Wielkie Polowanie
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #2
- Язык: польский
- Переводчик: Katarzyna Karlowska
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Wielkie Polowanie». Краткое содержание книги:
Nynaeve głośno pociągnęła nosem.
— Najwyraźniej zapomniano o nas. Chodź. Same się sobą zajmiemy.
Egwene miała nadal ochotę napawać się pierwszy raz w życiu widzianym widokiem Tar Valon, ale zeszła za Nynaeve pod pokład, by zebrać swoje rzeczy. Kiedy ponownie wyszły na górę, z tobołkami w ramionach, wszyscy żołnierze i trębacze poznikali — podobnie jak i Aes Sedai. Marynarze zamykali z powrotem luki i spuszczali kable do ładowni.
Na pokładzie Nynaeve złapała za ramię jakiegoś dokera, przysadzistego mężczyznę w zgrzebnej brązowej koszuli bez rękawów.
— Nasze konie — zaczęła.
— Jestem zajęty — odburknął, wyrywając rękę. — Wszystkie konie zostaną zaprowadzone do Białej Wieży. — Zmierzył je wzrokiem od stóp do głów. — Jak macie jakąś sprawę w Białej Wieży, to lepiej się pośpieszcie. Aes Sedai nie lubią nowych, które są opieszałe.
Jakiś inny człowiek, mocujący się z belą, właśnie zrzuconą z powroza, krzyknął coś w jego stronę i wtedy zostawił je, nawet się nie oglądając.
Egwene zamieniła spojrzenia z Nynaeve. Najwyraźniej naprawdę pozostawiono je samopas.
Nynaeve opuściła statek z wyrazem ponurej determinacji na twarzy, natomiast Egwene z wielkim przygnębieniem zeszła po trapie na owiane zapachem smoły nabrzeże.
„Tyle gadania, że chcą nas tutaj, a teraz zupełnie przestały się interesować”.
Od pomostu odchodziły szerokie stopnie, wiodące do ogromnego łuku z czerwonego kamienia. Tam Egwene i Nynaeve przystanęły, żeby się rozejrzeć.
Wszystkie budynki wyglądały jak pałace, jakkolwiek stojące najbliżej łuku najwyraźniej mieściły w sobie gospody albo sklepy, sądząc po szyldach zawieszonych nad drzwiami. Wszędzie widać było fantazyjne fasady i ozdoby, każda budowla swym kształtem podkreślała, że zaprojektowano ją w taki sposób, by harmonizowała i jednocześnie odróżniała się od innych, tak kierując wzrokiem oglądającego, jakby wszystko należało do jednego wielkiego wzoru. Niektóre struktury wcale nie przypominały budynków, tylko na przykład ogromne załamujące się fale, skorupy muszli albo wymyślne, ukształtowane przez wiatr klify. Tuż po prawej stronie łuku znajdował się rozległy plac, z fontanną i drzewami, Egwene dostrzegła za nim jeszcze jeden plac. Wszędzie wznosiły się sięgające nieba wieże, wysokie i smukłe, niektóre były z sobą połączone szerokimi mostami. A nad tym wszystkim górowała jedna wieża, wyższa i szersza niż pozostałe, tak biała jak Błyszczące Mury.
— Zaprawdę zapiera dech na pierwszy rzut oka — odezwał się za nimi kobiecy głos. — I za dziesiątym też. I za setnym.
Egwene odwróciła się. Ta kobieta była Aes Sedai, mimo że nie nosiła szala. Egwene nie miała wątpliwości. Nikt inny nie potrafił tak wyglądać, zupełnie pozbawiona śladów upływu lat, ponadto miała w sobie tę pewność siebie, która stanowiła dodatkowe potwierdzenie. Rzut oka na jej dłoń pozwalał dostrzec złoty pierścień, z motywem węża pożerającego własny ogon. Aes Sedai była nieco przysadzista, uśmiechała się ciepło i była jedną z najdziwniej wyglądających kobiet, jakie Egwene widziała w życiu. Jej tusza nie kryła wystających kości policzkowych, kąciki oczu, barwy najczystszej bladej zieleni, opadały lekkim ukosem, a włosy miały odcień nieomal najczystszego ognia. Egwene omal nie zachichotała na widok tych włosów i lekko skośnych oczu.
— Naturalnie wybudowali je Ogirowie — ciągnęła Aes Sedai — i niektórzy twierdzą, że to ich najlepsze dzieło. Jedno z pierwszych miast wybudowanych po Pęknięciu. Wtedy nie mieszkało tu nawet pół tysiąca ludzi, a sióstr nie więcej jak dwadzieścia, lecz wybudowali je zgodnie z przyszłymi potrzebami.
— To cudowne miasto — przyznała Nynaeve. — Mamy się udać do Białej Wieży. Przybyłyśmy tu, by pobierać nauki, ale nikogo wyraźnie nie interesuje, czy stąd znikniemy, czy pozostaniemy.
