Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Wielkie Polowanie
Wielkie Polowanie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wielkie Polowanie

Электронная книга - «Wielkie Polowanie». Краткое содержание книги:

Wielkie Polowanie
1 ... 86 87 88 89 90 91 92 93 94 ... 217
Перейти на страницу:

— A teraz — oświadczyła Amyrlin — o ile nie masz ochoty na dalsze demonstracje, przeprowadzimy lekcję. Można wręcz rzec, będziemy kontynuowały lekcję.

— Matko? — odezwała się omdlałym głosem Egwene. Nadal nie mogła ruszyć niczym poniżej brody.

Amyrlin spojrzała na nią pytającym wzrokiem, potem uśmiechnęła się.

— Och. Przepraszam cię, dziecko. Obawiam się, że twoja przyjaciółka przykuła całą moją uwagę.

Nagle Egwene znowu była w stanie się poruszyć, podniosła ręce, jakby chciała się przekonać, iż rzeczywiście może.

— Czy obie jesteście gotowe, żeby się uczyć?

— Tak, Matko — odparła pośpiesznie Egwene.

Amyrlin uniosła brew w stronę Nynaeve.

Upłynęła krótka chwila, zanim Nynaeve odparła twardym głosem:

— Tak, Matko.

Egwene głośno westchnęła z ulgą.

— Znakomicie. No to do dzieła. Opróżnijcie swój umysł, pozostawiając w nim tylko wizerunek pączka kwiatu.

Egwene zdążyła się spocić, jeszcze przed wyjściem Amyrlin. Uważała niektóre Aes Sedai za surowe nauczycielki, lecz ta uśmiechnięta kobieta, o nijakiej twarzy, pochlebstwami zmusiła je, by nie szczędziły wszelkich starań, wydrenowała je z wszystkich sił, a gdy, już nic w nich nie zostało, potrafiła jakby sama sięgnąć do ich wnętrza i wywlec coś jeszcze na zewnątrz. Jednak efekty były. Gdy drzwi za Amyrlin zamknęły się już, Egwene podniosła rękę; wytrysnął z niej mały płomyk, zatańczył w odległości ułamka milimetra nad palcem wskazującym, po czym przeskoczył na czubek drugiego palca. Zakazano jej to robić bez obecności nauczycielki — przynajmniej jednej z Przyjętych — która by jej pilnowała, Egwene jednak była zbyt podniecona poczynionymi przez siebie postępami, żeby w ogóle o tym pamiętać.

Nynaeve zeskoczyła z łóżka i cisnęła poduszką w zamknięte drzwi.

— Ta... wredna, podła, żałosna... jędza! Niech ją Światłość spali! Z chęcią rzuciłabym ją na pożarcie rybom. Chętnie zadałabym jej coś takiego, od czego do końca życia chodziłaby zielona! Nic mnie nie obchodzi, że mogłaby być moją matką, w Polu Emonda nie siedziałaby tak spokojnie... — Zazgrzytała zębami tak głośno, że Egwene aż podskoczyła.

Egwene ugasiła płomyk i rozmyślnie wbiła wzrok w kolana. Bardzo żałowała, że nie umie wyślizgnąć się z kajuty w sposób niezauważalny dla Nynaeve.

Lekcja nie poszła Nynaeve najlepiej, ponieważ w obecności Amyrlin cały czas trzymała się na wodzy. Nigdy nie potrafiła zbyt wiele dokonać, dopóki się nie wściekła — wtedy wszystko w niej wybuchało. Po kolejnych porażkach Amyrlin zaczęła robić wszystko, żeby ją znowu rozdrażnić. Egwene mocno pragnęła, by Nynaeve zapomniała, że ona tam była, słyszała wszystko i widziała.

Nynaeve podeszła sztywnymi krokami do łóżka, zatrzymała się i zapatrzyła na ścianę, rękę zaciśniętą w pięść wsparła o biodro. Egwene spojrzała z tęsknotą na drzwi.

— To nie była twoja wina — odezwała się Nynaeve, a Egwene wzdrygnęła się przestraszona.

— Nynaeve, ja...

Wiedząca obróciła się, by na nią spojrzeć.

— To nie była twoja wina — powtórzyła, niezbyt przekonująco. — Ale jeśli piśniesz choć słowo, to... to...

— Ani słowa — obiecała pośpiesznie Egwene. — Nawet nie zapamiętałam niczego takiego, o czym mogłabym komuś opowiadać.

Nynaeve patrzyła na nią jeszcze chwilę, skinęła głową. I nagle się skrzywiła.

— Światłości, nie wiedziałam, że coś może smakować jeszcze gorzej niż surowy korzeń baraniego języka. Zapamiętam to sobie, więc pilnuj się następnym razem, gdy będziesz udawała gęś.

