Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Bursztynowa Luneta
Bursztynowa Luneta - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Bursztynowa Luneta

Электронная книга - «Bursztynowa Luneta». Краткое содержание книги:

Аннотация

Bursztynowa Luneta
1 ... 91 92 93 94 95 96 97 98 99 ... 112
Перейти на страницу:

– Wiecie – powiedziała Mary – Kościół... Kościół katolicki, do którego dawniej należałam, nie użyłby słowa „dajmon”, ale święty Paweł mówił o duchu, duszy i ciele. Więc idea potrójnej natury człowieka nie jest taka dziwna.

– Ale najlepsza część to ciało – oświadczył Will. – Tak mi powiedzieli Baruch i Balthamos. Anioły żałują, że nie mają ciał. Powiedziały mi, że nie rozumieją, dlaczego bardziej nie cieszymy się światem. One wpadłyby w ekstazę, gdyby miały nasze ciała i nasze zmysły. W świecie zmarłych...

– Opowiesz, kiedy do tego dojdziemy – przerwała Lyra i uśmiechnęła się do niego z taką słodyczą, wiedzą i radością, że poczuł zmieszanie. Odwzajemnił uśmiech, a Mary pomyślała, że jeszcze nigdy nie widziała takiej ufności na ludzkiej twarzy.

Tymczasem dotarli do wioski i musieli przygotować wieczorny posiłek. Mary zostawiła dwójkę dzieci na brzegu rzeki, gdzie siedzieli, obserwując przypływ, i dołączyła do Atal przy ognisku. Przyjaciółka ucieszyła się z ładunku małży.

– Ale, Mary – powiedziała – tualapi zniszczyły wioskę dalej na brzegu, a potem następną i następną. Nigdy przedtem tego nie robiły. Zwykle atakują jedną osadę i wracają do morza. I dzisiaj upadło następne drzewo...

– Nie! Gdzie?

Atal wymieniła zagajnik niedaleko gorącego źródła. Mary była tam zaledwie trzy dni wcześniej i wszystko wyglądało w porządku. Wyjęła lunetę i spojrzała w niebo; rzeczywiście, potężny strumień Cienio-cząsteczek płynął szybciej, nieporównanie szybciej i liczniej niż przypływ wzbierający pomiędzy brzegami rzeki.

– Co możesz zrobić? – zapytała Atal.

Mary poczuła ciężar odpowiedzialności niczym rękę przygniatającą ją między łopatkami, ale zmusiła się, żeby usiąść prosto.

– Opowiem im historie – odparła.

Po kolacji troje ludzi i Atal usiedli na dywanikach przed domem Mary, pod ciepłymi gwiazdami. Rozłożyli się wygodnie, najedzeni, w ciemności pachnącej kwiatami i słuchali historii Mary.

Zaczęła od momentu tuż przed spotkaniem z Lyrą, opowiedziała o swojej pracy w Zespole Badań nad Mroczną Materią i kryzysie funduszów. Ileż czasu musiała poświęcać na żebranie o pieniądze i jak mało czasu zostawało na badania!

Ale wizyta Lyry odmieniła wszystko, i to szybko: już po kilku dniach Mary całkowicie opuściła swój świat.

– Zrobiłam, co mi kazałaś – powiedziała. – Napisałam program... to taki zestaw instrukcji... żeby Cienie mogły rozmawiać ze mną przez komputer. Powiedziały mi, co robić. Powiedziały, że są aniołami i... no...

– Skoro jesteś naukowcem – zauważył Will – chyba nie powinny tak mówić. Mogłaś nie uwierzyć w anioły.

– Ach, ale przecież o nich wiedziałam. Byłam kiedyś zakonnicą. Myślałam, że można studiować fizykę na chwałę bożą, dopóki nie zobaczyłam, że nie ma żadnego Boga i że sama fizyka jest bardziej interesująca. Chrześcijańska religia to bardzo poważny i przekonujący błąd.

– Od kiedy nie jesteś zakonnicą? – zapytała Lyra.

– Pamiętam to dokładnie – odparła Mary. – Nawet porę dnia. Ponieważ byłam dobra z fizyki, pozwolili mi kontynuować karierę uniwersytecką. Napisałam doktorat i zamierzałam prowadzić wykłady. To nie był jeden z tych zakonów, gdzie zamykają cię przed światem. Nawet nie nosiłyśmy habitów, musiałyśmy tylko ubierać się skromnie i nosić krucyfiks. Więc wykładałam na uniwersytecie i prowadziłam badania z fizyki cząsteczek.

Pewnego razu organizowano konferencję z mojej dziedziny i poproszono mnie o wygłoszenie referatu. Konferencja odbywała się w Lizbonie, gdzie jeszcze nigdy nie byłam; prawdę mówiąc, nigdy nie wyjeżdżałam z Anglii. Ta cała wyprawa, lot samolotem, hotel, jaskrawe słońce, obce języki wokół mnie, znane osobistości, które miały przemawiać... Martwiłam się o swój referat, czy zjawią się jacyś słuchacze, czy trema w ogóle pozwoli mi mówić... Och, cała się trzęsłam z przejęcia, możecie mi wierzyć. I byłam taka niewinna... Musicie o tym pamiętać. Byłam taką grzeczną dziewczynką, regularnie chodziłam na mszę, uważałam, że mam powołanie do duchowego życia. Chciałam służyć Bogu całym sercem. Chciałam wziąć całe moje życie i ofiarować je o tak – uniosła złożone dłonie – ofiarować je Jezusowi, żeby z nim zrobił, co zechce. Myślę, że byłam z siebie zadowolona. Za bardzo. Byłam święta i w dodatku mądra. Ha! to trwało do, hm, wpół do dziesiątej wieczorem dziesiątego sierpnia, siedem lat temu.

