Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Bursztynowa Luneta
Bursztynowa Luneta - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Bursztynowa Luneta

Электронная книга - «Bursztynowa Luneta». Краткое содержание книги:

Аннотация

Bursztynowa Luneta
1 ... 86 87 88 89 90 91 92 93 94 ... 112
Перейти на страницу:

– Tędy!

– Tutaj!

– Idźcie dalej... Powstrzymamy je!

– Już niedaleko!

A potem głos, który Lyra znała i kochała najbardziej na świecie, krzyknął:

– Och, chodź szybko! Szybko, Lyro!

– Pan, kochany... Jestem tutaj...

Rzuciła się w mrok, rozszlochana i drżąca, a Will łamał gałęzie, zrywał bluszcz, ciął jeżyny i pokrzywy, podczas gdy wokół nich głosy duchów rozbrzmiewały ostrzeżeniem i zachętą.

Ale upiory również odnalazły swój cel i napierały przez splątany gąszcz krzaków, kolców, gałęzi i korzeni, napotykając nie więcej oporu niż dym. Dziesięć, dwadzieścia bladych potworów kierowało się do środka zagajnika, gdzie duch Johna Parry'ego ustawiał swoich towarzyszy do walki.

Will i Lyra dygotali, osłabieni strachem, bólem, wyczerpaniem i mdłościami, ale nawet nie pomyśleli, żeby się poddać. Lyra gołymi rękami szarpała gałęzie jeżyn, Will ciął i siekł na prawo i lewo, a wokół nich mgliste istoty walczyły coraz bardziej zażarcie.

– Tam! – krzyknął Lee. – Widzicie je? Przy tamtym wielkim głazie...

Żbik, dwa żbiki syczały, pluły i broniły się pazurami. Will wiedział, że to dajmony, i gdyby miał więcej czasu, łatwo mógłby rozpoznać Pantalaimona; ale nie miał chwili do stracenia, ponieważ straszliwy upiór wyłonił się z najbliższej plamy cienia i popłynął w ich stronę.

Will przeskoczył ostatnią przeszkodę, zwalony pień i zagłębił nóż w migotliwym lśnieniu, niestawiającym oporu. Ramię mu zdrętwiało, ale zacisnął zęby i zacisnął palce na rękojeści, a blada poświata jakby cofnęła się i ponownie wtopiła w ciemność.

Byli prawie u celu. Dajmony szalały ze strachu, ponieważ coraz więcej upiorów napływało spoza drzew i tylko dzielne duchy powstrzymywały napastników.

– Możesz przeciąć okno? – zapytał duch Johna Parry'ego.

Will podniósł nóż, ale musiał opuścić rękę, ponieważ straszliwy atak mdłości wstrząsnął nim od stóp do głów. W żołądku nic już mu nie zostało, skurcze sprawiały okropny ból. Obok niego Lyra cierpiała podobne katusze. Duch Lee, widząc przyczynę, doskoczył do dajmonów i rzucił się na bladego stwora, który wypłynął zza głazu.

– Will... proszę... – wydyszała Lyra.

Nóż wszedł w głąb, wzdłuż, w dół, z powrotem. Duch Lee Scoresby'ego spojrzał w otwór i zobaczył rozległą, cichą prerię pod jasnym księżycem, tak podobną do jego ojczyzny, że poczuł błogosławioną radość.

Will przeskoczył przez polankę i chwycił najbliższego dajmona, a Lyra zgarnęła z ziemi drugiego.

Nawet w tym straszliwym pośpiechu, nawet w chwili największego zagrożenia każde z nich poczuło taki sam krótki dreszcz podniecenia: ponieważ Lyra trzymała dajmonę Willa, bezimiennego żbika, a Will niósł Pantalaimona.

Oderwali od siebie oczy.

– Żegnam, panie Scoresby! – zawołała Lyra, rozglądając się za nim. – Tak bym chciała... Och, dziękuję. Dziękuję panu... żegnam!

– Żegnaj, moje drogie dziecko... Żegnaj, Willu... powodzenia!

Lyra przelazła na drugą stronę, ale Will stał bez ruchu i patrzył w oczy swojego ojca, świecące w cieniu. Zanim go opuścił, musiał coś powiedzieć.

– Mówiłeś, że jestem wojownikiem. Powiedziałeś, że taka jest moja natura i nie powinienem z nią walczyć. Ojcze, myliłeś się. Walczyłem, bo musiałem. Nie mogę wybierać własnej natury, ale mogę decydować o swoim postępowaniu. I będę decydować, bo teraz jestem wolny.

Ojciec uśmiechnął się z dumą i czułością.

– Dobrze się spisałeś, mój chłopcze. Naprawdę dobra robota – oświadczył.

Will nie mógł dłużej patrzeć na niego. Odwrócił się i przeszedł za Lyra.

Teraz, kiedy osiągnęli cel, kiedy dzieci odnalazły swoje dajmony i uciekły, martwi wojownicy pozwolili swoim atomom rozluźnić się i rozproszyć, po długim, długim czasie.

