Ścieżka Sztyletów
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #8
- Язык: польский
- Переводчик: Katarzyna Karłowska
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Ścieżka Sztyletów». Краткое содержание книги:
— Jeśli tylko wystarczy światła, by zauważyli białe pióra w rękach posłańców, nie mogą nie zrozumieć, że to propozycja zawieszenia broni, i wysłuchają ich. Pójdę już, Matko. To długa droga i ciężka jazda, nawet dla ludzi z zapasowymi końmi.
Gdy tylko klapa przesłaniająca wejście opadła, Egwene wypuściła długo wstrzymywany oddech. Mięśnie jej ramion były napięte i czuła, że lada chwila rozboli ją głowa. W obecności Bryne’a zazwyczaj ogarniało ją odprężenie, tym bardziej że jego pewność siebie była zaraźliwa. Tego wieczoru musiała nim manipulować i bała się, że o tym wiedział. Jak na mężczyznę, był bardzo spostrzegawczy. Ale zbyt wiele spraw się ważyło, by zaufać mu w jeszcze większym stopniu, dopóki on sam nie wygłosi jawnej deklaracji. Na przykład w formie takiej przysięgi, jaką złożyła Myrelle i inne siostry. Bryne słuchał rozkazów Amyrlin, a armia słuchała rozkazów Bryne’a. Jeśli uzna, że Egwene zamierza zmarnować ludzi, to wystarczy kilka słów z jego ust i Komnata będzie ją miała niczym prosię na półmisku. Upiła łyk wina, czując, jak ciepły napój rozgrzewa ją przyjemnie od środka.
— Lepiej dla nas, jeśli uwierzą — mruknęła. — Jak ja bym chciała, żeby istniało coś takiego, w co mogliby uwierzyć. Może ostatecznie nic nie zdziałam, Siuan, ale liczę, że przynajmniej uwolnię nas od Trzech Przysiąg.
— Ależ co ty! — warknęła Siuan, wyraźnie oburzona. — Już sama próba mogłaby się okazać katastrofalna, a gdyby ci się udało... Światłości, dopomóż nam... gdyby ci się udało, zniszczyłabyś Białą Wieżę.
— O czym ty mówisz? Staram się postępować zgodnie z Przysięgami, ponieważ nie ma innej możliwości... na razie..: ale Przysięgi nie pomogą nam w walce z Seanchanami. Dopóki jest tak, że siostry mogą walczyć tylko wtedy, gdy grozi im utrata życia, pozostaje tylko kwestią czasu, kiedy wszystkie zginiemy albo kiedy założą nam obroże. — Przez chwilę znowu czuła a’dam na swoim gardle, czyniącą z niej łańcuchowego psa. Dobrze wytresowanego, posłusznego psa. W tym momencie cieszyła się, że jest ciemno, bo Siuan nie mogła zobaczyć, jak ona dygocze. Twarz Siuan skrywały cienie, widać było tylko poruszające się bezgłośnie usta.
— Nie patrz tak na mnie, Siuan. — Łatwiej się złościć, niż bać, łatwiej maskować strach niż gniew. Już nigdy nie pozwoli, by założono jej obrożę! — Odkąd uwolniono cię od Przysiąg, korzystałaś z tego na każdy możliwy sposób. Gdybyś nie łgała w żywe oczy, wszystkie wciąż byłybyśmy w Salidarze, bez żadnej armii, siedziałybyśmy z założonymi rękami i czekały na jakiś cud. Cóż, ty byś czekała. Nigdy nie zostałabym wyniesiona do stuły Amyrlin, gdyby nie twoje kłamstwo w sprawie Logaina i Czerwonych. Elaida panowałaby niepodzielnie i za rok nikt by nie pamiętał, jakim sposobem przejęła Tron Amyrlin. Z pewnością zniszczyłaby Wieżę. Sama wiesz, jak ona psuje wszystkie sprawy związane z Randem. Jeżeli nie byłaby taka zajęta nami, nie zdziwiłabym się, gdyby spróbowała porwania. Cóż, może nie porwania, ale coś na pewno by zrobiła. Aes Sedai zapewne walczyłyby dzisiaj z Asha’manami, nie zważając, że Tarmon Gai’don jest tuż.
— Kłamałam, kiedy wydawało się to konieczne — odparła Siuan. — Kiedy sądziłam, że nie ma innego wyjścia. — Garbiła się i mówiła takim tonem, jakby wyjawiała zbrodnię, do której nie chciała się przyznać nawet sama przed sobą. — Czasami wydaje mi się, że zbyt łatwo przychodzi mi orzekanie, co jest konieczne. Do tej pory okłamałam już prawie wszystkich, z wyjątkiem ciebie. Ale nie myśl sobie, że nie wpadłam na taki pomysł, by cię okłamać i w ten sposób nakłonić do jakiejś decyzji albo od niej odwieść. Powstrzymałam się jednak, ale wcale nie dlatego, że zależało mi na twoim zaufaniu. — Siuan wyciągnęła rękę błagalnym gestem. — Światłość wie, ile dla mnie znaczą twoje zaufanie i przyjaźń, ale to nie tylko to. I nie tylko świadomość, że obdarłabyś mnie ze skóry albo przepędziła, gdybyś się dowiedziała. Zrozumiałam, że przynajmniej wobec jednej osoby muszę respektować Przysięgi, bo inaczej całkiem siebie zatracę. Dlatego więc nie okłamuję ani ciebie, ani Garetha Bryne’a, niezależnie od kosztów. I gdy tylko będę mogła, Matko, złożę Trzy Przysięgi na Różdżkę Przysiąg.