— Ależ interesuje — odparła kobieta z uśmiechem. — To ja właśnie wyszłam wam na spotkanie, tylko spóźniłam się z powodu rozmowy z Amyrlin. Jestem Sheriam, Mistrzyni Nowicjuszek.
— Ja nie mam być nowicjuszką — odparła Nynaeve stanowczym głosem, tylko nieco zbyt szybko. — Sama Amyrlin powiedziała, że mam być jedną z Przyjętych.
— Mnie też o tym powiedziano. — W głosie Sheriam słychać było rozbawienie. — Nigdy dotąd nie słyszałam o takim przypadku, ale one twierdzą, że ty... jesteś wyjątkowa. Pamiętaj jednak, nawet Przyjęte mogą być wzywane do mojego gabinetu. Wymaga to większego naruszenia zasad niż w przypadku nowicjuszek, ale już tak bywało. — Obróciła się w stronę Egwene, jakby nie zauważając uniesionej brwi Nynaeve. — A ty jesteś naszą nową nowicjuszką. Miło jest zawsze witać nową nowicjuszkę. Ostatnimi czasy jest ich o wiele za mało. Razem z tobą będzie ich czterdzieści. Tylko czterdzieści. A nie więcej niż osiem albo dziewięć z nich zostanie wyniesionych do godności Przyjętych. Mimo to jednak nie sądzę, byś musiała się o to zanadto martwić, jeśli będziesz ciężko i przykładnie pracowała. Praca jest najważniejsza i nawet ten twój potencjał, którym, jak się dowiaduję, rzekomo dysponujesz, ci jej nie ułatwi. Jeśli nie będziesz się tego trzymała, choćby nie wiem jak było trudno, albo jeśli się załamiesz z powodu obciążeń, to lepiej jeśli odkryjemy to od razu i pozwolimy ci pójść swoją drogą, niż czekać do czasu, gdy staniesz się siostrą i inne będą od ciebie zależne. Życie Aes Sedai nie jest lekkie. My cię tutaj do niego przygotujemy, o ile masz w sobie to wszystko, co jest wymagane.
Egwene przełknęła ślinę.
„Załamać z powodu obciążeń?”
— Będę się starała, Sheriam Sedai — odparła słabym głosem.
„I nie załamię się”.
Nynaeve popatrzyła na nią zmartwionym wzrokiem.
— Sheriam... — Urwała i zrobiła głęboki wdech. — Sheriam Sedai — wydawało się, że przemocą wyrywa z siebie tytuł — czy ją muszą czekać takie trudy? Istnieją granice wytrzymałości człowieka. Wiem... coś... o tym, przez co muszą przechodzić nowicjuszki. Z pewnością nie trzeba jej tak katować, by sprawdzić, jaką dysponuje siłą.
— Mówisz o tym, co dzisiaj zrobiła z tobą Amyrlin?
Kark Nynaeve zesztywniał, Sheriam zaś wyglądała tak, jakby za wszelką cenę starała się ukryć swoje rozbawienie.
— Mówiłam wam, że rozmawiałam z Amyrlin. Niech się twoja przyjaciółka sama tym zamartwia. Szkolenie nowicjuszek jest ciężkie, ale nie aż tak bardzo. Coś takiego przechodzą Przyjęte podczas pierwszych kilku tygodni.
Nynaeve otworzyła szeroko usta, Egwene miała wrażenie, że oczy Wiedzącej zaraz wyjdą jej z orbit.
— Trzeba wyłapać te, które przypadkiem jakoś się prześlizgnęły przez szkolenie nowicjuszek, mimo że nie powinny. Nie możemy narażać się na ryzyko posiadania w naszych szeregach pełnoprawnej Aes Sedai, która załamie się pod naciskiem świata zewnętrznego.
Aes Sedai przyciągnęła je do siebie, obejmując każdą z nich jednym ramieniem. Nynaeve ledwie wydawała się zauważać, dokąd się kierują.
— Chodźcie — powiedziała Sheriam — dopilnuję, byście się rozgościły w swoich pokojach. Biała Wieża czeka.
19
Pod sztyletem
Noc na zboczu Sztyletu Zabójcy Rodu była zimna, noce w górach zawsze są zimne. Od wierzchołków nadlatywały podmuchy wiatru, niosące lodowaty chłód od okrywających je śniegów. Pogrążony w półśnie Rand przewracał się na twardej ziemi, naciągając na siebie płaszcz i koc. Ręka powędrowała do leżącego obok miecza.
„Jeszcze jeden dzień — rozmyślał ospale. — Jeszcze tylko jeden i potem ruszymy w drogę. Jeśli nikt się tu jutro nie pojawi, Ingtar albo Sprzymierzeńcy Ciemności, obojętnie, to odwiozę Selene do Cairhien”.