Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]
- Автор: Гришэм Джон
- Язык: польский
- Жанр: Другие детективы
Электронная книга - «Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]». Краткое содержание книги:
Feldman otworzył drzwi i dostrzegł swego gościa. Gestem zaprosił go do środka. K.O. Lewis ruszył za szefem. Wymienili uprzejmości, po czym Smith Keen zamknął drzwi i wszyscy zajęli miejsca.
– Rozumiem, że macie mocne potwierdzenie raportu “Pelikana” – zaczął Voyles.
– Owszem – odparł Feldman. – Możecie przeczytać ostateczną wersję artykułu. Wydaje mi się, że to wyjaśni sprawę. Za mniej więcej godzinę rozpoczynamy druk, a nasz reporter, pan Grantham, chciałby dać panom szansę skomentowania tekstu.
– Doceniam to.
Feldman podniósł z biurka kopię artykułu i podał ją Voylesowi, który z namaszczeniem wziął do ręki kartki. Lewis i jego szef zaczęli czytać.
– Zostawimy panów teraz samych – oświadczył Feldman. – Nie będziemy przeszkadzać.
Razem z Keenem wyszli z gabinetu i zamknęli drzwi. Agenci stanęli na straży.
Feldman i Keen przeszli przez salę agencyjną. Przed drzwiami pokoju posiedzeń stali dwaj rośli strażnicy. Kiedy redaktorzy weszli do środka, zastali tam Graya i Darby.
– Musisz zadzwonić do White’a i Blazevicha – powiedział Feldman.
– Czekałem na ciebie.
Podnieśli słuchawki. Krauthammer musiał wyjść na chwilę z redakcji i Keen wskazał Darby jego miejsce. Gray wystukał numer.
– Poproszę z Martym Velmanem – zaczął. – Tak, mówi Gray Grantham z “Washington Post”. Koniecznie muszę z nim rozmawiać. Mam bardzo pilną sprawę.
– Chwileczkę – powiedziała sekretarka.
Chwila minęła i po drugiej stronie odezwał się kolejny kobiecy głos.
– Biuro pana Velmana.
Gray ponownie przedstawił się i poprosił o rozmowę z szefem.
– Pan Velmano ma spotkanie – oznajmiła sekretarka.
– Ja również – odparł Gray. – Proszę pójść na to spotkanie, powiedzieć szefowi, kto dzwoni, i poinformować, że dziś o północy jego zdjęcie znajdzie się na pierwszej stronie “Posta”.
– Tak, proszę pana.
Po kilku sekundach odezwał się sam Velmano.
– Słucham, o co chodzi?
Gray przedstawił się po raz trzeci i uprzedził, że rozmowa jest nagrywana.
– Rozumiem, mów pan dalej – warknął Velmano.
– Jutro rano nasza gazeta opublikuje artykuł o pańskim kliencie Victorze Mattiesie i jego związku z zamordowaniem sędziów Rosenberga i Jensena.
– Świetnie! Będziemy was kopać w tyłki przez następne dwadzieścia lat. Zedrzemy z was skórę, koleś. Już dzisiaj możesz mi pogratulować przejęcia “Posta”.
– Proszę nie zapominać, że nagrywam tę rozmowę.
– A nagrywaj se, co chcesz! Coś ci powiem, Grantham: ty będziesz głównym pozwanym! Czeka nas świetna zabawa! Victor Mattiece zostanie właścicielem “Posta”. Pakuj więc manatki, facet.
Gray kręcił z niedowierzaniem głową i spoglądał na Darby. Redaktorzy chichotali, zakrywając usta. Dalszy ciąg rozmowy powinien być jeszcze śmieszniejszy.
– Będę pamiętał, proszę pana. A teraz, czy słyszał pan o raporcie “Pelikana”? Mamy kopię tego dokumentu.
Martwa cisza. Potem jakiś odległy jęk, niczym skowyt zdychającego psa. I znów cisza.
– Panie Velmano, jest pan tam?
– Jestem.
– Mamy także kopię notatki z dwudziestego ósmego września, którą wysłał pan do Simsa Wakefielda. W piśmie tym daje pan do zrozumienia, że sytuacja pańskiego klienta poprawi się w sposób diametralny po usunięciu ze składu Sądu Najwyższego sędziów Rosenberga i Jensena. Wedle posiadanych przez nas informacji autorem tego pomysłu był niejaki “Einstein”, czyli Nathaniel Jones, zatrudniony w pańskiej kancelarii analityk, który, z tego, co wiem, pracuje głównie w bibliotece na piątym piętrze.
Cisza.
Gray mówił dalej:
– Artykuł jest już gotowy do druku, ale chcę dać panu szansę skomentowania jego treści. Czy zechce pan wyrazić swoją opinię, panie Velmano?
– Boli mnie głowa.
– Rozumiem. Coś jeszcze?
– Czy zamierzacie przedrukować treść notatki słowo w słowo?
– Tak.
– Czy opublikujecie moje zdjęcie?
– Tak. Niestety mamy tylko stare, z przesłuchań przed komisją senacką.
– Ty skurwysynu!
