Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Wielkie Polowanie
Wielkie Polowanie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wielkie Polowanie

Электронная книга - «Wielkie Polowanie». Краткое содержание книги:

Wielkie Polowanie
1 ... 83 84 85 86 87 88 89 90 91 ... 217
Перейти на страницу:

Migotanie... migotanie... migotaniemigotaniemigotanie...

Obejmowały go czyjeś ręce, ledwie był świadom ich obecności. Zatoczył się chwiejnie do tyłu, pustka umykała, razem ze światłem i mdłościami, które go wykręcały. Światło. Patrzył z żalem, jak odchodzi.

„Światłości, to szaleństwo go pragnąć. Ale tyle go we mnie było! Byłem taki...”

Oszołomiony zapatrzył się na Selene. To ona ujęła go za ramiona, wpatrzona z podziwem w jego oczy. Podniósł rękę do twarzy. Piętno czapli wciąż tam było, ale nic poza tym. Żadnego trójkąta w kole wypalonego na ciele.

— Niesamowite — powiedziała wolno Selene. Zerknęła na Loiala i Hurina. Ogir wyglądał na ogłuszonego, oczy miał wielkie jak spodki, węszyciel przykucnął, wspierając się jedną ręką, jakby niepewien, czy może podeprzeć się jeszcze czymś innym. — Jesteśmy tu wszyscy, razem z naszymi końmi. A ty nawet nie wiesz, czego dokonałeś. Niesamowite.

— Czy my...? — zaczął ochryple Rand i musiał urwać, by przełknąć ślinę.

— Rozejrzyj się dookoła — odparła Selene. — Sprowadziłeś nas z powrotem. — Nagle wybuchnęła śmiechem. — Sprowadziłeś nas wszystkich z powrotem.

Rand dopiero teraz zwrócił uwagę na otoczenie. W kotlinie nie było żadnych stopni, jakkolwiek tu i ówdzie walały się podejrzanie gładkie kawałki kamienia, czerwone albo błękitne. Kolumna leżała przewrócona na zbocze góry, częściowo zagrzebana przez odłamki, które od niej odpadły podczas upadku. Pokrywające ją symbole były niewyraźne z powodu wieloletniego działania wiatru i wody. I wszystko wydawało się rzeczywiste. Kolory były soczyste, granit ciemnoszary, roślinność zielonobrązowa. W porównaniu z tamtym miejscem aż nadto żywe.

— Dom — wydyszał Rand i sam wybuchnął śmiechem. — Jesteśmy w domu.

Śmiech Loiala brzmiał jak porykiwania byka, Hurin zaczął dziwacznie pląsać.

— To ty tego dokonałeś — powiedziała Selene, przysuwając się bliżej, tak że jej twarz całkowicie wypełniła oczy Randa. — Wiedziałam, że potrafisz.

Śmiech Randa zamarł.

— Chyba... chyba tak. — Zerknął na przewrócony Kamień Portalu i wydusił z siebie słaby chichot. — Szkoda tylko, że nie wiem właściwie, co takiego zrobiłem.

Selene zajrzała mu głęboko w oczy.

— Może któregoś dnia się dowiesz — powiedziała cicho. — Jesteś z całą pewnością skazany na robienie wielkich rzeczy.

Jej oczy wydawały się tak ciemne i głębokie jak noc, tak miękkie jak aksamit. Jej usta...

„A gdybym ją pocałował...”

Zamrugał i pośpiesznie zrobił krok w tył, chrząkając.

— Selene, błagam, nie mów o tym nikomu. O Kamieniu Portalu i o mnie. Ani ja tego nie rozumiem, ani nikt inny. Wiesz, jak ludzie traktują rzeczy, których nie rozumieją.

Jej twarz była zupełnie bez wyrazu. Nagle zaczął żałować, że nie ma przy nim Mata i Perrina. Perrin potrafił rozmawiać z dziewczętami, a Mat umiał kłamać z kamiennym obliczem. Jemu nie wychodziło najlepiej ani jedno, ani drugie.

Nagle Selene uśmiechnęła się i wykonała na poły żartobliwy ukłon.

— Dochowam twego sekretu, lordzie Randzie al’Thor.

Rand spojrzał na nią i jeszcze raz chrząknął.

„Czy ona się na mnie gniewa? Na pewno by się gniewała, gdybym ją próbował pocałować. Tak myślę”.

Bardzo pragnął, żeby ona przestała na niego patrzeć w taki sposób, jakby wiedziała, co on myśli.

— Hurin, czy to możliwe, by Sprzymierzeńcy Ciemności używali tego Kamienia przed nami?

Węszyciel ponuro pokręcił głową.

