Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Gazeta Lokalna - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Gazeta Lokalna

Электронная книга - «Gazeta Lokalna». Краткое содержание книги:

Podczas wystawnego przyjęcia wydanego na cześć sędziego okręgowego Pinchasa Hornsztyka zostaje zamordowana jego żona Aleksandra, ambitna kobieta interesu. Uczestnicząca w przyjęciu Lizzi Badihi, księżniczka miejscowego brukowca, postanawia podjąć prywatne śledztwo. Rozwikłanie zagadkowego zabójstwa staje się dla niej sprawą prestiżową. Frapująca intryga kryminalna, która zadowoli najwybredniejszych koneserów tego gatunku powieści, nie jest jednak jedyną zaletą książki. W miarę rozwoju akcji ciekawym przeobrażeniom podlega też sama jej bohaterka, głównie za sprawą niekonwencjonalnych przygód erotycznych. Czytelnik znajdzie tu też sporo ciekawych obrazków z życia współczesnej izraelskiej prowincji.
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ... 52
Перейти на страницу:

Wiedziała, że wierci mu dziurę w brzuchu i opowiada bzdury. Jedna jej połowa zastygła ze strachu, druga gorączkowo broniła swojej godności zawodowej. Dziesięć lat pracuje dla „Czasu Południa”, pilnie i z poświęceniem. Dlaczego więc właśnie teraz, kiedy taki dramat rozgrywa się na jej terytorium, miałby na nią spaść z przestrzeni kosmicznej Tel Awiwu meteor zwany Cementem? A co jej zostanie do roboty? Pisać o nowym smaku wafelków z miejscowej fabryki słodyczy? Jedno wiadomo na pewno: ona nie będzie współpracować z Cementem!

Ujrzała w myśli Adulama, który zamachał skrzydłami, uniósł się do nieba i zniknął z anielskim uśmiechem na twarzy.

– Na pewno dasz sobie radę?

– Tak.

Lizzi o mało nie skłoniła się nisko przed słuchawką.

– Posłałem ci premię za kruka i dzieci.

– Dziękuję.

– To było, zanim dowiedziałem się o morderstwie.

Telefon zamilkł znienacka.

Parking był ciemny i pusty, deszcz znowu zaczął padać. Lizzi poczuła się samotna.

Rozdział 4

– Lizzi, idź do domu.

W głębi duszy znudziło się jej wysłuchiwanie tych słów. Wszyscy ciągle ją przeganiają, przestawiają z miejsca na miejsce, jakby była pustą puszką po coca-coli. Tym razem powiedział to szwagier Benci, mąż Georgette. Inspektor Bencijon Koresz bardzo lubił Lizzi, jeśli nie spotykał jej w godzinach pracy. Teraz zbliżała się siódma wieczór. Lizzi była na nogach od szesnastu godzin i nie miałaby nic przeciwko uśmiechowi i kilku miłym słowom, a nawet kubkowi gorącej zupy. Nikt jednak niczego takiego jej nie zaproponował. Pewnie to wszystko przez ten wygląd. Ciężka sylwetka z wiecznie pochyloną głową, jak u jucznego zwierzęcia. Może Chanel nr 5 coś tu zmieni.

Nie sprzątnięto po przyjęciu. Złote łańcuchy pokrywały podłogę z czarnego marmuru i biały fortepian, kołysały się między drzewami w oświetlonym ogrodzie, nasiąkały deszczem. Członkowie rodziny zebrali się w salonie. Gdyby nie żałoba, można by ich wziąć za uczestników przyjęcia, które przeciągnęło się do białego rana. Podwładni Benciego zachowywali się jak policjanci w amerykańskim filmie. Mierzyli odległości, zdejmowali z mebli odciski palców, otwierali szafy i szuflady. Hornsztyk siedział na fotelu. Policzki pokrywał mu szary zarost, który czynił go jeszcze starszym. Lizzi na siłę wtłoczyła do głowy myśclass="underline" Ten człowiek spał ze mną, kiedy mordowano jego żonę. Wydawało się jej, że wczorajsza przygoda zdarzyła się w innej epoce i komuś zupełnie innemu. Lubicz, jego żona, Miriam, siostra Aleks, i dwoje osieroconych dzieci – wszyscy siedzieli wyczerpani na białej brokatowej kanapie. Widać było, że są pod wpływem środków uspokajających. Szwagier, Neeman Aszbel, wziął na siebie kontakty z władzami. Teraz ruszył w stronę Lizzi, poruszając się ze złowróżbną miękkością.

– To ty jesteś ta dziewczyna z gazety – stwierdził takim tonem, jakby mówił: „Odkryłem w końcu, kto kradnie mi listy ze skrzynki”. – Nie chcemy tutaj prasy.

