Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5
Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5 - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5

Электронная книга - «Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5». Краткое содержание книги:

Najnowszy almanach fantastyki Kroki w nieznane prezentuje szesnaście różnorodnych opowiadań autorów z Australii, Argentyny, Rosji, Stanów Zjednoczonych, Ukrainy i Wielkiej Brytanii. Wśród nich nowa krew, niedawne debiutantki (McCarron, Swirsky) oraz autorzy rozwijający skrzydła (Bacigalupi, Kosmatka, Ostapenko). Są też stare wygi, z niemałym dorobkiem, których tekstów nie było nam dane posmakować dotychczas (Brown, Kaługin) lub spotykaliśmy się z ich twórczością okazjonalnie (Kessel, szczególnie Waldrop). Oczywiście są także wielkie nazwiska (Egan, Kress, Silverberg, czy Willis), a oprócz tego pisarze wyjątkowi, za sprawą wyobraźni (Ballantyne), poetyckiego stylu (McDonald), czy prozy o niesamowitym klimacie (Nielsen)…
1 ... 88 89 90 91 92 93 94 95 96 ... 146
Перейти на страницу:

Lecz Anne nigdzie nie uciekała. Unosiła się wysoko nad Ghaharem, zgłębiając tabliczkę, by móc zaraz nakreślić na niebie to, co tam wyczytała, dzieląc się tym z Joan.

Zbliżył się Sando.

— Jesteśmy w niebezpieczeństwie, musimy uciekać.

— Niebezpieczeństwie? Tam w górze to moja przyjaciółka! Na pewno nas nie ostrzela żadnymi rakietami!

— Twoja przyjaciółka? — Sando wydawał się zmieszany i zakłopotany. Kiedy mówił te słowa, w zasięgu wzroku na niebie pojawiły się trzy kolejne statki, lecące niżej i jaśniejsze od pierwszego. — Przekazano mi, że Tiranie zamierzają uderzyć w tę dolinę, by pogrzebać miejsca wykopalisk związanych z Niahnanami. Musimy przejść na drugą stronę wzgórza i znaleźć jakąś osłonę przed wybuchem.

— Dlaczego Tiranie mieliby zaatakować miejsce wykopalisk? Jak dla mnie nie ma to żadnego sensu.

— Dla mnie też nie, ale nie mamy czasu, aby się teraz o to kłócić — odparł Sando.

Trzy statki zagrażające Anne podążały za nią, starając się przegonić ją z tego miejsca. Joan nie miała pojęcia, czy byli to Ghaharianie broniący swego terytorium, czy Tiranie nękający ją w nadziei, że wreszcie ucieknie i odsłoni przed nimi nieistniejący skrót do gwiazd, lecz Anne nie dała się ruszyć, wciąż nieustannie wprowadzając do swych manewrów na niebie ten sam język gestów, nawet gdy odskakiwała, by uniknąć swych prześladowców, sylabizowała wspaniały punkt kulminacyjny niahnańskiej myśli.

— Idźcie sami — powiedziała do Sando. — Ja muszę to zobaczyć. — Napięła się, gotowa do walki, gdyby tylko okazało się to konieczne.

Sando sięgnął po coś do jednej z kieszonek przy pasie i posypał tym otwory w jej boku. Joan zatkało z bólu i padła na ziemię, składając się w pół, gdy płyn osłonowy wylewał się z jej ciała.

Rali i Surat pomogli przenieść ją do schronu. Joan złapała przebłyski płomiennie intensywnego baletu na niebie, lecz nie na tyle, by nadać im jakiś sens, nie wspominając już o odtworzeniu całości.

Położyli ją na posłaniu wewnątrz schronienia. Sando zabandażował jej bok i podał wodę do picia.

— Przepraszam, że musiałem to zrobić, ale cokolwiek by ci się stało, to ja byłbym za to odpowiedzialny — stwierdził.

Surat raz za razem wyglądała na zewnątrz, by sprawdzić stan „bitwy”, po czym relacjonowała im podekscytowanym głosem, jak się sprawy mają.

— Tiranin wciąż tam jest, nie mogą się go pozbyć. Nie rozumiem dlaczego jeszcze go nie zestrzelili.

Ponieważ to Tiranie ścigali Anne, a martwa była im na nic. Ale jak długo jeszcze Ghaharianie będą tolerować podobne naruszenie przestrzeni?

Nie można było pozwolić, by wysiłki Anne spełzły na niczym. Joan z wysiłkiem starała się przypomnieć sobie konstelacje, jakie widziała na nocnym niebie. W węźle, z którego wyruszyli, potężne teleskopy nieustannie były wycelowane w kierunku noudahnańskiego świata. Statek Anne był wystarczająco jasny i kreślił wystarczająco zamaszyste ruchy, by dało się je rozróżnić i zanalizować z odległości siedmiu lat świetlnych — o ile tylko sama planeta, na której się znajdowali, nie zasłaniała widoku, jeśli tylko węzeł znajdował się nad horyzontem.

Schronienie nie posiadało okien, lecz Joan zobaczyła jak ziemia tuż za prowadzącymi do środka drzwiami zajaśniała na moment. Błyskowi nie towarzyszył żaden dźwięk; żadna rakieta nie uderzyła w dolinę, eksplozja miała miejsce wysoko nad atmosferą.