– Nie słyszałem tego. Coś jeszcze?
– Czekałeś z tym do piątej. Gdybyś zadzwonił godzinę wcześniej, poszlibyśmy do sądu i zatrzymali to gówno!
– Zgadza się. Zaplanowałem to właśnie w ten sposób.
– Skurwysyn.
– Chyba tracę słuch.
– Lubisz doprowadzać ludzi do ruiny, co? – Velmano zawiesił głos.
– Niespecjalnie, proszę pana. Coś jeszcze?
– Powiedz Jacksonowi Feldmanowi, że jutro dokładnie o dziewiątej, gdy tylko otworzą sąd, wnoszę przeciwko niemu sprawę.
– Przekażę. Czy zaprzecza pan, że jest autorem notatki?
– Oczywiście.
– Czyli twierdzi pan, że ona nie istnieje?
– Została sfabrykowana.
– Nie będzie żadnego procesu, panie Velmano, i sądzę, że zdaje pan sobie z tego sprawę.
Cisza, a potem:
– Skurwysyn…
Trzasnęła rzucona słuchawka, usłyszeli sygnał. Spoglądali po sobie z niedowierzaniem.
– Nie chciałabyś zostać dziennikarką, Darby? – spytał Smith Keen.
– Nie miałabym nic przeciwko prowadzeniu takich rozmów telefonicznych – odrzekła. – Ale wczoraj w kancelarii o mało mnie nie udusili… Nie, wielkie dzięki.
– Na twoim miejscu, Gray, nie korzystałbym z tego nagrania – powiedział Feldman.
– A co z tym pięknym stwierdzeniem o doprowadzaniu ludzi do ruiny? A grożenie procesem? – spytał Gray.
– Nie będzie ci to potrzebne. Artykuł załatwi go na amen.
Ktoś zastukał do drzwi. Na progu stanął Krauthammer.
– Voyles chce z tobą mówić – zwrócił się do Feldmana.
– Dawaj go.
Gray wstał, a Darby podeszła do okna. Właśnie zachodziło słońce. Budynki po drugiej stronie rzucały coraz dłuższe cienie. Po jezdni sunęły wolno samochody. Nigdzie ani śladu Tucznika i jego kumpli. Ale musieli gdzieś tam tkwić, czaili się w ciemności, zastanawiając się nad ostatnim ciosem – choć teraz już z zemsty, a nie po to, by zapobiec czemukolwiek. Gray mówił, że ma plan wydostania się z budynku bez osłony karabinów, po puszczeniu maszyn w ruch. Nie podał szczegółów.
Do sali wszedł Voyles z K.O. Lewisem. Feldman przedstawił ich Granthamowi i Darby Shaw. Voyles podszedł do niej z uśmiechem.
– A więc to pani zaczęła całe to zamieszanie… – Silił się na wyrazy uznania, ale wypadło to żałośnie.
– A Mattiece był wtedy na rybach – odparła lodowatym tonem.
Voyles odwrócił się jak niepyszny.
– Możemy usiąść? – zapytał.
Zajęli miejsca – Voyles, Lewis, Feldman, Keen, Grantham i Krauthammer. Darby stanęła przy oknie.
– Chciałbym oficjalnie ustosunkować się do przedstawionych w artykule treści – oznajmił Voyles odbierając od Lewisa zapisaną kartkę papieru.
Gray otworzył notatnik.
– Po pierwsze: raport “Pelikana” trafił do Biura przed dwoma tygodniami i jeszcze tego samego dnia został przekazany do Białego Domu. Zastępca dyrektora FBI, pan K.O. Lewis, osobiście wręczył ów dokument szefowi gabinetu Coalowi, dołączając go do codziennego sprawozdania z podejmowanych przez Biuro czynności śledczych. Działo się to w obecności agenta specjalnego Erica Easta. Raport, zdaniem ekspertów Biura, stawiał pytania istotne dla sprawy zamordowania sędziów Rosenberga i Jensena, w związku z czym należało włączyć go w prowadzone dochodzenie. Sprawdzanie hipotezy postawionej w raporcie rozpoczęto po sześciu dniach, czyli po tragicznej śmierci osobistego doradcy dyrektora, pana Gavina Verheeka, który został zamordowany w Nowym Orleanie, gdy próbował na własną rękę zbadać prawdziwość raportu. Śmierć Verheeka stała się dla FBI sygnałem do rozpoczęcia pełnego dochodzenia przeciwko Victorowi Mattiece’owi. Do czynności pomocniczych oddelegowano ponad czterystu agentów z dwudziestu siedmiu placówek Biura w całym kraju. Agenci przepracowali do tej pory ponad jedenaście tysięcy godzin i przesłuchali ponad sześćset osób. Zabezpieczyli materiał dowodowy nawet poza granicami kraju. W tej chwili dochodzenie wciąż trwa. Zgromadzony materiał każe przypuszczać, że Victor Mattiece jest głównym podejrzanym w sprawie zabójstwa sędziów Rosenberga i Jensena, w związku z czym wysiłki Biura koncentrują się obecnie na ustaleniu jego miejsca pobytu.