Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]
- Автор: Хайнлайн Роберт Энсон
- Год: 1992
- Язык: польский
- Год: Rebis
- ISBN: 83-05202-43-9
- Переводчик: Michal Jakuszewski
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]». Краткое содержание книги:
— Pan Graham! Był pan bomba! Oglądałam wszystko! Z siostrą Pat! Ona też myśli, że pan jest bomba!
Lewa ściana zamieniła się w okno z widokiem na góry. Na przeciwnej ścianie pojawił się kamienny kominek z buzującym płomieniem, który wyglądał zupełnie tak samo, jak poprzednim razem. Sufit był teraz niski, lecz meble i podłoga wyglądały tak, jak je zapamiętałem — „Remington numer dwa”.
Katie odwróciła się od tablicy rozdzielczej.
— Sybil, daj mu spokój, kochanie! Alec, usiądź wreszcie!
— Jak sobie życzysz.
Usiadłem.
— Hmm… czy to Teksas czy piekło?
— Zależy, jak na to patrzeć — odrzekł Jerry.
— A co to za różnica? — spytała Sybil.
— Trudno wyczuć — odparła Katie. — Nie kłopocz się tym teraz, Alec. Ja też cię podziwiałam. Dziewczęta mają rację. Jestem z ciebie dumna.
— On stanowi ciężki przypadek — wtrącił Jerry. — Nie wycisnąłem z niego ani grosika. Alec, ty uparty tępaku, przegrałem przez ciebie trzy zakłady.
Drinki pojawiły się na miejscu. Jerry uniósł swoją szklankę.
— Twoje zdrowie!
— Za Aleca!
— Tak, jego zdrowie!
— Moje zdrowie — zgodziłem się, pociągając wielki łyk Jacka Daniels’a — Jerry. Nie jesteś chyba naprawdę…
Uśmiechnął się do mnie. Szyte na miarę ubranie kowbojskie zniknęło. Buty zmieniły się w rozszczepione kopyta. Rogi wysunęły się spod Jego włosów. Skóra pokrywająca potężne mięśnie zalśniła oleistą czerwienią. Z Jego łona niedorzecznie wielki fallus wystrzelił nieustraszenie w górę!
— Myślę, że go przekonałeś, mój drogi — powiedziała cicho Katie. — A poza tym ta postać nie należy do Twych najładniejszych.
Konwencjonalne. wyobrażenie diabła zniknęło, szybko zastąpione przez równie konwencjonalne wyobrażenie milionera z Teksasu.
— Tak lepiej — powiedziała Sybil. — Tato, dlaczego w ogóle używasz tego wyświechtanego wyobrażenia?
— Służy ono jako dobitny symbol. Jednak ta druga postać jest tutaj bardziej odpowiednia. Ty też powinnaś przywdziać strój teksański.
— Koniecznie? Myślałam, że Patty przyzwyczaiła już pana Grahama do nagości.
— Jej nagości, nie twojej. Zrób to zaraz, bo cię usmażę na obiad!
— Tatusiu, jesteś oszustem. — Na Sybil, która nie ruszyła się z krzesła, pojawiły się nagle niebieskie dżinsy i stanik. — Zmęczyło mnie już udawanie nastolatki. Nie widzę sensu kontynuowania tej zabawy. Święty Alec wie już, że go nabieraliśmy.
— Sybil, mówisz za dużo.
— Mój drogi, ona może mieć rację — wtrąciła cicho Katie.
Jerry potrząsnął głową. Westchnąłem głośno i powiedziałem to, co musiałem powiedzieć:
— Tak, Jerry, wiem, że zostałem nabrany, i to przez tych, których uważałem za przyjaciół. Swoich i Margi. Czy to Ty kryłeś się za tym wszystkim? Kimże więc jestem? Hiobem?
— I tak, i nie.
— Co to oznacza… Wasza Wysokość?
— Alec, nie musisz mnie tak tytułować. Spotkaliśmy się jako przyjaciele i mam nadzieję, że nimi pozostaniemy.
— Jak możemy być przyjaciółmi, jeżeli jestem Hiobem? Wasza Wysokość… gdzie jest moja żona?
— Alec, sam chciałbym wiedzieć. W twoich pamiętnikach odnalazłem pewne wskazówki, które pozwoliły Mi rozpocząć poszukiwania. Na razie jednak tego nie wiem. Musisz być cierpliwy!
— Hmm… do diabła, nie jestem cierpliwy! Jakie wskazówki? Wskaż mi trop! Czy nie widzisz, że tracę rozum?!
— Nie, nie widzę, ponieważ go nie tracisz. Przypiekałem cię tylko trochę. Naciskałem na ciebie tak, że powinieneś się załamać. Ty się nigdy nie załamujesz. Mimo to nie możesz Mi pomóc w poszukiwaniach, nie w tej chwili. Alec, nie zapominaj, że jesteś człowiekiem… a Ja nie! Posiadam moc, której nie potrafisz sobie wyobrazić. Ma ona jednak ograniczenia, których również nie potrafisz sobie wyobrazić. Siedź więc cicho i słuchaj! Jestem twoim przyjacielem. Jeśli w to nie wierzysz, możesz opuścić Mój dom i radzić sobie sam. Nad jeziorem zawsze można znaleźć pracę — jeśli potrafisz wytrzymać odór siarki. Możesz szukać Margi na swój własny sposób. Nie jestem wam nic winien, ponieważ nie byłem przyczyną waszych trudności. Uwierz Mi!
