Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Statki czasu [The Time Ships - pl]
Statki czasu [The Time Ships - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Statki czasu [The Time Ships - pl]

Электронная книга - «Statki czasu [The Time Ships - pl]». Краткое содержание книги:

Powieść napisana została z pozycji pojmowania kosmosu przez człowieka końca dwudziestego wieku i zdobyczy współczesnej nauki; jest nowoczesną reinterpretacją wizji Wellsa. Podróżnik w czasie u Baxtera zmierza ku nieskończoności. Jego zadanie jest daleko ważniejsze niz tylko uratowanie Weeny: prócz tajemnicy przyszłości musi także rozwiązać paradoksy otaczającego go świata.
Autoryzowana kontynuacja Wehikułu czasu Herberta George’a Wellsa.
1 ... 80 81 82 83 84 85 86 87 88 ... 128
Перейти на страницу:

Po mniej więcej godzinie natrafiliśmy na nieruchomą, zgarbioną postać na ziemi. Smród był tak ostry, że musiałem przyłożyć postrzępioną chusteczkę do twarzy. Ciało było tak potwornie spalone i zniekształcone, że z początku myślałem, że być może to zwłoki jakiejś bestii — na przykład młodej diatrymy — ale potem usłyszałem krzyk Stubbinsa. Podszedłem do niego i na końcu poczerniałej, wyciągniętej na ziemi kończyny zobaczyłem kobiecą dłoń. Jakimś dziwnym trafem ręka była zupełnie nietknięta przez ogień. Palce były zwinięte jak we śnie, a na czwartym palcu pobłyskiwała złota obrączka.

Biedny Stubbins oddalił się chwiejnym krokiem między drzewa i usłyszałem, jak wymiotuje. Stojąc w zniszczonym lesie z bezużytecznymi skorupami z wodą na szyi, czułem się jak bezradny, stroskany idiota.

— A co, jeżeli tak jest wszędzie, sir? — zapytał Stubbins. — No wie pan, tak jak tu. — Nie mógł się zmusić, by spojrzeć na zwłoki, czy choćby wskazać je palcem. — A co, jeżeli nie znajdziemy żywego człowieka? Jeżeli wszyscy zginęli, spłonęli tak jak ta kobieta?

Położyłem rękę na jego ramieniu i wydobyłem z siebie siłę, której nie czułem.

— Jeżeli tak jest, to wrócimy na plażę i znajdziemy jakiś sposób, by dalej żyć — odrzekłem. — Postaramy się z tego wybrnąć. Tak właśnie zrobimy, Stubbins. Nie możesz się jednak poddawać, chłopie. Dopiero co rozpoczęliśmy poszukiwania.

Jego oczy odbijały się białym kolorem na tle twarzy, która była czarna jak u kominiarza.

— Tak — powiedział. — Ma pan rację. Nie możemy się poddawać. Postaramy się z tego wybrnąć, bo cóż innego możemy zrobić? Ale...

— Tak?

— Ach, nic takiego — odparł i poprawił swoją apteczkę, gotowy do dalszej drogi.

Nie musiał kończyć zdania, bym zrozumiał, o co mu chodzi! Jeżeli z wyjątkiem nas dwóch i Morloka wszyscy członkowie ekspedycji zginęli, to — Stubbins to wiedział — cała nasza trójka będzie przesiadywać w chatach na plaży aż do śmierci. A potem przypływ zaleje nasze kości i tak to się skończy. Będziemy mieli szczęście, jeśli pozostaną po nas skamieliny, które jakiś ciekawski właściciel domu wykopie w ogrodzie w Hampstead lub Kew za pięćdziesiąt milionów lat.

Była to ponura, bezsensowna perspektywa. Stubbins chciał wiedzieć, jak można było wybrnąć z tej sytuacji.

W przygnębiającym milczeniu zostawiliśmy zwęglone zwłoki kobiety i ruszyliśmy dalej.

Nie potrafiliśmy zmierzyć czasu w lesie i w otoczeniu tych przerażających zniszczeń. Dzień był długi, gdyż nawet słońce wydawało się zawiesić swój codzienny bieg po niebie, a cienie połamanych pni ani nie ulegały skróceniu, ani nie przesuwały się po ziemi. W rzeczywistości jednak minęło zaledwie jakieś pół godziny, nim usłyszeliśmy odgłos trzasku i miażdżenia, który zbliżał się do nas z wnętrza lasu.

Na początku nie widzieliśmy źródła hałasu. Stubbins ze strachu otworzył szeroko oczy, które w półmroku odznaczały się bielą kości słoniowej. Czekaliśmy, wstrzymując oddech.

Zbliżała się do nas jakaś sylwetka, która wynurzyła się z cienia. Potykała się i zderzała z kikutami drzew. Była to drobna postać, najwyraźniej cierpiąca, niemniej jednak niewątpliwie ludzka.

Z duszą na ramieniu popędziłem naprzód, nie zważając na skorupiaste, poczerniałe podłoże pod nogami. Stubbins był przy moim boku.

