Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
pozostawiły na niej ślady w postaci kilku ciemnych, sino czerwonych malinek. Jednak
Mistrz Eliksirów, wbrew protestom Harry'ego, uparł się, żeby je wszystkie usunąć.
Gryfon chciał zostawić chociaż jedną "na pamiątkę", ale Snape był w tym względzie nieubłagany. Nawet, kiedy Harry obiecał, że będzie ją zasłaniał. To byłoby takie
cudowne móc oglądać ją w lustrze i wiedzieć, że ten czerwony ślad pozostawiły usta
Severusa. Po raz pierwszy Snape dotknął wargami skóry Harry'ego. To było
niesamowite uczucie. Wciąż nie mógł w to uwierzyć. Nadal pamiętał, jak
zareagowało jego ciało na ten dotyk i do tej pory nie potrafił zrozumieć, dlaczego.
Zastanawiał się, jakby to było, gdyby poczuł jego usta na innym fragmencie swojego
ciała... Zadrżał na samą myśl o tym. Przypomniał sobie dziwne, przeszywające
spojrzenia, które Severus rzucał mu, kiedy Harry skierował się do jednego z foteli i
usiadł w nim, uśmiechając się, jak gdyby nigdy nic. Z trudem powstrzymywał chichot.
Severus patrzył na niego, jakby widział go po raz pierwszy w życiu, jakby nie mógł
uwierzyć, że to ten sam Harry, który niemal zawsze uciekał wzrokiem, uległy i
poddany. Harry sam był zaskoczony swoim zachowaniem, ale wprawienie Snape'a w
zakłopotanie sprawiło mu niesłychaną frajdę. Zdawał sobie sprawę, że nie mógłby
zrobić tego, co zrobił, gdyby Snape mu na to nie pozwolił, ale sam fakt, że się
odważył, był dla niego wart bardzo wiele i pomógł mu uwierzyć w siebie.
"No, Severusie... teraz nastąpią małe zmiany..." - pomyślał sobie, wchodząc do Pokoju Wspólnego. Od razu dostrzegł czekających już na niego Rona i Hermionę.
- Harry, gdzie ty się włóczysz? Jest już późno, a mamy mnóstwo zadań do
odrobienia! - naskoczyła na niego przyjaciółka.
- No właśnie - dołączył do niej Ron. - Ostatnio często gdzieś znikasz i sam muszę
się z nią użerać. - Zerknął kątem oka na Hermionę, która posłała mu miażdżące
spojrzenie.
- Eee... - Harry w pierwszej chwili nie wiedział co odpowiedzieć, ale potem
przypomniał sobie kłamstwo, które wymyślił na ta okazję. - Chodzę do Pokoju
Życzeń. Potrzebuję czasami chwili samotności. I niekiedy... się tam uczę - powiedział
gładko, odpędzając gryzące wyrzuty sumienia, że musi okłamywać przyjaciół.
Hermiona natychmiast zrobiła współczującą minę:
- Och, Harry... przepraszamy. Rozumiemy, że po tym, co cię spotkało,
potrzebujesz czasami chwili wytchnienia, a my za bardzo cię męczymy - uśmiechnęła
się blado.
- W porządku. Nie martwcie się o mnie - odparł Gryfon. - Po prostu... czasami
lubię pobyć sam. To wszystko.
- Jeżeli będziesz chciał się z nami pouczyć, to powiedz - zaproponowała
Hermiona.
Harry pokiwał głowę:
- W zasadzie, to możemy teraz to... - zaczął, ale przerwał mu nagle podniesiony
głos Rona:
- Ginny, a ty dokąd się wybierasz?
Harry odwrócił się i zobaczył zmierzającą w stronę portretu siostrę Rona.
Wyglądała, jakby miała na twarzy makijaż.
- Jest już późno - kontynuował rudzielec. - Gdzie masz zamiar iść o tej porze?
- Co cię to obchodzi? - odparła Ginny, ściągając brwi. Ron zaczerwienił się ze
złości.
- Jesteś moją siostrą i mam prawo wiedzieć, gdzie wychodzisz o tak późnej
godzinie!
- Nie muszę ci się tłumaczyć - warknęła Gryfonka. - Zajmij się swoimi sprawami.
- Harry! - Ron zwrócił się do zaskoczonego przyjaciela spoglądając na niego tak,
jakby szukał u niego wsparcia.
- Eee... - Harry nie wiedział, co powiedzieć. Nie chciał zostać wciągnięty w ich
potyczkę, ale z drugiej strony, sam nie lubił, kiedy ktoś się mieszał w jego prywatne
sprawy, więc rozumiał siostrę Rona. - Myślę, że Ginny jest rozsądna i wie, co robi.