Lyra usiadła prosto i objęła rękami kolana, słuchając z napięciem.

– Tego wieczoru wygłosiłam mój referat – ciągnęła Mary – i dobrze mi poszło. Słuchało mnie kilka znanych osób, odpowiedziałam na pytania całkiem do rzeczy, jednym słowem: czułam ulgę i radość... I niewątpliwie dumę. Kilku moich kolegów wybierało się potem do restauracji trochę dalej na brzegu i zapytali, czy pójdę z nimi. Zwykle wymawiałam się od takich zaproszeń, ale tym razem pomyślałam: przecież jestem dorosła, wygłosiłam referat na ważny temat, który został dobrze przyjęty, i jestem wśród przyjaciół... Było tak ciepło, rozmowa obracała się wokół najbardziej interesujących dla mnie rzeczy, wszyscy mieliśmy świetne humory, więc postanowiłam trochę sobie pofolgować. Widzicie, odkrywałam drugą stronę siebie, tę, która lubiła smak wina i sardynek z rusztu, dotyk ciepłego powietrza na skórze i rytm muzyki w tle. Rozkoszowałam się tym.

Usiedliśmy do kolacji w ogrodzie. Siedziałam na końcu długiego stołu, pod drzewkiem cytrynowym, obok stała altanka obrośnięta kwiatami passiflory, mój sąsiad rozmawiał z kimś po drugiej stronie... Naprzeciwko mnie siedział mężczyzna, którego widziałam raz czy dwa na konferencji. Nie znałam go osobiście; był Włochem i ludzie mówili o jego pracach, więc pomyślałam, że chciałabym o nich posłuchać. Był niewiele starszy ode mnie, miał miękkie czarne włosy, piękną oliwkową skórę i bardzo ciemne oczy. Włosy ciągle opadały mu na czoło i odgarniał je powoli, o tak...

Pokazała im. Will pomyślał, że chyba bardzo dokładnie to zapamiętała.

– Nie był przystojny – podjęła. – Nie był bawidamkiem ani kobieciarzem. Gdyby był taki, onieśmieliłby mnie i nie umiałabym z nim rozmawiać. Ale on wydawał się miły, bystry i zabawny. Bez żadnych oporów siedziałam tam pod drzewkiem cytrynowym, wśród kwiatów, wina i pieczonych potraw, rozmawiałam, śmiałam się i pragnęłam, żeby uważał mnie za ładną. Siostra Mary Malone flirtowała! A moje śluby? A poświęcenie życia Jezusowi i cała reszta? No, nie wiem, czy to spowodowało wino, czy moja głupota, czy ciepłe powietrze i zapach kwiatów... Ale stopniowo zaczęło mi się wydawać, że uwierzyłam w coś nieprawdziwego. Uwierzyłam, że byłam szczęśliwa, zadowolona i spełniona sama jedna, bez miłości kogoś innego. Zakochanie było dla mnie niczym Chiny: wiedziałam, że istnieje taki kraj, na pewno bardzo interesujący i ludzie tam jeżdżą, ale nie ja. Nigdy w życiu nie pojadę do Chin, ale to nie ma znaczenia, ponieważ mogę zwiedzać całą resztę świata. A potem ktoś mi podał kawałek czegoś słodkiego i nagle przypomniałam sobie, że przecież byłam w Chinach. A potem o tym zapomniałam. Dopiero smak tych słodyczy przywołał wspomnienie... To chyba był marcepan... słodka migdałowa pasta – wyjaśniła na użytek Lyry, która miała niepewną minę.

– Aha! Marcepan! – zawołała Lyra i usiadła wygodnie, żeby słuchać dalej.

– W każdym razie – ciągnęła Mary – pamiętałam ten smak i natychmiast powróciła chwila, kiedy smakowałam go po raz pierwszy jako młoda dziewczyna. Miałam dwanaście lat. Byłam na przyjęciu w domu jednej z moich przyjaciółek, na urodzinowym przyjęciu, i mieliśmy dyskotekę... Wtedy ludzie tańczą przy muzyce odtwarzanej z takiej maszyny – wyjaśniła, widząc pytający wzrok Lyry. – Zwykle dziewczęta tańczą razem, bo chłopcy są zbyt nieśmiali, żeby je poprosić. Ale ten chłopiec... nie znałam go... poprosił mnie do tańca, więc przetańczyliśmy pierwszy kawałek, potem drugi i w końcu zaczęliśmy rozmawiać... I wiecie, jak to jest, kiedy się kogoś polubi... od razu to wiesz: a ja go bardzo polubiłam. Rozmawialiśmy dalej, a potem podano urodzinowy tort. On wziął kawałek marcepana i delikatnie włożył mi do ust... Pamiętam, że próbowałam się uśmiechnąć, zaczerwieniłam się i głupio mi się zrobiło... i zakochałam się w nim tylko dlatego, że tak delikatnie dotknął moich ust marcepanem.

1 ... 91 92 93 94 95 96 97 98 99 ... 112
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)