Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]
Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]

Электронная книга - «Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]». Краткое содержание книги:

„Hiob” nawiązuje do „Boskiej Komedii” Dantego.
1 ... 81 82 83 84 85 86 87 88 89 ... 96
Перейти на страницу:

Nie znaczy to, że zmniejszyło się moje pragnienie odnalezienia ciebie, Marga, moja jedyna. Będzie mi jednak teraz znacznie łatwiej cię szukać.

Czy Margrethe mogłaby to zrozumieć?

No cóż, nigdy nie odniosłem wrażenia, że jest o mnie zazdrosna. A jak ja bym się czuł, gdyby wzięła sobie urlop, seksualny urlop, tak jak ja przed chwilą? To trudne pytanie. Lepiej zastanów się nad tym, chłopcze. Nosił wilk razy kilka, aż ponieśli i wilka!

Spojrzałem na jezioro. Oświetlony bijącą od płomieni czerwoną poświatą dym wzbijał się w górę… zaś po obu stronach rozciągał się zielony słoneczny krajobraz początku lata, a w oddali widać było pokryte śniegiem szczyty gór.

— Pat?

— Słucham, kochanie?

— Brzeg jeziora nie może leżeć dalej niż o furlong. Nie czuję jednak woni siarki.

— Zauważ, w którą stronę wiatr wydyma te sztandary. Wszędzie w okolicy czeluści wiatr wieje w jej stronę. Nad nią powietrze wznosi się w górę — i przy okazji spowalnia lot dusz przybywających po torze balistycznym — a następnie, po drugiej stronie globu opada do znajdującej się tam zimnej czeluści, w której siarkowodór wchodzi w reakcję z tlenem, tworząc wodą i siarkę. Siarka odkłada się, a woda wzbija w górę pod postacią pary wodnej i wraca na powierzchnię. Dwie czeluście i cyrkulacja pomiędzy nimi reguluje tu pogodę, podobnie jak Księżyc czyni to na Ziemi, ale w łagodniejszy sposób.

— Nigdy nie byłem za mocny z nauk przyrodniczych… ale to mi się nie zgadza z prawami natury, jakich uczono mnie w szkole.

— Jasne, że nie. Tu jest inny szef. Rządzi tą planetą tak, jak mu pasuje.

Nawet gdybym mógł udzielić na to odpowiedzi, zagubiłaby się ona w łagodnym tonie gongu, który zabrzmiał wewnątrz apartamentu.

— Czy mam odebrać, proszę pana?

— Jasne, ale nie mów do mnie „pan”. Pewnie to tylko sprzątaczka, co?

— Nie, drogi Alecu, sprzątaczka przyjdzie dopiero wtedy, gdy zobaczą, że skończyliśmy. — Wstała z miejsca, a po chwili wróciła, trzymając w ręku kopertę. — List dostarczony przez imperialnego kuriera. Do ciebie, kochanie!

— Do mnie?

Odebrałem go niepewnie i otworzyłem. Był zapieczętowany. Pieczęć przedstawiała konwencjonalnie wyobrażonego diabła w kolorze czerwonym, z rogami, kopytami, ogonem i widłami, stojącego pośród płomieni. Pod spodem widniało nazwisko adresata:

„Święty Aleksander Hergensheimer.

I dalej:

Sans Souci Sheraton

Stolica

Pozdrowienia:

W odpowiedzi na pańską petycję o audiencji u Jego Piekielnej Wysokości Szatana Markatrige, Suwerena Piekła i jego kolonii, Pierwszego z Upadłych Tronów, Księcia Kłamstw, mam zaszczyt pana powiadomić, że Jego Wysokość życzy sobie, żeby poparł pan swą prośbę, dostarczając do naszego biura dokładny i szczery pamiętnik. Po spełnieniu tego warunku decyzja odnośnie pańskiej prośby zostanie podjęta.

Pozwalam sobie dodać do życzenia Jego Wysokości własną radę: Jakakolwiek próba pominięcia, zatuszowania lub koloryzowania czegokolwiek celem zadowolenia Jego Wysokości z pewnością Go nie zadowoli.

Z wyrazami uznania

Szczerze oddany

Belzebub
Sekretarz Jego Wysokości”

Przeczytałem to na głos Pat. Przymrużyła oczy i gwizdnęła.

— Kochanie, weź się lepiej do roboty.

— Ale…

Papier stanął w płomieniach. Wrzuciłem go do zlewu z brudnymi naczyniami.

— Czy to tak zawsze?

— Nie wiem. Pierwszy raz widzę list od Głównego Szefa. Pierwszy raz też słyszę, że przyznano komuś warunkową audiencję.

