Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]
- Автор: Хайнлайн Роберт Энсон
- Год: 1992
- Язык: польский
- Год: Rebis
- ISBN: 83-05202-43-9
- Переводчик: Michal Jakuszewski
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]». Краткое содержание книги:
— Nie byłem pewien, czy w ogóle umarłaś.
— Oczywiście. Nie jestem chochlicą udającą kobietę, lecz prawdziwą kobietą. Nie myśl sobie, że można dostać taką pracę, nie mając doświadczenia z ludźmi. Trzeba być człowiekiem do szpiku kości, aby zadowolić swego pobratymca człowieka. Te gadki o nadzwyczajnych zdolnościach erotycznych succubów to tylko ich trik reklamowy. Byłam zakonnicą, Alec, od lat młodości, aż do śmierci. Większość tego czasu spędziłam na nauczaniu gramatyki i arytmetyki dzieci, które nie miały ochoty się tego uczyć. Szybko zrozumiałam, że nie mam powołania. Nie wiedziałam jednak, jak się stamtąd wydostać, więc zostałam. Około trzydziestki stwierdziłam, jak straszną pomyłkę popełniłam. Mój rozwój seksualny dobiegł końca, to znaczy dostałam chcicy, święty Alecu, i z każdym rokiem moja żądza rosła. Najgorsze w moim położeniu było nie to, że doznawałam pokusy, ale że właściwie jej nie doznawałam, gdyż byłam gotowa skorzystać z każdej okazji. Ale gdzie tam! Mój spowiednik spojrzałby na mnie z pożądaniem, gdybym była chłopcem z chóru. Prawdę mówiąc, zdarzało mu się pochrapywać podczas moich spowiedzi. Nic dziwnego. Moje grzechy nudziły nawet mnie.
— Jakie to były grzechy, Pat?
— Nieczyste myśli, do których z reguły się nie przyznawałam. Ponieważ nie uzyskałam wybaczenia, poszły prosto do komputerów świętego Piotra. Bluźniercze cudzołożne stosunki.
— Hę? Pat, masz niezłą wyobraźnię.
— Nie za bardzo. Tylko chcicę. Prawdopodobnie nie zdajesz sobie sprawy, jak ograniczona jest swoboda zakonnicy. Jest oblubienicą Chrystusa. Taki jest kontrakt. I dlatego nawet myśli o seksie czynią z niej cudzołożną żonę w najgorszym tego słowa znaczeniu.
— No, kurczę! Pat, niedawno widziałem w niebie dwie zakonnice. Wyglądały na zdrowe sztuki, zwłaszcza jedna z nich. A jednak się tam znalazły.
— Nie ma w tym sprzeczności. Większość zakonnic spowiada się regularnie i uzyskuje rozgrzeszenie. Zwykle też umierają na łonie rodziny z kapłanem lub spowiednikiem pod ręką. W ten sposób zakonnica otrzymuje ostatnie namaszczenie wyspowiadana ze wszystkich grzechów i wędruje prosto do nieba, czysta jak nowe mydełko. Ale nie ja! — Uśmiechnęła się. — Ja muszę pokutować za swoje grzechy i każda minuta tej kary napawa mnie występną przyjemnością. Umarłam jako dziewica w tysiąc dziewięćset osiemnastym podczas wielkiej epidemii grypy. Marło wówczas tak wielu ludzi, że żaden ksiądz nie zdążył na czas, żeby mnie naoliwić na drogę do nieba. Dlatego wylądowałam tutaj. Po ukończeniu tysiącletniego okresu terminowania…
— Chwileczkę! Umarłaś w tysiąc dziewięćset osiemnastym?
— Tak. Wielka epidemia grypy hiszpańskiej. Urodzona w roku 1878, zmarła w 1918, dokładnie w dniu swych czterdziestych urodzin. Czy chcesz, żebym wyglądała na czterdziestkę? Mogę to zrobić.
— Nie. Wyglądasz w sam raz. Cudownie.
— Nie byłam pewna. Niektórzy z mężczyzn… jest tu kupa takich, co mieli chętkę na swoją mamusię i większości z nich nie udało się za życia tego dopiąć. To jedna z najłatwiejszych usług w moim repertuarze. Po prostu pozwalam ci zahipnotyzować się samemu. Ty dostarczasz danych. Dzięki temu uzyskuję wygląd i głos twojej matki. Zapach też. Wszystko. Z tym że — w przeciwieństwie do niej — jestem do wzięcia na różne sposoby…
— Patty, ja nawet nie lubiłem swojej matki!
— Och. Czy nie miałeś z tym kłopotów w Dzień Sądu?
