Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]
Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]

Электронная книга - «Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]». Краткое содержание книги:

„Hiob” nawiązuje do „Boskiej Komedii” Dantego.
1 ... 79 80 81 82 83 84 85 86 87 ... 96
Перейти на страницу:

Chłopiec hotelowy („Mów mi Pat”) kręcił się po pokoju, odsuwając zasłony, poprawiając okna, wymieniając termostaty, sprawdzając ręczniki — jednym słowem robiąc to wszystko, co zwykli czynić chłopcy hotelowi, pragnąc otrzymać suty napiwek. Zastanawiałem się, jak go dać. Czy istniał sposób, aby wpisano to na mój rachunek? Będę musiał o to zapytać. Udałem się do sypialni (to była dość długa podróż!) i podpatrzyłem, że Pat jest w łazience. Rozbierał się. Spodnie ściągnął już do połowy, a nagie pośladki wypiął w moją stronę.

— Hej, chłopcze, nie trzeba! — zawołałem. — Dziękuję za dobre chęci… ale nie mam słabości do chłopców.

— Ja mam — padła odpowiedź. — Z tym, że nie jestem chłopcem.

Odwróciła się w moją stronę.

Miała rację. Zdecydowanie nie była chłopcem.

Stałem z rozdziawioną gębą, podczas gdy Pat ściągnęła resztę ubrania i wrzuciła do kosza.

— No! — powiedziała z uśmiechem. — Nareszcie wydostałam się z tego munduru! Nie zdejmowałam go od chwili, gdy doniesiono, że zauważono cię na ekranach radaru. Co się stało, święty Alecu? Czy zatrzymałeś się po drodze na piwo?

— Hm… tak. Na dwa, albo trzy piwa.

— Tak myślałam. Bert Kinsey był na warcie, prawda? Jeśli kiedyś jezioro wystąpi z brzegów i tę dzielnicę zaleje lawa, Bert, zanim zacznie uciekać, wstąpi po drodze na piwo. Czemu jesteś zakłopotany? Czy powiedziałam coś niewłaściwego?

— Hmm… panienko, jesteś bardzo ładna, ale o dziewczynę również nie prosiłem.

Zbliżyła się do mnie, spojrzała w górę i pogłaskała mnie po policzku. Czułem jej oddech na swej brodzie. Wyczuwałem jej słodki zapach.

— Święty Alecu — odparła cicho — nie usiłuję cię uwieść. Rzecz jasna, jestem do wzięcia. Dziewczyna do towarzystwa, albo dwie czy trzy, jest wliczona w cenę wszystkich naszych luksusowych apartamentów. Potrafię jednak zrobić coś znacznie lepszego niż przespać się z tobą. — Sięgnęła po ręcznik i owinęła go sobie wokół bioder.

— Kąpielowa, ichiban, do usług! Prosę pana, cy pomasować plecy? — Odrzuciła ręcznik, uśmiechając się. — Jestem też barmanką pierwszej klasy. Czy podać „duńskiego zombi?”

— Kto ci powiedział, że go lubię?

Odwróciła się tyłem, aby otworzyć szafę.

— Wszyscy święci, których znałam, lubili właśnie to. Jak ci się to podoba? — Wyciągnęła szlafrok, który wyglądał, jakby utkano go z jasnoniebieskiej mgły.

— Śliczne. Ilu świętych poznałaś?

— Jednego. Ciebie… Nie, dwóch, ale tamten nie pijał „duńskiego zombi”. Przepraszam. Wygłupiałam się.

— Nic nie szkodzi. To może być cenna wskazówka. Czy ta informacja pochodzi od duńskiej dziewczyny? Blondynki mniej więcej twojego wzrostu i tuszy. Margrethe lub Marga. Niekiedy też Margie.

— Nie. Gdy przydzielono mnie do ciebie, dostałam ściągę z informacjami na twój temat. Ta Margie to twoja przyjaciółka?

— Więcej niż przyjaciółka. Ona jest powodem, dla którego jestem w piekle. Na piekle? W?

— Jak chcesz. Jestem raczej pewna, że nigdy nie spotkałam twojej Margie.

— W jaki sposób można tu kogoś odnaleźć? Księgi adresowe? Spisy wyborców? Czy coś takiego?

— Nigdy tu nie widziałam nic z tych rzeczy. W piekle nie ma prawie żadnej organizacji. Panuje tu anarchia, która tylko w niektórych kwestiach przeradza się w monarchię absolutną.

— Czy sądzisz, że mógłbym zapytać o to Szatana?

Zrobiła niepewną minę.

— O ile wiem, nie ma żadnego prawa, które by stwierdzało, że nie wolno ci napisać listu do Jego Piekielnej Wysokości. Z drugiej strony nie ma też prawa, które by mówiło, że On musi go przeczytać. Myślę, że któryś z sekretarzy otworzyłby go i przeczytał. Nie podejrzewam, żeby po prostu wrzucili list do jeziora. Raczej nie. Wejdziemy tu? — spytała. — Czy chcesz już iść do łóżka?

— Hm… Myślę, że powinienem się wykąpać. Nawet na pewno.

— Fajnie! Nigdy jeszcze nie kąpałam świętego! Bomba!

