Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Wielkie Polowanie
Wielkie Polowanie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wielkie Polowanie

Электронная книга - «Wielkie Polowanie». Краткое содержание книги:

Wielkie Polowanie
1 ... 89 90 91 92 93 94 95 96 97 ... 217
Перейти на страницу:

„Ona ma rację. Nie wiesz na pewno, czy to Fain”.

Nie byłoby najlepiej, gdyby kazał Hurinowi szukać nie istniejącego tropu i wszyscy znaleźliby się na otwartej przestrzeni w momencie przybycia prawdziwych Sprzymierzeńców Ciemności.

— Pojadę sam — powiedział. — Hurin i Loial będą cię strzegli.

Śmiejąc się, Selene podeszła do niego z taką gracją, jakby tańczyła. Cienie rzucane przez księżyc okrywały jej twarz tajemniczym woalem, a gdy spojrzała na niego, ta tajemniczość sprawiła, że wydała się jeszcze piękniejsza.

— Sama potrafię się strzec, dopóki ty nie wrócisz, żeby mnie chronić. Zabierz alantina.

— Ona ma rację, Rand — powiedział Loial i wstał. — Lepiej widzę w świetle księżyca niż ty. Dzięki moim oczom nie będziesz musiał podchodzić tak blisko, jak będąc sam.

— Bardzo dobrze. — Rand podszedł do swojego miecza i przypiął go do pasa. Łuk i kołczan zostawił tam, gdzie leżały, łuk nie był zbyt przydatny w ciemnościach, a poza tym miał zamiar tylko patrzeć, a nie walczyć. — Hurin, pokaż mi to ognisko.

Razem z węszycielem wdrapali się na skalny nawis, który niczym ogromny kamienny kciuk wystawał ze zbocza góry. Ognisko było tylko małą plamką — z początku, gdy Hurin próbował mu je pokazać, nie potrafił go nawet wypatrzeć. Ten, kto je rozpalił, wyraźnie nie chciał, by go zauważono. Zapamiętał dokładnie to miejsce.

Zanim wrócili do obozu, Loial już osiodłał Rudego i własnego konia. Gdy Rand wspinał się na grzbiet gniadosza, Selene złapała go za rękę.

— Pamiętaj o sławie — wyszeptała. — Pamiętaj.

Koszula wydawała się pasować na nią lepiej, niż pamiętał, bardziej uwydatniała jej kształty.

Zrobił głęboki wdech i cofnął rękę.

— Strzeż jej, choćbyś miał poświęcić własne życie, Hurin. Loial? — Delikatnie uderzył piętami boki Rudego. Ogromny wierzchowiec Ogira ruszył za nim ciężkim krokiem.

Nie próbowali jechać szybko. Noc skryła zbocze góry, a cienie rzucane przez księżyc sprawiały, że kroki stawiało się niepewnie. Ognisko zniknęło już z zasięgu oczu Randa — bez wątpienia było jeszcze lepiej ukryte przed wzrokiem znajdującym się na tym samym poziomie — ale pamiętał dobrze jego położenie. Dla kogoś, kto nauczył się polować w gęstwinach Zachodniego Lasu, w Dwu Rzekach, odnalezienie ogniska nie mogło być czymś trudnym.

„I co potem?”

Przed oczyma stanęła mu twarz Egwene.

„Jaka dumna będę, mogąc stanąć obok tego, który będzie dzierżył Róg”.

— Loial — powiedział nagle, usiłując uporządkować myśli — kim jest ten alantin, którym ona cię tytułuje? — To z Dawnej Mowy, Rand. — Koń Ogira szedł niezdarnymi krokami, ale odnajdywał drogę z taką pewnością, jakby to był biały dzień. — To oznacza Brata i jest to skrót od tia avende alantin. Brat Drzew. Drzewny Brat. To ceremonialny tytuł, ale słyszałem, że w Cairhien są bardzo ceremonialni. W każdym razie w Domach szlachetnie urodzonych. Ci prości ludzi, których poznałem, są dosyć bezpośredni.

Rand zmarszczył brwi. Pasterz nie bardzo by się nadawał na gościa w domu jakichś cairhieńskich wielmożów, ściśle przestrzegających ceremoniałów.

„Światłości, Mat miał rację. Jesteś obłąkany, masz wielką i pustą głowę. Ale gdybym mógł się ożenić...”

Bardzo chciał już przestać o tym wszystkim myśleć i zanim się zorientował, w jego wnętrzu pojawiła się pustka, sprawiając, że myśli stały się odległe, jakby należały do kogoś innego. Saidin zaświecił w jego stronę, skinął na niego. Zazgrzytał zębami i próbował go ignorować, przypominało to ignorowanie węgla płonącego we wnętrzu czaszki, ale przynajmniej udało mu się trzymać go z dala od siebie. Nieomal. Już prawie opuszczał pustkę, ale tam w mroku czekali Sprzymierzeńcy Ciemności, z każdą chwilą coraz bliżsi. I trolloki. Potrzebował pustki, potrzebował nawet jej niepokojącego spokoju.

