Ostatni szpieg Hitlera
- Автор: Сильва Дэниел
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Ostatni szpieg Hitlera». Краткое содержание книги:
W listopadzie 1939 roku Boothby wysłał Pelikana do Holandii. Młody, arogancki oficer wywiadu SS, niejaki Walter Schellenberg regularnie tam podróżował pod przybranym nazwiskiem i spotykał się z dwoma agentami MI- 6.
Schellenberg udawał członka Schwarze Kapelle i prosił Brytyjczyków o pomoc. Tak naprawdę jednak zależało mu na uzyskaniu od Anglików nazwisk prawdziwych niemieckich zdrajców, by móc ich aresztować. Pelikan spotkał się z Schellenbergiem w kafejce w holenderskiej miejscowości przygranicznej i zaproponował, że będzie dla niego szpiegować w Anglii. Przyznał, że od czasu do czasu pracował dla NKWD, miedzy innymi wciągnął w tę robotę chłopaka z Oksfordu, niejakiego Hawke'a, który właśnie zaczął pracować w MI- 5 i z którym utrzymuje stały kontakt. Na znak dobrej woli Pelikan ofiarował Schellenbergowi zbiór azjatyckich rysunków erotycznych. Schellenberg dał Pelikanowi tysiąc funtów, aparat fotograficzny i radio, po czym kazał mu wracać do Anglii.
W 1940 roku MI- 5 zreorganizowano. Vernon Kell, stary dyrektor generalny, który w 1909 roku założył agencję, wyleciał na rozkaz Churchilla. Jego stanowisko przejął David Petrie. Boothby, który znał go z Indii, szybko ruszył w górę. Przekazał Pelikana innemu oficerowi – „też amatorowi, jak pan, Alfredzie; tyle że ten to prawnik, nie profesor" – ale nadal mocno trzymał go w garści. Pelikan był zbyt ważny, by powierzyć go komuś, kto z trudem trafia do kantyny. Zresztą, kontakty Pelikana z Schellenbergiem stawały się diabelnie interesujące.
Na Schellenbergu pierwsze raporty Pelikana zrobiły ogromne wrażenie. Rzeczywiście dostarczał mu dobrego, choć nieszkodliwego materiału: produkcja amunicji, ruchy wojsk, szacowanie strat. Schellenberg chciwie to spijał, choć wiedział, że wiadomości pochodzą od żydowskiego komunisty, który wyławiał talenty dla NKWD. Podobnie jak wszyscy w SS nie znosił Canarisa i zawodowych oficerów wywiadu z Abwehry. Nie ufali informacjom, przekazywanym führerowi przez Canarisa. Schellenberg dostrzegł swoją wielką szansę. Może stworzyć odrębną siatkę wywiadowczą w Wielkiej Brytanii, która będzie się kontaktować bezpośrednio z nim i Heinrichem Himmlerem, całkowicie pomijając przy tym Abwehrę.
Boothby też zwietrzył okazję. Siatka Pelikana posłuży mu do dwóch celów: weryfikacji dezorientujących informacji, które Canaris otrzymywał od podwójnych agentów, a równocześnie siania ziarna nieufności między dwoma rywalizującymi agencjami wywiadowczymi w Niemczech. Balansował na cienkiej linie. MI- 5 chciała, żeby Canaris utrzymał stanowisko – w końcu jego organizacja była przez nią całkowicie kupiona i manipulowana – choć odrobina intryg pałacowych też by się przydała. Brytyjski wywiad mógł delikatnie rozdmuchiwać ogień niechęci i zdrady. Boothby za pośrednictwem Pelikana zaczął karmić Schellenberga informacjami podającymi w wątpliwość lojalność Canarisa; oczywiście nie na tyle, żeby Schellenberg mógł wbić nóż w plecy Szczwanego Lisa, ale dość, by dostarczyć mu narzędzie. W 1942 roku Boothby uznał, że gra się wymyka spod kontroli. Schellenberg opracował długą listę grzechów Canarisa i przedstawił ją Himmlerowi. Organizatorzy siatki podwójnych szpiegów postanowili podrzucić Canarisowi parę smakowitych kąsków, żeby go uchronić przed szubienicą – naprawdę wartościowych informacji, które przekonają Hitlera o skuteczności działania Abwehry. Poskutkowało. Himmler schował teczkę Schellenberga do szuflady, a Szczwany Lis utrzymał stanowisko.
