Bursztynowa Luneta
- Автор: Пулман Филип
- Серия: Mroczne Materie #3
- Язык: польский
- Переводчик: Danuta Gorska
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Bursztynowa Luneta». Краткое содержание книги:
Аннотация
Bursztynowa LunetaMary nie wiedziała, jak długo przebywała na dworze. Kiedy intensywność przeżycia opadła, zastąpiona przez wyczerpanie, kobieta powoli zeszła ze wzgórza w stronę wioski.
W połowie drogi, obok małej kępy węzłokrzewów, zobaczyła coś dziwnego na mulistych płyciznach. Błysk bieli, regularny ruch: coś zbliżało się wraz z przypływem.
Stanęła nieruchomo i wytężyła wzrok. To nie mogły być tualapi, ponieważ zawsze wędrowały w stadach, a tutaj był jeden; ale wyglądał zupełnie tak samo: skrzydła jak żagle, długa szyja – jeden z ptaków, bez wątpienia. Nigdy nie słyszała, żeby wędrowały w pojedynkę, więc zawahała się, zanim pobiegła ostrzec mulefa; zresztą ptak się zatrzymał. Unosił się na wodzie blisko ścieżki.
I rozdzielał się... Nie, coś zeszło mu z grzbietu.
To był człowiek.
Widziała go całkiem wyraźnie, nawet z tej odległości: księżyc świecił jasno i wzrok jej się przyzwyczaił do nocnej poświaty. Spojrzała przez lunetę i pierzchły wątpliwości: to była ludzka postać, wydzielająca Pył.
Niósł coś, jakby długi kij. Przeszedł ścieżką szybko i pewnie; nie biegł, lecz poruszał się jak sportowiec lub myśliwy. Nosił prosty czarny strój, który powinien go dobrze maskować; ale przez lunetę był widoczny jak w świetle reflektorów.
Kiedy zbliżył się do wioski, Mary rozpoznała, co takiego niósł. Karabin.
Serce jej zamarło, jakby ktoś je oblał lodowatą wodą. Każdy włos na jej ciele stanął dęba.
Stała za daleko, żeby cokolwiek zrobić; nawet gdyby krzyknęła, nie usłyszałby jej. Musiała patrzeć, jak wszedł do wioski, jak rozglądał się w lewo i w prawo, przystawał i nasłuchiwał, przechodził od chaty do chaty.
Mary czuła się niczym księżyc i chmury próbujące powstrzymać Pył. Krzyknęła bezgłośnie: Nie patrz pod drzewo... Odejdź od drzewa...!
Ale on podchodził coraz bliżej i wreszcie zatrzymał się przed jej domem. Nie mogła tego znieść; schowała lunetę do kieszeni i zaczęła zbiegać po stoku. Chciała krzyknąć, zawołać cokolwiek, ale w samą porę zorientowała się, że zbudziłaby Willa i Lyrę, którzy mogli wtedy się zdradzić, więc nie wydała żadnego dźwięku.
Potem, ponieważ chciała wiedzieć, co robi mężczyzna, zatrzymała się i znowu wygrzebała lunetę. Musiała stanąć bez ruchu, żeby przez nią spojrzeć.
Otwierał drzwi jej chaty. Wchodził do środka. Znikł jej z oczu, chociaż widziała pozostałe po nim zawirowania Pyłu, jak dym rozganiany ręką. Czekała przez nieskończoną minutę, aż pojawił się ponownie.
Stanął w drzwiach i powoli przesuwał spojrzenie z lewa na prawo, zahaczając o drzewo.
Potem zszedł z progu i stanął bez ruchu, niemal zagubiony. Mary nagle uświadomiła sobie, jak bardzo jest widoczna na odkrytym stoku, wystawiona na strzał; ale mężczyzna interesował się tylko najbliższym otoczeniem i kiedy upłynęła kolejna minuta, odwrócił się i cicho odszedł.
Obserwowała każdy jego krok na nadrzecznej ścieżce i widziała wyraźnie, jak usiadł ze skrzyżowanymi nogami na grzbiecie ptaka, który bezszelestnie odpłynął. Pięć minut później zniknęli w ciemnościach.
35. Daleko za wzgórzami
Przyszedł dzień narodzin mego życia, moja miłość przyszła do mnie.