Niezwyciężony [Invincible - pl]
- Автор: Хемри Джон
- Серия: Zaginiona flota: Przestrzeń zewnętrzna #2
- Год: 2016
- Язык: польский
- Год: Fabryka Słów
- ISBN: 978-83-7964-198-7
- Переводчик: Robert J. Szmidt
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Niezwyciężony [Invincible - pl]». Краткое содержание книги:
Spotkanie z Obcymi, zwanymi enigmami, potwierdziło obawy Geary’ego. Zaatakowany bez ostrzeżenia rozkazał swoim okrętom skoczenie do kolejnego systemu, gdzie trafił na celownik armady należącej do innej, równie wrogiej rasy. Istoty te, ignorując wezwania pokojowo nastawionych ludzi, wysłały z niewyobrażalnie potężnej fortecy strzegącej punktu skoku setki samobójców. Po ich pokonaniu Geary staje przed kolejnym, jeszcze poważniejszym problemem. Jak opuścić ten system, nie ponosząc przy tym gigantycznych strat. Musi jednak stąd odlecieć, choć za kolejną studnią grawitacyjną mogą na niego czekać enigmowie…
Geary wpatrywał się w lekarza.
— Mówi pan, że powinienem pozwolić im umrzeć?
— Nie. Tego nie wolno mi powiedzieć. Staram się panu jedynie uzmysłowić, że oni poumierają, pytanie tylko kiedy i jak. Może mi pan rozkazać zmniejszenie dawek środków uspokajających albo kolejne ich zwiększenie. Może pan też powiedzieć, że mamy kontynuować terapię bez zmian, by utrzymać ich przy życiu jak najdłużej.
— Nie mogę wydać rozkazu ich zabicia, doktorze. Czy będą bardzo cierpieli, jeśli pozostawimy ich w tym stanie?
— Cierpieli? Nie. Po prostu umrą we śnie albo wybudzą się i popełnią samobójstwo. Nie wiem, czy proces umierania tych istot jest bolesny, ale z sekcji zwłok osobnika, który wyszedł ze śpiączki, i ostatnich odczytów aparatury nie wynika, by w jego umyśle doszło do traumy. Organizm dostarczył do krwioobiegu hormony i substancje chemiczne, które zablokowały ból i mogły powodować urojenia w tym krótkim czasie, jaki był potrzebny do wyłączenia wszystkich ważnych narządów.
Nie brzmiało to jakoś specjalnie źle. Żadnego bólu. Prawdopodobnie wizje tego, czego te istoty pragnęły najbardziej. Ukojenie. Ale żeby celowo skazywać je na taki los…
— Proszę nadal utrzymywać ich przy życiu. Tak, wiem, że to nasze zasady, ale tylko je znamy i tylko ich możemy się trzymać.
— Dopuszczamy odłączenie aparatury w sytuacjach, gdy pacjent nie reaguje na terapię i nie ma dla niego nadziei — zauważył doktor Nasr.
— W tym wypadku nie utraciliśmy jeszcze nadziei — odparł stanowczo Geary, choć sam w to do końca nie wierzył.
Lekarz skinął głową. Personel medyczny skutecznie oparł się zwyczajowi tradycyjnego salutowania przełożonym.
— Mam jeszcze jedną sprawę, admirale. Chodzi o obywateli Światów Syndykatu, których ocaliliśmy z niewoli Enigmów. Podjął pan już decyzję, co mamy z nimi zrobić?
— Nie, doktorze. Nie podjąłem. Wystarczyło mi, że zabawiłem się w boga przy decydowaniu o losie krodźwiedzi. Czy muszę robić to ponownie z Syndykami?
— Tak, admirale. Musi pan. Wie pan, jak skończą, jeśli wyda pan ich władzom Światów Syndykatu. Będą traktowani jak zwierzęta laboratoryjne. Kto wie, czy w niewoli Enigmów nie byłoby im lepiej.
Geary potrzasnął gniewnie głową.
— Jeśli przekażę ich władzom Sojuszu, czeka ich podobny los! Nasi naukowcy mogą grzmieć do woli o godności i humanitaryzmie, ale obaj wiemy, że jeńcy zostaną potraktowani w taki sam sposób. — Przywołał raport, o którym zapomniał, przejrzał go pobieżnie, by potwierdzić domysły. — Zapytaliśmy uwolnionych Syndyków, co mamy z nimi zrobić. Wszyscy stwierdzili, że chcą wrócić do domu.
— A pan nie chce wrócić do domu, admirale?
— Ja… — Oczywiście, że tego chcę. Ale mój dom już nie istnieje. Zniknął dawno, dawno temu. A jeśli udam się tam, gdzie przedtem stał, nie będę miał chwili spokoju. Zupełnie jak tych trzystu trzydziestu trzech Syndyków. — Rozumiem pana, doktorze. Naprawdę. Obiecuję panu, że nie podejmę decyzji bez dokładnego sprawdzenia, co będzie najlepsze dla tych ludzi.
— Dziękuję, admirale. O nic innego nie proszę.
Geary opadł na oparcie fotela wykończony koniecznością podejmowania tak trudnych decyzji, zwłaszcza że czasem nie był w stanie odróżnić dobra od zła.
