Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Vaterland [Fatherland - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Vaterland [Fatherland - pl]

Электронная книга - «Vaterland [Fatherland - pl]». Краткое содержание книги:

Jest rok 1964. Nazistowskie Niemcy triumfują w Europie oraz Azji i przygotowują się do obchodów 75 urodzin Hitlera. Prezydent USA J.F.Kennedy ma przybyć z oficjalną wizytą do Rzeszy, aby przywrócić stosunki dyplomatyczne miedzy krajami. Wtedy uwagę władz przykuwa seria tajemniczych morderstw. Wszystkie ofiary łączy udział w planie eksterminacji Żydów i Słowian. Śledztwo rozpoczynają agencji niemieckiego wywiadu, szpiedzy i amerykańska dziennikarka. Rozwiązanie okaże się bardziej zaskakujące, niż ktokolwiek przypuszcza.
1 ... 72 73 74 75 76 77 78 79 80 ... 86
Перейти на страницу:

Pozwoliła, żeby zsunął się z niej drugi ręcznik.

Blada skóra, jasne włosy, ciemne oczy. Przypominała ducha. Musiał sprawdzić, czy jest prawdziwa, czy oboje jeszcze żyją. Wyciągnął rękę i dotknął jej biodra.

Leżeli potem spleceni ramionami na małym drewnianym łóżku. Przepowiadała mu szeptem przyszłość. Jutro wczesnym wieczorem wylądują na lotnisku Idlewild w Nowym Jorku. Pojadą prosto do siedziby nowojorskiego „Timesa”. Znała tam pewnego redaktora. Przede wszystkim muszą zrobić kopię — tuzin kopii — a potem wydrukować tyle, ile się da, najszybciej jak to możliwe. „Times” idealnie się do tego nadawał.

— A jeśli nie będą chcieli tego wydrukować? — Trudno było mu wyobrazić sobie ludzi, którzy drukują, co chcą.

— Wydrukują. Na Boga, jeśli mi odmówią, zrobię to samo co ci szaleńcy, którym nie udało się opublikować swoich powieści. Stanę na Fifth Avenue i będę wręczała kopie przechodniom. Ale nie przejmuj się: wydrukują to, a my będziemy tymi, którzy zmienili historię.

— Ale czy ktoś w to uwierzy? — Ta wątpliwość rosła w nim z każdą chwilą, odkąd otworzył torbę. — Czy to nie jest coś, w co po prostu nie sposób uwierzyć?

Nie, odparła z olbrzymim przekonaniem, ponieważ teraz mają fakty, a fakty zmieniają wszystko. Bez nich nie ma się niczego, ma się pustkę. Ale po przedstawieniu faktów — po przedstawieniu nazwisk, dat, rozkazów, liczb, godzin, miejsc, współrzędnych geograficznych, rozkładów jazdy, fotografii, wykresów, opisów — ta pustka zaczyna nagle mieć swoją własną geometrię, można ją nareszcie zmierzyć, staje się czymś konkretnym. Oczywiście można zawsze ten konkret podważyć, zakwestionować albo po prostu zignorować. Ale każda z tych reakcji jest z samej definicji jakąś reakcją, a więc odpowiedzią na rzecz, która istnieje.

— Niektórzy ludzie na pewno nie uwierzą: nie uwierzyliby nawet, gdybyśmy im dostarczyli nie wiadomo jakich dowodów. Ale jest tutaj, moim zdaniem, dosyć, żeby osadzić Kennedy’ego w miejscu. Nie będzie szczytu. Nie będzie powtórnych wyborów. Nie będzie odprężenia. A za pięć albo za pięćdziesiąt lat to państwo legnie w gruzach. Nie można budować na masowych mogiłach. Ludzie nie są tacy źli… nie mogą być tacy źli… wierzę w to. A ty?

Nie odpowiedział.

Obudził się dość wcześnie, żeby obejrzeć kolejny berliński świt. W oknie poddasza tkwiła znajoma szara twarz, twarz starego przeciwnika.

— Nazwisko?

— Magda Voss.

— Urodzona?

— Dwudziestego piątego października 1939.

— Gdzie?

— W Berlinie.

— Zawód?

— Nie pracuję. Mieszkam razem z rodzicami w Berlinie.

— Dokąd pani jedzie?

— Do Waldshut nad Renem. Na spotkanie z narzeczonym.

— Jego nazwisko?

— Paul Hahn.

— W jakim celu udaje się pani do Szwajcarii?

— Na wesele przyjaciółki.

— Gdzie odbywa się wesele?

— W Zurychu.

— Co to jest?

— Prezent ślubny. Album fotograficzny. Albo Biblia? Książka? Deska do krojenia? — Sprawdzała na nim odpowiedzi.

— Deska do krojenia… doskonale. Dokładnie taki rodzaj podarunku, jaki dziewczyna pokroju Magdy będzie wiozła przez osiemset kilometrów, żeby wręczyć przyjaciółce. — March przemierzał wielkimi krokami pokój. Teraz zatrzymał się i wycelował palec w paczkę. — Proszę to otworzyć, Fräulein.

