Biały smok [The White Dragon - pl]
- Автор: Маккефри Энн
- Год: 1995
- Язык: польский
- Год: Amber
- ISBN: 83-7082-890-6
- Переводчик: Anna Wojtaszczyk
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Biały smok [The White Dragon - pl]». Краткое содержание книги:
— O co się założysz, że Mirrim będzie chciała zostać jeszcze na ten wieczór, żeby sprawdzić, czy Path rzeczywiście płoszy południowe jaszczurki ogniste? — zapytał Piemur z nieco złośliwym uśmiechem na twarzy.
— Jaszczurki Mirrim naprawdę są dobrze wytresowane — powiedziała Menolly.
— A głos mają całkiem podobny do jej głosu, kiedy robią awantury jaszczurkom wszystkich znajomych — dodał Piemur.
— A to już jest nie w porządku — powiedziała Menolly. — Mirrim jest moją dobrą przyjaciółką…
— I jako najlepsza przyjaciółka powinnaś jej wythnnaczyć, że nie może rządzić wszystkimi na całym Pernie!
Kiedy Menolly zamierzała się obrazić, między niebem a ziemią nad zatoczką zaczęły znowu pojawiać się smoki, a przy ich trąbieniu już niczego nie było słychać.
Nie tylko smoki były w dobrym humorze. Cały wieczór przesycony był atmosferą intensywnego podniecenia i oczekiwania. Jaxom zadowolony był, że przespał popołudnie, bo za nic nie chciałby stracić tego wieczoru. Przyleciało wszystkich siedmiu Przywódców Weyrów, w tym D’ram, który przywiózł jakieś wiadomości przeznaczone tylko dla uszu F’lara, a dotyczące spraw Weyru Południowego, oraz N’ton, który zatrzymał się tylko na część wieczoru, ponieważ prowadził obserwację nieba razem z Wansorem. Byli tam również Mistrzowie Cechów Nicat, Fandarel, Idarolan, Robinton — i Lord Lytol.
Ku zdumieniu Jaxoma trzech Władców Weyrów z przeszłości, a mianowicie G’narish z Igenu, R’mart z Telgaru i D’ram, obecnie z Weyru Południowego, było mniej zainteresowanych tym, co mogło ukrywać się w starym osiedlu, niż N’ton, G’dened i F’lar. Jeźdźcy z przeszłości dużo bardziej palili się do zbadania szerokich przestrzeni i dalekiego pasma górskiego, niż do kopania w ziemi, która mogła ujawnić ich przeszłość.
— To jest przeszłość — powiedział R’mart z Telgaru. — Przeszło, umarło i zostało bardzo głęboko pogrzebane. My musimy żyć tu i teraz, a pamiętaj F’larze, że jest to sztuczka, której sam nas nauczyłeś. — Szeroko się uśmiechnął, żeby zamaskować przytyk. — Poza tym, czy to nie ty, F’larze, sugerowałeś, że jest bezużyteczną rzeczą łamać sobie głowę, jak nasi przodkowie robili różne rzeczy… że lepiej budować samemu to, co może przydać się w naszych czasach i Obrotach?
F’lar wyszczerzył zęby rozbawiony tym, jak odpłacono mu się jego własnymi słowami.
— Pewnie mam nadzieję, że znajdziemy tam niezniszczone zapisy, które wypełnią luki w dziedziczonej przez nas wiedzy. A może nawet jakiś użyteczny przedmiot, taki jak ten powiększalnik, który odkryliśmy w Weyrze Benden.
— I popatrzcie tylko, co on z nami zrobił! — wykrzyknął R’mart, porykując ze śmiechu.
— Nie uszkodzone aparaty byłby bezcenne — powiedział bardzo poważnie Fandarel.
— Może uda nam się jakieś dla ciebie znaleźć, Mistrzu Robintonie — powiedział Nicat z namysłem — ponieważ tylko jedna część tego osiedla została poważnie uszkodzona. — Teraz wszyscy zwrócili na niego uwagę. — Popatrzcie — wyciągnął ogólny szkic terenu — wypływ lawy skierowany był na południe. Tu, tu i tu stożki gór rozłupały się, a wypływ podążał za konfiguracją zbocza góry, odsuwając się od większości osiedla. Przeważająca część wiatrów niosła popiół również od tego miejsca. Kopałem dziś tylko odrobinę, ale znalazłem jedynie cienką warstwę wulkanicznego rumowiska.
— Czy istnieje tylko to jedno osiedle? Kiedy oni mogli zasiedlić cały świat? — zapytał R’mart.
— Inne znajdziemy jutro — zapewnił ich Harfiarz — Prawda, Jaxomie?
— Panie? — Jaxom na wpół podniósł się, kiedy tak niespodziewanie wciągnięty został do głównego nurtu dyskusji.