— Tutaj oni skręcili na zachód, lordzie Rand. O ile te Kamienie Portalu nie są czymś zwyklejszym, niż mi się wydaje, to powiedziałbym, że nadal są w tamtym świecie. Ale wystarczy mi niecała godzina, żeby to sprawdzić. Teren tutaj jest taki sam jak tam. Mógłbym odszukać miejsce, w którym tam porzuciłem trop, o ile rozumiecie, o czym mówię, i sprawdzę, czy już tędy przejeżdżali.

Rand zadarł głowę i zerknął na niebo. Słońce — cudownie silne słońce, wcale nie blade — osiadło nisko na zachodzie, rozciągając ich cienie na całą kotlinę. Już tylko godzina dzieliła ich od pełnego zmierzchu.

— Rankiem — powiedział. — Ale obawiam się, że ich zgubiliśmy.

„Nie możemy stracić sztyletu! Nie możemy!”

— Selene, jeśli idzie o ciebie, to rankiem odwieziemy cię do domu. Czy mieszkasz w samym mieście Cairhien, czy...?

— Może jeszcze nie straciliście Rogu Valere — wolno odparła Selene. — Jak wiesz, wiem trochę na temat rozmaitych światów.

— Zwierciadła Koła — powiedział Loial.

Popatrzyła na niego i przytaknęła.

— Tak. Dokładnie. Światy są naprawdę zwierciadłami w pewien sposób, szczególnie te, w których nie ma ludzi. Niektóre z nich odzwierciedlają jedynie najważniejsze wydarzenia w prawdziwym świecie, lecz na niektóre pada cień tego odbicia, jeszcze zanim wydarzenie ma miejsce. Przemarsz Rogu Valere będzie z pewnością wielkim wydarzeniem. Jego odbicia będą z pewnością bledsze niż odbicia tego, co jest albo było, Hurin na przykład twierdził, że trop, za którym szedł był bledszy.

Hurin zamrugał z niedowierzaniem.

— Chcesz powiedzieć, moja pani, że węszyłem w tych miejscach, w których ci Sprzymierzeńcy Ciemności dopiero będą? Światłości, dopomóż mi, nie podoba mi się to. Już sam zapach miejsca, w którym nastąpił gwałt, jest nieprzyjemny, bez wąchania tego, który dopiero nastąpi. Niewiele jest miejsc, w których nigdy nie dopuszczono się przemocy. To by mnie doprowadziło do obłędu, jak amen w pacierzu. Omal nie zrobiło tego to miejsce, które właśnie opuściliśmy. Czułem tam cały czas zabijanie i zadawanie bólu, najobrzydliwsze zło, jakie można sobie wyobrazić. Czułem je nawet na nas. Nawet na pani, moja lady, wybacz, że to mówię. Takie właśnie było to miejsce, wykoślawiało mnie w taki sam sposób, w jaki wykręcało wam oczy. — Otrząsnął się. — Cieszę się, że się stamtąd wydostaliśmy. Ja ciągle mam je w nozdrzach.

Rand roztargnionym ruchem potarł się po piętnie na dłoni.

— Co o tym myślisz, Loial? Czy naprawdę mogliśmy wyprzedzać Sprzymierzeńców Ciemności Faina?

Ogir wzruszył ramionami, marszcząc czoło.

— Nie wiem, Rand. Zupełnie się na tym nie znam. Myślę, że wróciliśmy do naszego świata. Jesteśmy chyba na Sztylecie Zabójcy Rodu. Za nim... — Znowu wzruszył ramionami.

— Powinniśmy cię odwieźć do domu, Selene — powiedział Rand. — Twoja rodzina pewnie martwi się o ciebie.

— Za kilka dni się przekonają, że nic mi się nie stało — odparła niecierpliwie. — Hurin może odszukać miejsce, w którym porzucił trop, tak powiedział. Możemy tego dopilnować. Róg Valere zapewne niedługo już tu dotrze. Róg Valere! Rand, pomyśl o tym. Człowiek, który zagra na Rogu będzie żył wiecznie w legendzie.

— Nie chcę mieć nic wspólnego z legendami — zaprotestował ostrym tonem.

„Ale jeśli dopadną cię Sprzymierzeńcy Ciemności... A jeśli Ingtar ich zgubił? Wówczas Sprzymierzeńcy Ciemności na zawsze zagarną Róg Valere, a Mat umrze”.

— W porządku, kilka dni. W najgorszym przypadku spotkamy Ingtara i jego żołnierzy. Nie wyobrażam sobie, by mogli się zatrzymać, albo zawrócić tylko dlatego, że my... ich opuściliśmy.

— Roztropna decyzja, Rand — powiedziała Selene — i dobrze przemyślana.

Dotknęła jego ramienia, uśmiechnęła się i znowu przyłapał się, że ma ochotę ją pocałować.

1 ... 83 84 85 86 87 88 89 90 91 ... 217
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)