć, bo niestety, noga od tego głupiego krzesła wykrzywiła się, rzecz jasna, przez co Egwene omal nie wylądowała na dywanikach, nie zdążywszy jej zgrabnie na czas wyprostować. Miała nadzieję, że nie zaczerwieniła się zbyt mocno.

— O Ludzie Morza w Caemlyn czy Cairhien? — Och, jak dobrze, przynajmniej ton głosu był należycie opanowany.

— No jakże, o tych w Cairhien! — Donośny głos Romandy przywodził na myśl rozbrzmiewający z nagła łoskot dzwonów. — Zdecydowanie o tych w Cairhien. — Wtargnęła bez zapowiedzi do namiotu, wypełniając sobą od razu całe wnętrze i sprawiając, że Lelaine wydała się przy niej nieledwie skromna. Romanda nie uśmiechała się ciepło, na urodziwej poniekąd twarzy ciepłe uśmiechy jakby nie znajdowały dla siebie miejsca.

Tuż za nią weszła Theodrin. Romanda strząsnęła płaszcz z ramion i cisnęła go w stronę szczupłej siostry o policzkach niczym dojrzałe jabłka, takim gestem, że Theodrin natychmiast pospiesznie ustawiła się w kącie naprzeciwko Faolain. Po Faolain widać było, że jest najzwyczajniej w świecie zahukana, tymczasem skośne oczy Theodrin były ogromne, jakby coś ją nieustannie dziwiło, a usta zdawały się gotowe do wydania spłoszonego okrzyku. Podobnie jak Faolain, z racji swego miejsca w hierarchii Aes Sedai, zasługiwała na zadania bardziej odpowiednie, obie jednak w najbliższej przyszłości raczej nie mogły się tego spodziewać.

Apodyktyczne spojrzenie na moment spoczęło na Siuan, jakby Romanda zastanawiała się, czy jej też nie posłać do kąta, następnie omiotło Lelaine, stając się niemal demonstracyjnie lekceważące, aż wreszcie zatrzymało się na Egwene.

1 ... 103 104 105 106 107 108 109 110 111 ... 197
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)