Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5
Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5 - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5

Электронная книга - «Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5». Краткое содержание книги:

Najnowszy almanach fantastyki Kroki w nieznane prezentuje szesnaście różnorodnych opowiadań autorów z Australii, Argentyny, Rosji, Stanów Zjednoczonych, Ukrainy i Wielkiej Brytanii. Wśród nich nowa krew, niedawne debiutantki (McCarron, Swirsky) oraz autorzy rozwijający skrzydła (Bacigalupi, Kosmatka, Ostapenko). Są też stare wygi, z niemałym dorobkiem, których tekstów nie było nam dane posmakować dotychczas (Brown, Kaługin) lub spotykaliśmy się z ich twórczością okazjonalnie (Kessel, szczególnie Waldrop). Oczywiście są także wielkie nazwiska (Egan, Kress, Silverberg, czy Willis), a oprócz tego pisarze wyjątkowi, za sprawą wyobraźni (Ballantyne), poetyckiego stylu (McDonald), czy prozy o niesamowitym klimacie (Nielsen)…
1 ... 84 85 86 87 88 89 90 91 92 ... 146
Перейти на страницу:

Joan starała się być przydatna i gdy Sando doglądał swych studentów zbliżających się do zakopanych artefaktów, dokonywała odczytów w dalszej części zbocza. Nauczyła się już, żeby nie krążyć w pobliżu, wyczekująco i niecierpliwie, gdy odkrycie stawało się nieuniknione; traktowano ją o wiele cieplej i serdeczniej, gdy czekała aż ją zawołają. Używane przez nich tomografy były niemal bezbłędne, używały do określenia swej pozycji satelitarnego systemu nawigacji i posiadały oprogramowanie służące do analizy zgromadzonych sygnałów; potrzeba było tylko osoby, która przeciągnęłaby je w odpowiednim tempie przez skalną powierzchnię.

Kątem oka Joan dostrzegła jak jej cień widoczny na skale zadrgał i zatrzepotał, stając się bardziej pogmatwanym. Uniosła wzrok i dostrzegła na niebie trzy oślepiające paciorki blasku lecące na zachód od słońca. Mogłaby przyjąć, że te statki o napędzie termojądrowym robiły tam coś pożytecznego, lecz media wypełniały ostatnio informacje o „ćwiczeniach wojskowych”, co przekładało się na to, że Tiranie i Ghaharianie angażowali się w kosztowne, wojownicze gesty na orbicie, starając się nawzajem przekonać o swej wyższości pod względem umiejętności, technologii, czy samej czystej siły wyrażonej w zaangażowanej do tego wojskowej potędze. Dla tutejszych mieszkańców, którzy niczym się między sobą nie różnili, tamci mogli nadymać swe mało istotne polityczne dysputy do kwestii o najwyższym stopniu powagi. Niemal można by to nazwać śmiesznym, gdyby ci idioci raz na kilka dziesięcioleci nie spopielali setek tysięcy istnień obywateli przeciwnika, nie wspominając już o gierkach w bezduszne, acz często śmiertelne zabawy z życiem mieszkańców pomniejszych krajów.

— Dżołn! Dżołn! Chodź tu i zobacz! — zawołała do niej Surat. Joan wyłączyła swój tomograf i podbiegła truchtem do archeologów, nieoczekiwanie świadoma obcości własnego ciała. Posiadała teraz krępe, lecz silne nogi, a swą równowagę podczas biegu zawdzięczała nie ruchom ramion i rąk, lecz wymachiwaniu muskularnym ogonem.

— To znaczący matematyczny wynik — poinformował ją Rali z dumą, kiedy już zbliżyła się do nich. Ciśnieniowo usunął piaskowiec z niemal niezniszczalnej ceramiki tabliczki, teraz wystarczyło ją trzymać pod odpowiednim kątem do światła, by dostrzec wyryte na niej symbole, widoczne niemal równie jasno i wyraźnie jak przed milionem lat.

Rali nie był matematykiem, więc nie wyrażał tu własnej opinii na temat wyrytego na tabliczce twierdzenia; to sami Niahnanie ustalili jasny zestaw konwencji i zasad typograficznych używanych do rozróżnienia wszystkiego od pomniejszych lemm, aż po najbardziej poważane i uznane twierdzenia. Rozmiar i ozdobniki symboli wykorzystanych do zapisu twierdzenia poświadczały jego wartość w oczach samych Niahnan.

Joan uważnie zapoznała się z twierdzeniem. Dowodu nie było na tej samej tabliczce, lecz Niahnanie posiedli taki sposób wyrażenia swych wyników, że wierzyło się w nie zaraz po przeczytaniu; w tym przypadku definicje pojęć i warunków koniecznych do wyrażenia twierdzenia dobrano tak pięknie, że wynik wydawał się niemal nieunikniony.

