Światy braci Strugackich - Czas uczniów
- Автор: Лукьяненко Сергей Васильевич, Скаландис Ант
- Год: 2001
- Язык: польский
- Год: Rebis
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Światy braci Strugackich - Czas uczniów». Краткое содержание книги:
Wybór: Andriej Czertkow
Borys Strugacki — „O problemie materializacji światów”
Siergiej Łukjanienko — „Krzątanina w czasie”
Ant Skałandis — „Druga próba”
Leonid Kudriawcew — „I myśliwy…”
Nikołaj Romanieckij — „Obarczeni szczęściem”
Wiaczesław Rybakow — „Trudno stać się bogiem”
Andriej Łazarczuk — „Wszystko w porządku”
Michaił Uspienski — „Smocze mleko”
Wadim Kazakow — „Lot nad żabim gniazdem”
Andriej Czertkow — „Nie umówione spotkania”
Malanów mówił i mówił, nie potrafił już się powstrzymać. To, czemu nie dał rady wczoraj alkohol, pokonało dzisiaj współczucie; a teraz zasłony zostały zerwane i w końcu mówił. Od niespodziewanej swobody zakręciło mu się w głowie. W taki sposób dawniej rozmawiali i spierali się. Malanów wyciągnął Wieczerowskiego pod latarnię i znalezioną na przystanku opaloną zapałką kreślił wzory w błocie, nagle przestał się bać; znowu był młody; znowu był bogiem i Wszechświat, mrugając, rozwijał się na jego dłoni.
— Oczywiście, stamtąd nikt nie dyktuje: Mi Wężownika, leć tam! Czarna dziuro w Łabędziu, zaczynaj się zapadać! W ten sposób dreptałby w miejscu, a nie poruszał się do przodu, nie rozwijał z myśli myśli… Na odwrót, zorganizowana materia, samodzielnie rozwijając się według powstałych wcześniej… nawet nie mówię: zadanych, ponieważ najpewniej nie ma tam nawet mowy o tym, żeby, powiedzmy, umyślnie ustalać prędkość światła czy liczbę pi, po prostu pewne wyobrażenia, powstałe tam, tu przejawiają się jako te czy inne konstanty i prawa… Tak więc, sama materia rozwijająca się według powstałych wcześniej praw odzwierciedlających coś takiego, czego w życiu nawet sobie nie wyobrazisz… dostarcza nam kolejne materiały do rozmyślań… a wyniki tych rozmyślań wpadają tutaj. Uważa się, że ukryta masa Wszechświata jest co najmniej większa od widocznej masy i że tworzą ją reliktowe neutrina. Myślę, że rzeczywiście tak jest, i właśnie neutrina z ich możliwością przenikania wszędzie i przez wszystko bez pochłaniania, pracują jak pasy transmisyjne, jak materialne nośniki sprzężeń zwrotnych. Właśnie dlatego musi ich być od cholery. Skanują świat, od poszczególnej elementarnej cząsteczki do Metagalaktyk! I transportują opracowany materiał!
Mętnie i martwo bielała w mroku twarz Wieczerowskiego. Komunikacja zamarła, przez ostatnie pół godziny ani do metra, ani z niego nie przyjechał ani jeden autobus i ani jeden trolejbus, dokoła trwała pustynia. Ciemna, smętna, wilgotna. Napuchnięta ciszą. Tylko Malanów wciąż gadał:
— A z nami wydarzyła się tragedia. Pewnie nie tylko z nami. Dobrze odgadłeś wtedy fakt hamowania… Głuchów nawet dokładniej powiedział wczoraj, choć to było humanistyczne, emocjonalne: nie puszczają… Ale wtedy zupełnie nieprawidłowo sformułowaliśmy kryterium selekcji. Najlepszy dowód to dzisiejsze sukcesy Walki. To nie wrogowie mieszają ci szyki i szydzą z ciebie, uwierz mi, Fil… Po prostu próbowałeś poruszyć dźwignię nie z tego świata. Nie szarp się. Zrozum to. Możemy wykorzystywać do naszych celów dowolne prawa przyrody, dopóki przestrzegamy pewnych, zaraz o nich powiem, ograniczeń. Ale ta dźwignia nie jest z naszej strony. Nie wolno jej dotykać w zwierzęcych celach.
— A to co znowu? Jakie zwierzęce cele? Co to za cele? O czym ty bredzisz?
— Zaraz ci wyjaśnię. Chociaż… To najmniej przyjemna część tego, co powinienem ci powiedzieć
Malanów poczuł zmęczenie. Podniecenie minęło, a pozostało coś przypominającego kaca: przed chwilą, dosłownie przed chwilą szybowałeś, a teraz — pustka i strach przed konsekwencjami uczynku. Paliwo — współczucie i chęć obrony — wyczerpały się.
Ponieważ Wieczerowski i tak nie odtajał.
