Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]
- Автор: Гришэм Джон
- Язык: польский
- Жанр: Другие детективы
Электронная книга - «Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]». Краткое содержание книги:
Zegarek schowała do torebki. Nie miała zamiaru go nosić przez najbliższe pół roku. Mimo to zdarzało jej się machinalnie spoglądać na nadgarstek. Okna otwierały się z trudem, ulica na zewnątrz rozbrzmiewała gwarem. Do pokoju wpadało powietrze gorące niczym w saunie.
Tego pierwszego ranka stała w oknie przez godzinę. Obserwowała budzący się do życia port. Nikomu nie było spieszno. Większe statki wypływały powoli na morze, z pokładów żaglówek dolatywały ciche głosy. Ktoś skakał do wody, zażywając porannej kąpieli.
Przyzwyczai się do leniwego trybu życia. W maleńkim pokoju było bardzo czysto. Pensjonat nie zapewniał klimatyzacji, ale kręcący się pod sufitem wentylator wystarczał Darby w zupełności. W łazience tylko sporadycznie brakowało wody. Postanowiła, że zostanie tu przez parę dni, może tydzień… Pensjonat był jednym z wielu budynków stojących ciasno przy ulicy prowadzącej do portu. W tej chwili bezpieczniej czuła się w tłumie. Niedługo pójdzie na spacer i zrobi niezbędne zakupy. Wyspa St. Thomas słynęła ze swoich sklepów. Darby sprawi sobie wreszcie ubrania, które będzie mogła zatrzymać.
W mieście były lepsze hotele, ale zadowoli się tym, w którym jest. Kiedy wyjeżdżała z San Juan, przyrzekła sobie, że nie będzie spoglądać przez ramię. W Miami kupiła gazetę, na lotnisku widziała na ekranach telewizorów gorączkę ogarniającą Waszyngton. Wiedziała, że Mattiece zniknął; gdyby śledzono ją nadal, znaczyłoby to, że chce się zemścić. I jeśli znajdą ją mimo tych wszystkich środków ostrożności, to znaczy, że mają ponadludzkie siły i nigdy ich nie zgubi.
Wierzyła, że jest bezpieczna. Mimo to przez kilka dni trzymała się blisko hotelu i nie zapuszczała w odległe okolice. Centrum handlowe było niedaleko i tworzyło prawdziwy labirynt sklepików handlujących wszystkim co popadnie. Chodniki i aleje były pełne jej rodaków ze statków wycieczkowych. Wyglądała jak jedna z nich, ubrana w szeroki słomkowy kapelusz i kolorowe szorty.
Po raz pierwszy od półtora roku kupiła w księgarni powieść. Pochłonęła ją w ciągu dwóch dni, leżąc na łóżku, w chłodnym powiewie wentylatora. Przyrzekła sobie, że przez najbliższe pięćdziesiąt lat nie weźmie do ręki żadnej książki prawniczej. Co godzina podchodziła do okna i spoglądała na port. W pewnej chwili naliczyła aż dwadzieścia statków wycieczkowych stojących na redzie.
Odosobnienie spełniło swój cel. Spędziła wiele godzin z Thomasem, płacząc i wspominając. Obiecała sobie, że to po raz ostatni. W tym maleńkim zakątku Charlotte Amalie zostawi cały swój ból, żal i poczucie winy. Wyjedzie stąd, pamiętając o tym, co najlepsze, z sumieniem wolnym od wyrzutów. Żałoba nie okazała się aż taka trudna i trzeciego dnia dziewczyna przestała płakać. Tylko raz rzuciła książką o ścianę.
Czwartego ranka spakowała swoje rzeczy i popłynęła promem do zatoki Cruz na wyspie St. John. Podróż trwała zaledwie dwadzieścia minut; potem ruszyła taksówką drogą North Shore. Okna były otwarte i wiatr targał jej włosy. Taksówkarz słuchał rytmicznej muzyki, mieszaniny bluesa i reggae. Wystukiwał rytm na kierownicy i nucił pod nosem. Darby wtórowała mu stopą, zamykając oczy przed wiatrem. Poczuła się jak w raju.
Zjechali z drogi przy zatoce Maho i ruszyli wolno ku morzu. Wybrała to miejsce spośród setek wysp ze względu na jego dzikość. Nad zatoką stało zaledwie kilka domów i letniskowych chat. Kierowca zatrzymał się przy wąskiej dróżce, porośniętej z obu stron drzewami. Zapłaciła za kurs.
