Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]
Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]

Электронная книга - «Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]». Краткое содержание книги:

Środowisko Galaktyczne XXI wieku, zamieszkiwane przez uporządkowane i pokojowe międzygwiezdne społeczeństwo, nie było stosownym miejscem dla nieuleczalnych awanturników, ukrytych psychotyków czy bezwzględnych oszustów. Tak więc gdy na Ziemi odkryto jednokierunkowy tunel czasowy prowadzący w przeszłość odległą o sześć milionów lat, niedostosowani społecznie — zgłodniali przygód, romantyki nieznanego ludzie — zapragnęli życia wolnego od dławiących praw Środowiska. Każdy z nich poszukiwał szczęścia takiego, jakie sobie wyobrażał. Ale kto mógłby przewidzieć, co ich tam czeka
1 ... 104 105 106 107 108 109 110 111 112 ... 116
Перейти на страницу:

A wtedy ludzie, do tej chwili stojący jak sparaliżowani, wybuchnęli dziką radością. Wielu z nich szlochało, gdy wykonując rozkazy Kawaiego pośpiesznie gasili płomyki wzniecone w poszyciu przez rhopole lub stawiali słupy i mocowali liny odciągowe siatek maskowniczych.

Otworzył się dolny luk latacza i wysunęła drabina. Zeszła po niej powoli Madame Guderian.

— Witamy w domu — powiedziała Amerie.

— Przywieźliśmy ją — rzekła Madame.

— Wszystko jest gotowe. Dokładnie według twojego planu.

Kulawa Miz Cheryl-Ann, która miała sto dwa lata i była prawie ślepa, chwyciła dłoń Madame i pocałowała, ale Francuzka prawie tego nie zauważyła. Nad nią z wnętrza latacza rozległy się słowa ostrzeżenia; Felicja i Ryszard wynieśli z luku nosze.

Madame powiedziała tylko:

— Jesteś potrzebna, ma Soeur. — Po czym odwróciła się i poszła jak nieprzytomna w stronę swego domku.

Amerie przyklękła i ujęła wychudzony nadgarstek Marty. Ryszard stał obok w swej pomiętej pirackiej koszuli i zniszczonych skórzanych spodniach, z zaciśniętymi pięściami. Po brudnej spalonej słońcem twarzy spływały mu łzy.

— Nie pozwoliła nam wracać, póki nie wyregulowała Włóczni. A teraz jest wykrwawiona prawie na śmierć. Ratuj ją, Amerie.

— Chodź ze mną — poleciła mniszka.

Szli za Madame, niosąc nosze. Klaudiusz został, by nadzorować układanie wielkiego, czarnego drapieżnego ptaka na nocny spoczynek.

10

Przed świtem została odprawiona msza polowa, po czym Madame wykorzystała swe zdolności telepatyczne i nadała do Pallola tajemnicze „nadchodzimy”. Dzięki temu mieli pewność, że flota inwazyjna będzie przygotowana, by wykorzystać bombardowanie murów Finiah. Do świtu nie zostało nawet godziny, a jeśli z poprzednich doświadczeń można było coś wnioskować, to Lord Velteyn i uczestnicy Latającego Polowania powinni już wrócić do fortecy po nocnych wypadach.

Klaudiusz szedł prawie na końcu procesji podążającej do latacza i modlił się, żeby Felicja wreszcie się zamknęła. Znów była ubrana w czarną zbroję do ringhokeja, prześlicznie odnowioną przez rzemieślników Starego Kawai, i szalała z niepokoju, że może ją ominąć udział w wojnie.

— W ogóle nie zajmuję miejsca. I przysięgam, że podczas lotu nie odezwę się słowem! Klaudiuszu, musisz mi pozwolić lecieć z wami. Nie mogę czekać, aż wrócicie po ataku. A co, jeśli się wam nie uda?

— Jeśli Velteyn przydybie latacza, zlecisz razem z nami.

— Ale jeśli wam się upiecze, możecie mnie wysadzić koło Finiah! Powiedzmy, koło wyłomu w murach od strony podstawy półwyspu. Mogę tam wejść z Firvulagami w drugiej fali ataku! Proszę, Klaudiuszu!

— Wtedy Polowanie może nas odkryć. Lądowanie będzie samobójstwem, a nie po to walczymy. W każdym razie ani ja, ani Madame Guderian. Finiah to tylko początek tej wojny. A Ryszard ma teraz Martę, dla której musi żyć.

Przed nimi mieszkańcy wioski ściągali siatki z czarnej maszyny. We mgle jarzyło się kilka świec. Amerie błogosławiła samolot.

— Klaudiuszu — odezwała się znowu Felicja — mogę ci pomóc przy Włóczni. Sam wiesz, co to za ogromne i niewygodne draństwo. Mogę się przydać.

