Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]
- Автор: Хайнлайн Роберт Энсон
- Год: 1992
- Язык: польский
- Год: Rebis
- ISBN: 83-05202-43-9
- Переводчик: Michal Jakuszewski
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]». Краткое содержание книги:
— Święty Piotr?
— Hę? Nie, nie Piotrek. Piotrek to równy gość. Najdoskonalszy chrześcijanin w Niebie czy na Ziemi. Wyparł się swojego Szefa trzy razy i od tego czasu usiłuje odkupić tę winę. Jest absolutnie zachwycony, że wolno mu się zwracać w sposób poufały do swojego Pana we wszystkich jego trzech konwencjonalnych aspektach. Lubię Piotrka. Gdyby kiedykolwiek podpadł Mojemu Bratu, ma tu zapewnioną posadę. A więc zjawiłeś się w piekle. Czy przypominasz sobie zaproszenie, które wystosowałem do ciebie na taki wypadek? (…wpadnij do mnie. Obiecuję ci piekielne przyjęcie).
— Tak!
— Czy dotrzymałem słowa? Zastanów się, zanim odpowiesz. Siostra Pat słucha.
— Nie słucha — zaprzeczyła Katie. — Pat to dama. Nie tak, jak niektórzy. Kochanie, potrafię to skrócić. Alec chce się dowiedzieć, dlaczego go prześladowano, w jaki sposób to robiono i co może teraz w tej sprawie uczynić. Mam na myśli Margę. Alec, na pierwsze pytanie łatwo odpowiedzieć. Wybrano cię z tego samego powodu, dla którego pitbulla wysyła się na arenę, aby został rozerwany na strzępy: dlatego, że Jahwe uważał, iż możesz wygrać. Odpowiedź na drugie pytanie jest równie łatwa. Miałeś rację, gdy sądziłeś, że cierpisz na paranoję. To nie oznacza, że jesteś wariatem. Rzeczywiście istniał spisek przeciwko tobie. Za każdym razem, gdy zbliżałeś się do odpowiedzi, cała karuzela zaczynała się na nowo. Ten milion dolarów. To był drobiazg. Ta forsa istniała tylko tak długo, aby cię wprawić w zakłopotanie. Myślę, że odpowiedziałam ci na wszystko, oprócz tego, co możesz uczynić. Możesz uczynić jedno i tylko jedno — zaufać Jerry’emu. Może Mu się nie udać — to jest bardzo niebezpieczne — niemniej jednak spróbuje.
Spojrzałem na Katie z rosnącym respektem i pewnym niepokojem. Wspomniała o sprawach, o których nigdy nie mówiłem Jerry’emu.
— Katie, czy ty jesteś człowiekiem czy też jakimś, hmm, upadłym tronem czy czymś w tym rodzaju?
Zachichotała.
— Pierwszy raz ktoś mnie podejrzewa o coś takiego. Jestem aż za bardzo ludzka, kochany Alecu. Poza tym nie jestem dla ciebie obca. Wiesz o mnie mnóstwo.
— Jak to?
— Zastanów się. Kwiecień roku tysiąc czterysta czterdziestego szóstego przed narodzinami Jeszuy z Nazaretu.
— Powinienem rozpoznać cię tylko na tej podstawie? Niestety nie potrafię!
— Spróbujmy więc w ten sposób — dokładnie w czterdzieści lat po wyjściu z Egiptu dzieci Izraela.
— Podbój Kanaanu.
— A niech to! Księga Jozuego, rozdział drugi. Podaj moje imię i zawód. Powiedz, czy byłam matką, żoną czy panną? (Jedna z najlepiej znanych opowieści w Biblii. To ona? Rozmawiam z nią?)
— Hmm… Rachab?
— Nierządnica z Jerycha. To ja. Ukryłam szpiegów generała Jozuego w swym domu… i dzięki temu uratowałam swych rodziców, braci i siostry przed masakrą. Teraz powiedz, że „dobrze się trzymam”.
Sybil zachichotała złowieszczo:
— No proszę, spróbuj!
— Kurczę, Katie, dobrze się trzymasz! To już ponad trzy tysiące lat, niemal trzy tysiące czterysta. Prawie nie masz zmarszczek. W każdym razie niewiele.
— Niewiele! Nie dostaniesz śniadania, młody człowieku!
— Katie, jesteś piękna i wiesz o tym. Masz pierwsze miejsce, na równi z Margrethe.
— A czy przyjrzałeś się mnie? — odezwała się Sybil. — Też mam swoich fanów. Poza tym mam już przeszło cztery tysiące lat. Stara kupa.
