Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Другие детективы » Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]
Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]

Электронная книга - «Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]». Краткое содержание книги:

Zabójstwa sędziów Sądu Najwyższego. FBI i CIA są bezradne. Śledztwo stoi w miejscu. Na trop sprawców wpada studentka prawa. Swoje podejrzenia przedstawia w specjalnym raporcie. I staje się celem płatnych morderców i służb specjalnych.
1 ... 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97
Перейти на страницу:

Coal nie spał. Siedział po ciemku w swoim gabinecie, w piżamie i szlafroku. Voyles, ujrzawszy ten strój, uśmiechnął się szyderczo.

– Ładna piżama – powiedział.

Szef gabinetu wyszedł na niewielki betonowy ganek. Dwóch agentów obserwowało go czujnie.

– Czego chcecie, do cholery? – wycedził przez zęby Coal.

– Przyniosłem ci prezent – oznajmił Voyles i rzucił szefowi gabinetu gazetę. – Ładnie wyglądasz na zdjęciu obok fotki prezydenta ściskającego się z Mattiece’em. Wiem, że lubisz czytać gazety. Przyniosłem ci najświeższe wydanie.

– Za to twoja gęba ukaże się w prasie jutro – odparł Coal, jakby miał już gotowy artykuł.

Gazeta leżała u jego stóp. Voyles odwrócił się, lecz nie odszedł.

– Mam pewną taśmę – rzucił przez ramię. – Zacznij tylko kłamać, a zedrę ci gacie z dupy przed samym Białym Domem.

Coal patrzył na niego i milczał.

Voyles szedł już do samochodu.

– Przyjdę tu za dwa dni z wezwaniem do sądu! – wrzeszczał na całą ulicę. – Wręczę ci je osobiście o drugiej nad ranem. – Oparł się o dach limuzyny. – Potem przywiozę ci akt oskarżenia. To już koniec, Fletcher. Prezydent znajdzie sobie nowych skretyniałych doradców. – Zniknął we wnętrzu wozu i odjechał.

Coal podniósł gazetę i wszedł do domu.

ROZDZIAŁ 44

Gray i Smith Keen byli sami w sali konferencyjnej i po raz nie wiadomo który czytali artykuł. Grantham już od bardzo dawna nie podniecał się swoim nazwiskiem wydrukowanym na pierwszej stronie, ale tym razem był naprawdę dumny: przebił wszystkich! Tuż pod nagłówkiem umieszczono zdjęcia: Mattiece’a ściskającego się z prezydentem, pewnego siebie Coala na oficjalnym przyjęciu w Białym Domu, Velmana zeznającego przed podkomisją senacką, Wakefielda uchwyconego podczas zjazdu Izby Adwokackiej, Verheeka uśmiechającego się do obiektywu na fotografii z FBI, Callahana z “Rocznika Akademickiego” i Morgana.

Przed godziną nocny reporter Paypur powiedział im o Wakefieldzie. Gray popadł w przygnębienie, mimo że nie mógł ponosić winy za tę śmierć.

Około trzeciej nad ranem redakcja zaczęła się zapełniać. Krauthammer przyniósł sobie całą torbę pączków i natychmiast pochłonął cztery. Potem zjawił się Ernie DeBasio. Mówił, że w ogóle nie spał. Feldman był wypoczęty i rozpromieniony. O wpół do czwartej sala, w której stały cztery włączone telewizory, była pełna. Pierwsza podała wiadomość CNN, a po kilku minutach wszystkie sieci nadawały na żywo sprzed Białego Domu, który na razie nie miał nic do powiedzenia społeczeństwu. Zikman zapowiedział, że wygłosi oświadczenie o siódmej. Stacje telewizyjne przekazywały relacje spod Białego Domu i Sądu Najwyższego. Reporterzy czekali przed Budynkiem Hoovera, który chwilowo wyglądał na uśpiony. Na ekranach pojawiały się wydrukowane w gazecie zdjęcia. Velmano zniknął. Nikt nie wiedział, gdzie jest Mattiece. CNN skierowało kamery na dom Morgana w Alexandrii, ale teść zamordowanego prawnika nie wpuszczał filmujących nawet na trawnik. Reporter NBC ustawił się przed budynkiem, w którym mieściła się kancelaria White’a i Blazevicha, ale nie miał nowych wieści. Choć w artykule nie pojawiało się nazwisko autorki raportu, nikt nie miał wątpliwości, że jest nią niejaka Darby Shaw. Usiłowano ustalić jej miejsce pobytu.