— Hmm… chciałbym ci uwierzyć.
— Może uwierzysz Katie.
— Alec, Szatan rzecze prawdę — odezwała się Katie. — To nie On zesłał na ciebie to wszystko. Kochanie, czy Zdarzyło ci się kiedyś, że zabandażowałeś rannego psa tylko po to, żeby nieszczęsne zwierzę w swej ignorancji zerwało bandaż, wyrządzając sobie jeszcze większą krzywdę?
— Tak. (Mój pies Brownie. Miałem dwanaście lat. Brownie zdechł.)
— Nie postępuj tak jak ten pies. Zaufaj Jerry’emu! Jeśli ma ci pomóc, musi uczynić rzeczy, których nie potrafisz pojąć. Czy pouczałbyś neurochirurga podczas zabiegu, albo popędzałbyś go?
Uśmiechnąłem się ze skruszoną miną i pogłaskałem ją po ręce.
— Będę grzeczny, Katie! Postaram się.
— Tak, postaraj się! Zrób to dla Margi!
— Dobrze. Hmm… Jerry, przyznaję, że jestem jedynie człowiekiem i nie potrafię zrozumieć wszystkiego, czy mógłbyś jednak powiedzieć mi cokolwiek?
— Powiem ci tyle, ile będę mógł. Od czego mam zacząć?
— Gdy Cię zapytałem, czy jestem Hiobem, odpowiedziałeś „I tak, i nie”. Co miałeś na myśli?
— W istocie jestem nowym Hiobem. W przypadku tamtego Hioba byłem, muszę przyznać, jednym z czarnych charakterów. Tym razem tak nie jest. Nie jestem dumny z tego, w jaki sposób postąpiłem z Hiobem, ani z tego, jak pozwalałem często Memu Bratu Jahwe na wmanewrowanie Mnie w wykonanie za Niego brudnej roboty — poczynając od Pramatki Ewy — i jeszcze wcześniej, w sposób, którego nie mogę ci wyjaśnić. Poza tym zawsze uwielbiałem się zakładać o cokolwiek… i z tej słabości również nie jestem dumny.
Jerry spojrzał w ogień i zamyślił się głęboko.
— Ewa była ładniutka. Gdy tylko wpadła mi w oko, zrozumiałem, że Jahwe wysmażył wreszcie stworzenie godne Artysty. Później dowiedziałem się, że ściągnął większą część projektu…
— Co takiego? Ale…
— Nie przerywaj, człowieku. Większość z waszych błędów — podsycanych przez Mojego Brata — wypływa z przekonania, że wasz Bóg jest jedyny i wszechpotężny. W gruncie rzeczy Mój Brat — i Ja też, rzecz prosta — jesteśmy nie więcej niż kapralami w armii Wodza Naczelnego. Muszę też dodać, że Wielka Istota, o której myślę jako o Wodzu Naczelnym, Przewodniczącym, Największej Mocy, może być jedynie szeregowcem dla jakiejś wyższej Mocy, której nie potrafię pojąć. Za każdą tajemnicą kryje się następna tajemnica i tak w nieskończoność. Nie musisz jednak znać ostatecznych odpowiedzi — jeżeli takowe istnieją — i Ja również nie. Chcesz wiedzieć, co przytrafiło się tobie… i Margrethe. Jahwe przyszedł do Mnie, proponując taki sam zakład, jaki zawarliśmy o Hioba. Twierdził, że posiada wyznawcę, który jest nawet bardziej uparty niż Hiob. Odmówiłem Mu. Zakład o Hioba nie był zbyt zabawny. Już na długo przed jego rozstrzygnięciem zmęczyło mnie dręczenie biednego szmondaka. Tym razem więc powiedziałem Bratu, żeby zabrał Swe zabawki gdzie indziej. Dopiero gdy ujrzałem ciebie i Margę maszerujących wzdłuż Międzystanowej Czterdzieści, nagich jak młode kociaki i równie bezradnych, zdałem sobie sprawę, że Jahwe znalazł sobie innego partnera do Swych złośliwych igraszek. Przewiozłem więc was tu i zatrzymałem prawie przez tydzień, aby…
— Słucham? Tylko przez jedną noc!
— Mało ważne. Wystarczająco długo, aby doprowadzić was do porządku i wysłać w dalszą drogę… zaopatrzonych w kilka wskazówek, jak sobie radzić, choć w gruncie rzeczy radziliście sobie dobrze sami. Jesteś twardym sukinsynem, Alec, tak twardym, że aż postanowiłem odnaleźć tę sukę, której synem jesteś. To była naprawdę twarda suka i krzyżówka tej lisicy z twym słodkim łagodnym ojcem wytworzyła stworzenie zdolne sobie poradzić. Tak więc puściłem cię luzem. Zawiadomiono mnie, że masz tu przybyć. Moi szpiedzy są wszędzie. Połowa personelu Mojego Brata to podwójni agenci.