— Nie. Zasady tego nie wymagają. W Księdze jest tylko napisane, że masz czcić ojca swojego i matkę swoją. Ani słowa o kochaniu ich. Czciłem ją z zachowaniem pełnego protokołu. Miałem jej zdjęcie na biurku. Co tydzień pisałem list. Dzwoniłem do niej w dniu urodzin. Odwiedzałem, gdy pozwoliły mi na to obowiązki. Wysłuchiwałem jej wiecznego wyrzekania i zatrutych plotek o przyjaciółkach. Nigdy się jej nie sprzeciwiałem. Płaciłem rachunki w szpitalu. Przyszedłem na pogrzeb, Ale nie płakałem. Ona nie lubiła mnie, ani ja jej. Zapomnijmy o niej! Pat, zadałem ci pytanie, a ty zmieniłaś temat.
— Przepraszam, mój drogi. Hej, popatrz, co znalazłam!
— Nie zmieniaj znowu tematu. Potrzymaj go trochę w ręku, żeby się rozgrzał i odpowiedz na moje pytanie. Mówiłaś coś o tysiącletnim okresie terminowania.
— Tak?
— Ale powiedziałaś też, że umarłaś w tysiąc dziewięćset osiemnastym. Ostatnia trąba zabrzmiała w tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym czwartym. Wiem to na pewno. Byłem przy tym. To tylko siedemdziesiąt sześć lat od twojej śmierci. Mnie wydaje się, że ostatnia trąba zabrzmiała zaledwie kilka dni temu, najwyżej miesiąc. Natrafiłem na fakty, które wydają się świadczyć o tym, że upłynęło siedem lat. To jednak nie to samo co ponad dziewięćset, prawie tysiąc. Nie jestem duchem. Mam żywe ciało. Nie jestem też Matuzalemem. (Do diabła, Margrethe rozłączona ze mną przez tysiąc lat? To niesprawiedliwe!)
— Och, Alec, w wieczności tysiąc lat nie oznacza jakiegoś określonego czasu. Po prostu długi okres. W tym przypadku wystarczająco długi, aby stwierdzić, czy posiadam talent i zamiłowanie do tego zawodu. To zajęło trochę czasu dlatego, że choć byłam wystarczająco pobudliwa — i tak już zostało, niemal każdy klient może mnie wysłać prawie pod sufit, jak zauważyłeś — to, gdy tu przybyłam, nie wiedziałam nic na temat seksu. Zupełnie nic! Nauczyłam się jednak czego trzeba. Maria Magdalena wystawiła mi wysoką ocenę i zarekomendowała na stały kontrakt.
— Czy ona jest tutaj?
— Och. Zapraszają ją na gościnne wykłady. Na stałe zatrudniona jest w niebie.
— Czego może tam uczyć?
— Nie mam pojęcia, ale na pewno nie tego, co tutaj. Nie sądzę. Hmm. Alec, ona należy do Wiecznych Tytanów. Rządzi się własnymi prawami. Tym razem to ty zmieniłeś temat. Próbowałam ci wytłumaczyć, że nie wiem, jak długo terminowałam, ponieważ czas płynie tutaj tak, jak mu się każe. Jak długo byliśmy razem w łóżku?
— Hmm. Dosyć długo. Ale nie wystarczająco długo. Myślę, że jest około północy.
— Jeśli tak sobie życzysz. Czy chcesz, żebym weszła na wierzch?
Następnego ranka, kiedykolwiek to było, zjedliśmy z Pat śniadanie na balkonie wychodzącym na jezioro. Była ubrana w ulubiony kostium Margi — krótkie, obcisłe szorty i stanik, z którego jej piersi pragnęły wyrwać się na wolność. Nie wiem, skąd wzięła swój strój, lecz moje spodnie i koszula zostały w nocy wyprane i zacerowane, podobnie jak bielizna i skarpetki. W piekle wszędzie musi być pełno małych zapracowanych chochlików. Zresztą w drugiej części nocy mogliby przegonić przez apartament stado gęsi, a i tak bym się nie obudził.
Spojrzałem na Pat siedzącą po drugiej stronie stołu, podziwiając jej zdrową harcerską urodę oraz nos pokryty piegami, i sam sobie się dziwiłem, że uważałem kiedyś seks za grzech. Seks może, rzecz jasna, zawierać elementy grzeszne. We wszystkim, co robią ludzie, może się pojawić okrucieństwo i niesprawiedliwość. Jednak w samym seksie nie ma śladu grzechu. Przybyłem tu zmęczony, pełen niepewności i nieszczęśliwy, a Pat najpierw mnie uszczęśliwiła, a potem pomogła wypocząć, dzięki czemu wstałem tego pięknego poranka bardzo szczęśliwy.