O siódmej w sali konferencyjnej stał milczący tłum. Na czterech ekranach widać było Zikmana podchodzącego nerwowo do mównicy w centrum prasowym Białego Domu. Rzecznik wyglądał na zmęczonego i miał udręczoną minę. Odczytał krótkie oświadczenie, w którym Biały Dom przyznawał, że podczas kampanii prezydenckiej pan Victor Mattiece przekazał różnymi kanałami pewną sumę pieniędzy na fundusz wyborczy zwycięskiej partii. Rzecznik zaprzeczył jednak z całą stanowczością, jakoby pieniądze te pochodziły z działalności przestępczej. Prezydent spotkał pana Mattiece’a tylko raz, przed siedmiu laty, kiedy pełnił jeszcze funkcję wiceprezydenta. Od czasu wyborów nie słyszał o panu Mattiesie i z pewnością – pomimo jego wkładu w kampanię – nie uważał go za przyjaciela. Fundusz wyborczy partii opiewał na sumę przekraczającą pięćdziesiąt milionów dolarów i prezydent nie miał nic wspólnego z obrotem i alokacją tych pieniędzy. Tymi sprawami zajmował się jego komitet wyborczy. Biały Dom nie ingerował w śledztwo prowadzone przeciwko Victorowi Mattiece’owi i wszelkie spekulacje na ten temat należy odrzucić jako nieprawdziwe. Z niepełnych raportów przekazanych Urzędowi Prezydenckiemu przez odpowiednie służby wynika, że pan Mattiece nie mieszka obecnie w kraju. Prezydent zażąda przeprowadzenia pełnego śledztwa w sprawie oskarżeń wysuniętych w artykule “Washington Post”. Jeśli potwierdzą się zarzuty pod adresem pana Mattiece’a i okaże się, że był on siłą sprawczą tych ohydnych zbrodni, odpowiednie służby dołożą wszelkich starań, by postawić go przed wymiarem sprawiedliwości. Rzecznik nie miał nic więcej do dodania. W najbliższym czasie zostanie zwołana konferencja prasowa. Zniknął z mównicy.

Udręczony rzecznik wypadł bardzo słabo, co wcale nie zmartwiło Graya, który poczuł nagle, że musi się wyrwać z zatłoczonej sali i zaczerpnąć świeżego powietrza. W korytarzyku natknął się na Smitha Keena.

– Chodźmy na śniadanie – zaproponował.

– Dobrze.

– Jeśli nie masz nic przeciwko temu, chciałbym wpaść do domu. Nie byłem tam od czterech dni.

Na Piętnastej zatrzymali taksówkę. Przez otwarte okna auta wpadało chłodne jesienne powietrze.

– Gdzie dziewczyna? – spytał Keen.

– Nie mam pojęcia. Pożegnaliśmy się w Atlancie przed dziewięcioma godzinami. Mówiła, że leci na Karaiby.

– Rozumiem, że wkrótce będzie ci potrzebny długi urlop – uśmiechnął się Keen.

– Skąd wiesz?

– Czeka nas mnóstwo roboty, Gray. Bomba wybuchła, niedługo zaczną spadać na ziemię szczątki. Masz swój wielki dzień, co nie znaczy, że możesz odpoczywać. Trzeba po sobie posprzątać.

– Wiem, co do mnie należy, Smith.

– Owszem, choć twoje oczy patrzą tęsknie na południe. Martwi mnie to.

– Jesteś sekretarzem redakcji, i za to ci płacą.

Zatrzymali się na skrzyżowaniu z aleją Pennsylvania. Przed nimi stał majestatyczny Biały Dom. Był już prawie listopad i wiatr zwiewał liście z trawnika.

ROZDZIAŁ 45

Po ośmiu dniach skóra Darby nabrała brązowej barwy, a włosy odzyskiwały naturalny kolor. “Jeszcze coś z nich będzie” – myślała, wędrując całymi milami po plaży. Żywiła się wyłącznie gotowanymi rybami i owocami południowymi. Przez kilka dni nie wychodziła z łóżka, potem zmęczyło ją spanie.

Pierwszą noc spędziła w San Juan. Właścicielka biura podróży przechwalała się, że wie wszystko o Wyspach Dziewiczych. Wynajęła jej mały pokój w pensjonacie, w śródmieściu Charlotte Amalie na wyspie St. Thomas. Darby – przynajmniej na początku – chciała, by otaczał ją tłum. Charlotte Amalie było idealnym miejscem. Pensjonat stał na wzgórzu, cztery przecznice od portu. Swój maleńki pokoik znalazła na trzecim piętrze. Popękanych szyb w oknach nie zasłaniały żaluzje ani okiennice. Rankiem budziło ją słońce i swym zmysłowym dotykiem wzywało do okna, skąd roztaczał się majestatyczny widok na port. Panorama aż zapierała dech w piersi. W przystani na błyszczących falach kołysały się jachty wycieczkowe. Stały jeden obok drugiego przy nabrzeżu biegnącym aż po horyzont. Bliżej, niedaleko mola, cumowały żaglówki, broniące wstępu na wyspę pękatym statkom turystycznym. Woda obmywająca kadłuby łodzi była przejrzysta, jasnoniebieska i zupełnie spokojna. To samo morze otaczało wyspę Hassel, lecz tam toń miała głębszą barwę, która na linii horyzontu przechodziła w ciemny błękit i fiolet. Miejsce, w którym niebo stykało się z morzem, wyznaczał idealnie równy rząd cumulusów.

1 ... 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)