Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]
- Автор: Буджолд Лоис Макмастер
- Год: 2002
- Язык: польский
- Год: Pr
- ISBN: 3-7337-142-7
- Переводчик: Lukasz Praski
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]». Краткое содержание книги:
Staruszka zamilkła.
— Przypomina pan już sobie jakieś imiona?
— Nie, pani.
— Mhm. — Porzuciła tajemniczy ton opowieści; w jej głosie zabrzmiała twardsza nuta. — Oryginałem był lord Miles Vorkosigan z Barrayaru. Teraz ma jakieś dwadzieścia osiem lat. Jego pierwszy klon powstał właśnie tu, w Obszarze Jacksona, dwadzieścia dwa lata temu, i został kupiony od Domu Bharaputra przez grupę oporu z Komarru. Nie wiemy, jak ten klon każe się nazywać, ale wiemy, że opracowany przez Komarrczyków kunsztowny plan zamiany spalił na panewce mniej więcej dwa lata temu i klon uciekł.
— Galen — szepnął.
Spojrzała na niego przenikliwie.
— Zgadza się, był dowódcą tych Komarrczyków. Drugi klon… to zagadka. Według najbardziej prawdopodobnej wersji został wyprodukowany przez Cetagandan, ale nikt nie wie na pewno. Po raz pierwszy objawił się dziesięć lat temu jako sprytny i wyjątkowo błyskotliwy dowódca najemników, twierdząc, że nazywa się Miles Naismith — czyli nosi całkiem legalne betańskie nazwisko po matce. Okazał się wrogiem Cetagandan, więc teoria, że jest cetagandańskim renegatem, wydaje się dość przekonująca. Nikt nie zna jego wieku, choć oczywiście nie może mieć więcej niż dwadzieścia osiem lat. — Upiła łyk herbaty. — Żywimy przekonanie, że jest pan jednym z tych dwóch klonów.
— Przywieziony do was w skrzyni jako mrożonka? Z rozerwaną na strzępy piersią?
— Tak.
— Cóż z tego? Klony — nawet mrożone — nie są tu chyba żadną nowością. — Zerknął na Rowan.
— Proszę pozwolić mi mówić dalej. Około trzech miesięcy temu klon wyprodukowany przez Bharaputrę wrócił do domu — przywożąc ze sobą oddział żołnierzy najemników, których zapewne ukradł Flocie Dendarian, podając się po prostu za swego klonabliźniaka, admirała Naismitha. Zaatakował żłobek klonów Bharaputry, próbując wykraść albo uwolnić grupę klonów przeznaczonych do transplantacji mózgu, którego to procederu osobiście nie znoszę.
Dotknął swojej piersi.
— I… nie udało mu się?
— Nie. Ale zjawił się admirał Naismith, który ruszył w pogoń za skradzionymi statkami i żołnierzami. W zamieszaniu walk, do jakich doszło na dole, w głównym Obszarze chirurgicznym Bharaputry, jeden z was został zabity. Drugi uciekł, zabierając ze sobą najemników i większą część cennego stadka klonów Bharaputry. Wystrychnęli na dudka Vase Luigiego — śmiałam się do rozpuku, kiedy się dowiedziałam. — Z niewinną miną piła herbatę.
Wyobraził sobie staruszkę w tej sytuacji, choć o mało nie dostał zeza.
— Przed skokiem Najemnicy Dendarii zdążyli wyznaczyć nagrodę za zwrot kriokomory ze szczątkami człowieka, który według nich miał być klonem pochodzącym z Bharaputry.
Otworzył szeroko oczy.
— To ja? Powstrzymała go gestem.
— Vasa Luigi, baron Bharaputra, jest głęboko przekonany, że kłamali i że naprawdę człowiek w komorze był admirałem Naismithem.
— To ja? — powtórzył mniej pewnie.
— Georish Stauber, baron Fell, nie chce nawet snuć przypuszczeń. A baron Ryoval byłby gotów obrócić w ruinę całe miasto, gdyby istniało choć pięćdziesiąt procent prawdopodobieństwa, że w jego ręce wpadnie admirał Naismith, który przed czterema laty zranił go tak jak nikt w ciągu stu lat. — Kąciki jej ust uniosły się w złośliwym uśmiechu.
To wszystko miało sens, który z kolei nie miał żadnego sensu. Jak gdyby opowiadano mu historię usłyszaną bardzo dawno temu, jeszcze w dzieciństwie. W tamtym życiu. Znajomy widok oglądany przez zamglone szkło. Dotknął głowy, w której zaczynał pulsować ból. Rowan dostrzegła ten gest i zrobiła zatroskaną minę.
— Nie macie danych medycznych? Czegoś, żeby ustalić tożsamość?
