Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Ludzie z gwiazdy Pella [=Stacja Podspodzie / Downbelow Station - pl]
Ludzie z gwiazdy Pella [=Stacja Podspodzie / Downbelow Station - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ludzie z gwiazdy Pella [=Stacja Podspodzie / Downbelow Station - pl]

Электронная книга - «Ludzie z gwiazdy Pella [=Stacja Podspodzie / Downbelow Station - pl]». Краткое содержание книги:

Gwiazda Pella, strategiczny punkt w konflikcie zbrojnym Kompanii Ziemskiej i międzygwiezdnych kolonii. Ten, kto kontroluje Stacje Pella, decyduje o zasięgu ziemskich sił obronnych bądź o skali ziemskiej ekspansji w celu odzyskania utraconego imperium. Ale Pell jest zdecydowany utrzymać neutralność za wszelką cenę.
Ludzie z Gwiazdy Pella to obszerna, wielowątkowa i dramatyczna wizja przyszłości, ukazująca charaktery, postawy i ambicje nie odbiegające od naszych. Przez stronice tej powieści przewija się galeria fascynujących postaci, ludzkich i nieludzkich, których losy zależą od wyniku tytanicznych zmagań w skali kosmicznej.
Powieść ta otrzymała nagrodę Hugo w roku 1982.
1 ... 85 86 87 88 89 90 91 92 93 ... 146
Перейти на страницу:

Żołnierze otworzyli ogień. Pierwszy szereg padł. Rozległy się jęki. Stała sparaliżowana niespełna dwadzieścia metrów za kordonem żołnierzy patrząc otwartymi szeroko oczyma na wciąż nowe szeregi tej hordy gnające ku nim po trupach swoich zabitych.

To Q. Q wydostało się na wolność. Nadbiegali z wrzaskiem, wymachując swoją prymitywną bronią. Odległy jeszcze przed chwilą zgiełk narósł teraz do ogłuszającego ryku. Było ich nieprzeliczone mnóstwo.

Odwróciła się i pobiegła zataczając pod nagłym udarem przeciążenia. Razem z nią uciekały jej brygady dokerów i pojedynczy Dołowcy, którzy widząc ludzki-kłopot szukali schronienia.

Wrzawa za plecami przybierała na sile.

Przyśpieszyła kroku przyciskając rękę do brzucha i starając się w ten sposób zamortyzować wstrząsy spowodowane susami. Słyszała za sobą pojedyncze krzyki tonące niemal w ogólnym ryku. Przerwali kordon żołnierzy, zdobyli karabiny… parli do przodu samym ogromem swojej masy. Obejrzała się… zobaczyła zielony dziewięć rzygający biegnącymi w rozsypce ludźmi, którzy przerwali się przez żołnierzy. Na ich twarzach malowała się panika. Chwytając z trudem powietrze biegła dalej pomimo tępego bólu w miednicy; kłusowała, kiedy musiała i zataczała się co chwila pod falowymi przyrostami siły ciężkości. Uciekinierzy zaczęli ją wyprzedzać — najpierw kilku pojedynczych, potem dalsi. Gdy mijała łuk sekcji białej, ogarniał ją już torujący sobie drogę łokciami potop ciał; a przed nią, na horyzoncie, fala wlewała się z wejść do poziomu dziewięć w korytarze poprzeczne. Tysiące tysięcy gnały pod górę krzywizną horyzontu z wrzaskiem mieszającym się z krzykami dochodzącymi zza jej pleców ku statkom kupieckim cumującym w dokach. Mężczyźni i kobiety pędzili na złamanie karku zbitą masą wyjąc i tratując się wzajemnie.

Mijało ją coraz więcej ludzi… ludzi zakrwawionych, śmierdzących, wymachujących bronią, rozwrzeszczanych. Na jej plecy spadł cios rzucając ją na kolana. Mężczyzna, który go zadał, przebiegł obok nie zatrzymując się. Wpadł na nią drugi, zatoczył się i pobiegł dalej. Podźwignęła się na równe nogi i nie czując ramienia spróbowała skręcić w stronę suwnic, pod osłonę wsporników i lin… z przodu, z luków wejściowych statków, huknęły strzały.

— Quen! — krzyknął ktoś.

Nie potrafiła zlokalizować źródła. Rozejrzała się usiłując walczyć z ludzkim potokiem i zatoczyła się pod jego naporem.

— Quen!

Rozejrzała się; czyja§ ręka schwyciła ją za ramię i pociągnęła. Tuż obok jej głowy wypalił pistolet. Dwaj inni ludzie porwali ją pod pachy i pociągnęli za sobą poprzez ścisk… czyjaś pięść musnęła jej głowę; zachwiała się i szarpnęła z całych sił, chcąc się wyrwać mężczyznom usiłującym wywlec ją z thzmu w pajęczynę lin i suwnic bramowych. Rozległy się okrzyki i huknęły strzały; wyciągnęło się ku nim kilka par rąk; napięła mięśnie do walki myśląc, że to tłum chce ich pochwycić, ale wchłonął ją razem z jej porywaczami mur ciał… wyglądali na kupców. „Cofać się!” darł się ktoś. „Cofać się. Przeszli!” Pędzili rampą w górę do otwartego luku; chłodny, żebrowany tunel, jasnożółty blask — śluza statku.

