Szminka w wielkim mieście
- Автор: Бушнелл Кэндес
- Язык: польский
- Жанр: Романы для взрослых
Электронная книга - «Szminka w wielkim mieście». Краткое содержание книги:
– Przynieść pęta? – spytał.
– Nie wiem – odparła. Czasem przywiązywał jej nadgarstki po obu stronach łóżka (nie miało u wezgłowia oparcia, więc przywiązywał ją do metalowej szyny z tyłu), a to zawsze nasilało jej pożądanie. Chciała, żeby ją uwolnił od tego popołudnia. Chciała dzięki niemu poczuć się jak ktoś inny, tak jak zawsze poprzednio. Na przykład jak jakaś kobieta z filmu – porno. Kobieta, która robi to z mężczyzną na oczach innych mężczyzn.
– Wypieprz mnie – powiedziała. Wsunął dłoń między jej uda.
– Jak sobie życzysz, piękna damo – oparła.
No nie, zdenerwowała się. Dlaczego się tak do niej zwraca? Zwłaszcza, kiedy jej pożądanie jest tak niepewne. Piękna damo. Nie wolno jej o tym myśleć. Musiała to zignorować i się odprężyć. Ale nie mogła przestać o tym myśleć. Czy w ogóle miała ochotę na seks?
– Nie jesteś zbyt wilgotna – zauważył.
– Przepraszam. – Uśmiechnęła się ostrożnie, mając nadzieję, że zdoła ukryć swoje uczucia. – Chyba jestem spięta…
– Zaraz cię odprężę. – Opuścił się do nóg łóżka, rozsunął uda Nico, po czym rozchylił dłonią jej wargi sromowe. Zaczął ją lizać, a ona położyła rękę na jego głowie, marząc o tym, żeby coś poczuć. To jednak nic nie dawało. Szczerze mówiąc, czuła jedynie irytację.
Co się z nią dzieje?
– Kirby – powiedziała cicho. Uniósł wzrok. – Po prostu się pokochajmy, co?
– Jasne – odparł. – Jak sobie życzysz, mała. Wiesz przecież. Wiesz, że zrobię wszystko…
Położyła palec na jego ustach, żeby go uciszyć. Gdyby znowu zaczął za dużo gadać, nie byłaby w stanie tego ciągnąć. Odchyliła głowę, przesunęła rękoma po jego muskularnych ramionach i poczuła mały, zaskakujący guzek. Pryszcz? Kirby Atwood ma pryszcz… na ramieniu?
Przestań, nakazała sobie stanowczo. Nie mogła robić tego, co zwykle robią kobiety – koncentrują się na drobnych wadach mężczyzny, aż całkiem traci seksualny powab. Przypomniała sobie, że jest cholerną szczęściarą. Miała czterdzieści trzy lata i Bogu dzięki, że w ogóle jakiś facet chciał z nią sypiać, a co dopiero facet taki jak Kirby. Zamierzała dobrze się bawić. Musiała dobrze się bawić. Musiała uciec… Koncentrując się na jego twardym penisie, na tym, że był w niej, i na czystej fizycznej rozkoszy wynikającej z seksu z młodym, napalonym facetem, wypchnęła biodra, położyła dłonie na jego pośladkach i wbiła go głębiej w siebie.
Na moment niemal zdołała zapomnieć o problemach i pozwoliła sobie na krzyk rozkoszy. Już po wszystkim przywarła do niego, głaszcząc jego plecy i pośladki, rozkoszując się gładką skórą i wciskając go w siebie nawet po tym, jak erekcja zaczęła mu mijać.
– O rany. – Popatrzył na nią. – To było mocne.
Pokiwała głową, nie chcąc go puścić. Dzięki Bogu, że Kirby wciąż działa, pomyślała. Podczas ubierania się pomyślała jednak o twardych realiach i poczuła się trochę smutna. Nie dało się nie zauważyć, że nie było tak dobrze jak kiedyś i że za pewien czas, pewnie wkrótce, to się przestanie sprawdzać.
Rozdział 13
Telefon w apartamencie ćwierknął dwa razy, powiadamiając o gościu. Wendy chwyciła słuchawkę i zatkała dłonią drugie ucho. Magda nastawiła telewizor na cały regulator, żeby zagłuszyć hałas odkurzacza, którym pokojówka bez entuzjazmu czyściła dywan, patrząc z dezaprobatą na bałagan.
– Halo? – wrzasnęła Wendy do telefonu.
– Przyszła Tessa Hope. Mam ją skierować na górę? – zapytała recepcjonistka.
