Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]
- Автор: Хайнлайн Роберт Энсон
- Год: 1992
- Язык: польский
- Год: Rebis
- ISBN: 83-05202-43-9
- Переводчик: Michal Jakuszewski
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]». Краткое содержание книги:
Nie znaczy to, że zmniejszyło się moje pragnienie odnalezienia ciebie, Marga, moja jedyna. Będzie mi jednak teraz znacznie łatwiej cię szukać.
Czy Margrethe mogłaby to zrozumieć?
No cóż, nigdy nie odniosłem wrażenia, że jest o mnie zazdrosna. A jak ja bym się czuł, gdyby wzięła sobie urlop, seksualny urlop, tak jak ja przed chwilą? To trudne pytanie. Lepiej zastanów się nad tym, chłopcze. Nosił wilk razy kilka, aż ponieśli i wilka!
Spojrzałem na jezioro. Oświetlony bijącą od płomieni czerwoną poświatą dym wzbijał się w górę… zaś po obu stronach rozciągał się zielony słoneczny krajobraz początku lata, a w oddali widać było pokryte śniegiem szczyty gór.
— Pat?
— Słucham, kochanie?
— Brzeg jeziora nie może leżeć dalej niż o furlong. Nie czuję jednak woni siarki.
— Zauważ, w którą stronę wiatr wydyma te sztandary. Wszędzie w okolicy czeluści wiatr wieje w jej stronę. Nad nią powietrze wznosi się w górę — i przy okazji spowalnia lot dusz przybywających po torze balistycznym — a następnie, po drugiej stronie globu opada do znajdującej się tam zimnej czeluści, w której siarkowodór wchodzi w reakcję z tlenem, tworząc wodą i siarkę. Siarka odkłada się, a woda wzbija w górę pod postacią pary wodnej i wraca na powierzchnię. Dwie czeluście i cyrkulacja pomiędzy nimi reguluje tu pogodę, podobnie jak Księżyc czyni to na Ziemi, ale w łagodniejszy sposób.
— Nigdy nie byłem za mocny z nauk przyrodniczych… ale to mi się nie zgadza z prawami natury, jakich uczono mnie w szkole.
— Jasne, że nie. Tu jest inny szef. Rządzi tą planetą tak, jak mu pasuje.
Nawet gdybym mógł udzielić na to odpowiedzi, zagubiłaby się ona w łagodnym tonie gongu, który zabrzmiał wewnątrz apartamentu.
— Czy mam odebrać, proszę pana?
— Jasne, ale nie mów do mnie „pan”. Pewnie to tylko sprzątaczka, co?
— Nie, drogi Alecu, sprzątaczka przyjdzie dopiero wtedy, gdy zobaczą, że skończyliśmy. — Wstała z miejsca, a po chwili wróciła, trzymając w ręku kopertę. — List dostarczony przez imperialnego kuriera. Do ciebie, kochanie!
— Do mnie?
Odebrałem go niepewnie i otworzyłem. Był zapieczętowany. Pieczęć przedstawiała konwencjonalnie wyobrażonego diabła w kolorze czerwonym, z rogami, kopytami, ogonem i widłami, stojącego pośród płomieni. Pod spodem widniało nazwisko adresata:
„Święty Aleksander Hergensheimer.
I dalej:
Sans Souci Sheraton
Stolica
Pozdrowienia:
W odpowiedzi na pańską petycję o audiencji u Jego Piekielnej Wysokości Szatana Markatrige, Suwerena Piekła i jego kolonii, Pierwszego z Upadłych Tronów, Księcia Kłamstw, mam zaszczyt pana powiadomić, że Jego Wysokość życzy sobie, żeby poparł pan swą prośbę, dostarczając do naszego biura dokładny i szczery pamiętnik. Po spełnieniu tego warunku decyzja odnośnie pańskiej prośby zostanie podjęta.
Pozwalam sobie dodać do życzenia Jego Wysokości własną radę: Jakakolwiek próba pominięcia, zatuszowania lub koloryzowania czegokolwiek celem zadowolenia Jego Wysokości z pewnością Go nie zadowoli.
Z wyrazami uznania
Szczerze oddany