Surat wyszła na zewnątrz. Kiedy wróciła do środka, powiedziała cichutko:

— Czysto. Dorwali go.

Joan włożyła wszystkie swe siły w wyrzucenie z siebie garstki słów.

— Chcę zobaczyć, co tam się stało.

Sando zawahał się, po czym gestem nakazał pozostałym, by pomogli mu w wyniesieniu na zewnątrz posłania, na którym ją położono.

Wciąż dało się tam dostrzec w powietrzu szkielet jaśniejącej plazmy, który rozchodząc się, rozpraszał na niebie. Pierścień światła stawał się coraz słabszy, aż wreszcie zupełnie zniknął w popołudniowym rażącym świetle słońca.

Anne była martwa w tym wcieleniu, lecz można było przebudzić jej kopię, by ta ruszyła ku nowej przygodzie. Joan mogła przynajmniej opowiedzieć Anne historię jej śmierci tutaj: wirtuozerskiego pokazu pilotażu i spektakularnego końca.

Odzyskała orientację, przypomniała sobie pozycję gwiazd. Węzeł wciąż dzieliły godziny od uniesienia nad horyzontem. W Amalgamie pełno było potężnych teleskopów, lecz żaden nie byłby wycelowany w stronę tej odległej planety, a żadne prośby i błagania, żadne apele, by przekierować któryś z pozostałych, nie byłyby w stanie przegonić światła, które tamten musiałby schwytać, by móc ponownie ożywić ostatnie niahnańskie twierdzenie.

8

Sando chciał ją odesłać i umieścić pod nadzorem medycznym, lecz Joan nalegała, by pozwolił jej zostać na miejscu.

— Im mniej oficjeli dowie się o tym incydencie, tym mniej problemów na twojej głowie — wytłumaczyła mu rozsądnie.

— Dopóki nie zachorujesz i nie umrzesz — odpowiedział.

— Nie zamierzam umierać. — Do rany nie wdała się infekcja i siły wracały jej błyskawicznie.

Doszli do kompromisu. Sando wynajął w najbliższym miasteczku osobę, która miała dojeżdżać, by jej doglądać, gdy on wyruszał na miejsce wykopalisk. Daya posiadał podstawowe szkolenie medyczne i nie zadawał niezręcznych pytań; zdawał się być absolutnie szczęśliwy opiekując się Joan i doglądając jej potrzeb, a resztę czasu spędzając na zewnątrz, gdzie leżąc śnił na jawie.

Wciąż istniała szansa, rozmyślała Joan, że Niahnanie wyryli swe twierdzenie na wielu tabliczkach porozrzucanych po całej planecie. Istniała też szansa, że Tiranie sami skopiowali tabliczkę, nim pozwolili Anne wymknąć się ze zdobyczą. Pytanie, jakie musiała sobie postawić, brzmiało następująco: Czy miała choćby najmniejsze szanse, że podobna kopia wpadnie w jej ręce?

Również i Anne mogła wykonać kopię, lecz nie wspomniała o tym w prologu swej powietrznej interpretacji twierdzenia. Gdyby tylko miała jakikolwiek czas do stracenia, z pewnością nie ograniczałaby się do jednoosobowej publiczności: odczekałaby, aż węzeł wzniesie się nad Ghaharem.

Kolejnej nocy spędzonej jako kaleka, Joan przyśniła się stojąca na wzgórzu Anne, spoglądająca w dół pokrytej mgłą doliny, której cień otaczała aureola niahńskiego światła.

Po przebudzeniu, wiedziała, co musi zrobić.

Kiedy następnego dnia Sando wyruszył na teren wykopalisk, poprosiła Daya o przyniesienie jej konsoli obsługującej antenę satelitarną. Miała na tyle siły, by samodzielnie poradzić sobie z jej obsługą, a Daya nie wykazał najmniejszego zainteresowania jej poczynaniami. To oczywiste, że było to naiwne myślenie: nie miało znaczenia, czy Daya miał ją szpiegować, Pirit wiedziałaby dokładnie, gdzie przesłała sygnał. Niech i tak będzie. Siedem lat świetlnych wciąż stanowiło odległość znacznie przekraczającą obecny zasięg Noudahnan; cały węzeł można było rozmontować i wymazać z istnienia na długo wcześniej niż tamci tam dotrą.

Żadna wiadomość nie mogła bezpośrednio przegonić światła, lecz istniało wiele dróg, którymi mogło ono dotrzeć do węzła, nie tylko ta bezpośrednia, a tym samym najszybsza. Każda czarna dziura posiadała swą glorię, okręcającą światło wokół niej w wąskiej, bliskiej orbicie, by następnie ponownie je wyrzucić w przestrzeń. Siedemdziesiąt cztery godziny po utracie oryginalnego obrazu, teleskopy w węźle wciąż mogły zwrócić się w kierunku Katarakty, by przeczesać tam zniekształcony, ściśnięty obraz nieba na krawędzi dysku czarnej dziury, celem wychwycenia w nim powtórki podniebnego baletu Anne.

1 ... 88 89 90 91 92 93 94 95 96 ... 146
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)