– Tak, proszę – odparła Wendy. Była druga trzydzieści, Shane spóźniał się już piętnaście minut. To z pewnością będzie dla pani Hope jeszcze jednym dowodem na brak rodzicielskich umiejętności Shane'a. Wyszła do małego holu i minęła drzwi prowadzące do pokoi dzieci, czyli dwóch małych pomieszczeń z łazienką, takich samych jak sypialnia i salon po drugiej stronie. W pierwszym pokoju stały dwa jednoosobowe łóżka: na podłodze między nimi Tyler i Chloe kolorowali książeczki. Tyler wyrwał siostrze kredkę.
– Nie tak się to robi, głupia – syknął.
– Tyler. Tak nie można – powiedziała Wendy cierpliwie. Wyjęła kredkę z dłoni syna i oddała go małej Chloe.
– Ale ona wyłazi poza linię – narzekał Tyler.
– Ma tylko dwa lata – powiedziała Wendy. – Wolno jej wychodzić za linię.
– To ja też będę.
– Możesz, jeśli chcesz. – Popatrzyła na niego. Biedne dziecko. Mogła zrozumieć jego irytację, musieli się gnieździć na małej przestrzeni. Ale to było chwilowe. Ukucnęła. – Wkrótce będziemy mieli wielkie nowe mieszkanie. – Dotknęła jego ramion, żeby spojrzał jej w twarz. – Co ty na to?
– Nie wiem. – Wzruszył ramionami. – Mamy już mieszkanie.
– Zobaczymy się z Gwyneth, mamusiu? – zapytała Chloe.
– Zobaczycie się z nią w poniedziałek rano, po powrocie. Teraz jedziecie z tatusiem, a wrócicie w niedzielny wieczór.
– Dlaczego musimy tutaj wracać? – Tyler spojrzał wściekle na kredki. – Dlaczego nie możemy zostać w naszym domu?
– Nie chcesz mieszkać z mamusią?
– Dlaczego nie zamieszkasz u nas? – spytał Tyler.
Wendy uśmiechnęła się do niego.
– Bo mamusia i tatuś już nie mieszkają razem – powtórzyła po raz setny. – Mamusia znajdzie nowe mieszkanie i wszyscy tam zamieszkamy.
– Z tatusiem? – chciała wiedzieć Chloe.
– Nie. Tatuś zostanie w swoim mieszkaniu.
– Chodzi ci o nasze mieszkanie, mamusiu – powiedział Tyler. – My mieszkamy tam. Ty mieszkasz w tym hotelu.
– Ty też – zauważyła Wendy cierpliwie.
– Chcę do domu. – Chloe zaczęła płakać.
Odezwał się dzwonek u drzwi. Wendy posadziła Chloe na łóżku.
– Magda! – wrzasnęła. – Możesz otworzyć?
– Dlaczego? – odwrzasnęła Magda.
– Bo cię proszę… – Westchnęła i zaniosła Chloe do holu, gdzie okazało się, że Magda postanowiła jednak zrobić coś pożytecznego i otworzyła drzwi.
– Och – powiedziała i zrobiła krok w tył.
– Czy to tatuś? – Tyler wypadł z pokoju.
Adwokatka Tessa Hope stała niepewnie na progu, przyglądając się tej scence ze źle maskowanym przerażeniem. Tessa miała trzydzieści pięć lat, była samotna i atrakcyjna w typowy dla Upper East Side sposób. Miała na sobie bluzkę we wzory od Roberta Cavalliego, dżinsy i mary janesy, czyli płaskie buty z czarnej lakierowanej skóry. Uważano ja za najtwardszą adwokatkę od spraw rozwodowych w firmie Berchell & Dingley, i znalazła się na czterdziestym trzecim miejscu listy najbardziej wpływowych kobiet w mieście.
– Przepraszam – powiedziała Wendy. – Wejdź. Shane miał zabrać dzieci kwadrans po drugiej, ale się spóźnia. Usiądź.
Naturalnie nie było gdzie usiąść, wszędzie leżały dokumenty, książki, scenariusze, DVD, do tego gąbka, szczotka do włosów, sterowany samolot i rozmaite ubrania.
– W porządku. Jeśli chcesz, zejdę na dół i poczekam – oświadczyła Tessa ostrożnie.
– Nie, wejdź – powiedziała Wendy. – Pokojówki właśnie wychodzą. – Zrobiła trochę miejsca na sofie, Tessa ostrożnie usiadła. – Zwykle tak tu nie jest. Przeważnie trochę lepiej panuję nad sytuacją – wyjaśniła Wendy ze skruchą w głosie.
– W porządku. – Tessa uśmiechnęła się sztywno. – Masz urocze dzieci.
– Dziękuję – odparła Wendy z dumą. Nagle zauważyła włosy Magdy. – Magda skarbie, mówiłaś, że umyjesz włosy.
– Umyłam, mamo.
– Nieprawda.