— Dlaczego? — spytała cicho Egwene. Siuan zastanawiała się, czy jej nie okłamać? Istotnie, obdarłaby ją za to ze skóry. A jednak w tej chwili nie czuła już gniewu. — W normalnych okolicznościach nie wybaczyłabym kłamstwa, Siuan. Ale czasami trzeba kłamać. — W jej pamięci przeleciał czas spędzony wśród Aielów. — W każdym razie dopóki jesteś gotowa za to zapłacić. Widywałam już siostry, które odbywały pokutę za drobniejsze przewinienia. Zaliczasz się do pierwszych przedstawicielek nowego rodzaju Aes Sedai, Siuan, wolnych i niczym nie skrępowanych. Wierzę ci, kiedy mówisz, że mnie nie okłamiesz. — I Garetha Bryne’a? A to już było dziwne. — Po cóż miałabyś się wyrzekać swojej wolności?
— Wyrzekać? — Siuan roześmiała się. — Niczego się nie wyrzeknę. — Wyprostowała się, a jej głos wypełnił się siłą, wręcz żarem. — Przysięgi to coś takiego, co sprawia, że jesteśmy czymś lepszym niż tylko grupą kobiet mieszających się w sprawy świata. Nieważne, czy działa wśród nas jedna frakcja; siedem, niech ich sobie będzie nawet pięćdziesiąt. Przysięgi trzymają nas razem, bo stanowią zbiór ustalonych przekonań, wiążących nas wszystkie jedną i tę samą, pojedynczą nicią, biegnącą od siostry do siostry, czy to żywej, czy umarłej, aż do tej pierwszej, która ułożyła dłonie na Różdżce Przysiąg. To dzięki Przysięgom właśnie jesteśmy Aes Sedai, a nie dzięki saidarowi. Przenosić potrafi byle dzikuska. Mężczyźni mogą się przyglądać temu, co mówimy z sześciu stron, ale kiedy jakaś siostra mówi „Test tak a tak”, to wiedzą, że to prawda, i wierzą. Dzięki Przysięgom. Dzięki Przysięgom żadna królowa nie boi się, że siostry spustoszą jej miasta. Najgorszy rzezimieszek wie, że jego życiu nic nie zagraża ze strony jakiejś siostry, dopóki nie spróbuje zrobić jej czegoś złego. Och, Białe Płaszcze nazywają je kłamstwami i niektórzy ludzie mają dziwaczne wyobrażenia co do skutków, jakie wiążą się ze złożeniem Przysiąg, ale to właśnie dzięki Przysięgom jest bardzo niewiele takich miejsc, gdzie Aes Sedai nie zostanie wysłuchana. Trzy Przysięgi symbolizują naturę Aes Sedai, są samym jej sednem. Zrezygnuj z nich, odrzuć je niczym śmieci, a staniemy się tym piachem rozgarnianym przez fale. Wyrzec się? Wszak dla mnie stanowią czysty zysk.
Egwene zmarszczyła czoło.
— A Seanchanie? — Oto, co znaczyło być Aes Sedai. Niemal od pierwszego dnia, gdy przybyła do Tar Valon, pracowała na to, by zostać Aes Sedai, ale nigdy tak naprawdę się nie zastanawiała, na czym właściwie polega bycie Aes Sedai.
Siuan znowu się roześmiała, tym razem odrobinę gorzko i chyba była już zmęczona. Potrząsnęła głową i mimo mroku wiadomo było, że na dzisiaj ma wszystkiego dosyć.
— Nie wiem, Matko. Światłości, dopomóż, nie wiem. Ale przeżyliśmy Wojny z Trollokami, Białe Płaszcze, Artura Hawkwinga i wszystko, co zdarzyło się w trakcie. Znajdziemy sposób na rozprawienie się z Seanchanami tak, by jednocześnie nie zniszczyć samych siebie.
Egwene nie była tego taka pewna. Wiele sióstr w obozie uważało, że Seanchanie stanowią zagrożenie poważniejsze, że należy się wstrzymać z obleganiem Elaidy. Jakby odwlekanie całej sprawy wcale nie groziło, iż Elaida zrośnie się na dobre z Tronem Amyrlin. I równie wiele sióstr zdawało się wierzyć, że jeśli Wieża ponownie się zjednoczy, niezależnie od ceny, to Seanchanie zwyczajnie znikną. Przetrwanie traciło nieco na swej atrakcyjności, jeśli towarzyszyła mu smycz, a smycz Elaidy nie byłaby wcale luźniejsza niźli smycz Seanchan. Oto, co oznaczało bycie Aes Sedai.