— Zdobyliśmy dane na temat rozwoju klona z Bharaputry. Niestety, dotyczą tylko wczesnego okresu do czternastego roku życia. O admirale Naismicie nie mamy nic. Na podstawie danych jednego z tej trójki też nie można ustalić niczego pewnego.
Zwrócił się do Rowan:
— Znasz mnie na wylot. Nic nie możesz stwierdzić?
— Jesteś dziwny. — Rowan pokręciła głową. — Wiesz, że połowę twoich kości stanowią plastikowe protezy? Na pozostałych prawdziwych są ślady dawnych złamań, starych urazów… Powiedziałabym, że jesteś nie tylko starszy od klona Bharaputry, ale nawet od oryginalnego lorda Vorkosigana, a to nie ma sensu. Gdybyśmy tylko mogli zdobyć jeden pewny, solidny dowód… Twoje dotychczasowe wspomnienia są bardzo niejasne. Znasz się na broni, co mogłoby wskazywać, że jesteś admirałem — ale klon Bharaputry był szkolony na zabójcę. Pamiętasz Sera Galena, a jego mógł znać tylko klon Bharaputry. Sprawdziłam to, co mówiłeś o drzewach cukrowych. To są klony cukrowe, pochodzą z Ziemi — gdzie klon z Bharaputry przechodził szkolenie. I tak dalej. — Rozłożyła bezradnie ręce.
— Skoro nie można udzielić właściwej odpowiedzi — rzekł wolno — może stawiacie niewłaściwe pytanie.
— Jak zatem brzmi właściwe pytanie?
Bez słowa pokręcił głową.
— Dlaczego… — uniósł dłonie — dlaczego nie oddaliście mojego zamrożonego ciała Dendarianom i nie odebraliście nagrody? Dlaczego nie sprzedaliście mnie baronowi Ryovalowi, jeśli rzeczywiście tak bardzo chciał mnie dopaść. Czemu mnie ożywiliście?
— Baronowi Ryovalowi nie sprzedałabym nawet szczura z laboratorium — oświadczyła stanowczo Lilly. Jej usta drgnęły w lekkim uśmiechu. — To stare sprawy.
Ciekawe, od kiedy się ciągną. Na pewno starsze od niego, kimkolwiek był.
— Co do Dendarian, jeszcze możemy się z nimi porozumieć. W zależności od tego, kim pan jest.
Zbliżali się do sedna sprawy; czuł to.
— Tak?
— Cztery lata temu admirał Naismith odwiedził Obszar Jacksona i poza wyjątkowym wyczynem, jakim było okpienie Ry Ryovala, udało mu się zabrać stąd niejakiego doktora Hugh Canabę, jednego z najlepszych genetyków Bharaputry. Znam Canabę, ponadto wiem, ile Vasa Luigi i Lotus zapłacili, żeby go tu sprowadzić, i w ile sekretów Domu został wtajemniczony. Nigdy nie pozwolili by mu ujść z życiem. A jednak uciekł i nigdy nikt w Obszarze Jacksona nie zdołał go wyśledzić. — Wychyliła się, patrząc na niego w skupieniu. — Zakładając, że Canaba nie został wyrzucony w przestrzeń z pokładu statku, admirał Naismith udowodnił, że świetnie potrafi wykradać ludzi. Może rzec, że z tego słynie. Właśnie dlatego się nim interesujemy.
— Chce pani opuścić planetę? — Obrzucił przelotnym spojrzeniem wygodne i samowystarczalne cesarstwo Lilly Durony. — Dlaczego?
— Zawarłam Umowę z Georishem Stauberem — baronem Fellem. To bardzo stara Umowa, tak jak stare są strony, które ją zawarły. Mój czas powoli dobiega końca, a Georish coraz częściej… — skrzywiła się — mnie zawodzi. Jeśli umrę — lub on umrze — albo jeśli uda mu się przeszczepić własny mózg do młodszego ciała, jak już raz próbował zrobić, nasza Umowa zostanie złamana. Grupie Durony zaproponują zawarcie znacznie mniej korzystnych umów niż ta, która tak długo łączyła jaz Domem Fell. Być może Grupa zostanie podzielona — sprzedana — słowem osłabiona, przez co będzie bardziej narażona na ataki dawnych wrogów, takich jak Ry, który nigdy nie zapomina krzywdy ani obrazy. Być może zostanie zmuszona do pracy, jeśli nie będzie chciała się zgodzić dobrowolnie. Przez kilka lat poszukiwałam wyjścia z tej sytuacji. Admirał Naismith zna jedno.
Chciała, żeby był admirałem Naismithem, cenniejszym z dwóch klonów.