Egwene drgnęła. Na samym początku Amyrlin usiłowała sprowokować gniew Nynaeve. Znienacka pojawiła się ciemna kulka czegoś, co połyskiwało jak tłuszcz i obrzydliwie cuchnęło, Amyrlin unieruchomiła Nynaeve i wepchnęła jej tę kulkę do ust. Zacisnęła jej nawet nos, żeby ją zmusić do połknięcia. A Nynaeve wystarczało zobaczyć coś tylko raz, by zapamiętała na zawsze. Egwene nie wierzyła, by istniał jakiś sposób na powstrzymanie jej od zrobienia czegoś; mimo osiągnięcia z tańczącym płomykiem, nigdy nie umiałaby przytrzymać Amyrlin przy ścianie.

— Przynajmniej już cię nie mdli od przebywania na statku.

Nynaeve chrząknęła, potem wybuchnęła krótkim, ostrym śmiechem.

— Jestem zbyt wściekła, by mogło mnie mdlić. — Znowu roześmiała się ponuro i pokręciła głową. — Jestem zbyt nieszczęśliwa, żeby mnie mdliło. Światłości, tak się czuję, jakby mnie przeciągnięto tyłem przez supeł na powrozie. Jeśli na tym polegają nauki w nowicjacie, to z pewnością stanowią zachętę, by uczyć się jak najpilniej.

Egwene wbiła nachmurzony wzrok w kolana. W porównaniu z Nynaeve, Amyrlin traktowała ją wyjątkowo miło, nagradzała uśmiechem wszystkie jej osiągnięcia, współczuła w przypadku porażek i zaraz znowu obsypywała pochlebstwami. Jednakże Aes Sedai twierdziły zgodnie, że w Białej Wieży będzie inaczej, trudniej, choć nie powiedziały jak. Gdyby dzień po dniu miała przechodzić przez to samo, przez co przeszła Nynaeve, chyba by nie wytrzymała.

W ruchach statku pojawiła się jakaś zmiana. Kołysanie stało się łagodniejsze, nad ich głowami rozległ się tupot nóg po pokładzie. Ktoś coś krzyknął, ale Egwene nie bardzo zrozumiała.

Podniosła wzrok na Nynaeve.

— Myślisz że to... Tar Valon?

— Jest tylko jeden sposób, żeby to sprawdzić — odparła Wiedząca i zdeterminowanym gestem ściągnęła płaszcz z kołka.

Gdy wyszły na pokład, marynarze biegali we wszystkie strony, przeciągali liny, skracali żagle, wyciągali długie wiosła. Wiatr ucichł i przeszedł w lekką bryzę, chmury zaczęły się rozpraszać.

Egwene podbiegła do poręczy.

— To ono! To Tar Valon!

Nynaeve dołączyła do niej z twarzą pozbawioną wyrazu.

Wyspa była ogromna, wydawało się, że rzeka rozdwaja ją na dwie połowy. Z obu brzegów do wyspy wyginały się łukami mosty, jakby uszyte z koronek, biegły nie tylko nad samą wodą, lecz również nad bagnistym gruntem. W chwili, gdy słońce przebiło się przez powłokę chmur, mury otaczające miasto, Błyszczące Mury Tar Valon rozbłysły bielą. A na zachodnim brzegu wbijała w niebo swój ułamany szczyt Góra Smoka, z którego wylewała się smużka dymu. Na zboczach tej Góry poległ Smok. Góra Smoka, powstała gdy zginął Smok.

Egwene starała się nie myśleć o Randzie, gdy patrzyła na tę górę.

„Mężczyzna przenoszący Moc. Światłości, dopomóż mu”.

„Królowa rzeki” minęła szeroki otwór w wysokim, okrągłym murze, który wrastał w koryto nurtu. Za nim znajdował się port o owalnym kształcie, otoczony jednym długim nabrzeżem. Żeglarze zrefowali ostatnie żagle i za pomocą samych wioseł wprowadzili statek rufą do przystani. Jak całe nabrzeże długie, wprowadzano teraz do miejsc postoju wszystkie statki, które napłynęły z góry rzeki, obok innych wcześniej zacumowanych. Sztandar Białego Płomienia sprawił, że robotnicy uwijający się na już i tak ruchliwym nabrzeżu zaczęli po nim biegać jeszcze szybciej.

Amyrlin wysiadła na pomost jeszcze zanim zawiązano cumy, wystarczyło, że się pojawiła, a dokerzy natychmiast przerzucili trap do pokładu statku. U jej boku szła Leane, w ręku trzymała laskę z płomieniem na czubku, w ślad za nimi podążyły pozostałe Aes Sedai, które płynęły na statku. Żadna nawet nie zerknęła na Egwene ani Nynaeve. Na wybrzeżu oczekiwała Amyrlin delegacja powitalna — otulone w szale Aes Sedai, które zgodnie z etykietą wykonywały ukłony i całowały pierścień Amyrlin. Całe nabrzeże wrzało, dokonywano wyładunku statków, witano Amyrlin, żołnierze wysiadali na ląd i natychmiast formowali szeregi, robotnicy ustawiali bomy służące do przenoszenia ładunków, od murów dobiegały fanfary trąb, współzawodniczące z wiwatami widzów.

1 ... 86 87 88 89 90 91 92 93 94 ... 217
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)