Dom stał na krańcu cypla, tam gdzie zbocze góry opadało do morza. Zbudowano go w typowo karaibskim stylu – ściany z białych desek, dach pokryty czerwoną dachówką. Postawiono na stoku, by goście mogli delektować się widokiem. Od dróżki dzieliło go kilka jardów, a do środka wchodziło się po schodach. Dom był parterowy, z dwiema sypialniami i tarasem wychodzącym na morze. Czynsz wynosił dwa tutejsze tysiące tygodniowo; Darby wynajęła dom na miesiąc.
Postawiła torby na podłodze w salonie i wyszła na taras. Plaża zaczynała się trzydzieści stóp niżej. Fale rozbijały się z cichym szumem o brzeg. W zatoce, otoczonej z trzech stron górami, stały na kotwicy dwa jachty. Pomiędzy nimi na gumowej tratwie chlapały się wodą dzieci.
Najbliższy dom stał w pewnej odległości. Widziała jego dach, prześwitujący wśród koron drzew. Na piasku opalało się paru plażowiczów. Przebrała się szybko w kuse bikini i pobiegła nad morze.
Było już niemal ciemno, gdy przy wąskiej dróżce zatrzymała się taksówka. Wysiadł, zapłacił kierowcy i spojrzał za znikającymi światłami auta. Miał tylko jedną torbę. Ruszył w stronę domu, którego drzwi były otwarte. Wszędzie paliły się światła. Znalazł ją na tarasie. Piła mrożony koktajl i wyglądała jak rodowita mieszkanka wyspy, o spalonej na brąz skórze.
Czekała na niego i tylko to się liczyło. Nie chciał być traktowany jak ścigający ją reporter. Uśmiechnęła się i odstawiła szklaneczkę na stolik.
Ich pierwszy pocałunek trwał prawie minutę.
– Spóźniłeś się – powiedziała nie rozluźniając uścisku.
– Niełatwo cię tu znaleźć – odparł Gray. Czuł pod palcami gładką skórę pleców nagich aż do paska spódnicy zakrywającej długie nogi. Na nogi przyjdzie czas później.
– Powiedz, że jest uroczo – poprosiła, patrząc na zatokę.
– Cudownie – zgodził się ochoczo. Stanął za nią i razem obserwowali jacht płynący na pełne morze. Ujął jej dłoń. – Wyglądasz wspaniale.
– Chodźmy na spacer.
Przebrał się szybko w szorty i znalazł ją nad morzem. Trzymali się za ręce i szli wolno przed siebie.
– Musisz popracować nad nogami – powiedziała.
– Wiem, że są blade – odparł.
“Owszem, są blade – pomyślała. – Ale nie najgorsze. Zupełnie przyzwoite. I ani śladu brzucha. Po tygodniu na plaży będzie wyglądał jak ratownik”. Rozpryskiwali wodę stopami.
– Wcześnie wyjechałeś.
– Zmęczyło mnie to wszystko. Codziennie musiałem pisać następne artykuły. I wciąż było im mało. Keen chciał jedno, Feldman co innego, a ja pracowałem po osiemnaście godzin. Wczoraj powiedziałem im do widzenia.
– Od tygodnia nie czytałam gazety – oznajmiła.
– Coal podał się do dymisji. Wystawili go i miał wziąć na siebie winę, ale boję się, że o nic go nie oskarżą. Mówiąc szczerze, prezydent specjalnie nie nabroił. Jest od urodzenia kretynem, a to nie jego wina. Czytałaś o Wakefieldzie?
– Tak.
– Sporządzono akt oskarżenia przeciwko Velmanowi, Schwabemu i “Einsteinowi”, ale Marty zapadł się pod ziemię. Oczywiście Mattiece został postawiony w stan oskarżenia jako pierwszy, razem z czterema ludźmi. Później znajdą resztę winnych. Kilka dni temu przekonałem się, że Biały Dom specjalnie nie tuszuje sprawy, i straciłem zapał. Wybory mają z głowy, ale prezydent nie jest przestępcą. Mam dosyć tego cyrku.
Szli dalej milcząc, a nad zatoką zapadała noc. Darby czytała o kryzysie i również miała go dosyć. W spokojnym morzu odbijała się połowa księżyca. Objęła Graya ramieniem, a on przyciągnął ją do siebie. Szli teraz po piasku kilka stóp od wody. Dom został daleko za ich plecami.
– Tęskniłam – powiedziała cicho. Westchnął głęboko i milczał.
– Jak długo zostaniesz? – spytała.
– Nie wiem. Kilka tygodni. Może rok. Wszystko zależy od ciebie.
– Miesiąc?
– Chyba wytrzymam.
Uśmiechnęła się do niego, a on poczuł ciepło w sercu.
Spojrzała na zatokę, na odbicie księżyca, po którym sunął jacht.
– Potem znów przyjedziesz na miesiąc, dobrze?
– Nie może być lepiej.
John Grisham