Z małego zagajnika, ponad zdumionymi upiorami, ponad doliną, obok potężnej sylwetki swojego starego towarzysza, pancernego niedźwiedzia, ostatni strzępek świadomości, który był niegdyś aeronautą Lee Scoresbym, wzbił się w górę, jak dawniej tyle razy wzlatywał w wielkim balonie. Obojętny na race i wybuchające pociski, głuchy na eksplozje i wrzaski bólu, gniewu i rozpaczy, świadomy tylko ruchu w górę, ostatek Lee Scoresby'ego przebił ciężkie chmury i wyłonił się pod jasno świecącymi gwiazdami, gdzie czekały na niego atomy jego ukochanej dajmony Hester.

32. Poranek

Ranek nadchodzi, noc obumiera, swoje pozycje opuszczają warty...

William Blake

Rozległa złocista preria, którą duch Lee Scoresby'ego dostrzegł przelotnie przez okno, leżała cicha w pierwszych promieniach porannego słońca.

Złocista, lecz również brązowa, żółta, zielona i mieniąca się mnóstwem pośrednich odcieni; miejscami czarna, pokreślona smolistymi liniami i smugami; a także srebrzysta tam, gdzie słońce rozświetliło czubki zakwitających właśnie traw pewnego gatunku; i błękitna tam, gdzie odległe szerokie jezioro i bliższy, mniejszy staw odbijały niezmierzony błękit nieba.

I cicha, lecz nie całkiem, ponieważ lekki wietrzyk szeleścił w miriadach łodyżek, miliony insektów i innych małych stworzonek brzęczały, chrobotały i popiskiwały w trawie, a niewidoczny ptak wysoko w niebie wydzwaniał krótką zapętloną melodyjkę z kilku opadających nut, to bliżej, to dalej, ale nigdy tak samo.

W całym tym rozległym krajobrazie tylko dwie żywe istoty leżały ciche i nieruchome – chłopiec i dziewczynka pogrążeni we śnie, zwróceni do siebie plecami, w cieniu skalnego występu na szczycie niewielkiego urwiska.

Bladzi i nieruchomi, wyglądali jak martwi. Głód napiął im skórę na twarzach, ból wyżłobił linie wokół oczu. Pokrywał ich kurz, błoto i zaschnięta krew. Absolutny bezwład ich kończyn wskazywał na ostatnie stadium wyczerpania.

Lyra zbudziła się pierwsza. Słońce przesunęło się po niebie, minęło występ skalny i dotknęło jej włosów. Dziewczynka zaczęła się wiercić, a kiedy promienie słoneczne padły na jej powieki, poczuła, że coś wyciągają z głębiny snu jak rybę, powoli, ciężko i opornie.

Lecz ze słońcem nie mogła walczyć, więc odsunęła głowę, zakryła oczy ramieniem i wymamrotała:

– Pan... Pan...

Pod osłoną ramienia otworzyła oczy i wreszcie się rozbudziła. Nie ruszała się przez jakiś czas, bo strasznie bolały ją nogi i ramiona i całe ciało zdrętwiało ze zmęczenia; ale już nie spała, czuła lekki wietrzyk i ciepło słońca, słyszała chrobotanie owadów i dźwięczną jak dzwoneczek pieśń ptaka w górze. Wszystko było przyjazne. Zapomniała, jaki dobry jest świat.

Odwróciła się i zobaczyła Willa, wciąż pogrążonego we śnie. Ręka mu krwawiła; koszulę miał podartą i brudną, włosy sztywne od kurzu i potu. Patrzyła na niego przez długi czas, na drobne pulsowanie na szyi, na powoli wznoszącą się i opadającą pierś, na delikatne cienie rzucane przez jego rzęsy, kiedy słońce wreszcie do nich dotarło.

Wymamrotał coś i poruszył się. Nie chciała, żeby ją przyłapał na podglądaniu, więc spojrzała w drugą stronę, na mały grób, który wykopali poprzedniej nocy, szeroki ledwie na kilka dłoni, gdzie teraz spoczywały zwłoki kawalera Tialysa i lady Salmakii. W pobliżu leżał płaski kamień; wstała, podważyła go i ustawiła pionowo na grobie, a potem usiadła i, osłoniwszy oczy, rozejrzała się po równinie.

Preria zdawała się rozciągać w nieskończoność. Nigdzie nie była całkiem płaska: łagodne wzniesienia, niewielkie osypiska i rozpadliny urozmaicały teren we wszystkich kierunkach. Tu i tam stały kępy drzew tak wysokich, że wydawały się raczej sztucznie stworzone niż naturalne – ich proste pnie i ciemnozielone korony jakby gwałciły prawa perspektywy, tak wyraźnie były widoczne z odległości wielu kilometrów.

1 ... 86 87 88 89 90 91 92 93 94 ... 112
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)