Boothby nalał sobie kolejny kubek paskudnej kawy. Vicary nie zdołał dopić pierwszego. Postawił go, na wpół opróżniony, na oknie obok zasuszonej ćmy, powoli obracającej się w proch. Wiatr wygonił chłopców z zaułka. Rozszalał się na dobre i siekł deszczem w okna. W pokoju panował mrok. Po porannym ożywieniu budynek zamarł. Ciszę przerywało jedynie skrzypienie podłogi pod stopami krążącego nieustannie Boothby'ego. Vicary odwrócił się od okna i przyjrzał generałowi. Pasował do tego zapuszczonego mieszkania jak ksiądz do zamtuza, ale najwyraźniej doskonale się bawił. Nawet szpiedzy lubią czasem zdradzać tajemnice.
Boothby sięgnął do kieszonki na piersi, wyjął kartkę i podał ją Vicary'emu. Była to notatka, którą Vicary przed tygodniami sam sporządził dla Boothby'ego, prosząc o ogłoszenie stanu zagrożenia bezpieczeństwa. Teraz spojrzał na lewy górny róg kartki; widniał tam stempeclass="underline" „Wprowadzić w życie" i nagryzmolony inicjał BB. Boothby odebrał mu kartkę i podał ją Pelikanowi.
Pelikan po raz pierwszy się poruszył. Położył notatkę Vicary'ego na stole i włączył światło. Stojący nad nim Vicary widział, jak mruży oczy za przyciemnionymi szkłami. Agent wyjął z kieszeni niemiecki aparat fotograficzny – ten sam, który dostał od Schellenberga w 1940 roku. Starannie zrobił dziesięć zdjęć, jak zawodowiec, za każdym razem zmieniając oświetlenie i kąt, żeby przynajmniej jedno wyszło ostro. Następnie podniósł aparat i skierował obiektyw na Hawke'a. Pstryknął dwa razy i schował wszystko do kieszeni.
– Dziś wieczorem Pelikan jedzie do Lizbony – powiedział Boothby. – Schellenberg i przyjaciele zażądali z nim widzenia. Sądzimy, że chcą go dokładnie wypytać. Ale jeszcze przed przesłuchaniem Pelikan da im ten negatyw. Podczas następnej przejażdżki Schellenberga i Canarisa po Tiergarten, Schellenberg powie o tym admirałowi. Canaris i Vogel uznają to za dowód, że Kettledrum to pewny materiał. Ich agentka nie wpadła. Brytyjski wywiad wpadł w panikę. Z czego należy wnosić, że informacje, które przesyła o operacji Mulberry, muszą być prawdziwe. Wszystko jasne, Alfredzie?
Vicary i Boothby wyszli pierwsi, najpierw Boothby, po nim Vicary. Schodzenie po ciemnych schodach okazało się trudniejsze niż wspinaczka. Vicary dwukrotnie musiał wyciągnąć rękę i podeprzeć się o ramię generała okryte miękkim kaszmirowym płaszczem. Znowu pojawił się kot i prychnął na nich z kąta. Smród się nie zmienił, inne były tylko proporcje składowych. Dotarli na dół. Vicary słyszał, jak podeszwy jego butów skrzypią na zniszczonym linoleum w korytarzu. Boothby pchnął drzwi. Vicary poczuł na twarzy deszcz.
Nigdy jeszcze tak się nie cieszył, wychodząc z jakiegoś budynku. W drodze do samochodu obserwował Boothby'ego, który z kolei obserwował jego. Vicary miał wrażenie, że ktoś mu się przygląda zza szyby. Boothby zafundował mu wycieczkę z przewodnikiem po tajnym świecie intrygi, którego istnienia nawet się nie domyślał. Wsiadł do samochodu. Zwierzchnik zajął miejsce obok niego i zamknął drzwi. Kierowca wiózł ich przez Kingsland Road, po czym skierował się na południe, w stronę Tamizy. Vicary raz zerknął na generała, ale odwrócił wzrok. Boothby wyglądał na zadowolonego z siebie.
– Nie musiał mi pan tego pokazywać – odezwał się Vicary. – Dlaczego pan to zrobił?
– Bo chciałem.
– A co z zasadą posiadania wyłącznie niezbędnych informacji? Nie musiałem tego wszystkiego wiedzieć. Mógł pan przekazać moją notatkę służbową Schellenbergowi i nawet słowem mi o tym nie pisnąć.
– Zgadza się.
– Więc po co pan to zrobił? Żeby wywrzeć na mnie wrażenie?
– W pewnym sensie tak – przyznał Boothby. – Swoją decyzją o pozostawieniu Catherine Blake na miejscu wywarł pan wrażenie na bardzo wielu osobach, również i na mnie. Zdałem sobie sprawę, że pana nie doceniałem, Alfredzie: pana inteligencji, pana bezwzględności. Trzeba być zimnym draniem, żeby wysłać Petera Jordana z powrotem do tej sypialni z teczką pełną fałszywych dokumentów. Chciałem panu pokazać kolejny etap gry.