— Nie, mówiąc poważnie, R’marcie, możesz mieć absolutną słuszność — powiedział F’lar, pochylając się nad stołem. — I tak naprawdę to my nie wiemy, czy starożytni opuścili płaskowyż natychmiast po wybuchu.
— Niczego się nie dowiemy, dopóki nie dostaniemy się do jednego z tych kopców i nie odkryjemy, co pozostawili po sobie, o ile w ogóle coś zostawili — powiedział N’ton.
— Tylko ostrożnie, Przywódco Weyru — powiedział do N’tona Mistrz Nicat, ale wzrok jego przesuwał się po twarzach wszystkich. — A będzie jeszcze lepiej, jeżeli przyślę wam jakiegoś mistrza cechowego i kilku solidnych czeladników, żeby pokierowali wykopaliskami.
— Zdradzisz nam sztuczki swojego Cechu, co Mistrzu Nicacie? — zainteresował się R’mart. — Lepiej, żebyśmy się czegoś dowiedzieli o górnictwie, prawda, Mistrzu Górniczy?
Jaxom zdusił chichot na wyraz niezrozumienia, a następnie oburzenia na twarzy Mistrra Górniczego.
— Jeźdźcy smoków zajmujący się górnictwem?
— A czemu nie? — zapytał F’lar. — Nid przejdą. Będzie następna Przerwa, aż za szybko. Jedno wam przyrzekam, teraz, kiedy ziemie na Kontynencie Południowym są dostępne, nigdy już żaden z Weyrów nie uzależni się od nikogo na czas Przerwy.
— A, tak, to bardzo rozsądny pomysł, Przywódco Weyru, bardzo rozsądny — roztropnie zgodził się z nim Mistrz Nicat, chociaż będzie mu niewątpliwie trzeba nieco czasu, żeby oswoić się z tak rewolucyjną ideą.
Smoki wylegujące się na brzegu zanuciły pozdrawiając kogoś. N’ton nagle podniósł się na nogi.
— Powinienem wracać do Wansora i naszych obserwacji gwiazd. To musiały wrócić Mirrim i Path. Kłaniam się wam wszystkim.
— Poświecę ci przy wyjściu, N’tonie — powiedział Jaxom łapiąc za koszyczek z żarem i odsłaniając go.
Byli już dobrze poza zasięgiem słuchu pozostałych, kiedy N’ton odwrócił się do Jaxoma.
— Bardziej ci to pasuje, Jaxomie, niż potulne latanie ze skrzydłem królowych?
— Nie zrobiłem tego naumyślnie, N’tonie — powiedział Jaxom ze śmiechem. — Po prostu chciałem zobaczyć tę górę przed wszystkimi.
— Tym razem nie miałeś żadnych przeczuć?
— Przeczuć?
N’ton, chichocząc, po koleżeńsku objął go ramieniem.
— Pewnie nie, pewnie natchnęły cię tylko wizje jaszczurek ognistych.
— Ta góra?
N’ton z lekka nim potrząsnął.
— Porządny z ciebie facet.
Zobaczyli ciemny kształt smoka siedzącego na plaży, a następnie dwa lśniące kręgi, gdy Lioth odwrócił do nich swoją głowę.
— W nocy ma się pożytek z białego koloru swojego smoka — powiedział N’ton pokazując na Rutha, siedzącego trochę z boku.
Cieszę się, że przyszedłeś. Swędzi mnie tam, gdzie nie mogę dosięgnąć, powiedział Ruth.
— Potrzebuje, żeby się nim zająć, N’tonie.
— Zostaw więc żary przy mnie, a ja je dam Mirrim, żeby mogła znaleźć drogę do cypla.
Rozdzielili się, kiedy Jaxom odszedł, żeby zająć się Ruthem. Usłyszeli, jak N’ton pozdrawia Mirrim, ich głosy dobrze się niosły w spokojnym, nocnym powietrzu.
— Oczywiście, że z Wansorem wszystko w porządku — powiedziała Mirrim ze złością w głosie. — Przykleił się okiem do tej swojej rury. Nie miał pojęcia, że przyleciałam, nic nie zjadł, nie zorientował się, że odleciałam. A co więcej — przerwała, głęboko wciągając powietrze — Path wcale nie wypłoszyła tych południowych jaszczurek.
— A czemu miałaby je spłoszyć?
— Mnie nie pozwolono być na płaskowyżu, kiedy Jaxom i ci inni będę próbowali nakłonić południowe jaszczurki, żeby pokazały coś z sensem.
— Z sensem? Ach, tak, będą chcieli zobaczyć, czy Ruthowi uda się wyostrzyć ich wizje. No, nie powinnaś się tym martwić, Mirrim. Jest tyle innych rzeczy, które możesz robić.