Jeżeli nie chce ci powiedzieć, gdzie idzie, to pewnie ma swoje powody. Nie możesz
kazać jej zostać.
Ron otworzył szeroko oczy ze zdumienia, a Ginny spojrzała na Harry'ego z
ogromną wdzięcznością.
- Zgadzam się z Harrym - wtrąciła Hermiona. - Ona jest już dorosła, a ty nie jesteś
jej ojcem. Nie możesz zabraniać jej żyć własnym życiem. O ile nie będzie łamała
regulaminu - dodała Gryfonka.
Siostra Rona uśmiechnęła się z wdzięcznością, odrzuciła do tyłu długie, rude
włosy i dumnym krokiem wyszła z Pokoju Wspólnego. Ron stał przez chwilę, trzęsąc
się ze złości.
- Jak mogliście stanąć po jej stronie?! - krzyknął. - Co z was za przyjaciele?
- Ron, uspokój się - westchnęła Hermiona. - Zachowujesz się nierozsądnie.
- Mam prawo wiedzieć, gdzie moja siostra szwenda się po nocy. Jestem jej bratem
i muszę ją ochraniać!
- Och, daj spokój. To nie poczucie obowiązku, tylko twój wrodzony egoizm -
odparowała Hermiona. - Chcesz ją kontrolować, jakby była twoja własnością, a ona
chce żyć własnym życiem i nie możesz jej tego zabronić.
Harry wyłączył się z dyskusji. Siedział, pogrążony we własnych myślach i patrzył
na drzwi, za którymi zniknęła Ginny.
Widocznie, nie tylko on ma tajemnice...
* * *
- Kolejny atak - oznajmiła głośno Hermiona podczas śniadania, kilka dni później.
Harry przerwał jedzenie i spojrzał na przyjaciółkę, która pochylała się nad Prorokiem Codziennym z niezwykle przejętą miną. - Zginęła cała rodzina. Rodzice - mugole i ich dwie córki - absolwentki Hogwartu. Jedna z nich pracowała w Ministerstwie Magii -
relacjonowała Gryfonka, czytając na bieżąco artykuł.
- To przynajmniej lepiej, niż ta ostatnia masakra - skomentował Ron, pomiędzy
jednym, a drugim kęsem.
- Lepiej? - Hermiona wyglądała tak, jakby poraził ją piorun. - Jak możesz być taki...
taki... głupi?! Czy ty masz uczucia na poziomie jamochłona? Zginęła cała rodzina, a
ty mówisz, że to "lepiej"?!
Ron zaczerwienił się jak burak i spojrzał w swój talerz.
Harry nie odzywał się. Nie miał ochoty brać udziału w ich kolejnej kłótni. Miał już
dosyć doniesień prasowych na temat kolejnych ataków, których było coraz więcej.
Niemal w każdym numerze Proroka była o nich jakaś wzmianka. Wyglądało na to, że
siły Ministerstwa już dawno straciły kontrolę nad tym, co się działo. Voldemort zabijał, kogo chciał i jak chciał. I nikt nie potrafił go powstrzymać. Dlatego Harry tak się
rozzłościł, kiedy w jednym z artykułów jakiś reporter zaczął dociekać, dlaczego
Chłopiec, Który Przeżył, nie bierze udziału w walce i nic nie robi przeciwko hegemonii
Voldemorta.
A co on miał, do cholery, niby zrobić?!
Nagle wyczuł na sobie czyjś wzrok. Rozejrzał się po Wielkiej Sali i zobaczył
przyglądającego mu się znad stołu nauczycielskiego Dumbledore'a. Zobaczył w jego
spojrzeniu coś dziwnego, coś, co mu się nie spodobało. Coś jakby... oskarżenie.
Szybko odwrócił głowę. Nie, to głupie. Musiało mu się tylko wydawać. Przecież to
nie jego wina, że giną ludzie. Nie ma z tym nic wspólnego, nie może tego
powstrzymać. Powoli odwrócił twarz, by znów zerknąć na Dumbledore'a, ale dyrektor
już na niego nie patrzył. Pochylał się do Snape'a i coś do niego mówił, a Mistrz
Eliksirów kiwał głową.
Harry spojrzał w swój talerz i zamyślił się. Tak, musiało mu się tylko wydawać...
Po śniadaniu, kiedy wraz z Ronem i Hermioną opuścił Wielką Salę, usłyszał za
sobą głos McGonagal :
- Proszę zaczekać, panie Potter! - Wszyscy troje odwrócili się w stronę
zmierzającej ku nim opiekunki. - Dyrektor chce cię widzieć - oświadczyła, stając