— Chwyciła starszego pana za koszulę safari, on zaś zatrzymał się nagle i wziął ją za ramiona.

— Posłuchaj, dziewczyno! Ryszard jest w najwyższym napięciu. Nie spał przeszło dobę i o mało nie zwariował z niepokoju o Martę. Nawet po transfuzjach Amerie daje jej mniej niż pięćdziesiąt procent szans. A teraz Ryszard ma odbyć lot bojowy na obcym samolocie z parą starych szkap i odpowiedzialnością za przyszłość plioceńskiej ludzkości na karku! Wiesz, co on do ciebie czuje. Twoja obecność w lataczu może być ostatnią kroplą. Mówisz, że będziesz się trzymała na uboczu. Ale ja wiem, że nie potrafisz się nie wtrącać, gdy zrobi się gorąco. Więc zostajesz tutaj i koniec. My robimy swoje i dajemy nogę do domu, a przy odrobinie szczęścia Velteyn nie będzie miał pojęcia, dokąd polecieliśmy. Wrócimy i zabierzemy cię. Obiecuję, że jeśli nam się powiedzie, zawieziemy cię na pole w ciągu godziny od rozpoczęcia głównego ataku.

— Klaudiuszu… Klaudiuszu… — Na jej twarzy, pod przyłbicą hełmu hoplity, malowała się panika, furia i jeszcze jakieś nieludzkie uczucie walczące z rozsądkiem.

Klaudiusz czekał modląc się, by Felicja nie rzuciła się na niego. Ale był już tak przemęczony, że prawie go nie obchodziło, czy go uderzy, czy nie, tak aby stracił przytomność, co zmusiłoby pozostałych do zabrania jej na jego miejsce. Oczywiście miała na to ochotę, ale wiedziała również, że jest od niej o wiele lepszym strzelcem.

— Och, Klaudiuszu… — Zamknęła rozgorączkowane brązowe oczy. Za osłoną jej hełmu popłynęły łzy. Zielone pióra zwisły, gdy oderwała się od starszego pana i uciekła do domku Madame.

Odetchnął głęboko.

— Bądź gotowa na nasz powrót! — zawołał i pośpieszył do czekającej reszty załogi.

Wielki ptak ostrożnie wypełzł z ukrycia. Gdy był już na otwartym polu, zaczął się wznosić jak fioletowa iskra lecąca niewidzialnym kominem, z gromowym hukiem przenosząca się o pięć tysięcy metrów w górę w bezinercyjnym locie. Angelika Guderian stała koło Ryszarda z jedną dłonią zciśniętą na oparciu fotela pilota, a drugą na złotym naszyjniku. Ryszard przebrał się w swój stary mundur kosmonauty.

— Czy ukryłaś nas, Madame? — zapytał.

— Tak — odpowiedziała słabym głosem. Od chwili powrotu znad Grobowca Statku prawie się nie odzywała.

— Klaudiusz! Gotów?

— Na każde twoje słowo, synku.

— Zaczynamy!

W ułamek sekundy po tym dolny luk gładko odsunął się do tyłu. Stali nad plamą mikroskopijnych klejnotów, kształtem przypominającą kijankę przyrośniętą ogonem do wschodniego brzegu Renu.

— Ależ ono leży na Kaiserstuhl — powiedział do siebie Klaudiusz.

Plama rosła, rozciągała się wszerz, a jej mgławica blasków rozdzieliła się na pojedyncze mrugające światełka, gdy latacz opadł, tym razem z szybkością poddźwiękową, i stanął nieruchomo w powietrzu dwieście metrów nad najwyższym wzniesieniem miasta Tanów.

— Daj im bobu — powiedział Ryszard.

Klaudiusz ustawił Włócznię w odpowiedniej pozycji i wziął na muszkę linię płonących punktów na murach od strony Renu. Gdzieś w szarzejących nadrzecznych mgłach czekała flotylla statków Firvulagow z załadowanymi wojskami ludzi i nieludzi.

Celuj niżej, stary! Chyba nie chcesz ugotować w wodzie własnych oddziałów!

Odsunął bezpiecznik. Tutaj… dokładnie tutaj. Naciśnij drugi guzik.

Pod nimi zakwitł mały pomarańczowy kwiatuszek, ale linia jasnych punktów na szczycie muru świeciła nadal.

— Gówno! — krzyknął Ryszard. — Chybiłeś! Podnieś!

Klaudiusz spokojnie wycelował po raz drugi, nacisnął guzik. Tym razem nie było wybuchu pomarańczowego ognia, tylko ciemnoczerwony blask.

— Hiii-juuu! W dziesiątkę! — zaskrzeczał Pirat.

1 ... 104 105 106 107 108 109 110 111 112 ... 116
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)