— Wiesz, nie potrzebuję pomocy. Potrafię się sam wykąpać.

A jednak mnie wykąpała. Zrobiła mi manicure. I pedicure, posykując ze złości nad stanem moich paznokci u nóg. „Skandal” to najłagodniejsze określenie, jakiego użyła. Przystrzygła mi włosy. Gdy zapytałem ją o żyletki, wskazała mi szafkę w łazience, w której kryło się osiem czy dziewięć różnych przyrządów do golenia.

— Polecam tę elektryczną maszynkę z trzema obrotowymi głowicami, lecz jeśli mi zaufasz, przekonasz się, że umiem się nieźle posłużyć zwykłą staromodną brzytwą.

— Szukałem tylko żyletek. Firmy „Gillette”.

— Nie znam tej firmy, ale są tu nowe maszynki, do których pasują wszystkie z tych żyletek.

— Nie. Wolę się trzymać swojej własnej. Nierdzewne żyletki z dwoma ostrzami.

— „Wilkinson Sword”, podwójne nietępiące się ostrza?

— Ewentualnie. O, są! „Gillette Stainless”. Kup dwie paczki, dostaniesz jedną za darmo!

— Dobrze. Ogolę cię.

— Nie. Zrobię to sam.

W pół godziny później oparłem plecy o poduszki łóżka godnego królewskiego miesiąca miodowego. Przełknąłem już jeden pyszny „Dagwood”, a w ręku trzymałem szklaneczkę z „duńskim zombim”. Miałem na sobie nowiutką piżamę w kolorze ciemnobrązowo-złotym. Pat zdjęła przejrzysty peniuar o barwie błękitnego dymu, który włożyła na siebie, gdy mnie wykąpała, i położyła się przy mnie, stawiając swojego drinka — „Glenlivet” z lodem w zasięgu ręki.

(Powiedziałem sam do siebie: Posłuchaj, Marga, nie prosiłem o to. Tu jest tylko jedno łóżko, jest ono jednak duże, a ona się do mnie nie przystawia. Nie każesz mi jej stąd wykopać, prawda? To miła dziewczyna. Nie chciałbym urazić jej uczuć. Jestem zmęczony. Skończę tego drinka i idę spać.)

Nie poszedłem spać tak szybko. Pat nie była w najmniejszym stopniu agresywna. Była jednak bardzo skłonna do współpracy. Zauważyłem, że jedna część mojego umysłu skoncentrowała się całkowicie na tym, co miała ona do zaoferowania (mnóstwo!), a druga tłumaczyła jednocześnie Mardze, że nie było to nic poważnego: Nie kocham jej. Kocham ciebie i tylko ciebie, i zawsze będę cię kochał… ale nie mogłem zasnąć i…

Spaliśmy zaledwie chwilę, po czym obejrzeliśmy „holograficzny” film „tylko dla dorosłych”, jak określiła to Pat — i poznałem rzeczy, o których nawet nie słyszałem. Okazało się jednak, że Pat potrafi je robić i może mnie nauczyć. Tym razem zatrzymałem się tylko na chwilę, aby powiedzieć Mardze, że uczę się ich z myślą o nas obojgu, po czym zwróciłem całą swoją uwagę na proces nauczania.

Potem znowu się zdrzemnęliśmy.

Po pewnym czasie Pat dotknęła mojego ramienia.

— Odwróć się do mnie, najdroższy, chcę ci spojrzeć w twarz. Tak myślałam. Alec, wiem, że w głowie ci tylko twoja dziewczyna. Dlatego tu jestem, żeby ci ułatwić sprawę. Nie mogę tego jednak zrobić bez twojej pomocy. Co ona takiego robiła, czego ja nie umiem? Czy może ma ten sławny gwint lewoskrętny? Albo coś innego? Powiedz mi albo opisz to. Mogę to zrobić, albo udać, że robię, albo też wysłać po kogoś. Proszę cię. Zaczynasz ranić moją zawodową dumę.

— Świetnie sobie radzisz. — Pogłaskałem ją po dłoni.

— Ciekawe. Może sprowadzić więcej dziewcząt takich jak ja, w różnych smakach? Zasypać cię cyckami? Czekoladowe, waniliowe, truskawkowe, tutti-frutti. Tutti-frutti — hmm… Może chciałbyś przekładaniec z San Francisco albo jakiś inny numer z Sodomy i Gomory? Znam jednego chłopaka z Berkeley, który nie jest w stu procentach chłopakiem. Ma cudowną wyobraźnię. Współpracowałam z nim wiele razy. Może zawezwać innych podobnych do siebie. Jest członkiem zarówno „Towarzystwa Alesteira Crowleya”, jak i „Neronów, baronów i haleronów”. Jeśli masz ochotę na scenę grupową, Donny i ja zaprojektujemy ją tak, jak sobie życzysz, a „Sans Souci” zatroszczy się o odpowiednią aranżację. Ogród perski, pensjonat, harem turecki, obsceniczne rytuały w rytm tam-tamów, klasztor żeński… o, właśnie, czy mówiłam ci, co robiłam przed śmiercią?

1 ... 79 80 81 82 83 84 85 86 87 ... 96
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)