Przez chwilę się zastanawiała.

— Co mam na to odpowiedzieć?

— Nie ma na to żadnej dobrej odpowiedzi.

— Wspaniale. — Wyjęła papierosa i zapaliła. — Widzisz? Trzęsą mi się ręce.

Dochodziła siódma.

— Czas ruszać.

Hotel zaczynał budzić się do życia. Mijając rząd drzwi z cienkiej dykty słyszeli za nimi szum wody, radio, śmiech dzieci. Gdzieś na drugim piętrze chrapał głośno, nie przejmując się niczym, jakiś mężczyzna.

Trzymali paczkę ostrożnie, w wyciągniętych rękach, tak jakby zawierała uran. Charlie schowała ją między ubrania, do środka swojej walizki. March zniósł walizkę po schodach, minął pusty hol i wyszedł wąskim wyjściem przeciwpożarowym na tyły hotelu. Charlie miała na sobie ciemnoniebieski kostium, włosy schowała pod chustką. Wypożyczony opel stał tuż obok volkswagena. Z kuchni dochodziły krzyki, zapach świeżej kawy i syczenie frytury.

— Wyjeżdżając z Bellevue skręć w prawo. Droga biegnie wzdłuż doliny. Nie sposób nie zauważyć mostu.

— Już mi to mówiłeś.

— Zanim podjedziesz do odprawy, spróbuj zorientować się, jak dokładnie sprawdzają przekraczających granicę. Jeśli okaże się, że kontrolują wszystko, zawróć i postaraj się to gdzieś ukryć. W lesie, rowie, stodole… w jakimś miejscu, które potrafisz zapamiętać, miejscu, do którego ktoś po to wróci. Potem wyjedź. Obiecaj mi:

— Obiecuję.

— Z Zurychu codziennie odlatuje samolot Swissairu do Nowego Jorku. O drugiej po południu.

— O drugiej. Wiem. Mówiłeś mi to już dwa razy. Dał krok do przodu, żeby ją objąć, ale odepchnęła go.

— Nie będę się z tobą żegnać. Nie tutaj. Zobaczymy się dziś wieczorem. Zobaczymy się.

Przeżyli moment niepokoju, kiedy opel nie chciał zapalić. Ale potem Charlie włączyła ssanie, spróbowała ponownie i tym razem się udało. Nie patrząc na Xaviera wyjechała tyłem z parkingu. Zobaczył po raz ostatni jej profil — patrzyła prosto przed siebie, zaciskając palce na kierownicy — a potem opel zniknął, zostawiając za sobą w chłodnym porannym powietrzu obłoczek bladoniebieskich spalin.

March siedział samotnie na skraju łóżka, trzymając w ręku jej poduszkę. Odczekał godzinę, zanim ubrał się w mundur. Zapinając guziki stanął przed lustrem toaletki. Cokolwiek się z nim stanie, zakładał go po raz ostatni.

„Będziemy tymi, którzy zmienili historię…”

Włożył na głowę czapkę i poprawił ją. A potem wziął trzydzieści zapisanych kartek, swój notes, kieszonkowy kalendarz Buhlera, złożył wszystko razem, owinął w drugi arkusz pakowego papieru i wsunął do wewnętrznej kieszeni.

Czy tak łatwo zmienia się historię? Nie był tego taki pewien. Wiedział co prawda z własnego doświadczenia, że tajemnice są jak kwas — raz rozlane, potrafią przeżreć wszystko: jeśli udało im się rozbić małżeństwo, dlaczego nie mają zniszczyć prezydentury albo całego państwa? Ale historia? Potrząsnął głową, wpatrując się we własne odbicie — historia była czymś, co go przerastało. Policjanci zamieniają podejrzenia na dowody. On tego dokonał. Historię pozostawiał jej.

Zaniósł do łazienki torbę Luthera i wrzucił do niej wszystko, co zostawiła Charlie — puste butelki, gumowe rękawice, talerz, łyżkę, szczotki. Powtórzył to samo w sypialni. Dziwne, jak bardzo wypełniała sobą to miejsce, jak bardzo wydawało się bez niej puste. Spojrzał na zegarek. Było wpół do dziewiątej. Powinna już dawno wyjechać z Berlina, być może mijała Wittenberg. W recepcji kręcił się dyrektor.

— Dzień dobry, Herr Sturmbannführer. Czy przesłuchanie skończone?

— Oczywiście, Herr Brecker. Jeszcze raz dziękuję za patriotyczną postawę.

— Cała przyjemność po mojej stronie. — Hotelarz ukłonił się lekko i zatarł swoje tłuste białe dłonie, tak jakby namaszczał je olejkiem. — Gdyby Herr Sturmbannführer miał jeszcze kiedykolwiek życzenie kogoś przesłuchać, polecam swoje usługi… — Jego krzaczaste brwi wykonywały dziki taniec. — Być może będę nawet mógł dostarczyć jakąś podejrzaną?

March uśmiechnął się.

1 ... 72 73 74 75 76 77 78 79 80 ... 86
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)