– Lizzi – poprosił Benci. Poczuła, że ton Aszbela zdenerwował także i jego. Wziął ją za łokieć i usiłował poprowadzić w kierunku drzwi.

– Pan Aszbel nie jest gospodarzem – powiedziała, chcąc zyskać trochę na czasie. – Jeśli gospodarz zażąda, żebym się wyniosła, to poczekam na zewnątrz.

– Gospodarz nie ma pojęcia, co się tutaj dzieje – zasyczał jej Aszbel prosto w twarz. – Jego żona została zamordowana! Poprosił mnie, żebym wszystkim się zajął. Bardzo proszę! – Otwierał i zamykał usta tak blisko jej twarzy, że Lizzi mogła zobaczyć złote plomby w zębach.

Przez otwarte drzwi ujrzeli, jak na ulicy przed bramą zatrzymuje się skuter. Zsiadł z niego Beni Adulam i ruszył w stronę wejścia. Miał na sobie prochowiec i czarną koszulkę, którą zastąpił poranną czerwoną, być może na znak szacunku dla zmarłej. Zdążył się ogolić i uczesać, a także – sądząc z zadowolonego wyrazu twarzy – zjeść kolację.

– Policjant? – zapytał Aszbel Benciego.

– Dziennikarz „Dziennika Południa” – odparł Benci.

– Wyrzućcie ich oboje! – rozkazał Aszbel i odwrócił się do nich plecami.

Lizzi odetchnęła z ulgą. Jeśli Benci czegoś nie lubi, to rozkazów. Zwłaszcza tych, które nie pochodzą od jego przełożonych. Z tego właśnie powodu rozwiódł się z Hawacelet i ożenił z Georgette. Beer Szewa aż trzęsła się od plotek, kiedy dwaj policjanci i przyjaciele, Benci Koresz i Ilan-Sergio Bachut, postanowili zamienić się żonami, a były to właśnie siostry Lizzi, Georgette i Hawacelet. To oryginalne rozwiązanie wymyśliła ciotka Klara, w której sklepie odbywały się rodzinne narady poświęcone temu, co jeszcze wówczas nazywano „zdradą”. Dwaj przyjaciele i dwie siostry przyjęli ten wyrok. Mężczyźni spakowali manatki i zamienili się miejscami. Dzieci zostały przy matkach. Hawacelet rozkazywała teraz Ilanowi-Sergiowi, natomiast Georgette czyściła Benciemu buty.

Lizzi zdecydowała się podejść do Hornsztyka i złożyć mu kondolencje. Ponieważ zostanie tu tak długo jak policja i Adulam, powinna zachowywać się nienagannie. Hornsztyk popatrzył na nią, mrużąc powieki.

– Lizzi Badihi – przypomniała mu – „Czas Południa”. Byłam tu wczoraj. Bardzo mi przykro. Rozumiem pański ból.

To było trudniejsze, niż myślała. Wstał z miejsca, uścisnął jej rękę i wyszeptał:

– Tak, tak, dziękuję – a potem ledwie słyszalnym głosem dodał: – Nie wspominaj o wczoraj. – Usiadł z powrotem i zakrył twarz rękami.

Lizzi patrzyła przez chwilę na bezbarwne włosy na jego karku. Pod kołnierzykiem mogła dostrzec dwa rudawe piegi. Przyklękła i powiedziała do pochylonej głowy:

– Czy mogę tu zostać razem z policją?

– Tak, tak – odparł, nie podnosząc wzroku.

Benci skinął na Lizzi i Adulama, aby do niego podeszli.

– Podam wam teraz szczegóły, które udało się dotąd zebrać. Potem się wyniesiecie. Nie chcę tu żadnych akcji partyzanckich, Lizzi!

– Dlaczego zwracasz się tylko do mnie? – zapytała obrażona. – On też tu jest.

– W porządku. Oboje weźcie to sobie do serca. Jak wiecie, wczoraj odbywało się tu przyjęcie z okazji mianowania gospodarza, pana Hornsztyka, sędzią okręgowym. W willi było około siedemdziesięciu, osiemdziesięciu osób. Rodzina, jej przyjaciele, jego przyjaciele, kelnerzy, muzycy, dziennikarze. Ty też tu byłaś, Lizzi?

– Dobrze wiesz, że byłam. Moja notatka o przyjęciu ukazała się dzisiaj rano w wydaniu krajowym.

– O której tu przyszłaś i kiedy wróciłaś do domu?

– Przyszłam mniej więcej o dziewiątej razem z Jackiem Danzigiem, pianistą, a wyszłam kilka minut po jedenastej.

– Pianista został?

– Tak. Przesłuchujesz mnie, mój drogi?

– Owszem. Dlaczego nie wyszliście razem?

– Ponieważ miałam wstać o trzeciej nad ranem, żeby jechać na konferencję prasową, i chciałam się przedtem przespać dwie, trzy godziny.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ... 52
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)