— Rozumiesz… To bardzo trudno jest sformułować… bo mdli. Powstaliśmy jako część świata zwierzęcego. Żyjemy według jego praw. Powstaliśmy według jego praw i powinniśmy żyć według tych praw, i póki żyjemy, to żyjemy. Chociaż w określonym sensie rzeczywiście stworzeni jesteśmy na jego obraz i podobieństwo, dlatego że mamy możliwość materializowania naszej twórczości. W książkach, maszynach, nauce… W drugiej przyrodzie. Tak jak on w pierwszej. Piśmiennictwo, pieniądze, lasery: to takie same wyniki metabolizmu naszej świadomości jak Wszechświat z nami to produkt metabolizmu jego świadomości. Nie ma tu ograniczeń, możemy sobie wymyślać do pomocy, co chcemy, co możemy, co nam wyjdzie. Ograniczenie leży zupełnie w innej dziedzinie.
— Rozumiem, rozumiem, nie męcz mnie już! — nagle prawie krzyknął Wieczerowski.
— Ja nie męczę… Chodzi o to, że możemy odkrywać prawidła tej drugiej natury — dla nas pierwszej. Możemy uczyć się je wykorzystywać, szyć z nich szmaty, jeździć nimi do pracy czy do knajp, może nam grozić zatrucie nimi, jak grozi zatrucie wytworami swojej działalności dowolnemu zwierzęciu w zamkniętym ekosystemie, i możemy walczyć z tym zagrożeniem wszelkimi dostępnymi zwierzęciu środkami… póki żyjemy według prawideł królestwa zwierząt. W granicach celów dostępnych wszystkim zwierzętom na świecie, jedynie inaczej realizowanych. Możemy dopóty opracowywać dowolne nowe środki, dopóki cele pozostają stare. Zwykłe. To nie narusza żadnych zasadniczych praw Wszechświata. Nie występuje tu żadne hamowanie, żadne wstrzymywanie. Co hamować? Po co? Co za różnica, w jaki sposób zdobyłeś samicę: kłem, upierzeniem czy fortuną? Co za różnica czy pod wpływem ideologii czy instynktu stado idzie na stado w walce o pożywienie i przestrzeń i czym atakują się te stada: rogami czy stingerami? Aby smaczniej zjeść, intensywniej się rozmnażać, skuteczniej ochronić potomstwo, wygodniej wypocząć i łatwiej pozbyć się rywala… Wszystko jak u wszystkich innych. Ale wystarczy, żebyś przestał być zwierzęciem w sferze celów… koniec, kropka. Takie zachowanie grozi powstaniem świata albo przynajmniej światka, który zacznie rządzić się innymi, nowymi… tu, a nie tam wymyślonymi prawami. To dlatego ciągną cię i nie puszczają. Od miliona lat ludzkość stoi przed tą ścianą, bije w nią pyskami swoich najlepszych przedstawicieli. Dlatego że istota konfliktu zupełnie nie leży w dziedzinie techniki. Ten konflikt może się rozgrywać i na pokładzie promu kosmicznego, i w jaskini. Myślę, że i zwierzęta go znają. Jakiemuś basiorowi szczęśliwie nawinęła się bezbronna sarna, a on, nie rozumiejąc, co się dzieje, obojętnie truchta obok niej albo zostawia na pożarcie swojemu wilczemu starcowi…
Malanów odetchnął. Wieczerowski słuchał zgarbiony i wpatrzony w ziemię. Zmarszczki na jego brzydkim czole przelatywały jedna po drugiej. Podniesiony kołnierz płaszcza trzepotał na ciemnym wietrze jak skrzydło zgniecionego motyla.
— Etyka to jeden z produktów metabolizmu świadomości, ani więcej, ani mniej. Bardzo wygodna w stosowaniu i bardzo pożyteczna. Czyni życie stada bardziej efektywnym, stabilniejszym, bezpieczniejszym dla wszystkich jego członków. Ale od czasu do czasu rodzą się zwyrodnialcy… pomyleńcy… Wiesz, jak to ni stąd, ni zowąd ktoś jest od dzieciństwa szurnięty na punkcie samochodów i staje się kierowcą wyścigowym albo konstruktorem, inny ma świra na punkcie dobroci i uczciwości. Ci dwaj pojmują etykę zbyt poważnie. Zaczynają zbytnio się nią kierować, zaczynają stawiać przed sobą cele życiowe uwarunkowane tylko nią. A to znaczy, że zaczynają zachowywać się nienaturalnie. Zaczynają tworzyć swój świat. Podlegają zatem zadeptywaniu. Tym bardziej nieodwołalnemu i wściekłemu, im bardziej… źle powiedziałem. Nie ma tu wściekłości, uruchamia się martwy mechanizm obronny przestrzegający nietykalności wymyślonych tam rzeczy. To jest wściekłe pod względem intensywności. Najbardziej intensywnie zadeptuje się tych, którzy kierując się owymi nienaturalnie etycznymi, zbytnio ludzkimi, niewskazanymi dla zwierzęcego żywota, celami, wymyślają jakieś zasadniczo nowe środki do ich osiągnięcia. Nauki… książki… rewertazę… — Malanów uśmiechnął się nieco smutnie. — Niech nawet cele te będą zupełnie nieokreślone, tylko emocjonalnie naszkicowane, niech istnieją tylko w obrazie: nieważne. Trybiki już to wyczuwają i zaczynają się kręcić, mieląc zwyrodnialca na proszek.