— Pat, nie prosiłem o audiencję. Miałem zamiar dzisiaj dowiedzieć się, jak to się robi. Nie wysłałem jednak żadnej prośby, a już otrzymałem odpowiedź.

— Musisz więc czym prędzej ją wysłać, żeby przywrócić równowagę. Pomogę ci, kochanie. Napiszę ją na maszynie.

Chochliki znowu musiały się tu kręcić. Zauważyłem, że w jednym z rogów tego wielkiego salonu zainstalowały dwa biurka. Na jednym leżał stos papierów oraz kubek z piórami, na drugim bardziej skomplikowany zestaw. Pat podeszła prosto do tego drugiego.

— Kochanie, wydaje się, że nadal jestem do ciebie przydzielona, tym razem jako sekretarka. To najnowszy i najlepszy sprzęt „Hewlett-Packarda”. To będzie czysta przyjemność. A może sam umiesz pisać na maszynie?

— Obawiam się, że nie.

— Dobra, napisz to ręcznie. Potem to przepiszę… i poprawię ortografię i gramatykę. Zabierz się tylko do dzieła. Teraz już wiem, dlaczego wybrano mnie do tej roboty. Nie ze względu na mój dziewczęcy uśmiech, kochanie. Dlatego, że umiem pisać na maszynie. Większość moich koleżanek tego nie potrafi. Wiele z nich zajęło się kurestwem dlatego, że stenografia i maszynopisanie były dla nich zbyt trudne. Dobra, bierzemy się do roboty! To nam zajmie wiele dni, może tygodni. Nie wiem dokładnie. Czy chcesz, żebym nadal tu spała?

— A ty nie chcesz?

— Kochanie, decyzja należy do klienta. Tak musi być.

— Chcę, żebyś została. (Marga! Zrozum mnie, proszę!)

— Dobrze, że to powiedziałeś. Inaczej bym się rozpłakała. Poza tym dobra sekretarka powinna zawsze przebywać, w pobliżu szefa, na wypadek, gdyby w nocy coś nieoczekiwanie stanęło na tapecie.

— Pat, to był już stary dowcip wtedy, gdy byłem w seminarium.

— Był już stary, zanim się urodziłeś, kochanie. Weźmy się do roboty!

Wyobraźcie sobie kartki kalendarza (którego nie posiadam) zrywane przez wiatr. Rękopis staje się coraz dłuższy i dłuższy, lecz Pat nalega, żeby radę księcia Belzebuba potraktować dosłownie. Sporządza ona dwie kopie wszystkiego, co piszę. Jedną chowa w biurku, a druga znika w nocy. Znowu chochliki! Pat mówi, że trzeba przyjąć, iż znikające kartki wędrują do Pałacu, przynajmniej na biurko księcia… a więc to, co napisałem dotychczas, musi zadowalać.

Codziennie przez niecałe dwie godziny Pat przepisuje to, co pisałem przez cały dzień. Przestałem się tak śpieszyć, odkąd otrzymałem odręczne pismo tej treści:

„Za bardzo się przemęczasz. Więcej luzu! Zabierz ją do kina! Pójdźcie na piknik! Nie ma się czym przejmować!

B.”

Kartka uległa samozniszczeniu, stąd nabrałem pewności, że była autentyczna. Podporządkowałem się więc. Z przyjemnością. Nie zamierzam jednak tu opisywać „garnków mięsa” szatańskiej stolicy.

Tego ranka osiągnąłem wreszcie ten dziwny punkt, w którym zacząłem pisać o tym, co działo się właśnie w tej chwili i wręczyłem Pat ostatnią zapisaną stronę.

W niespełna godzinę po ukończeniu powyższego akapitu usłyszałem dźwięk gongu. Pat zeszła do foyer. Po chwili wróciła. Objęła mnie ramionami.

— Musimy się pożegnać, kochanie! Już się nie zobaczymy!

— Co takiego?

— Właśnie to, mój drogi. Dziś rano powiedzieli mi, że moja misja dobiegła końca. Muszę ci jednak coś wyznać. Dowiesz się, z pewnością się dowiesz, że składałam na ciebie codzienne raporty. Nie gniewaj się na mnie! To mój zawód. Jestem agentką Imperialnej Służby Bezpieczeństwa.

— Do diabła! Więc te wszystkie pocałunki i westchnienia były udawane?

— Ani razu nie udawałam. O, gdy odnajdziesz swoją Margę, powiedz jej, proszę, że ma szczęście.

— Siostro Mary Patricio, czy to kolejne kłamstwo?

— Święty Aleksandrze, nigdy cię nie okłamałam. Musiałam tylko przemilczeć pewne rzeczy, zanim wolno mi było o nich powiedzieć. — Odsunęła się ode mnie.

1 ... 81 82 83 84 85 86 87 88 89 ... 96
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)