To była kobieta, ale twarz i górną część ciała miała takie popalone i poczerniałe, że nie mogłem jej rozpoznać. Padła w nasze ramiona z bełkotliwym westchnieniem, jakby doznała ulgi.

Stubbins posadził kobietę na ziemi, opierając ją o pień złamanego drzewa. W trakcie tego mamrotał zdławionym głosem niezręczne słowa pocieszenia:

— Proszę się nie martwić. Wszystko będzie dobrze, zaopiekuję się panią...

Kobieta nadal miała na sobie zwęglone szczątki koszuli z tkaniny diagonalnej i spodni w kolorze khaki, ale całe ubranie było poczerniałe i podarte. Jej ramiona były mocno poparzone, zwłaszcza na wewnętrznych stronach przedramion. Twarz miała popaloną — prawdopodobnie stała zwrócona przodem podczas wybuchu — ale wokół jej ust i oczu dostrzegłem paski zdrowego ciała, które zachowały się w dość dobrym stanie. Domyśliłem się, że w chwili wybuchu zakryła twarz rękami, chroniąc przynajmniej jej część, lecz niszcząc sobie przy tym przedramiona.

Otworzyła oczy, które miały intensywny, niebieski kolor. Z jej ust wydobył się owadzi szept. Pochyliłem się, żeby ją usłyszeć, przezwyciężając odrazę i grozę na widok poczerniałych szczątków jej nosa i uszu.

— Wody. Na litość boską, wody...

To była Hilary Bond.

13. RELACJA BOND

Stubbins i ja pozostaliśmy z Hilary przez kilka godzin, podając jej wodę z naszych skorup. Od czasu do czasu Stubbins wyruszał na obchód lasu i krzyczał we wszystkie strony, by przyciągnąć uwagę innych ludzi pozostałych przy życiu. Próbowaliśmy opatrzyć rany Hilary za pomocą środków z apteczki Stubbinsa, ale jej zawartość — przeznaczona do leczenia siniaków, rozcięć i tym podobnych drobnych urazów — okazała się niewystarczająca, by poradzić poważnym oparzeniom Hilary.

Hilary była osłabiona, ale mówiła do rzeczy i zdała mi relację z tego, co widziała podczas bombardowania.

Po tym, jak zostawiła mnie na plaży, ruszyła jak najszybciej przez las. Mimo to nie była bliżej niż milę od obozu, kiedy nadleciał messerschmitt.

— Zobaczyłam, jak bomba spada w powietrzu — szepnęła. — Ze sposobu, w jaki się żarzyła domyśliłam się, że skonstruowano ją z karolinu. Nigdy dotąd nie widziałam takiej, ale słyszałam o niej. Pomyślałam, że ze mną koniec. Zamarłam w bezruchu jak królik — lub głupiec — a kiedy odzyskałam świadomość, wiedziałam, że nie mam czasu ani paść na ziemię, ani schować się za drzewami. Zakryłam twarz rękami...

Błysk był nieludzko oślepiający.

— Światłość przypaliła mi ciało... To było jak otwarcie drzwi do piekieł... Poczułam, że moje policzki się topią, a kiedy otworzyłam oczy, zobaczyłam, że czubek mojego nosa płonie jak świeczka... To było niezwykłe...

Zaczęła kaszleć.

Potem nadszedł wstrząs — „jak powiew huraganu” — i została ciśnięta do tyłu. Poturlała się po podłożu lasu, aż zderzyła się z twardą powierzchnią — prawdopodobnie pniem drzewa — i na pewien czas straciła przytomność.

Kiedy przyszła do siebie, słup purpurowo-fioletowego płomienia wznosił się jak wyrastający z lasu demon, któremu towarzyszyły smugi stopionej ziemi i pary. Otaczające ją drzewa były strzaskane i popalone, choć — szczęśliwym trafem — ona sama znajdowała się na tyle daleko od epicentrum, by uniknąć największej siły zniszczenia i nie odniosła dalszych obrażeń wskutek spadających gałęzi lub innych odłamków.

Dotknęła nosa i zapamiętała tylko otępiałą ciekawość, kiedy zobaczyła w ręce jego dużą część.

— Ale nie czułam żadnego bólu... To bardzo dziwne. Choć — dodała ponuro — wkrótce zostało mi to skompensowane z nawiązką...

Słuchałem tego w milczeniu połączonym z grozą, podczas gdy w wyobraźni widziałem żywy obraz szczupłej, dość niezgrabnej dziewczyny, z którą wyławiałem małże zaledwie kilka godzin przed tym strasznym wydarzeniem.

Hilary myślała, że zasnęła. Gdy odzyskała świadomość, w lesie panowała znacznie większa ciemność — pierwsze płomienie przygasły — i nie wiadomo czemu odczuwała mniejszy ból. Zastanawiała się, czy czasem jej nerwy nie zostały uszkodzone.

1 ... 80 81 82 83 84 85 86 87 88 ... 128
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)