— Admirale? — odezwała się Desjani półgłosem.
— Tak?
— W czasie gdy rozmawiał pan z doktorem Nasrem, nadeszło kolejne pilne wezwanie. Kapitan Jane Geary prosi o jak najszybsze spotkanie.
No pięknie. Spodziewał się tego i wiedział, że im bardziej eskadra pościgowa oddala się od pancerników, tym większe będą opóźnienia w komunikacji i tym dłużej potrwa ta bolesna rozmowa.
— Odbiorę w swojej kajucie.
— Tylko nie owijaj w bawełnę. Jeśli musisz zranić jej uczucia, zrób to. Bądź tak ostry i precyzyjny, jak to tylko możliwe. Ale na miłość wszystkich przodków, nie wspomnij nawet słowem, że ja ci to doradziłam.
Posiedział na mostku jeszcze kilka minut, patrząc na znikające w nadprzestrzeni formacje Enigmów. Wróg odleciał na Midway kilka godzin wcześniej, jednakże niosące tę informację światło dopiero teraz dotarło do floty, więc ludzie mieli poczucie, że patrzą na bieżące wydarzenia.
— Dobra, czas rozmówić się z moją krewniaczką.
Dwa razy sprawdził stan zabezpieczeń swego komunikatora, zanim wezwał mostek „Dreadnaughta”. Doświadczenie podpowiadało mu, że ten sprzęt nie jest w stu procentach pewny, a bardzo mu zależało, by treść tej rozmowy pozostała pomiędzy nim i Jane.
Hologram krewniaczki pojawił się pośrodku kajuty. Zgodnie z przypuszczeniami Geary’ego nie wyglądała na zadowoloną.
— Admirale, z całym szacunkiem, ale domagam się odpowiedzi, dlaczego zostałam pominięta podczas wyboru dowódcy sił głównych floty.
Mógł jej odpowiedzieć jak członkowi rodziny, mógł też ukryć się — jak ona robiła od samego początku — za sztywną maską służbisty, by nie wyczuła jego myśli i uczuć. Za radą Desjani postanowił zacząć od drugiej opcji.
— Pani kapitan — odezwał się formalnym tonem. — Wybrałem na to stanowisko oficera, który moim zdaniem najlepiej i najściślej wykona rozkazy wydane głównym siłom floty.
— Jeśli chodzi o pogłoski mówiące o faworyzowaniu mnie z powodu pokrewieństwa, czuję się ukarana za to, że ktoś inny rzuca bezpodstawne oskarżenia.
Geary potrzebował chwili, by odpowiedzieć. Ktoś rozgłasza, że faworyzuję Jane? Dlaczego Tania mnie o tym nie uprzedziła? Może o tym jeszcze nie wie… Kto mógłby jej o tym powiedzieć? I na jakiej podstawie? Udzieliłem jej pochwały po bitwie na Honorze, ale tego nikt przecież nie powinien kwestionować.
— Zapewniam panią, pani kapitan, że żadne plotki nie miały wpływu na tę decyzję.
Nie kłamię, ja naprawdę o nich nie wiedziałem.
Teraz Jane zawahała się, zanim zareagowała:
— Czy to znaczy, że nie jestem najlepszą kandydatką na dowódcę naszego zgrupowania?
Powinien powiedzieć jej prawdę czy nie? Jeśli tego nie uczyni, odpowiedzialność za wszystko, co wcześniej zrobiła, spadnie także na niego. Oczami wyobraźni zobaczył Tanię posyłającą mu karcące spojrzenie. „Bądź tak ostry i precyzyjny, jak to tylko możliwe”…
— Powiem bez ogródek. Dowódca „Dreadnaughta”, którego poznałem na Varandalu, otrzymałby tę nominację. Była to kobieta agresywna, ale mądra, mogłem na niej polegać. Wtedy mogłem być pewien, że wiem, jak postąpi, ale odkąd wyruszyliśmy na tę misję, moja pewność topniała z każdą chwilą i dzisiaj naprawdę niewiele z niej zostało.
Zbladła, a następnie poczerwieniała na twarzy.
— W którym momencie nie dopełniłam ciążących na mnie obowiązków? Którego zadania nie wykonałam? Nie słyszałam narzekań po tym, co zrobiłam podczas bitwy na Honorze.
— Trudno ganić panią za tamtą decyzję — przyznał Geary. — Jak napisałem w uzasadnieniu wyróżnienia, pani czyny były zgodne z duchem i tradycjami floty Sojuszu. Ale… — dodał, gdy otwierała usta, by odpowiedzieć — nie muszę wiedzieć, kiedy i w jakich okolicznościach podlegli mi dowódcy mogą dokonać aktów heroizmu. Moja praca polega na zapobieganiu takim wydarzeniom. A gdy zawodzę, ktoś taki jak pani rusza do działania. Problem w tym, pani kapitan, że pani tylko czeka na okazję, by szarżować. Nawet tam, gdzie nie jest to potrzebne. Chce pani zostać bohaterką. A nie ma chyba większego niebezpieczeństwa dla okrętu, załogi i floty niż dowódca marzący o sławie.