— Nie, Sybil. Morze Czerwone rozstąpiło się w roku tysiąc czterysta dziewięćdziesiątym pierwszym przed Chrystusem. Dodaj do tego datę zachwycenia — rok tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiąty czwarty — i jeszcze siedem lat…
— Alec?
— Słucham, Jerry.
— Sybil ma rację. Po prostu tego nie zauważyłeś. Upłynęła już połowa z tysiąca lat pokoju pomiędzy Armageddonem i walką na niebie. Mój Brat, w postaci Jezusa, rządzi teraz na Ziemi, a ja jestem związany łańcuchem i wtrącony do czeluści na cały ten okres.
— Nie wyglądasz mi na związanego. Czy mógłbym dostać jeszcze trochę Jacka Danielsa? Nie wiem, co mam myśleć.
— Jestem związany w wystarczającym stopniu. Nie mogę „wyjść, żeby omamić narody z czterech kątów Ziemi”. Jahwe ma ją tylko dla siebie, na krótki czas, zanim ją zniszczy. — Jerry wzruszył ramionami. — Odmówiłem wzięcia udziału w Armageddonie. Oświadczyłem Mu, że ma pod dostatkiem własnych czarnych charakterów do tej roboty. Alec, to Mój Brat pisze scenariusze. Ja mam zawsze walczyć zaciekle, jak drużyna Harvardu, a na koniec przegrać. To się stało nudne. On zamierzał sprawić Mi kolejny łomot na koniec tego millenium, po to tylko, aby wypełnić Swe proroctwa. To ta „walka na niebie”, którą przewidział w tak zwanej Apokalipsie. Nie wybieram się na nią. Powiedziałem Swoim aniołom, że mogą wystawić legię cudzoziemską, jeśli mają ochotę. Ja się wstrzymam. Jaki sens ma bitwa, której wynik przepowiedziano na tysiąc lat przed dźwiękiem gwizdka?
Mówiąc to patrzył na mnie uważnie. Nagle przerwał.
— Co cię gryzie?
— Jerry… jeśli upłynęło pięćset lat, odkąd straciłem Margrethe, nie ma żadnej nadziei, prawda?
— Hej! Do diabła, chłopcze, czy nie powiedziałem ci, żebyś nie próbował zrozumieć rzeczy, które są poza twoim pojmowaniem? Czy podjąłbym się tego, gdyby nie było nadziei?
— Jerry, uspokoiłam już Aleca… a ty go znowu zdenerwowałeś — stwierdziła Katie.
— Przepraszam.
— To nie twoja wina, Alec. Jerry powiedział to bez ogródek, ale taka jest prawda. Gdybyś działał sam, nie miałbyś żadnej szansy. Jednak przy pomocy Jerry’ego możesz ją odnaleźć. Nie ma pewności, ale istnieje realna szansa. Czas nie ma tu znaczenia, pięćset lat czy pięć sekund. Nie musisz tego rozumieć, ale uwierz w to, proszę.
— Zgoda, uwierzę. Dlatego, że w przeciwnym razie nie byłoby żadnej nadziei.
— Jest nadzieja. Musisz być tylko cierpliwy.
— Spróbuję. Myślę jednak, że już nigdy nie będziemy mieli swojego małego lokalu w Kansas.
— Czemu nie? — wtrącił Jerry.
— Po pięciu stuleciach? Nie będą już nawet umieli odróżnić lodów z gorącym sosem toffi od kozy z sosem curry. Obyczaje się zmieniają.
— To wynajdziesz lody na nowo i zrobisz furorę! Nie bądź pesymistą, synu!
— A czy zjadłbyś je teraz? — spytała Sybil.
— Nie powinien ich raczej mieszać z Jackiem Daniels’em — ostrzegł Jerry.
— Dziękuję, Sybil… ale chyba rozpłakałbym się nad nimi. Kojarzą mi się z Margą.
— Lepiej nie roztkliwiaj się. Synu, płakanie nad kieliszkiem jest wystarczająco złe, ale płakanie nad lodami jest odrażające.
— Czy mam dokończyć opowieści z mojej pełnej skandali młodości, czy też nikt mnie nie słucha?
— Słucham cię, Katie — odrzekłem. — A więc dobiłaś interesu z Jozuem.
— Z jego szpiegami. Alec, kochanie, musze, wyjaśnić pewną sprawę każdemu, kogo miłości i szacunku pragnę — mam na myśli ciebie. Niektórzy ludzie, którzy wiedzą, kim jestem — a jeszcze więcej tych, którzy nie wiedzą — uważają nierządnicę Rachab za zdrajczynię. Zdrada swych rodaków w czasie wojny i tak dalej. Otóż…