„Nie muszę go dotykać. Nie muszę”.

Po jakimś czasie ściągnął wodze Rudego. Stali u podstawy wzgórza, porastające je skąpo drzewa odznaczały się czarnymi sylwetami na tle nocy.

— Chyba już jesteśmy blisko — powiedział cicho. — Dalej lepiej będzie pójść pieszo. — Zsunął się z siodła i przywiązał wodze gniadosza do gałęzi.

— Dobrze się czujesz? — wyszeptał Loial, zsiadając. — Masz dziwny głos.

— Nic mi nie jest. — Zorientował się, że mówi nienaturalnym głosem. Napiętym. Saidin wołał do niego.

„Nie!”

— Uważaj. Nie mogę być całkowicie pewien, jak to daleko stąd, ale to ognisko płonie gdzieś tuż przed nami. Chyba na szczycie tego wzgórza.

Ogir skinął głową.

Rand powoli przekradał się od drzewa do drzewa, ostrożnie stawiając każdy krok, mocno ściskając miecz, by nie zaczepić nim o jakiś pień drzewa i nie wywołać hałasu. Cieszył się, że nie rosły tam żadne zarośla. Loial szedł za nim jak wielki cień, jego sylwetka całkowicie roztapiała się w ciemności. Świat kąpał się w księżycowych cieniach i mroku.

Nagle za sprawą jakiegoś figla, spłatanego przez światło księżyca, cienie na jego drodze rozproszyły się, zastygł w półkroku, wsparty o szorstki pień drzewa skórzanego. Ciemne pagórki, wystające z ziemi, okazały się ludźmi otulonymi w koce, za nimi widać było grupę większych pagórków. Trolloki. To one spały przy ognisku. Promień księżyca, błąkający się między gałęziami drzew, odbił się od ziemi srebrzystozłotym blaskiem w połowie odległości dzielącej obie grupy śpiących. Promień jakby pojaśniał, przez krótką chwilę Rand widział to wyraźnie. Obok tego źródła blasku spał jakiś człowiek, lecz to nie on przyciągał uwagę.

„Szkatuła. Róg”.

A na nim coś leżało, połyskując czerwienią w świetle księżyca.

„Sztylet! Po co Fain miałby kłaść...?”

Nagle Loial zakrył swą ogromną dłonią usta Randa, a przy okazji również sporą część jego twarzy. Obrócił się, by spojrzeć na Ogira. Loial wskazał w prawo, powoli, jakby nagłym ruchem mógł przyciągnąć czyjąś uwagę.

Z początku Rand niczego nie widział, po chwili, w odległości najwyżej dziesięciu kroków od nich, zauważył jakiś poruszający się cień: wysoki, zwalisty kształt, obdarzony wydatnym pyskiem. Randowi dech uwiązł w gardle. Trollok. Unosił pysk, jakby coś zwęszył. Niektóre potrafiły polować, kierując się zapachem.

Przez chwilę czuł drganie pustki. Ktoś z obozowiska Sprzymierzeńców Ciemności drgnął i trollok obrócił się, by spojrzeć w tamtą stronę.

Rand zastygł w miejscu, czekał, aż otoczy go spokój pustki. Obejmował dłonią rękojeść miecza, ale nawet o nim nie myślał. Wszystko stało się pustką. Cokolwiek miało się dziać, działo się. Patrzył na trolloka nawet nie mrugnąwszy powieką.

Cień z wielkim pyskiem obserwował obóz Sprzymierzeńców Ciemności jeszcze przez chwilę, po czym, jakby w pełni usatysfakcjonowany, ułożył się na ziemi obok drzewa. Nieomal natychmiast zaczął z tamtej strony napływać głuchy odgłos przypominający rozdzieranie zgrzebnej tkaniny.

Loial przyłożył usta do ucha Randa.

— Zasnął — wyszeptał takim tonem, jakby temu nie dowierzał.

Rand skinął głową. Ojciec mówił mu, że trolloki są leniwe, skłonne do porzucania wszelkich innych niż zabijanie zadań, o ile nie zmuszał ich do tego strach. Obrócił się twarzą w stronę obozu.

Wciąż panował tam bezruch i cisza. Promień księżyca nie odbijał się już od szkatuły, jednakże wiedział teraz, który to cień. Widział szkatułę w umyśle, unosiła się w pustce, połyskując złotem, inkrustowana srebrem, zawieszona w łunie saidina. Róg Valere i upragniony sztylet Mata, obydwa w zasięgu ręki. Razem ze szkatułą unosiła się twarz Selene. Mogliby rankiem ruszyć w pościg za orszakiem Faina i czekać, dopóki nie dołączy do nich Ingtar. O ile Ingtar przybędzie, o ile jest w stanie znaleźć trop bez węszyciela. Nie, lepszej okazji już nigdy nie będzie. Wszystko w zasięgu ręki. Selene czekała na niego w górach.

1 ... 89 90 91 92 93 94 95 96 97 ... 217
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)