Twierdzenie wyrażono w formie hipersześcianu równoważności, jednej z ulubionych niahnańskich form. Można było sobie wyobrazić kwadrat o czterech różnych zbiorach obiektów matematycznych, połączonych z każdym z jego rogów oraz o skojarzonym z każdym z boków takiego kwadratu sposobie przekształcenia jednego ze zbiorów w inny. Przekształcenia były równoważne, jeśli posunięcie się wzdłuż górnego boku, a następnie w dół, dawało dokładnie ten sam wynik, co początkowy ruch wzdłuż lewego boku kwadratu, a następnie poruszenie się wszerz dolnym bokiem: tak czy inaczej, wybór drogi okazywał się nieistotny, zawsze przekształcając ten sam element zbioru skojarzonego z górnym lewym wierzchołkiem, w dokładnie ten sam element zbioru przypisanego do dolnego prawego wierzchołka. Podobne rezultaty można było oczywiście otrzymać dla zbiorów i przekształceń umieszczonych w rogach czy na krawędziach sześcianu, bądź też hipersześcianu o dowolnej liczbie wymiarów. Możliwe było również, by powierzchnie ścian tych struktur odpowiadały powiązaniom łączącym te przekształcenia ze zbiorami, i by sześciany opisywały relacje łączące nawzajem te powiązania, i tak dalej.

Fakt, że twierdzenie wyrażono właśnie w tej formie, nie gwarantował jeszcze jego ważności; łatwo było sporządzić trywialne przykłady równoważnych przekształceń i zbiorów. Niahnanie jednak nie ryli trywialności na swych ponadczasowych ceramicznych tabliczkach, a znalezione twierdzenie nie było tu jakimś wyjątkiem. Siedmiowymiarowy hipersześcian równoważności dowodził z oślepiającą elegancją zgodności siedmiu różnych, głównych gałęzi niahnańskiej matematyki, splatając ich najważniejsze pojęcia w zunifikowaną całość. Był to wynik jakiego Joan nigdy dotychczas nie widziała na oczy: żaden matematyk, czy to w Amalgamie, czy w jakiejkolwiek poprzedzającej go cywilizacji przodków, którą przyszło jej wcześniej zgłębiać, nie doszedł do podobnego zrozumienia.

Wyjaśniła, ile tylko zdołała trzem zgromadzonym wokół niej archeologom, którzy co prawda nie byli w stanie zrozumieć wszystkich przekazywanych im szczegółów, lecz gdy nakreśliła im, co też jej zdaniem znaczył ten wynik w oczach samych Niahnan, ich twarze przybrały pomarańczową barwę fascynacji.

— Może to nie do końca Wielki Krach — zażartowała — ale musieli po czymś takim zacząć uważać, że ten był coraz bliższy.

Wielki Krach było wymyślonym przez nią pojęciem określającym mityczny wynik, do którego tamci dążyli: unifikacji wszystkich, uznawanych przez nich za istotne, działów matematyki. Odnalezienie czegoś takiego nie przekładałoby się na koniec matematyki jako takiej — nie oznaczałoby przecież odkrycia wszystkich możliwych do wyobrażenia, interesujących prawd matematycznych — lecz z pewnością oznaczyłoby miejsce zakończenia dla Niahnan ich własnego stylu dociekania i badań.

— Jestem pewna, że go znaleźli — upierała się Surat. — Dotarli do Wielkiego Krachu, po czym nie mieli już po co żyć.

— Tak więc cała cywilizacja popełniła zbiorowe samobójstwo? — zapytał ją zjadliwie Rali.

— Oczywiście, że nie, nie w sposób aktywny — odparła mu Surat. — Ale tylko te poszukiwania pchały ich do przodu.

— Całe cywilizacje nie tracą chęci do życia — odpowiedział jej Rali. — Wymazują je za to siły zewnętrzne: choroby, inwazje, zmiany klimatu.

— Niahnanie przetrwali trzy miliony lat — odparowała mu Surat. — Posiadali środki konieczne do zneutralizowania wszelkich podobnych czynników zewnętrznych. Chyba że zniszczyła ich inwazja obcych, którzy znacznie przewyższali ich pod względem technologicznym. — Odwróciła się do Joan. — Co o tym myślisz?

— Chodzi ci o obcych jako winnych zniszczenia niahnańskiej cywilizacji?

— Żartowałam z tymi obcymi. Pytałam o matematykę. Co jeśli jednak dotarli do Wielkiego Krachu?

— Życie nie kończy się na matematyce — odpowiedziała Joan. — Ale niezbyt wiele bez niej zostaje.

— A nasze poszukiwania nie kończą się na tej jednej tabliczce — dodała Surat. — Wróćmy do pracy, a może dowód trafi w nasze ręce jeszcze przed zachodem słońca.

5

1 ... 84 85 86 87 88 89 90 91 92 ... 146
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)