— Ja nie wsiadam! — krzyknęła opierając się, ale nie miała już sił, żeby się czemukolwiek przeciwstawiać, a zresztą jedyną alternatywą były tłumy. Przeciągnęli ją przez tunel i gdy wpadli do śluzy, w ich ślady poszli całą gromadą ci, którzy bronili wejścia. W śluzie zrobił się taki ścisk, że zaczęła się obawiać o swoje żebra, a dobijali jeszcze do nich ludzie, którzy do ostatniej chwili osłaniali odwrót. Drzwi zasyczały i zasunęły się ze szczękiem. Wzdrygnęła się…jakimś cudem nie przycięły żadnej ręki ani nogi.

Wysypali się przez właz wewnętrzny na korytarz windy. Dwóch potężnie zbudowanych drabów przepchnęło się przez innych i podtrzymało ją, kiedy straciła równowagę, a tymczasem komunikator grzmiał rozkazami. Bolał ją brzuch; bolały uda; oparła się o ścianę i oddychała głęboko, dopóki jakiś wielki mężczyzna nie dotknął delikatnie jej ramienia.

— W porządku — powiedziała. — Nic mi nie jest.

Napięcie tego szaleńczego biegu powoli ją opuszczało… odgarnęła włosy z czoła i spojrzała uważniej na otaczających ją ludzi; poznała tych dwóch, którzy byli z nią tam, na zewnątrz, ciągnęli przez tłum, torowali drogę między zdziczałym motłochem; znała ich i naszywkę, którą nosili na ubraniach, czarną, bez godła: Koniec Skończoności. Z tego statku był chłopak, który zawieruszył się na stacji; rozmawiała z tymi ludźmi dziś rano. Wracali pewnie na swój statek… i zboczyli trochę z drogi po kogoś ze swoich, zauważyli ją i wyciągnęli z tłumu.

— Dziękuję — powiedziała zdyszana. — Kapitan… muszę z nim szybko porozmawiać.

Nie było sprzeciwów. Wielki mężczyzna… Tom, przypomniała sobie jego imię, objął ją ramieniem i pomógł iść. Jego kuzyn otworzył drzwi windy i nacisnął przycisk w kabinie. Wyszli z windy po drugiej stronie osi statku. W położeniu postojowym, przy wyłączonym ruchu obrotowym, panował tu teraz bałagan. Kabina główna i mostek znajdowały się na samym dole, mostek bardziej z przodu. Dwaj towarzyszący jej mężczyźni poprowadzili ją tam… teraz lepiej, dużo lepiej. Weszła o własnych siłach na mostek między rzędy pulpitów i zgromadzoną tu załogę. Neihart. Rodzina z tego statku nosiła nazwisko Neihart; baza Viking. Starsi znajdowali się na mostku; było tu też kilku młodszych członków załogi… dzieci usunięto stąd pewnie na górę. Poznała Wesa Neiharta, kapitana rodziny, siwowłosego mężczyznę o smutnej, pokrytej bliznami twarzy.

— Quen — powitał ją.

— Witam pana. — Uścisnęła jego rękę, opadła na wskazany jej fotel i odchyliwszy się na jego oparcie spojrzała na kapitana. — Q wydostało się na wolność; komunikator nie działa. Chciałam pana prosić… o skontaktowanie się z innymi statkami… o przekazanie im tej wiadomości… nie wiem, co się dzieje w centrali, ale Pell znalazła się w strasznej sytuacji.

— Nie zabieramy żadnych pasażerów — zastrzegł się Neihart. — Widzieliśmy skutki. Pani też. Niech pani nie nalega.

— Proszę posłuchać. Tam, na zewnątrz, jest już Unia. Stanowimy parasol ochronny… wokół stacji. Musimy tu zostać. Czy udostępni mi pan komunikator?

Mówiła do tego kapitana, do wszystkich innych w imieniu Pell, działała w jej imieniu; ale to był jego pokład, nie Pell, a ona była żebrakiem bez statku.

— To przywilej komendanta doków — zgodził się nagle i wskazał gestem ręki na pulpity. — Komunikator jest do pani dyspozycji.

Skinęła w podzięce głową; podeszła do najbliższego pulpitu, jaki jej wskazali, i zagłębiła się w fotelu czując skurcz w dole brzucha. Przyłożyła tam dłoń — tylko nie dziecko, modliła się w duchu. Ramię, w które ją uderzono, było zdrętwiałe; ta drętwota ogarniała już plecy. Sięgając po słuchawki widziała przyrządy jak przez mgłę; zamrugała powiekami, żeby przywrócić sobie ostrość widzenia i jednocześnie próbowała skupić myśli. Nacisnęła klawisz połączenia międzystatkowego.

1 ... 85 86 87 88 89 90 91 92 93 ... 146
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)