Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]
- Автор: Хайнлайн Роберт Энсон
- Год: 1992
- Язык: польский
- Год: Rebis
- ISBN: 83-05202-43-9
- Переводчик: Michal Jakuszewski
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]». Краткое содержание книги:
(Kto tu zwariował? Diabeł czy ja? A może to kolejny z tych koszmarów, które ostatnio mnie dręczyły?)
— Wasza Wysokość nie wymieniła nic, czego bym pragnął.
— Czyżby? Każdy potrzebuje pieniędzy. Jesteś spłukany. Nie będziesz mógł zostać w tym paradnym apartamencie ani dnia dłużej, jeśli nie znajdziesz roboty. — Stuknął ręką w maszynopis. — To może ci kiedyś przynieść trochę grosza, ale nie tak szybko. Nie wypłacę ci zaliczki, bo nie wiem, jak to się będzie sprzedawać. Na rynku jest już nadmiar ekstrawaganckich historii pod hasłem: „Byłem więźniem złego króla”.
— Wasza Wysokość czytała mój pamiętnik i wie, czego pragnę.
— Hę? Przypomnij mi!
— Pan wie! Mojej ukochanej, Margrethe Svensdatter Gunderson.
Zrobił zdziwioną minę.
— Czy nie wysłałem ci memorandum na ten temat? W piekle jej nie ma.
Poczułem się jak pacjent, który trzymał uszy do góry aż do chwili, gdy nadszedł wynik biopsji… a potem nie może się pogodzić ze złą wiadomością.
— Czy jest Pan tego pewien?
— Oczywiście, że tak. Jak ci się zdaje, kto tu rządzi?
(Książę Kłamców, Książę Kłamstw!)
— Jak może Pan być pewien? Słyszałem, że nikt tu nie prowadzi rejestrów. Jest możliwe, że ktoś przebywa w piekle od lat, a Pan nigdy o nim nie słyszał.
— Jeśli tak słyszałeś, to źle słyszałeś. Posłuchaj, jeśli przyjmiesz moją ofertę, będziesz mógł sobie pozwolić na wynajęcie najlepszych detektywów w historii — od Sherlocka Holmesa aż po J. Edgara Hoovera, aby przeszukali dla ciebie całe piekło. To byłoby jednak marnowanie pieniędzy. Jej nie ma na obszarze Mojego królestwa. Mówię ci to oficjalnie.
Zawahałem się. Piekło ma dużą powierzchnię. Sam mógłbym je przeszukiwać przez całą wieczność i nigdy nie znalazłbym Margi. Jednak duża ilość pieniędzy (wiedziałem o tym dobrze) czyniła z trudnych rzeczy łatwe, a z niemożliwych jedynie trudne.
Niemniej — choć niektóre z rzeczy, które robiłem jako zastępca kierownika w Kościołach Zjednoczonych na rzecz Obyczajności mogły wzbudzać wątpliwości (niełatwo jest zrównoważyć budżet), nigdy jednak jako wyświęcony kapłan nie sprzedałem się Naszemu Odwiecznemu Nieprzyjacielowi. Jak może kapłan Chrystusa zostać kapelanem Szatana? Marga, kochanie, nie mogę tego zrobić.
— Nie.
— Nie dosłyszałem cię. Dodam jeszcze coś na osłodę. Jeśli przyjmiesz moją propozycję, przydzielę ci na stałe moją czołową agentkę, siostrę Mary Patricię. Zostanie twoją niewolnicą — z jednym drobnym zastrzeżeniem, że nie będziesz mógł jej sprzedać. Będziesz ją jednak mógł wynajmować, jeśli sobie zażyczysz. Co ty na to?
— Nie.
— No nie, no! Prosisz o jedną babkę, a ja ci daję lepszą. Nie możesz mi wmówić, że nie było ci z Pat przyjemnie. Mieszkałeś z nią przez długie tygodnie. Czy mam odtworzyć z taśmy trochę jęków i westchnień?
— Ty, nie powiem jaki, chamie!
— Nu, nu, nie obrażaj Mnie w Moim własnym domu. Ty wiesz, Ja wiem i wszyscy dobrze wiemy, że kobitki niewiele się od siebie różnią — może z wyjątkiem gotowania. W miejsce tej, którą gdzieś zapodziałeś, proponują ci inną, nawet lepszą. Za rok podziękujesz Mi za to. Za dwa lata będziesz się dziwił, czemu tak. wybrzydzałeś. Lepiej się zgódź, święty Aleksandrze, to najlepsza propozycja, jaką mogę ci złożyć. Mówię ci szczerze, ten „duński zombi”, o którego prosiłeś, nie znajduje się w piekle. No więc?
— Nie!
Szatan zabębnił palcami o oparcie fotela. Wyglądał na rozzłoszczonego.
— To twoje ostatnie słowo?
— Tak.
— A przypuśćmy, że zaoferowałbym ci posadę kapelana i twoją lodową dziewicę na dodatek?
— Powiedział Pan, że w piekle jej nie ma!
— Ale nie powiedziałem, że nie wiem, gdzie jest.
— Czy może się Pan do niej dostać?
— Odpowiedz na moje pytanie. Czy przyjmiesz posadę Mojego kapelana, jeśli w kontrakcie zawrę obietnicę oddania ci jej?
(Marga, Marga!)
— Nie.
— Sierżancie, proszą odesłać straż — powiedział Szatan rześkim głosem. — Ty pójdziesz ze mną!
— W lewo zwrot!… Naprzód marsz!
Szatan wstał ze swego tronu, obszedł go wkoło i udał się na tył, nie odzywając się do mnie ani słowem. Musiałem się śpieszyć, aby nadążyć za jego potężnymi krokami. Za tronem znajdował się długi mroczny tunel. Gdy wydało mi się, że zaczął się ode mnie oddalać, zerwałem się do biegu. Jego sylwetka zaczęła się roztapiać w słabym świetle na końcu tunelu.
Nagle o mało nie nadepnąłem Mu na pięty. Nie odchodził w dal tak szybko, jak mi się zdawało, lecz zmieniał swą wielkość. A może ja to robiłem. Byliśmy teraz obaj mniej więcej tego samego wzrostu. Zatrzymałem się tuż za Nim, gdy dotarł do drzwi znajdujących się na końcu tunelu. Były one ledwie widoczne w słabej czerwonawej poświacie. Szatan dotknął czegoś przy drzwiach, nad którymi zapaliło się białe światło. Otworzył drzwi i zwrócił się w moją stronę.
— Wejdź, Alec!
Serce zabiło mi żywiej. Zaczerpnąłem gwałtownie oddechu.
— Jerry! Jerry Farnsworth!
XXVII
Bo w wielkiej mądrości — wiele utrapienia, a kto przysparza wiedzy — przysparza i cierpień.